Dyskusja nad nazwaniem prywatnej ulicy w Lasowicach potoczyła się zgodnie z przewidywaniami: radny Sznajder popierał, radna Alicja będzie głosować "tak jak uzna za stosowne", przewodniczący Rady oświadczył, że czuje się dotknięty moim oświadczeniem w prasie, bo zawsze był za nadawaniem ulicom nazw oób duchownych...
Rzeczone oświadczenie było odpowiedzią na ostry protest - wystąpienie radnego PO, wiceprzewodniczącego Garusa, w imieniu klubu radnych PO podczas niegdysiejszej Komisji Edukacji Kultury i Sportu. Zrozumiałem świete oburzenie Pana Przewodniczącego, gdy tylko spojrzałem w protokół z obrad komisji. Zapis wyglądał mniej więcej tak:
"Głos zabrał Radny Łukasz Garus: (...) uważam, że możemy Księdza Prałata uhonorować w inny sposób (...) powstrzymajmy tą tendencję, bo będziemy mieć w Tarnowskich Górach ulice albo świetych, albo księży (...)".
Wyjaśniem, że pierwsze (...) pochodzą od protokolanta, a na nagraniu słychać w tym miejscu "szszssszszsssszsz". Na szczęscie są jeszcze świadkowie i to nie tylko ze składu rady.
Padło także pytanie, czy ktoś przeprowadził konsultacje z mieszkańcami nowej ulicy. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie, bo tam jeszcze nie mieszkają. Tu przypomniały mi się słowa ludowej pieśni: "Jadą goście jadą koło mego sadu, do mnie nie przyjadą, bo jo tam nie mieszkom".
Rada znakomitą większością głosów, przy dwóch głosach przeciwnych i dwóch wstrzymujących się przyjęła projekt uchwał i nazwała ulicę zgodnie z intencjami właściciela drogi, rady parafialnej i Rady Dzielnicy Lasowice. I o co ten szum?
