Weekend minął spokojnie. Moja chrześniaczka Helenka skończyła cztery latka, była więc okazja do rodzinnego spotkania. Oby takich, przyjemnych okazji było jak najwięcej.
Na chwilę wracam jednak do wydarzeń z piątku. Po południu zebrała się Rada Programowa Tarnogórskiego Centrum Kultury. Dyrektor Mirosław Błaszczak z dumą określił miniony rok za najlepszy w historii TCK. I faktycznie trzeba przyznać, że był to rok udany. Odbyło się wiele imprez, fantastyczne Gwarki i jeszcze przeprowadzonych zostało wiele remontów. Podnieśliśmy poprzeczkę i teraz oczekiwania wobec dyrektora będą wyższe. Jeśli chodzi o remonty to w tym roku wydamy milion złotych na remont sali widowiskowej. A jeśli chodzi o Gwarki, to przygotowania już się rozpoczęły...
Pozostając w kręgu kultury - byłem także na otwarciu starej, a nowej Kawiarni Artystycznej Pod-Nad. Prowadzi ją teraz pani Ewa Plaza. Na to oficjalne otwarcie przybyło wielu znakomitych gości, ale ja chciałbym napisać o programie artystycznym. Koncert Lucjana Wesołowskiego pozostający w klimatach wschodu, a konkretnie motywach indyjskich zrobił na mnie ogromne wrażenie. Momentami czułem się jakbym siedział u stóp najwyższych gór świata. Artysta zagrał na sitarze - tradycyjnym indyjsko-perskim instrumencie muzycznym, a także na kilku odmianach indyjskich fletów. Nie wierzycie Państwo, że warto posłuchać? Po koncercie kupiłem aż trzy płyty, więc coś w tym musi być!
I jeszcze na zakończenie szczególna okazja. Rajmund Wawzyniak, honorowy obywatel Tarnowskich Gór, "wicemer Mericourt d/s kontaktów z Tarnowskimi Górami" obchodził 70-te urodziny. Wybrałem się z życzeniami, a towarzyszył mi przewodniczący Rady Powiatu Andrzej Fiała. Korzystając z okazji solenizant zapowiedział wizytę burmistrza Bernarda Baude, który przyjedzie do nas w kwietniu. Wraz z dziećmi, które przyjadą tutaj w ramach wymiany z miastem partnerskim.
Nie tylko o weekendzie
7 lutego 2010, 22:22Rada Społeczna
6 lutego 2010, 22:19
Kiedy przed laty przyjechałem na egzaminy wstępne na Politechnikę Śląską w Gliwicach, przestrzeń socrealistycznych budynków uczelni (egzaminy zdawałem w tzw. "sali 300" na wydziale górnictwa i geologii) zrobiła na mnie ogrooooomne wrażenie. Dziś wygląda niby tak samo, ale przechadzający się po niej studenci są jakby nieco młodsi?
Sala 300 znajduje się dokładnie na przeciw sali senatu uczelni. Potrzeba było 30. lat, abym mógł wejść do sali senatu. Z góry, na gości spoglądają z portretów kolejni rektorzy politechniki. Można poczuć 65 lat historii The Silesian University of Technology.
Jego Magnificencja Rektor prof.dr hab.inż.Andrzej Karbownik zaprosił mnie do współpracy w ramach Rady Społecznej Politechniki Śląskiej. Przyjmując zaproszenie, nie spodziewałem się, że znajdę się wśród tak wielu znamienitych gości. Na liście członków rady zauważyłem przedstawicieli: świata nauki (m.in.tarnogórzanin, prof. Marian Zembala), dużych śląskich przedsiębiorstw i organizacji technicznych (ŚlOIA, ZTUP,GZUT,WASKO S.A., Górażdże S.A., Vattenfall Distribution Poland S.A., WUG, KW S.A., KHW S.A., PKE S.A., KOMAG, Elektrownia Rybnik S.A., GTL S.A., Regionalna Izba Gospodarcza, GIG, KOPEX S.A., FIAT Auto Poland S.A.), parlamentarzystów (prof.dr hab.inż.J.Kaźmierczak, M.Sekuła, T.Tomczykiewicz, A.Gałażewski), władz rządowych (wojewoda Zygmunt Łukaszczyk) i samorządów terytorialnych (marszałek Bogusław Śmigielski; prezydenci: Zabrza, Gliwic, Rybnika, Tychów, Dąbrowy Górniczej; burmistrzowie Mikołowa i Tarnowskich Gór). Zadania rady są określone w Regulaminie RS PŚl.: opiniowanie, wymiana informacji, wymiana doświadczeń i poglądów, wpieranie wrozwoju.
Prognozy przewidują, że za ok.10 lat w Europie wystąpi deficyt inżynierów. Czy można temu zapobiec? Zebrani wysłuchali wystąpień rektora uczelni, prorektora d/s dydaktycznych, dr.hab.Stanisława Kochowskiego, prof.nzw w Politechnice Śląskiej oraz prorektora d/z nauki, dr hab.inż. J. Ślusarka, prof. nzw w Politechnice Śląskiej. Chętnie podzielę się swoimi uwagami na temat planów rozwoju mojej macierzystej uczelni... Zgłoszę je Panu rektorowi drogą mailową - jak na porozumiewanie się inżyniera z inżynierem przystało!
Mali obywatele
5 lutego 2010, 23:52
W 2003 roku tarnogórski żlobek (z 2. filiami) miał pod opieką 42. maluszków. Obecnie, wg pani kierownik żlobka jest ich 97. Jednocześnie wydatki na to nieobowiązkowe dla gminy zadanie wzrosły z około 700. tysięcy zł do ponad 1. mln zł. A potrzeby rosną. Wydłuża się kolejka oczekujących na przyjęcie do żłobka. "Trzeba rozwiązać ten problem" zawyrokowali radni z komisji zdrowia...
A problem jest. Pani kierownik Żłobka ma gotowe rozwiązanie: przedszkole z ulicy Bema "odda" żłobkowi zajmowane pomieszczenia i przeniesie się na parter do pomieszczeń dyrektora przedszkola, po wyburzeniu kilku ścianek, przerobieniu "zmywaka" na przedszkolne sanitariaty, przeniesieniu zmywaka do magazynku, wyprowadzeniu MOPS-u z zajmowanych pomieszczeń i przeniesieniu gabinetu dyrektora i intendenta przedszkola do pomieszczeń "po Mops-ie", przestrzeń użytkowa żłobka poszerzy się (nieprzekonany do niektórych zamian SANEPiD - jakoś go przekonamy).
Pomijając brak środków w budżecie na takie zamiany, możemy dyskutować o ich celowości. A efekt będzie taki, że ubędzie miejsc w przedszkolach (też długa lista osób oczekujących), a przybędzie w żłobkach. Obydwa zadania są przez państwo realizujące politykę prorodzinną NIESUBWENCJONOWANE. Rząd nie przeznacza bezpośrednio na opiekę w żłobkach i przedszkolach ani złotówki! Prowadzenie przedszkoli jest jednak zadaniem dla gminy zadaniem obowiązkowym, a prowadzenie żłobka - fakultatywnym...
Pora na liczby: Bytom (ok.180 tys. mieszkańców) ma w żłobkach 45 miejsc, Chorzów (120 tys. mieszkańców) ma 67 miejsc, Piekary Śląskie (60 tys. mieszkańców) nie mają żłobka (podobnie jak wszystkie gminy powiatu tarnogórskiego poza Tarnowskimi Górami), Tarnowskie Góry (60 tys. mieszkańców) mają 97 miejsc w 3. filiach. Roczny koszt utrzymania jednego dziecka w tarnogórskim żłobku kształtuje się na poziomie 9,5 tys zł, z czego 840 zł pokrywają rodzice dziecka.
Jesienią ubiegłego roku wycofałem spod obrad Rady Miejskiej projekt uchwały zmieniający opłatę za pobyt dziecka w żłobku. Przebieg dyskusji nad opłatami za korzystanie z zajęć dodatkowych w przedszkolach zniechęcił mnie do przekonywania Rady o celowości zmian w żłobkach. Pomijając eufemistyczne wypowiedzi radnych członków komisji zdrowia n/t "inwestowania w młodych obywateli" z radością skonstatowałem, że radni (np. Szczęsny i Łoziński) widzą konieczność zmiany opłat za pobyt dziecka w żłobku. Aha!
Na ostatniej sesji radny Węgielski ubolewał nad stanem technicznym przedszkola i żłobka na Bema... Byłem, widziałem, porównałem: zawsze może być lepiej, ale jest nieżle! Porównałem wydatki na remonty w budynku przy Bema w latach 2003-2006 (ok.60 tys.zł) oraz 2007-2010 (w tym planowane wydatki na bieżący rok: ok.360 tys.zł). Zarówno zmiany względne jak i bezwzględne powinny dać do myślenia. I to by było na tyle jak mawiał pan profesor e telewizyjnym programie emitowanym przez TV w latach 70.
Życie
3 lutego 2010, 21:21
Dziś gościłem w ratuszu dostojnych jubilatów. 8 parom małżeńskim wręczałem w imieniu Prezydenta RP Medale z różą, "za długoletnie pożycie małżeńskie". Medale takie prezydent przyznaje małżeństwom obchodzącym złote gody. Powód przybycia do ratusza Pana Ernesta był taki sam: medal. Pan Ernest przybył jednak sam. Żonę Otylię zmogła choroba (życzę dużo zdrowia). Małżeństwo Pana Ernesta i Pani Otylii trwa już od lat 60! Ze łzami w oczach wysłuchaliśmy opowieści o tym jak poznali się z przyszłą żoną (On miał wówczas 8, a Ona 5 lat) podczas uczestnictwa w przedstawieniu teatralnym wystawianym przez przedwojenną mniejszość Polaków (w domniemaniu gdzieś w niemieckiej części Śląska). "Kocham swoją żonę nie mniej niż wtedy, kiedy się pobieraliśmy" zakończył swoją opowieść Pan Ernest.
Uroczystość uświetnili uczniowie naszej "dziewiątki". Zebrani zgodzili się ze słowami piosenki śpiewanej onegdaj przez Marka Grechutę: "Ważne są tylko te dni, których nie znamy (...)". Cieszy, że siwizna na skroniach nie odebrała czcigodnym jubilatom optymizmu w oglądzie świata.
Optymizmu w oglądzie świata nie brakowało też nigdy Panu Frankowi. Gdy pracowałem w szkole, wszędzie było go pełno. Lubili go nauczyciele, uczniowie i byli uczniowie. Przed kilkunastu laty zatrudniony na stanowisku konserwatora w Staszicu, szybko wypełnił lukę po Panu Olku. O ile pan Olek był dla mnie - młodego przed 20. laty człowieka - starszym panem, o tyle pan Franek wydawał się człowiekiem w sile wieku. Wydawał się niezniszczalny. Nie było dla niego pracy nie do wykonania i problemu nie do rozwiązania. Od chwili gdy wraz z żoną zamieszkali w mieszkaniu służbowym w Stasiu, w otoczeniu szkoły zapanował spokój i ład...
Po spotkaniu z jubilatami otrzymałem wiadomość, która mnie zmroziła: Pan Franek nie żyje... Od kilku lat dzielnie zmagał się z problemami zdrowotnymi. Chyba do końca wierzył, że problemy te są przejściowe. Zmarł w szpitalu we Wrocławiu. A ja ciągle widzę Go uśmiechniętego, w służbowym drelichu, z narzędziami w ręku, z szelmowskim wyrazem twarzy pytającego mnie: "Co tam u pana, panie Czechu?"
Pogrzeb w sobotę o 11.oo w starym kościele na Gelembergu.
Uniwersytet III wieku
2 lutego 2010, 23:15
W poniedziałek pałac w Brynku gościł studentów w wieku... powyżej średniej krajowej. Koncert noworoczny połączony ze spotkaniem kolędowym przygotowali słuchacze Uniwersytetu III wieku. Panie Stanisława Szymczyk i Magdalena Latacz dwoiły się i troiły dla zapewnienia sprawnego przebiegu uroczystości. Spośród zaproszonych gości na spotkanie przybyli: Joachim Ganszyniec (świetny tenor z Przymierza Śląskiego), wicestarosta Artur Maligłówka i ks.Wiktor Sopora (poeta i kompozytor piosenek religijnych, niegdysiejszy proboszcz parafii w Rojcy).
Wśród artystów - wykonawców wyróżniłbym zespół gimnazjalistów z Brynka, studenckie chóry kolędujące w językach angielskim i niemieckim (pod opieką Basi Widery i Ani Koj, ta ostatnia to zresztą moja szwgierka), oraz trio flecistek z PSM z Tarnowskich Gór, któremu akompaniowała Pani dyr. Maria Jankowska. Ze szczególnym sentymentem odniosłem się jednak do występu "mojego" naczelnika Wydziału Promocji i Kultury - Damiana Stadlera. Wiedziałem, że Damian dobrze śpiewa. Nie wiedziałem, że świetnie gra na gitarze. Ballada Okudżawy "Dopóki Ziemia kręci się" w jego wykonaniu przypomniała mi niesamowity! rok 1980 i spektakl w Teatrze Nowym w Zabrzu z aranżami Marzeny Mikuły i rolami Andrzeja Lipskiego, Hanny Boratyńskiej oraz Wincentego Grabarczyka... Ech... Pisałem już nieraz o tych starych dziejach. Przesłania "Paka ziemlia" nie można jednak zapomnieć...
Wśród występujących na koncercie uniwersytetu byli również muzycy zawodowi - to już jednak całkiem inna historia. Dla mnie budująca była spontaniczność słuchaczy uniwersytetu i aktywne, niewymuszone uczestnictwo w scenicznych działaniach.
Pani Stanisława Szymczyk "wyrwała" mnie na zakończenie blisko dwugodzinnego koncertu do głosu. Widać uznała, że jako współorganizator przedsięwzięcia, powinienem coś rzec. Rzekłem! Znacie to... Opowiedziałem bajkę o wole i ośle czuwających u żłobu z Dzieciątkiem Jezus. Prawda, że to uniwersalna bajka?
Znów o boiskach
1 lutego 2010, 22:23
Oficjalne otwarcie strzybnickiego Orlika nastąpiło bodajże w październiku ub.roku. Do końca grudnia trwały jednak prace nad objętą oddzielnym kontraktem - budową zaplecza socjalnego "orlika". Już o tym wcześniej pisałem, bo firma wykonawcza wywiązała się z zadania - w mojej ocenie - znakomicie. Kto nie wierzy, niech sprawdzi sam. Do tematu wracam, bo pani dyr. Lukawska zaprosiła na "małe otwarcie" przedstawicieli: wykonawcy, wydziału inwestycji naszego urzędu, szkół i Rady Miejskiej (przybył radny Porada).
Koszt całego zadania zbliżył się do 1,7 mln zł, z czego gmina Tarnowskie Góry wydatkowała ponad 1 mln zł, 330 tys. zł wyłożyło Ministerstwo Sportu i tyleż samo Województwo Śląskie. Aha! Podatek VAT odprowadzony przez gminę na rzecz skarbu państwa wyniósł, bagatela około 300 tys. zł. (zmieścił się w kwocie 1,7 mln zł).
Jeszcze o boiskach, chociaż o tym już także wspominałem. W mijającym tygodniu otrzymaliśmy wiadomość z Marszałkowa: jest dofinansowanie do budowy Orlika w Starych Tarnowicach. Kolejna szkoła (SP15) otrzyma funkcjonalny zestaw boisk w miejsce istniejącego klepiska. W budżecie zaplanowaliśmy jeszcze kolejne inwestycje. Przy Gimnazjum nr 3 na Osadzie Jana i Szkole Podstawowej nr 11 w Bobrownikach Śląskich zbudujemy w tym roku boiska wielofunkcyjne.
Dlaczego tak uparcie wracam do tematu boisk? Ten temat nie należy może do "strategicznych" czy najważniejszych dla miasta, ale jest mi po prostu bliski. I wystarczy zobaczyć młodzież na otwarciu każdego nowego boiska, żeby zrozumieć, że trzeba je budować. Róbmy swoje...
Igor Grin
30 stycznia 2010, 20:32 Miejskie muzeum zaprosiło gości z partnerskiej Bekescsaby. Współpraca z Bekescsabą trwa już od 1995 roku. Zawdzięczamy ją kontaktom zainicjowanym m.in. przez Pana Tedora Horzelę z Nakła Śląskiego oraz Małgosię Lesko ze stowarzyszenia Polaków na Węgrzech. Współpraca nie ogranicza się wyłącznie do oficjalnych odwiedzin. W Bekescsabie wystawiają nasi artyści, koncertują chóry (m.in. Allegro). Obecnie przygotowywane są występy zespołu Tess z TCK oraz wystawa związana z pięćdziesięcioleciem twórczości artystycznej prof. Wernera Lubosa. Zespoły muzyczne z Bekescsaby koncertują w Tarnowskich Górach (m.in. na Gwarkach). Muzeum gościło wystawy węgierskich malarzy. Tym razem zorganizowano wystawę fotografii Igora Grina.
Pod nieobecność chorej dyr.Krzykowskiej, wystawę w miniony piątek otworzyła Pani Beata Kiszel. Przybył autor wystawy, Pan Grin z asystentką. Przybyła też Małgosia Lesko z mężem Pavelem.
Igor Grin jest fotografem - pejzażystą. W rozmowie zdradził mi, że jego matka jest Łotyszką, a ojciec Chorwatem. On sam, choć jest Węgrem, uważa się za Słowianina. I wierzcie mi, można z nim porozmawiać - po... słowiańsku. Doktor Grin przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora muzeum w Bekescsabie. Muzeum związane jest tematycznie z malarstwem Munkacsiego - wybitnego, XIX-wiecznego malarza węgierskiego, tworzącego większą część swego życia w Bekescsabie. Obecnie nie rozstaje się z aparatem fotograficznym. Jego pejzaże, zwłaszcza te znad doliny Cisy i Dunaju zachwycają. Wystawę można obejrzeć do końca lutego. Zapraszam do naszego muzeum.
