Wieczór piątkowy

Wieczór piątkowy spędzam w otoczeniu muzyki nastrojowej. A nastrój jaki? Rockowy , Nirvana przede wszystkim, ale to nie jest najważniejsze, czego słucham. Coś robię i próbuję wyciągnąć się z przedwiosennego marazmu. Jego efektem jest brak efektów, czego się nie złapię, tego nie skończę. Zresztą już kiedyś, nie tak dawno o tym wspominałem.
Produkuję śmieci, które w żadnym recyklingu nie będą się nadawały do użytku. Są takie chwile w życiu, uważam je za stan normalny i szat nie szarpię, pazurów nie ogryzam, ani nie drapię się po twarzy z rozpaczy i smutku. Wszystko płynie, wszystko minie. Mam nadzieję! Powrócą dni jasne i pełne zadowolenia.
Na razie powróciła zima. Nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć o możliwości spadku temperatur w marcu. Śniegu napadało, ale ulotnił się z ulic prawie błyskawicznie. Słońce zrobiło swoje, dobrze, że chociaż ono wie jak się zachować.
W takiej scenerii kontynuuję prace nad szopką. Myślę, że już jutro powstanie główny zarys budowli, jakie stanowić mają tło. Wiele mi to pomoże w dalszych pracach nad szczegółami, bo w dalszym ciągu nie jestem pewien, czy poprawne są proporcje wyliczone na podstawie fotografii. Prace nad szopką utrzymują mnie w dobrym humorze. Termin zakończenia jest odległy, więc mogę się łudzić, że coś jednak w tym roku zakończę. Nic mnie nie goni, żeby w piątkowy wieczór postawić ostatnią kropkę.


Puchar

Kończy się sezon sportów zimowych i trzeba przyznać, że dosyć głośno dla naszych reprezentacji. Małysz depcze po piętach szwajcarskiemu bocianowi, praktycznie jest kompletnie bez szans na podium w Pucharze Świata, ale walczy i udowadnia, że jest gwiazdą. Dla mnie jest to fenomenalna sprawa, tym bardziej, że miałem spore zastrzeżenia do możliwości sympatycznego zawodnika. W jednym mam rację, inni skoczkowie są raczej z pogranicza sportu i zabawy. Próbują nawiązywać kontakt z mistrzami, ale jeśli któryś wykona dobry pierwszy skok, to drugi zdecydowanie kiepski, jakby mu dali narty z ołowiu.
W międzyczasie wyskoczył mały zgrzyt, u naszej zawodniczki wykryto w moczu erytropoetynę, twardy środek dopingujący. Zawsze się ktoś znajdzie, któremu się zdaje, że badania antydopingowe robią ślepi i naiwni.
Dzisiaj oglądałem zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich, w norweskim Drammen. Sprint w uliczny, jak wiadomo konkurencja to kompletnie nie pasuje Justynie Kowalczyk. Bez problemu zakwalifikowała się do półfinału, który także zakończyła na pierwszym miejscu. Finał niestety zakończył się fatalnie, Justyna upadła na zakręcie i zakończyła konkurencję na szóstym miejscu.
Na transmisję z zawodów spoglądałem okiem złośliwca, ale praktycznego i pomysłowego. Jeśli w takim Drammen przygotowują specjalnie ulice to co szkodzi nam organizować zawody w biegach narciarskich w środku miasta. Rzec można, że w tym roku były one stale przygotowane, ale pucharu za to nikt nie dostanie.


W ciemności

Niespodzianka, kolejna już, więc nie powinienem zjawiska braku prądu tak nazywać. Problem tkwi raczej w niespodziewanej konieczności zmiany zamiarów, planów. Gdyby się wiedziało wcześniej o awarii, gdyby można było wyprzedzić fakty! Ale jak tu kierować się w życiu przeczuciami, wizjami i proroctwem?
Uzależnienie od różnego rodzaju mediów jest w codzienności wygodne, nawet konieczne w otoczeniu cywilizacji. Momenty kryzysowe pokazują dosyć drastycznie, że często jesteśmy słabo przygotowani do odmienności losów. Łatwiej jest nam zmienić koło samochodowe z dziurawą gumą, niż namacać w ciemnej komórce świeczki, a o latarce nawet nie wspomnę. Zawsze jest nie tam, gdzie powinna być, a jeśli dziwnym trafem jest na miejscu, to z wyczerpanymi bateriami.
Powyższe problemy wydają się być zabawne, kiedy przygoda z ciemnościami trwa kilkanaście minut, ale przy dłuższym braku prądu nie ma się z czego śmiać. Zalety płynące z awarii, to cisza i moment umożliwiający przemyślenie kilku spraw.


Inna rozmowa

- I co?
- Co, co?
- Jak tam?
- Podobnie jak tu.
- A co z pana taaaaki malkontent? Wiosną pachnie, cieszyć się trzeba!
- Wiosną? Glebą pachnie i trupem! Żyć się już nie chce! Ani to zima, ani wiosna, a cieszyć się? Z czego, że dzień dłuższy i dłużej robić będę musiał?
- To niech pan nie robi, przecież nikt pana nie zmusza.
- Mam nie robić i z głodu zdechnąć? Rodzinę zmarnować?
- Pan znowu o tej śmierci, po co wywoływać wilka z lasu! Ona czai się za każdym winklem, lepiej z pesymizmem uważać, bo nieszczęście może przyjść zawsze niespodzianie.
- Może przyjść, może i co mam nawet za winkiel nie zaglądać z tego powodu?
- Myślę, że zdrowiej jest patrzeć przed siebie niż zerkać po rogach. Zawsze lepiej jest źle żyć, niż dobrze umierać.




Wiosenna rozmowa

- Jak tam mój drogi panie z rybami?
- Dobrze z rybami, smakują mi. Zawsze smakowały.
- Wie pan przecież, o co pytam. O wędkowanie.
- Teraz w zimie? Nie dla mnie wątpliwe przyjemności siedzenia nad dziurą w lodzie. A jeszcze się jakieś nieszczęście może zdarzyć!
- No tak, racja. Lód może się zarwać i tragedia gotowa.
- Nie to! Flaszka może wpaść i jak ją potem spod lodu wyciągnąć? Czysta strata. Ani ryb, ani flaszki.
- Latem flaszka też może wpaść do wody.
- Nie, nigdy coś takiego się nie przytrafiło,
- Faktycznie, bo przecież siedzi pan na brzegu.
- To też, ale często siedzę gdzieś indziej.
- A gdzie, można wiedzieć?
- Można, ale dla mnie lepiej, żebym tylko ja o tym wiedział.
- Rozumiem, nie chce pan powiedzieć. Jest jednak jeden problem, zdaje się.
- Ja problemu nie widzę.
- Chyba jakieś ryby musi pan od czasu do czasu przynieść!
- Tu odkrywczy nie muszę być, ryby kupuję w sklepie.
- A jakie?
- O, różne. Dorsza, pangę...
- Pangę? I żona daje się na to nabierać, że pan pangę wyłowił?
- Ona się kompletnie na rybach nie zna. Kupuję co bądź w markecie i tylko na jedno muszę uważać, żeby etykietkę zerwać przed domem.
- Racja, tak naiwna nie jest, żeby uwierzyć, że teraz ryby z kodem kreskowym pływają w wodzie.

Takie i podobne rozmowy dwóch, niby normalnych facetów świadczą dobitnie, że już coś zaczyna zielenieć. Trochę trawa, trochę mózgi. Idzie wiosna.




Dla...

Wszelkiego rodzaju publiczne zbiórki pieniędzy zawsze wywołują sprzeczne opinie. Budzą się wątpliwości, czy przypadkiem ktoś nie chce przy okazji zarobić, skubnąć publikę na kilka groszy, a to, czy nie powinny się znaleźć inne niż charytatywne źródła finansowania. Pytania sceptyków dotyczą szeregu jeszcze innych kwestii, bezdyskusyjnie należy brać je pod uwagę i przyglądać się dokładnie intencjom organizatorów kwest i koncertów „na...”.

Tarnogórski weekend zdominowały imprezy kulturalne, których dochód zasili fundusze na zdewastowane Haiti. Występy zorganizowane są (niektóre były, bo część realizowała się wczoraj) głównie przez Stowarzyszenie Góry Kultury i Polską Akcję Humanitarną. Dzisiaj o godzinie 18.00 w Tarnogórskim Centrum Kultury wystąpi spora gromada lokalnych wykonawców, a nieraz i twórców w jednej osobie. Dla niektórych łączy się to z rezygnacją z planów, jakie mieli od dawna na ten dzień, dlatego chwała im, a jeszcze większa dla tych, którzy zasiądą na widowni i dołożą parę złotych na zrujnowany kraj.

W tym właśnie momencie zaczynają kiełkować wątpliwości, dotyczące słuszności inicjatywy. Co przeciętnego mieszkańca Tarnowskich Gór obchodzi los ludzi mieszkających na drugiej półkuli? No, może mocno powiedziane, bo bardzo przecież tym biedakom współczujemy, wzruszamy się widząc na ekranach zwłoki wyciągane spod ruin, okaleczone ciała dorosłych, a przede wszystkim dzieci. Nawet pomagamy im wznosząc gromadnie modły, wrzucając pieniążki przed kościołami, bo przecież wypada, bo trzeba pomóc materialnie i duchowo.
To jednak jednak nie powinno być wszystko ze strony obywatela RP. Z tamtym światem łączy nas wiele więcej epizodów historycznych. Jeśli dumnie mówimy o Legionach Polskich, często czerpiemy siłę z ich patriotyzmu, to z pokorą przyznajmy się do błędów. Nie ważne kto legionistów faktycznie tam pchał. Nawiasem mówiąc to właśnie nie kto inny, a Francja powinna teraz zrewanżować się za dwuznaczną politykę wobec kraju, wobec wyspy. Oskubali mieszkańców do cna, a na dodatek Jean-Claude Duvalier znalazł we Francji schronienie i nie wiem, jak żyje, ale z pewnością lepiej niż najbogatszy żebrak z Port-au-Prince.
Poza tym, co nas jeszcze łączy z tamtym ubogim i pokrzywdzonym państwem? O ile mnie pamięć nie myli, w pewnym momencie królem Haiti był nasz rodak, więc jak tu nie wspomóc w potrzebie tak bliskiego narodu?


Kaprysy marcowe

Marzec może się podobać, ma bowiem swoje uroki. Chociażby rozkapryszenie pogody! Jest przemiłe i chociaż uciążliwe, ale dające nadzieję na przyśjcie nowego życia zieleni, potem kwiatów i tak dalej, dalej z wszystkimi konsekwencjami wiosny. W któryś poprzedni dzień pojechałem do sklepu. Było wczesne popołudnie, wesoło świeciło słoneczko. Nie robiłem wielkich zakupów, ot jakieś drobiazgi do obiadu, coś na kolację... nie, nie! Piwa nie kupowałem, lecz coś faktycznie do jedzenia. Wszystko trwało chyba kilkanaście minut, wyszedłem na zewnątrz i przeżyłem szok, bo padał gęsty śnieg, a moje auto odpoczywające na parkingu pokryte było warstwą białego dobrodziejstwa zimy.

Kaprysy aury kopiują się na ludzkie wnętrze, co powoduje rozchwianie nastroju, niezdecydowanie. Cały dzień miałem zaplanowany inaczej, a w efekcie robiłem coś innego. Najwięcej czasu zabrała mi praca twórcza w postaci bezmyślnego łuskania słonecznika, co pomału staje się prawdziwy nałogiem.
Teraz rozleniwiam się sporymi łykami piwa, słucham listy przebojów i cieszę się życiem. Co może być wspanialsze od sobotniego wieczoru w ciepłym mieszkaniu, dobrej muzyki i zimnego piwa?

Przeanalizowałem mój projekt szopki, tej wiodącej, konkretnej. Muszę zmniejszyć wymiary tła, bo całość stanie się gigantyczna i zniknie zamierzony efekt. Dobrą stroną jest mniejsze zużycie materiału, a złą – niechęć do pracy. To kolejny kaprys marcowy.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |