Wiosenny urlop

Przedterminowe wybory prezydenckie sprawiły, że nie wiadomo kiedy w tym roku będzie letnia przerwa w pracach Sejmu. Prezydenta - po wyborze i potwierdzeniu prawomocności wyborów przez Sąd Najwyższy – musi zaprzysiąc Zgromadzenie Narodowe (czyli Sejm i Senat), które zbiera się na sali posiedzeń plenarnych Sejmu. Nie wiadomo, kiedy precyzyjnie to nastąpi, choćby ze względu na fakt, że nie da się z całkowitą pewnością stwierdzić ile będzie tur wyborów.
Kancelaria Sejmu ma zaplanowany bodaj sześciotygodniowy remont tejże sali, z rozpoczęciem którego trzeba czekać na posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Wszystko to powoduje, że dłuższą przerwę w posiedzeniach będziemy mieli być może dopiero we wrześniu. To nawet dobrze – żona wraca wtedy do pracy, a starsza córeczka rozpoczyna edukację … póki co przedszkolną. Tatuś będzie miał więc możliwość zaprowadzania i odbierania córki z przedszkola w pierwszych tygodniach :) .

Kilkanaście dni rodzinnego urlopu nad Bałtykiem udało nam się wygospodarować na przełomie maja i czerwca (choć dwukrotnie w tym czasie musiałem na jeden dzień wyskoczyć do Warszawy, na posiedzenia sejmowych komisji). Choć urlop z dziećmi okazuje się nieraz ciężką harówką, każdy czas spędzony z moimi dziewczynkami, to coś niezmiernie wspaniałego.
***
Po powrocie do domu konieczność szybkiego przyswojenia tego, co dzieje się w Tarnowskich Górach. Mam wrażenie, że emocje polityczne (głównie związane z wyborem burmistrza) większe, niż w polityce na szczeblu krajowym.



Pada...

W poniedziałek rano miałem jechać z wójtem Tworoga do wicewojewody śląskiego-pogadać o paru rzeczach, m.in. procesie likwidacji Kaletańskich Zakładów Celulozowo-Papierniczych (miały one nieruchomości również w Boruszowicach).
Wczesnym rankiem telefon od wójta, z informacją, że w gminie są podtopienia. Po chwili zadzwonił wojewoda przepraszając, że pochłaniają go w całości zebrania sztabów kryzysowych i działania ratunkowe na południu województwa.

Niestety pada dalej i jest coraz gorzej, także w naszym powiecie.

Opóźnienia pociągów przekraczające 150 minut (co obserwowałem dziś na dworcu w Katowicach) to już drobiazg wobec dramatu osób, które przegrywają z żywiołem.


Na sesji Rady Miejskiej

W piątek, korzystając z nietypowego terminu, byłem chwilę na sesji rady Miejskiej w Tarnowskich Górach. Z dużym sentymentem wspominam trzy lata, kiedy wykonywałem mandat radnego; ale dziś nie o tym.
Sesja była nadzwyczajan, zwołana w celu upoważnienia burnmistrza do zaciągnięcia kredytów na sumę 24 mln złotych.
Tematem zajmowano się po raz trzeci.
Kilka tygodni temu burmistrz zożył projekt uchwały, po przyjęciu którego mógłby zadłużyć nasze miasta na 20 mln. Sam kredyt to nic złego. Tyle, że uzasadnienie do uchwały składało się z kilku linijek i praktycznie nie precyzowało, na co kredyt miałby być przeznaczony. A na pytania radnych burmistrz odpowiadać nie lubi.
Rada projektu nie przyjęła, więc burmistrz po tygodniu nakazał zwołać kolejną sesję, na której oczekiwał zgody .... na zaciągnięcie kredyty na 24 mln. Znowu z bardzo enigmatycznym określeniem jego przeznaczenia. Rada ponownie uchwały nie przyjęła (i trudno się jej dziwić).
W piątek było już bardziej konkretnie - kredyt podzielony był na trzy uchwały, już z w miarę precyzyjnie określnonym przeznaczeniem. Radni uzyskali odpowiedzi na swoje pytania (np. na ile lat burmistrz planuje zawierać umowy na odśnieżanie, czy administrowanie budynkami komunalnymi) i zgody na zaciągnięcie kredytu udzielili.
Ale w jakiej atmosferze - burmistrz Czech siedział z chmurną miną (podobnie jego najbliższi współpracownicy), wściekły i obrażony.
Prawie wychodził z siebie, kiedy radni dociekali na co przeznaczone będą kredyty w wysokości 24 mln!!
O co tu chodzi???
Skąd taka iracjonalna wściekłość? Przecież to oczywiste, że Rada chce wiedzieć, na co pójdzie tak radykalne zwiększenie deficytu miasta (dokonywane w ciągu roku, co świadczy o nienajlepszym planowaniu budżetu). Obowiązkiem Rady jest kontrolowanie finansów miasta.
A może burmistrz Czech z jakichś powodów takiej kontroli nie chce...?



Może już nie pisać o polityce... ?

Taka refleksja na początek-o tylu fajnych sprawach piszą ludzie w blogosferze, może więc nie warto pisać tylko o polityce? W ostatnim wpisie, pisałem, że po trzech dniach w Warszawie nie potrafiłem poznać ogródka, tak się rozbuchała przyroda.
Ale co tam ogródek, człowiek nie może się nadziwić, jak przez cztery dni rozwijają się córeczki-rosną jak na drożdżach, starsza poznaje i opanowuje wciąż nowe słowa i umiejętności. Tydzień temu cała rodzinka (żona i dwie córeczki) czekała na mnie na dworcu. Starsza pociecha (nieco ponad dwa i pół roku) zeszła do mnie kilka schodów: "Cześć tatusiu. Byłeś w pracy, w Warszawie? Jechałeś pociągiem?"
To nieporównywalnie ciekawsze opowieści, niż np. moje komentowanie wypowiedzi burmistrza, odwzajemniane przez niego :)
Choć opowiadał mi znajomy, że otworzył sobie kiedyś blog mój i Arkadiusza Czecha i czytając równolegle zabawę miał przednią.
Niemniej postanawiam ograniczyć swe uwagi na temat wpisów burmistrza, jeszcze tylko dziś zwrócę uwagę na dwie nieścisłości (czy też półprawdy, delikatnie mówiąc) w nich zawarte.

W ramach "serialu" poświęconemu opiniowaniu kasyna Arkadisuz Czech w wpisie 4 maja kpi odrobinkę z mojej opini, iż nie zajmując stanowiska w tej sprawie, miał on duży wpływ na zamieszanie z tym związane. Pisze: "faktycznie moja wina, bo przygotowałem projekt uchwały o wydaniu negatywnej opinii i radni chyba "na złość" zagłosowali przeciwko uchwalając coś wręcz przeciwnego".
A na opisywanej sesji, o ile mi wiadomo (nie sądzę, aby koledzy radni mnie okłamali), nie było żadnego projektu burmistrza, tylko projekt grupy radnych (większość Rady nie zgodziła się na wprowadzenie go do porządku obrad). Ale rozumiem, że wpis był dokonany 5 dni po sesji i wydarzenia trochę się zatarły w pamięci... Dobrze oceniam, że burmistrz w końcu określił swe stanowiska (negatywne) wobec kasyna, a Rada Miejska je podzieliła. Gdy pan Czech był uprzejmy zająć się tym tematem w pierwszym terminie, może nie byłoby całego zamieszania? A przecież wtedy, przy "pierwszym" podejściu do zagadnienia, mimo m.in. dwukrotnego zapytania radnego Łukasza Garusa, burmistrz swej oceny nie wyraził.
***
5 maja pan burmistrz pisze: "Pomysł nazwania ronda przy ulicy Gliwickiej rondem Solidarności właściwie nie budził wątpliwości" i dodaje, że zaproponował dodanie do nazwy skrótu NSZZ, na co Rada przystała.
Może i pomysł nie budził wątliwości na sesji, ale kiedy go zgłosilem kilka miesięcy temu, otrzymałem odpowiedź wiceburmistrza Skrabaczewskiego, negatynie odnoszącą się do pomysłu... Aby nie być posądzonym o pisanie półprawd dodam, że burmistrz Skrabaczewski dodawał, że imieniem "Solidarności" można kiedyś w przyszłości nazwać np. nowe osiedle wybudowane w naszym mieście. Ale chyba miasto zbyt wielu osiedli nie buduje? Chyba też przeszkodą nie była osoba wnioskodawcy?

Niemniej ogłaszam koniec złośliwości. Fajnie, że Rondo NSZZ "Solidarność" zostało uchwalone.

A ponieważ kiedy tu sobie klikam (godz 21.33) śpi tylko jedna córeczka, idę się oddać ciekawszemu zajęciu niż polityczne przepychanki, czyli usypianiu drugiej :)
W takim niepolitycznym nastroju mam zamiar pozostać dłużej :)


Zdarzenia różne

Doświadczenie wskazuje, że kiedy wiosną budzi się przyroda, życie także przyspiesza. Po trzech dniach poza domem prawie nie byłem w stanie poznać ogródka, tak bujnie i gwałtownie rozkwitły kwiatki.
A ubiegły tydzień był bardzo intensywny w Sejmie – m. in. głosowaliśmy poprawki Senatu do dużego pakietu ustaw reformujących polską naukę, miałem także wystąpienie w imieniu Klubu PO na temat projektu nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości.
Początek maja tradycyjnie wypełniony jest spotkaniami – poza odpustem w mojej parafii (pw. św. Józefa Robotnika) i uroczystościami państwowymi, byłem także na Dniach Krupskiego Młyna. Jak zwykle było sympatycznie, nie tylko ze względu na urokliwe miejsce, na obrzeżach naszego powiatu. Nastroje w gminie determinuje oczywiście sytuacja w Nitroergu, a że w ostatnich miesiącach dzieje się tam nie najgorzej, wszystko sprzyjało świętowaniu.
***
Wczoraj, w Miasteczku Śląskim, Dzień Hutnika. W ubiegłym roku w Hucie Cynku nastroju do świętowania nie było, a wielkie emocje towarzyszyły wszystkim, których interesowała przyszłość huty. Restrukturyzacja zakładu przebiegła sprawnie, konsolidacja z Zakładem Górniczo-Hutniczym „Bukowno” jest już bliska, więc tym razem klimat do niewielkiej uroczystości był. Była okazja do powspominania z prezesami Miasteczka i Bukowna nerwowych rozmów w Ministerstwie Skarbu Państwa i w pociągach do Warszawy.
W pociągach prezesów spotykam nadal często, ale, szczęśliwie, nie musimy już rozmawiać tylko o Hucie Cynku. Ale po wymianie uwag o naszych rodzinach, czy sytuacji na świecie, zawsze dyskusja schodzi na Miasteczko. Takie zboczenie zawodowe.


O kasynie

Sporo emocji wzbudza ostatnio w Tarnowskich Górach. Pismo w tej sprawie przesłało mi do wiadomości kilka tarnogórskich stowarzyszeń i fundacji.
Poniżej moja odpowiedź.

Szanowni Państwo,

Uprzejmie dziękuję za przysłanie pisma w sprawie pozytywnej decyzji zlokalizowania kasyna przy ulicy Gliwickiej 35. Obserwując uważnie dyskusję na ten temat dostrzegłem, iż kwestia ta bardzo podzieliła Radnych Rady Miejskiej – wewnątrz większości klubów nie było zgodności w głosowaniach, początkowo większości nie mógł uzyskać ani projekt uchwały opiniujący pozytywnie zlokalizowanie kasyna, ani projekt który zakładał opinię negatywną.
Podzielam natomiast większość Państwa zarzutów – brak konsultacji wśród mieszkańców sąsiadujących z Klubem „Fair Play” budynków oraz Rady Dzielnicy Śródmieście-Centrum. W mojej ocenie to zdecydowanie wina Burmistrza Miasta, który od początku planował wykorzystać tę sprawę politycznie. To Burmistrz jako organ władzy wykonawczej powinien dokonać wszelkich konsultacji i przedstawić Radzie Miejskiej pełen materiał w danej kwestii wraz z projektem uchwały – Rada Miejska nie ma narzędzi do przeprowadzenia takich procedur. Tym czasem Burmistrz w tej kwestii nie podjął żadnych działań, nie przedstawiając nawet swojej opinii w tej sprawie. Z krytyką stanowiska Rady wystąpił dopiero po jej podjęciu, wykorzystując ją do swoich rozgrywek politycznych.
W mojej ocenie takie „chowanie głowy w piasek” nie przystoi osobie sprawującej najwyższą funkcję w mieście.
Przy okazji, podzielając Państwa negatywną opinię w sprawie hazardu, chciałbym wyrazić nadzieję, że pozytywnie oceniają Państwo zmiany dokonane przez parlament w ostatnim czasie – dopuszczenie możliwości tworzenia jedynie jednego miejsca uprawiania hazardu na 250 tys. mieszkańców, a nie tak jak do tej pory, praktycznie bez ograniczeń.

Z wyrazami szacunku

Tomasz Głogowski
Poseł na Sejm RP



Pogrzeb Grzegorza Dolniaka

Niby minęło od katastrofy już kilkanaście dni... Tyle razy zadaliśmy sobie pytania, na które nie sposób udzielić odpowiedzi-dlaczego, jak mogło do tego dojść...?
Kiedy odbierałem dziś w Katowicach na dworcu kolegów posłów, byliśmy już co prawda w stanie rozmawiać o innych rzeczach, pokazałem im m.in. plansze z wizualizacjami nowego dworca, pogadalimy o dworcowych kielichach, z takim zapałem bronionych przez architektów.
Ale kiedy dojechaliśmy do Będzina, na pogrzeb Grzegorza Dolniaka, nasz żal i rozpacz były takie, jak 10 kwietnia...


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |