Permanentna dyskusja o wyborach - sposób na kadencję

Nie było jeszcze nigdy tak wielkiego parcia na upartyjnienie państwa, wręcz próby utożsamienia Polski z jedną partią. Jesteśmy porażeni stopniem agresji ze strony ugrupowań rządzących, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości, jak i absurdalnym obrażalstwem w wykonaniu ich liderów. Są to zjawiska rozwijające się tak monstrualnie, że można na szczęście mieć nadzieję, że doprowadzi to do rozwalenia się z hukiem układu rządzącego. Raczej nie nastąpi to jednak wiosną przyszłego roku, choć co pół godziny słychać o tym w mediach.

Przez pierwsze niemal pół roku V kadencji Sejmu toczyła się permanentna dyskusja o nowych wyborach. Był to skuteczny, choć w sumie mało wymyślny zabieg socjotechniczny Prawa i Sprawiedliwości. Dzięki wywoływanym nieustannie kryzysom media mówiły wyłącznie o ewentualnych wyborach, przez co nikt nie pytał o realizację programu wyborczego, podatki, gospodarkę. Ponadto na tym samym ogniu dawało się piec druga, ważniejszą pieczeń - stale dążono do obniżania autorytetu Parlamentu, co niewątpliwie jest celem spragnionych silnej władzy prezydenckiej "napoleonów".

Po zawarciu koalicji, o której wtajemniczeni mówili długo wcześniej, temat ten na chwilę zanikł. Ostatnie tygodnie to jednak jego prawdziwy renesans. Znowu 90% dyskusji politycznych dotyczy ewentualności przyspieszonych wyborów. Ważniejszych tematów nie ma, bo też bezrobocie rozwiązuje się w sposób naturalny dzięki emigracji, a środki europejskie zapewniają w miarę stabilny rozwój gospodarczy. Coś mi jednak mówi, że jeśli Andrzej Lepper mówi we wrześniu, że wybory mogą być wiosną, to za bardzo nie ma się czym przejmować (gdyby mówił, że będą za dwa miesiące, brzmiałoby to bardziej prawdopodobnie).

Za parę dni PiS, Samoobrona i LPR podpiszą porozumienie o współpracy w wyborach samorządowych. Głupio więc będzie jednocześnie mówić o kryzysie w koalicji..
Ale temat przyspieszonych wyborów zapewne wkrótce powróci. To może być główny motyw tej kadencji Sejmu. Niewykluczone, że czteroletniej.


Autostrady dla bocianów?

W ramach perspektywy finansowej na lata 2007 - 2013 Polska stanie przed szansą skorzystania ze środków zewnętrznych (oczywiście z Unii Europejskiej) w wysokości, jakiej nigdy jeszcze nie miała do dyspozycji i pewnie już mieć nie będzie.

Od tego, jak tę szansę wykorzysta cały kraj, poszczególne samorządy i przedsiębiorstwa zależeć będzie bardzo wiele. Także Tarnowskie Góry mają wiele zadań, których realizację trudno będzie przeprowadzić bez większościowego udziału środków europejskich. Najważniejszą inwestycją tego typu jest oczywiście rozbudowa sieci kanalizacyjnej w mieście i budowa nowej oczyszczalni ścieków.

Znaczna część środków, które przypadną Polsce, zostanie podzielona na poszczególne województwa w ramach przyjmowanego przez rząd Narodowego Planu Rozwoju. Obecna ekipa rozpoczęła od wyrzucenia do kosza założeń tego planu przygotowanych przez rząd Marka Belki. Powstały dwa nowe warianty podziału środków pomiędzy poszczególne województwa, obydwa bardzo niekorzystne dla województwa śląskiego. W ostatnich dniach Minister Rozwoju Regionalnego Grażyna Gęsicka zarekomendowała rządowi przyjęcie tzw. I algorytmu podziału środków, najmniej korzystnego dla Śląska.

Nikt w sejmowych kuluarach nie ma wątpliwości, że nie był to wybór pani minister, tylko polityczna decyzja Prawa i Sprawiedliwości. Partia rządząca postanowiła podarować pieniądze regionom, w których osiągnęła najlepsze wyniki w wyborach. Kosztem Śląska (a także Wielkopolski, Małopolski i łódzkiego) zyskają województwa tzw. ściany wschodniej. Naszemu regionowi zabrano 289 mln euro i doprowadzono do sytuacji, w której w przeliczeniu na jednego mieszkańca otrzymamy dwukrotnie mniej, niż województwo warmińsko-mazurskie! A trzeba dodać, że już wcześniej dla województw wschodniej Polski przewidziano dodatkowe środki, między innymi wynegocjowane przez premiera od rządu Niemiec.

Taki podział nie uwzględnia założeń strategii lizbońskiej, kładącej duży nacisk na inwestowanie w obszarach charakteryzujących się wysokim potencjałem wzrostu (tzw. "lokomotywy wzrostu";) i w zatrudnienie.

Ponadto istnieje spora obawa, że niektóre województwa wschodnie nie będą w stanie wykorzystać tak wielkich środków, choćby ze względu na brak wkładu własnego. A nawet jeśli, można mieć wątpliwość, czy będą to inwestycje zasadne, czyż nie będzie to budowanie autostrad, po których spacerować będą głównie bociany?

Taka rekomendacja minister, czy de facto polityczna decyzja partii, zszokowała także śląskich posłów PiS, którzy chyba niespecjalnie wiedzą, jak zachować się w tej sytuacji.
Już kilka tygodni przed wstępną decyzją posłowie Platformy Obywatelskiej czterech województw najbardziej tracących na nowym podziale, zbierali w swoich okręgach podpisy pośród posłów wszystkich opcji popierające najbardziej sprawiedliwy podział środków. Ja nie miałem problemów z zebraniem podpisów oprócz kolegów z Klubu, także pośród posłów Samoobrony i SLD, natomiast poseł PiS powiedział mi, że w pełni popiera tę akcję i sam wystosował podobne pismo, ale musi się spytać, czy może się podpisać wspólnie z nami...

Nieoczekiwanie polityczne zmiany oddaliły nieco podjęcie ostatecznej decyzji przez rząd. Ten czas trzeba wykorzystać, jak tylko się da. Oburzenie opinii publicznej to jedyne czego boją się politycy. Jeżeli premier będzie miał wiedzę, że tysiące mieszkańców regionu wysłało do niego pełne oburzenia maile, być może nie pozostanie wobec tego obojętny. Zwłaszcza za parę lat będzie mu zależało na głosach mieszkańców tego regionu, choćby dla brata prezydenta. Stąd akcja śląskiej PO "Uratujmy pieniądze dla Śląska". Wysyłajmy więc maile do Jarosława Kaczyńskiego, im więcej osób tym lepiej.
Szczegółowe informacje, wzory listów można znaleźć na mojej stronie www.glogowski.net



O Zakładach Chemicznych po raz kolejny

W polskim parlamencie zmieniają się konstelacje polityczne, powstaje koalicja, a końca rozwiązania najważniejszego dla tarnogórzan problemu - likwidacji wysypisk niebezpiecznych odpadów po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry" - wciąż nie widać. Temat ten przewija się przez śląskie media już od kilkunastu lat, niedawno szeroko opisałem na portalu tg.net i można byłoby powiedzieć, że staje się nudny, gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z bodaj największym zagrożeniem ekologicznym w Europie. Sam mieszkam w odległości około 2 km od Zakładów Chemicznych i naturalną sprawą jest, że staram się pomoc w rozwiązania tego problemu. Szkoda jednak, że wobec ogromu innych ważnych spraw, tak wiele energii musi być wykorzystywane dla załatwienia sprawy, która dawno powinna być zakończona.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że obecnie, kiedy do zakończenia całej inwestycji brakuje już naprawdę niewiele, jak nigdy dotąd grozi nam zatrucie ujęć wody pitnej dla 600 tysięcy mieszkańców Górnego Śląska.

Po relacjonowanych obszernie przepychankach związanych z uchwalaniem budżetu na rok 2006 dla Zakładów Chemicznych pozostało w nim 1,6 mln w budżecie wojewody śląskiego oraz 4 mln w rezerwach celowych wprowadzonych tam w wyniku moich starań poprawką zgłoszoną przez klub Platformy Obywatelskiej (16 mln, które jeszcze wprowadziliśmy do budżetu w Sejmie, zebrał nam niestety Senat). Ponieważ do zakończenia zadania potrzeba jeszcze około 95 mln, konieczne było podjęcie działań w celu zapewnienia środków na jego kontynuowanie. Najracjonalniejszym wyjściem wydawało się przedłużenie porozumienia, dzięki któremu w latach 2002 - 2005 wykonano większą część zadania, czyli współfinansowanie prac przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Ministerstwo Skarbu Państwa oraz Wojewodę Śląskiego.

Fundusz Wojewódzki dość szybko podjął decyzję o zabezpieczeniu 3,7 mln pod warunkiem udziału pozostałych podmiotów. Pomimo wielkiego zaangażowania wielu osób (likwidatora Zakładów, wojewody śląskiego, parlamentarzystów różnych opcji, w tym piszącego te słowa) mijały tygodnie, a nie było ostatecznego stanowiska NFOŚiGW. Każdy dzień zwłoki w jej podjęciu wzmagał mój niepokój, a wręcz przerażenie wywołała rozmowa z wiceprezesem Funduszu, którzy poinformował mnie, że NFOŚiGW nie będzie już dawał żadnych pieniędzy na Tarnowskie Góry, gdyż byłoby to okradanie polskich gmin!

Niestety 30 maja na spotkaniu w siedzibie Narodowego Funduszu słowa te znalazły potwierdzenie, a przedstawiciele Zakładów Chemicznych, wicewojewoda, parlamentarzyści usłyszeli, że Fundusz nie widzi możliwości przekazania środków na dokończenie likwidacji tarnogórskiego wysypiska. Powodem takiego stanowiska miały być ekspertyzy, które wskazują, że przekazane środki zostałyby zajęte przez komornika.

Nic bardziej nieprawdziwego! Co prawda w roku 2000 ówczesny likwidator Zakładów rozpoczął likwidację wysypisk nie mając zapewnionego finansowania, w wyniku czego do dziś nie zostały uregulowane, zasądzone prawomocnym wyrokiem, należności na kwotę 17 mln złotych. To jednak odrębna sprawa, którą też oczywiście należy w końcu załatwić. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że komornik może zająć jedynie majątek i dochody własne Zakładów Chemicznych (które takowych obecnie w zasadzie nie posiadają). Nie ma natomiast możliwości zajęcia środków przeznaczonych na prace likwidacyjne przez NFOŚ, czy też WFOŚ - czego potwierdzenie mieliśmy przecież w ubiegłych latach, kiedy prace i finansowanie przebiegały sprawnie i nikt nie zajmował środków. Niepojętą dla mnie sytuacją jest pojawienie się teraz takich nieprawdziwych opinii, które mogą całkowicie wstrzymać prace w Tarnowskich Górach, w myśl zasady: nie damy pieniędzy na dokończenie prac, bo zostaną zajęte jako zaległości, a tych również nie mamy zamiaru spłacać. Kłamliwości tezy dotyczącej ryzyka przejęcia środków przez komornika dowodziło wiele osób, m.in. wskazują na to ekspertyzy przygotowane dla senator Jadwigi Rudnickiej. Taką samą wiedzę ma Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, który nie obawia się przekazać Tarnowskim Górom środków w tym roku.

Niewiadomą jest stanowisko Ministerstwa Skarbu Państwa, gdyż na spotkaniu 30 maja reprezentowała je dwójka młodych ludzi, którzy poinformowali, iż jest to dla nich zupełnie nieznana sprawa i poprosili o jej przedstawienie... To takie momenty, w których trudno znaleźć siły i pomysły, aby przeciwstawić się urzędniczej niewydolności. Ale trzeba działać dalej, bo nikt za nas katastrofie nie zapobiegnie.

Rzekome ekspertyzy, na których swą odmowę opiera NFOŚ zostaną teraz przedstawione wojewodzie, który niewątpliwie będzie wykazywał ich błędność i nalegał na znalezienie środków na dokończenie inwestycji. Ale póki co czas upływa, a jest to bardzo istotny czynnik, bowiem Zakładom Chemicznym kończą się środki na bieżące funkcjonowanie, chociażby na obsługę oczyszczalni ścieków. A przecież nowe składowisko odpadów nie jest jeszcze zabezpieczone od góry i każde opady powodują wypłukiwanie niebezpiecznych związków chemicznych! Do katastrofy może dojść już za kilka tygodni, gdyż do wykorzystania wspomnianych wcześniej środków (1,6 mln w budżecie wojewody i 4 mln z budżetu państwa) potrzebne jest przygotowanie odpowiednich uregulowań prawnych. Prace nad tym prowadzi Urząd Wojewódzki, ja sam jestem w bezpośrednim kontakcie z wojewodą śląskim. Miejmy nadzieję, że uda się uniknąć katastrofy w tym roku (choć takie ryzyko jest ogromne), ale wobec patowej sytuacji do pełnego zakończenia sprawy jest bardzo daleko.

Kto i dlaczego inspiruje nieprawdziwe i szkodzące sprawie opinie? Czy nie mamy tu do czynienia z zakulisową rozgrywką, której stawką jest spory zarobek, możliwy jeszcze do osiągnięcia przy okazji prac likwidacyjnych? Nie będę ukrywał, że mam na ten temat pewne przemyślenia i informacje. Póki co próbuję jeszcze kontynuować wysiłki zmierzające do racjonalnego wytłumaczenia sprawy decyzyjnym czynnikom i zapobieżeniu katastrofie.

Choć zaczynam się obawiać, że państwo polskie - jak by nie było właściciel Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry" - już tą sprawą przestało się przejmować i nawet wspólny nacisk wszystkich śląskich środowisk politycznych nie robi na nim żadnego wrażenia...


Przyspieszone wybory - temat uniwersalny

6 kwietnia posłowie nie podjęli decyzji o rozwiązaniu Sejmu i przeprowadzeniu przyspieszonych wyborów. Nie było to niespodzianką, stanowiska klubów poselskich znane były od dawna.
Choć jednak do samorozwiązania parlamentu nie doszło, wniosek w tej sprawie zapowiedziany przez Jarosława Kaczyńskiego kilka tygodni temu i złożony w terminie późniejszym odegrał swoją główną rolę. Mianowicie znowu przez kilkadziesiąt dni nie mówiono o niczym innym, jak tylko o tym, czy będą przyspieszone wybory.
Tak zresztą dzieje się właściwie od początku obecnej kadencji.

Zmiany w podatkach? Bezrobocie wcale nie malejące pomimo liczonych w tysiące tygodniowo Polaków wyjeżdżających za granicę? Zapowiadane hucznie podczas kampanii wyborczej zmiany w wielu dziedzinach życia, by już litościwie przemilczeć 3 miliony nowych mieszkań? Te tematy nie znajdują się w obrębie większego zainteresowania mediów. Dziennikarze pytają nieustannie o jedną rzecz - czy będą wcześniejsze wybory? O tym traktują artykuły na pierwszych stronach gazet, politycy we wszystkich rozgłośniach i stacjach telewizyjnych tylko o tym rozmawiają.

Niepostrzeżenie na roztrząsaniu tej kwestii mija pół roku, a więc jedna ósma pełnej kadencji Sejmu.
Jakie mogą być dalsze scenariusze? Czy będziemy mieli wreszcie do czynienia z normalną pracą polityków, realizacją programu rządu? I nawet drugorzędną kwestią jest pytanie w jakiej konstelacji koalicyjnej, czy stabilizacyjnej. Sądzę z pełnym przekonaniem, że poważnie można traktować deklaracje Platformy Obywatelskiej poparcia dla rządowych projektów dążących do reformowania najważniejszych dziedzin w Polsce. Zresztą taki scenariusz nieraz już w Sejmie był realizowany, zwłaszcza w obszarze służby zdrowia, kiedy projekty ministerialne zdecydowanie większe poparcie uzyskiwały ze strony posłów Platformy, niż PiS-u.

Innym pomysłem może być dalsze "granie na aferę" - rozważanie tygodniami poddania pod głosowanie wotum zaufania dla rządu, przedstawianie każdej nawet minimalnie krytycznej wobec PiS-u wypowiedzi jako konieczności nowych wyborów. Do dymisji rządu pewnie nie dojdzie, choćby z obawy przed powstaniem w Sejmie innej koalicji - np. z udziałem PO i części posłów PiS niezadowolonych z poczynań kierownictwa. Już nawet znacznie słabsze niż kiedyś oklaski z poselskich ław PiS-u podczas wystąpień liderów tej partii mogą być sygnałem narastającego niezadowolenia z kierunku, w jakim zmierza polityka tego ugrupowania.

Nie można również wykluczyć determinacji Jarosława Kaczyńskiego do rozwiązania Sejmu i oddania władzy, przy pozostawaniu w pozycji silnej opozycji parlamentarnej. Z punktu widzenia celu nadrzędnego - prezydenckiej reelekcji brata - byłoby to zachowanie racjonalne.
Sejmowa debata nad wnioskiem o rozwiązanie Sejmu, szczególnie w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego i

Donalda Tuska, po raz pierwszy od wielu tygodni była pozbawiona wzajemnych ataków i złośliwości. Chciałoby się wierzyć (mimo, iż zjadliwa wypowiedź przewodniczącego klubu PiS Jerzego Gosiewskiego nie wpisała się w ten pojednawczy nurt), że to zapowiedź nowego stylu politycznej debaty.


Z Zakładami Chemicznymi pod górkę

Nieczęsto się zdarza, aby w debacie sejmowej poruszane były szczegółowe zagadnienia poświęcone konkretnym miejscowościom. Ponieważ Tarnowskie Góry doświadczyły ostatnio takiego wątpliwego szczęścia, przy okazji dyskusji o zapewnieniu środków na dokończenie likwidacji wysypisk niebezpiecznych odpadów poprodukcyjnych Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry", pragnę przedstawić czytelnikom tarnogórskiego portalu przebieg zdarzeń, jak i swoje działania w tej sprawie.

Ponieważ sprawa Zakładów Chemicznych jest znana tarnogórzanom dość dobrze, w ramach wstępu przedstawię jedynie krótki "rys historyczny". Po kilkusetletniej (tak!) intensywnej działalności przemysłowej w tym miejscu w roku 1995 przystąpiono do procesu likwidacji przedsiębiorstwa. W roku 1996 rozporządzeniem Ministra Przemysłu i Handlu do tegoż procesu dołączono likwidację 1,5 mln metrów sześciennych bardzo niebezpiecznych, toksycznych odpadów zagrażających ujęciom wody dla 600 tysięcy mieszkańców Górnego Śląska.

W roku 2000 ówczesny likwidator rozpoczął prace nie mając zapewnionego finansowania. Konsorcjum, które wygrało przetarg, przerwało prace po ich wykonaniu na kwotę 17 mln złotych. Należności te zostały zasądzone prawomocnym wyrokiem (wraz z odsetkami wynoszą 25 mln) i do dziś nie zostały uregulowane.

Po późniejszych perypetiach w latach 2002 - 2005 prace przy likwidacji wysypisk przebiegały całkiem nieźle, a finansowane były poprzez montaż z udziałem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Ministra Skarbu Państwa, Wojewody Śląskiego, Ministra Środowiska, Starosty Tarnogórskiego i Burmistrza Miasta Tarnowskie Góry. Wykonano 2/3 prac za kwotę 209 mln złotych.

Do zamknięcia tematu brakowało (brakuje wciąż) ok. 96 mln złotych. Rok 2005 upłynął na poszukiwaniu możliwości pozyskania takiej kwoty z równoczesnym wykonywaniem prac, ale już w ograniczonym zakresie. Duże nadzieje wiązano ze środkami europejskimi, szczególnie z Funduszem Spójności. Wniosek, którego beneficjentem miał być powiat tarnogórski, został oceniony bardzo pozytywnie na wszystkich szczeblach krajowych. Komisja Europejska stwierdziła jednak, że nie może przyznać środków na inwestycję, na której ciążą zobowiązania wobec dotychczasowego Generalnego Wykonawcy. Najlepszym rozwiązaniem wydało się więc szybkie spłacenie zaległości przez państwo polskie, gdyż zaległości te i tak muszą przecież być spłacone. W tej sprawie toczono bogatą korespondencję pomiędzy Zakładami, wojewodą śląskim i przeróżnymi ministerstwami. Po spotkaniu w Kancelarii Premiera zobowiązano wojewodę śląskiego do wystąpienia o zabezpieczenie takiej kwoty w budżecie na rok 2006. Niestety w odpowiedzi z Ministerstwa Skarbu nadeszła informacja, że środki te nie zostaną zapewnione.

Na tym mniej więcej etapie rozpoczęła się obecna kadencja Sejmu. Prace nad budżetem były już bardzo zaawansowane i kiedy upewniłem się, że w jego projekcie nie ma środków na spłatę zaległości Zakładów Chemicznych, rozpocząłem starania o ich wprowadzenie. Po wielokrotnych rozmowach z likwidatorem Zakładów, który dokładnie zaprezentował mi sprawę i dostarczył mnóstwo dokumentów, przedstawiłem problem w gronie Klubu Poselskiego PO. W efekcie tych działań Klub zgłosił do budżetu poprawkę, w której na likwidację tarnogórskich wysypisk przeznaczono 20 mln zł, które zabrano z obsługi zadłużenia zagranicznego (co było możliwe dzięki wysokiemu kursowi złotówki).

Ponieważ w regionalnej prasie czytałem zapewnienia lidera PiS na Śląsku, że partia ta będzie walczyć o pieniądze na Zakłady Chemiczne liczyłem, że jej wprowadzenie nie będzie wielkim problemem, zwłaszcza, że uzyskała ona pozytywną rekomendację Komisji Finansów. Dopiero na sali obrad, kiedy z wykorzystaniem "środków przymusu bezpośredniego" zabrałem jednemu ze śląskich posłów PiS ściągę do głosowania, którą przygotował jego klub, dowiedziałem się, że będzie inaczej. W tym dniu głosowaliśmy blisko 200 poprawek do budżetu, a ponieważ do każdej posłowie mogli zadać pytanie trwało to od godziny 18 do północy, z jedną 40-minutową przerwą. Poprawka tarnogórska była pod numerem 120, a kilka godzin upłynęło mi na nerwowym oczekiwaniu na przerwę i szukaniu możliwości zdobycia poparcia dla Tarnowskich Gór. Przed głosowaniem mojej poprawki na szczęście była przerwa, podczas której udało mi się uzyskać głosy za nią podczas krótkiej rozmowy ze śląskim posłem Samoobrony Rajmundem Moricem. Moją reakcją na wynik głosowania poprawki (234 głosy za) było zachowanie typowe dla kibica piłkarskiego po bramce strzelonej przez jego drużynę. Koleżanki i koledzy z ław poselskich nieźle się ubawili. Sejm wprowadził 20 mln dla Tarnowskich Gór głosami Platformy Obywatelskiej oraz SLD i Samoobrony. Niestety poza 2 osobami nie poparli jej śląscy posłowie PiS, a muszę dodać, że każdy z nich otrzymał ode mnie szczegółową informację o problemie.

Ponieważ budżet trafiał jeszcze do Senatu, podobny list wystosowałem do wszystkich senatorów, podobnie uczynił na moją prośbę starosta tarnogórski. W Senacie budżet trafił do Komisji Gospodarki. Zupełnym przypadkiem, będąc przejazdem w Warszawie, obserwowałem późną nocą w telewizorze w hotelu poselskim posiedzenie tej Komisji. Przyjęła ona niestety trzy poprawki zabierające Tarnowskim Górom 16 mln z wprowadzonych przeze mnie 20 mln. I tak: 1 mln trafił na budowę Świątyni Opatrzności Bożej, 5 mln na budowę obwodnicy Jarosławia, a 10 mln na modernizację kolei na trasie Rzeszów - Kolbuszowa. Zdumiewająca była wypowiedź wiceminister finansów Elżbiety Suchockiej - Rogulskiej, która przed głosowaniem tych poprawek powiedziała, że w 2005 roku dla Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry" była przewidziana rezerwa celowa, której Zakłady nie wykorzystały. Muszę powiedzieć, że wprawiło mnie to w osłupienie. Podobnie zareagowała broniąca w Komisji na moją prośbę tarnogórskich interesów senator PO Mirosława Nykiel, która dzwoniła do mnie w tej sprawie zaraz rano na drugi dzień. Aby mieć potwierdzenie tej wypowiedzi zwróciłem się do Marszałka Senatu z prośbą o jej zapis stenograficzny, który dość szybko otrzymałem. Okazało się, że pani minister chodziło o zabezpieczony w rezerwie budżetowej polski wkład na wypadek pozyskania środków z Funduszu Spójności. Środków europejskich nie przyznano, nie przekazano więc Zakładom środków krajowych, choć likwidator sygnalizował możliwość ich efektywnego wykorzystania. Taka wypowiedź niewątpliwie mogła wprowadzić senatorów w błąd.

Senat niestety poprawki Komisji zaakceptował, pomimo wielkiego zaangażowania w sprawę Tarnowskich Gór senator PiS z Gliwic pani Jadwigi Rudnickiej.

Budżet po senackich poprawkach wracał do Sejmu i choć nadzieje były niewielkie, zarówno śląska PO, jak i środowiska tarnogórskie prowadziły medialną akcję w obronie pieniędzy na likwidację największego zagrożenia ekologicznego w Europie. Tarnowskie Góry stały się tematem sejmowej debaty. Oprócz mojego wystąpienia (można je odnaleźć pod adresem www.sejm.gov.pl/poslowie/posel5/085.htm) odniósł się do tej sprawy również poseł PiS Jędrzej Jędrych. Sympatycznie, liczę, że nie wynikało to tylko z kurtuazji, brzmiały jego pochwały i wyrazy szacunku dla moich intencji zgłoszenia tarnogórskiej poprawki do budżetu. A wywiązania się z deklaracji dążenia do szybkiego, ostatecznego zlikwidowania miejsc odpadów niebezpiecznych na pewno będę pilnował. Sejm poprawek Senatu nie odrzucił - był to czas próby dla "paktu stabilizacyjnego" i posłowie PiS, Samoobrony i LPR głosowali zgodnie, choć należy zaznaczyć, że większość (choć nie wszyscy) śląskich posłów tych ugrupowań wyłamała się z dyscypliny.

Pora na podsumowanie i określenie nadziei zakończenia tematu. W roku 2006 poza wprowadzonymi przeze mnie do budżetu państwa 4 mln złotych, na proces likwidacji wysypisk przeznaczonych zostanie 1,6 mln z budżetu wojewody śląskiego, 3,7 mln z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, 3,3 mln z budżetu Ministerstwa Skarbu Państwa, 0,1 mln z Powiatowego Funduszu Ochrony Środowiska i jakoś kwota (rzędu 5-6 mln, a może nawet 19 mln zł) z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Cały czas pozostanie brakujące ok. 70 mln oraz spłata wspomnianych wcześniej zaległości. W tym czasie niebezpieczne odpady cały czas przenikające do wód podziemnych zanieczyszczają znaczną część zbiorników triasowych. Nadzieją na zahamowanie tego procesu mogą być deklaracje przedstawicieli ugrupowania rządzącego, szczególnie szczere zaangażowanie w sprawę pani senator Rudnickiej, fakt, że wielu posłów PiS zapewnia mnie, że teraz dobrze znają sprawę i zrobią wszystko aby ją zakończyć.

Pozostaje jednak sporo obaw. Jedną z poważniejszych są plany NFOŚiGW, który zamierza w bieżącym roku przeznaczyć znaczne kwoty na wykup akcji Banku Ochrony Środowiska. Podobne oczekiwania rząd zgłasza wobec funduszy wojewódzkich. Pieniądze te, zamiast pójść na likwidację zagrożeń ekologicznych w całej Polsce, zostaną wykorzystane w celu opanowania kolejnego banku przez PiS...

Niepokoi, że część pieniędzy z Tarnowskich Gór trafiło na zadania podkarpackie. Niestety zaczyna to być regułą - kierowanie środków budżetowych w tamtą stronę i wyraźne dyskryminowanie Górnego Śląska.

Ponadto bardzo niebezpieczny może okazać się swoisty "czarny PR", który ktoś (kto? w jakim celu?) roztacza wokół Zakładów Chemicznych. Przejawia się to m.in. w rozpowszechnianiu informacji, że wszelkie środki przeznaczone na likwidację wysypisk i tak zostaną zabrane przez komornika na poczet dawnych zaległości. Trudno o większą bzdurę!!! Przecież pomimo istnienia zaległości od 2001 r. w minionych latach Zakłady z powodzeniem kontynuowały proces likwidacji wysypisk, a środki budżetowe wykorzystywano na bieżące opłacanie prac. Niestety tego typu informację - o tym, że nie można wykorzystać środków przez spłatą zaległości - znalazłem nawet w odpowiedzi na moje zapytanie skierowane do Minister Finansów, a dotyczące konieczności prawnych uregulowań w celu spożytkowania 4 mln wprowadzonych przeze mnie do budżetu.

W najbliższym czasie będę wyjaśniał dlaczego taki nieprawdziwy zapis znalazł się w piśmie przygotowanym do podpisu przez ministra. Jeszcze sporo pracy będzie trzeba wykonać, aby definitywnie zakończyć likwidację niebezpiecznych odpadów poprodukcyjnych po tarnogórskich Zakładach Chemicznych.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |