Kolej do Pyrzowic

Staram się nie dawać dwóch wpisów dziennie na blog, ale dziś w drodze do Warszawy dotarła do mnie odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju na moje zapytanie w sprawie budowy kolei na trasie Tarnowskie Góry-Pyrzowice-Zawiercie (od jakiegoś czasu interpelacje i zapytania poselskie funkcjonują wyłącznie w obiegu elektronicznym).

Możemy w niej przeczytać m.in.:

"Odnosząc się do kwestii rewitalizacji linii kolejowej nr 182 Tarnowskie Góry – Zawiercie uprzejmie informuję, że zarządca infrastruktury kolejowej tj. PKP PLK S.A. podejmuje wszelkie starania, aby tak oczekiwana przez społeczeństwo tego regionu inwestycja była zrealizowana w perspektywie finansowej 2014-2020. W tym celu, wspólnie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego prowadzi dla przedmiotowej inwestycji prace przedprojektowe. Realizacja omawianej inwestycji zostanie zgłoszona do finansowania ze środków Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020, w części dotyczącej tzw. projektów aglomeracyjnych. (...) Konkurs będzie organizowany dla projektów zawartych w Kontraktach Terytorialnych poszczególnych województw. W Kontrakcie Terytorialnym dla województwa śląskiego, na liście przedsięwzięć podstawowych, znajduje się projekt pn. „Rewitalizacja linii kolejowej nr 182 Tarnowskie Góry – Pyrzowice (dojazd do lotniska)”. "

Przekładając na język mniej urzędniczy - część (spora) środków europejskich wydatkowana będzie w ramach programu dedykowanego dla projektów aglomeracyjnych zapisanych w Kontraktach Regionalnych. Do tego konkursu będą mogły więc być zgłaszane tylko zadania już "namaszczone" w Kontraktach, a przeznaczona na ich realizację zostanie kwota wynikająca ze wcześniejszych szacunków.
Ktoś może podnieść zarzut "ustawianych konkursów", ale będzie to błędne.
Oczywiście część środków europejskich podlega 100% procedurze konkursowej - tak oczywiście jest w programach adresowanych dla przedsiębiorców itp.
W przypadku np. inwestycji infrastrukturalnych państwo samo określa priorytety, a później wybiera narzędzia do ich realizacji. Tak jest w tym przypadku - określono najważniejsze tzw. projekty aglomeracyjne i postanowiono sfinansować je w ramach europejskiego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. M.in. dlatego jesteśmy mistrzami świata w wydatkowaniu środków europejskich.

Taka decyzja (w połączeniu z trwającymi już pracami przedprojektowymi) oznacza, że przyznanie środków na to zadanie wydaje się pewne. Jedyny margines niepewności może dotyczyć tego, że nie da się wykluczyć, że np. PKP PLK nie poradzi sobie z przygotowaniem projektu. Ale jestem przekonany, że możemy to absolutnie wykluczyć.


Zakłady Chemiczne ponownie

Podobno wczoraj opozycyjni radni w powiecie zorganizowali konferencję poświęconą likwidacji niebezpiecznych odpadów po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry". Nie wiedziałem o niej (czego żałuję) więc nie byłem, ale z tego co słyszałem, sporo dziwnych rzeczy na niej mówiono. Chciałbym wierzyć, że intencje zwołujących konferencje były dobre, że nie chodzi tu o robienie zamieszania przed wyborami. Chciałbym...
Działania związane z pozyskaniem środków na ostatni etap likwidacji odpadów idą bardzo dobrze. Zarówno Narodowy, jak i Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska zadeklarowały przekazanie środków na wkład własny potrzebny do uzyskania środków europejskich na to zadanie. W tym roku ten sam Narodowy Fundusz ogłosi konkurs, w który to zadanie wpisuje się idealnie.
Wszyscy którzy się interesują tą sprawą wiedzą, że jest przygotowane rozwiązanie zakładające likwidację wszystkich odpadów.
Jeżeli są jeszcze jakieś wątpliwości trzeba je oczywiście wyjaśnić. Mam nadzieję w najbliższych dniach spotkać się z radnymi wszystkich klubów, także opozycyjnych i ewentualne wątpliwości wyjaśnić.
**
PS.
Gdybym chciał się w tej sprawie przerzucać uszczypliwościami, to miałbym duże pole po popisu. Mógłbym np. zapytać czemu ma służyć wydawanie decyzji nakazującej usunięcie odpadów Zakładom Chemicznym "Tarnowskie Góry". Zakładom których nie ma ("istnieją" tylko jako zapis w Krajowym Rejestrze Sądowym) i których nikt nie wskrzesi. Mógłbym opisać wielką satysfakcję, jaką okazywał z powodu tego sprytnego (w jego przekonaniu) zabiegu pan burmistrz.
Dla dobra sprawy tego nie robię, bo zależy mi na zakończeniu likwidacji. Tych, którzy w tym nie pomagają, proszę aby nie przeszkadzali.



Po "Gwarkach"

W poprzednich latach zdarzało mi się mieć uwagi krytyczne do niektórych elementów "Gwarków", ale w tym z prawdziwą satysfakcją mogę powiedzieć, że święto naszego miasta było bardzo udane, niewykluczone że najlepsze od wielu lat.
*
Bardzo ładny był pochód - gratulacje dla tych, którzy go przygotowywali! Dobrze, że skończyły się dyskusje o tym, czy nie warto byłoby czegoś w nim zmieniać (po co zmieniać coś, co jest dobrą marką? ) i skupiono się w ostatnich latach na podniesieniu jego poziomu, przede wszyskim pod względem jakości strojów. Z nowości w tegorocznym pochodzie chciałbym zwrócić uwagę na żonę burmistrza Jakuba Gruzełki (do tej pory wcielający się w tę postać od lat Marek Połulich szedł samotnie) i szczególnie pochwalić jej strój - doskonale odtworzony z płyty nagrobnej znajdującej się w kościele św. Piotra i Pawła.
*
Na Rynku inaczej niż w poprzednich latach były ustawione barierki odgradzające teren imprezy masowej. Chyba był to lepszy układ, bo łatwiej, w mniejszym tłoku można było oglądać koncerty na środku Rynku, ale paradoksalnie ciasno było po bokach. Warto pomyśleć, jak za rok zachęcić ludzi do wejścia do środka, żeby jakoś zagęszczenie rozłożyć równomiernie.
Nie wiem, czy taki był zamysł, ale fakt że tegorocznymi gwiazdami były zespoły popularne, ale w różnych grupach (wiekowych itp.), sprawił, że każdy znajdował coś dla siebie, a nie było takiego momentu, w którym na Rynek przyszliby wszyscy (jak byłoby w przypadku koncertu megagwiazdy).
*
To, co bardzo wyróżniało tegoroczną imprezę od poprzednich to wysoki poziom oferty kramów zlokalizowanych wokół Rynku, na ul. Krakowskiej, czy placu Wolności. Prawie nie było chińskich świecidełek, dominowały za to różne bardzo pomysłowe i estetyczne produkty. Nie wiem, czy ktoś się postarał, by tak to było (jeśli tak to gratuluję), czy wyniknęło to ze zmieniających się oczekiwań klientów, którzy nie szukają już tandety, ale różnica była kolosalna.
*
Oczywiście wspaniała sprawą jest to, że miasto w czasie "Gwarków" pulsuje życiem nie tylko na Rynku, że jest scena pod TCK, i na placu Wolności, a swoje propozycje przedstawiają kluby i restauracje. Jak zawsze najtłoczniej (mnóstwo znajomych), najbardziej biesiadnie i rock'n'rollowo było w "Starej Stajni". I też najbardziej bezpretensjonalnie.


Gwarki

W życiu powinien być czas zarówno na pracę, jak i zabawę, a "Gwarki" są bez wątpienia najlepszą okazją do zabawy. Wczoraj przedłużył się mój pobyt w Warszawie, w wyniku czego nie załapałem się nawet na chwilę koncertów na Rynku.
Oczywiście w czasie "Gwarków" dzieje się sporo w różnych miejscach, ale od lat najlepsza zabawa jest w "Starej Stajni", gdzie tłum jest tak wielki, że wydaje się, że wpadają tam wszyscy. Wczoraj też było tłocznie, kapela grała rockowe covery i panowała świetna atmmosfera bezpretensjonalnej zabawy.



Czy PiS chce wystąpienia Polski z UE? (czyli o histerii wokół uchodźców)

Dużo można byłoby pisać o hipokryzji, z jaką PiS podchodzi do problemu uchodźców, ale przedstawię tylko kilka najważniejszych kwestii:

1. Uchodźcy wcale nie chcą do Polski przyjeżdżać. Wręcz już są znane przypadki, że chrześcijańskie rodziny z Syrii przyjęte przez polskie parafie, po kilku dniach pobytu wyjechały do Niemiec. Nasze deklaracje wobec partnerów europejskich przyjęcia tej niewielkiej grupy uchodźców jaką jesteśmy gotowi zaprosić, zapewne nawet nie będą realizowane – przecież nikogo nie będziemy ściągać i trzymać tu siłą.

2. Solidarność UE (i NATO) to gwarancja bezpieczeństwa Polski. Przeciwnicy przyjmowania w Polsce uchodźców z Syrii, czy Iraku podnoszą argument, że Polska musi być gotowa na ew. przyjęcie uchodźców z Ukrainy. Rzeczywiście nie możemy przewidzieć co się w przyszłości wydarzy zarówno na Ukrainie (jak i też Białorusi). Niskie ceny ropy mogą skłonić Putina do nieprzywidywalnych ruchów. Tak – istnieje ryzyko, że za pół roku, czy za rok do Polski ruszy fala np. 300 tys. Ukrainców. Co wtedy zrobimy? Oczywiście zwrócimy się o pomoc innych krajów europejskich. Jak one zareagują?

3. Czy chcemy jeszcze być w Unii Europejskiej? Poza solidarnością z ludźmi uciekającymi przed wojną, równie ważna jest teraz solidarność z naszymi partnerami z UE. Jeżeli powiemy, że problemy Grecji, czy Włoch nas nie interesują, jak zareaguje Europa, gdy na nas spadnie np. problem z uchodźcami z Ukrainy? Czy nie powie, że skoro nie chcieliśmy przyjąć kilku tysięcy Syryjczyków (którzy i tak pewnie tu nie przyjadą), mamy sami radzić sobie ze swoimi problemami?

4. Na wystąpienie z UE to może sobie pozwolić Wielka Brytania, nie Polska. A chyba oczywiste jest, że korzystając tak wiele z UE, musimy choć symbolicznie pomagać innym krajom europejskim.


Pożegnanie

To zawsze najtrudniejsze – skasowanie w komórce numeru telefonu, który już nie zadzwoni.
Z Marcinem Walczakiem, dyrektorem Biblioteki w Kaletach, łączyła nas pasja – zamiłowanie do takiej samej muzyki. Wielokrotnie spotykaliśmy się na koncertach w różnych częściach Polski. Z tym, że Marcin był nieporównywalnie ze mną większym znawcą i fanem rocka – miał niesamowitą kolekcję płyt, na koncert swoich ulubionych wykonawców potrafił jechać bardzo daleko. Ilekroć zdarzało mi się słyszeć sarkastyczne uwagi ze strony żony, że znów wybieram się na koncert, mówiłem, że ja przecież jeżdżę kilka razy w roku, a Marcin to nieustannie.
Zaglądałem do niego, gdy byłem po sąsiedzku w filii mojego biura poselskiego w Kaletach, pogadać o tym, jakie czekają nas koncerty (wiedział o wszystkich); wiem, że zapraszał też zawsze na kawę moich współpracowników, gdy przeprowadzali tam porady prawne.
W piątek jechał ze swoją pracownicą do Katowic po książki do biblioteki, ich auto staranował inny samochód… Dziś zostanie pożegnany po raz ostatni.
*
Myślę, że już miał okazję spotkać tych swoich muzycznych idoli, których nie mógł zobaczyć na koncercie w ziemskim wymiarze.


Dzielny przedszkolak

Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego dużo uwagi poświęciłem moim córkom, a nie wspomniałem, że mój Stasiu (2 lata i 4 miesiące) także rozpoczął swoją edukacyjną przygodę - w Mini Przedszkolu Topolino w Nakle Śląskim (tarnogórskie przedszkola publiczne takich maluchów niestety nie przyjmują).
Oczywiście na początek był płacz, kiedy mama go tam odwoziła, ale dziś już nie płakał!
A 1 września też dostał małą tytę :-)
PS.
Bardzo mnie cieszy, kiedy widzę pozytywne efekty ustaw, nad którymi miałem okazję pracować. Ułatwienia w zakładaniu Klubów Malucha i różnych form opieki przedszkolnej sprawdziły się świetnie, pomagając tym rodzicom, dla których zabrakło miejsc w żłobkach i przedszkolach publicznych.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |