Posiedzenie Sejmu z rodziną

Prawie cały tydzień w Warszawie - od poniedziałkowego wieczoru do piątku. Na ostatnim przed czterotygodniową przerwą posiedzeniu Sejmu m.in. przyjęliśmy pakiet ustaw zmieniających system leczenia onkologicznego, odbyła się dyskusja nt. realizacji budżetu państwa na rok 2013 i oczywiście procedowanie wielu innych ustaw.
Miały miejsce też momenty lekko zdumiewające - do uchwały przyjmowaną w 70. rocznicę Powstania Warszwskiego PiS zgłaszał takie poprawki, które po ich przyjęciu sprawiłyby, że jedyną osobą przywoływaną z nazwiska w jej treści byłby Lech Kaczyński...
Było więc pracowicie, ale udało się spędzić też trochę czasu z rodziną - do Warszawy tym razem pojechaliśmy w czwórkę (najstarsza córka jest na obozie zuchowym w Borowianach).




Z ministrem o opłatach za wodę i kanalizację

Głównym punktem niedawnej wizyty w Tarnowskich Górach wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego było spotkanie dotyczące dokończenia likwidacji wysypisk po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry", o czym już szerzej pisałem, ale ten dzień rozpoczęliśmy od spotkania w Centralnej Oczyszczalni Ścieków w Tarnowskich Górach.
Nie był to przypadkowy punkt wizyty - to w końcu minister Gawłowski podpisywał decyzje o wielomilionowych dofinansowaniach tej inwestycji. Miło było słyszeć jak w czasie rozmów z samorządowcami i dziennikarzami, wspominając swoje wątpliwości związane z tym projektem, (wynikające chociażby ze skomplikowanej sytuacji prawnej tarnogórskich wodociągów), przywoływał nasze wielokrotne rozmowy na ten temat, o tym jak bardzo ważna jest to sprawa dla Tarnowskich Gór. Obejrzeliśmy więc w czasie wizyty ministra oczyszczalnię, zapoznaliśmy się z przebiegiem jej budowy, trochę porozmawialiśmy o problemach kanalizacyjnych w całym kraju, które minister zna doskonale. Podczas dyskusji miał miejsce jeden ciekawy moment, w czasie rozmowy na temat taryf za doprowadzanie wody i odprowadzanie ścieków. Minister podkreślał, że wszędzie, w całej Polsce przekonuje samorządowców, żeby pieniądze, które zyskują budżety gmin i miast z tytułu sprzedaży wody i odprowadzania kanalizacji, przeznaczali na dofinansowanie opłat ponoszonych przez mieszkańców. Wskazywał np., że jeśli powstaje w mieście nowy obiekt, od którego wodociągi płacą podatek od nieruchomości, warto kwotę tego podatku przeznaczyć na dofinansowanie cen wody i odprowadzania ścieków.
Minister mówił to siedząc naprzeciwko wiceburmistrza Piotra Skrabaczewskiego, który z każdą minutą tegoż dialogu miał coraz bardziej zasępioną minę... Jak wiadomo Tarnowskie Góry zarabiają i to dużo na wodzie i kanalizacji z tytułu dywidendy w PWiK, jak i podatków i czynszów dzierżawnych - piszę to z głowy, ale raczej nie pomylę kwot - do budżetu miasta wpływa rocznie około 4 mln złotych!
Kilka miesięcy temu radni Platformy Obywatelskiej zaproponowali, aby część z tej kwoty przeznaczyć właśnie na dofinansowanie, dzięki czemu tarnogórzanie płaciliby mniej za wodę i ścieki. Ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie mówi, że obowiązkiem gminy jest dostarczania wody i odprowadzanie ścieków. O ile można zrozumieć, że gmina kosztami z tym związanymi obciąża mieszkańców o tyle to, że zarabia tak dużo na mieszkańcach, może już budzić wątpliwości. Oczywiście burmistrz i popierający go radni Inicjatywy Obywatelskiej i PiS zdecydowanie odrzucili ten pomysł określając go populistycznym... Po kilku tygodniach, gdy przemyśleli swoje zachowanie przyjęli jednak inny projekt - możliwości symbolicznych dopłat dla najuboższych rodzin w mieście. Symbolicznych, bo po kilkanaście złotych miesięcznie dla rodziny. Jeżeli wszyscy uprawnieni zdecydowaliby się złożyć odpowiednie wnioski, miasto wydałoby być może 16 tys. zł, przy, powtórzmy, 4 mln zysków!
Trudno dziwić się, że wiceburmistrz Skrabaczewski mocno zasępiony słuchał słów ministra Gawłowskiego. Kiedy wyszliśmy z oczyszczalni i jechaliśmy na dalsze spotkania, przedstawiłem koledze ministrowi sytuację związaną z dyskusjami o dopłatach jaka miała miejsce w Tarnowskich Górach. Roześmiał się i powiedział: „Na pewno twój burmistrz nie uwierzy, że nie umawialiśmy się, żebym poruszył ten temat i postawił go w trudnej sytuacji".


O polityce krajowej

Dziś pozwolę sobie napisać parę zdań o wydarzeniach politycznych z ub. tygodnia - z opóźnieniem, no ale po drodze był finał Mistrzostw Świata, odwoziłem córkę na obóz harcersko-zuchowy do Borowian itp. itd.

Jak wiadomo profesor Gliński był już "premierem z tabletu", a w ub. tygodniu awansował na "premiera z bocznej sali". Prawo i Sprawiedliwość oburzone tym, że polska Konstytucja (nie od dzisiaj przecież...) umożliwia występowanie na forum Sejmu jedynie posłom i najważniejszym urzędnikom państwowym, poprosiło o przerwę w obradach, żeby prof. Gliński mógł wygłosić swoje "expose" w jednej z mniejszych sal sejmowych. Generalnie takie "odgrzewanie" pomysłu z tą samą osobą jest trochę żenujące wobec samego pana profesora Glińskiego, ale skoro się zgadza na taką rolę... Najśmieszniejsze jest to, że po raz kolejny Jarosław Kaczyński nie wykazał się wyczuciem politycznym i zaufał tym razem Jarosławowi Gowinowi i jego zapewnieniom, że ten będzie w stanie wyciągnąć jakąś grupę posłów z Platformy Obywatelskiej. Wiem, że do niektórych dzwonił, ale zawsze słyszał śmiech w odpowiedzi. I wpakował w kolejną przegraną Jarosława Kaczyńskiego.
Środowa debata była też zabawna. Rzadko się zdarza, żeby nawet posłowie opozycji potwierdzali, że premier w dyskusji zdecydowanie znokautował lidera opozycji. Było to o tyle łatwe, że Jarosław Kaczyński pojawił się chyba z wystąpieniem napisanym pół roku temu - podawał w nim nieaktualne dane, liczby, wydarzenia, które dawno już się zmieniły. A na koniec dnia poskarżył się jak to wykrzywiało mu ze wstrętem twarz, gdy jadł niedobre obiady w stołówce Kancelarii Premiera, gdy był premierem. Nie wiem, czy obiady za czasów jego premierowania były dobre, czy niedobre (nigdy w tej stołówce nie byłem), ale skoro nawet na jakość posiłków w kierowanym przez siebie urzędzie nie był w stanie wpływać, to jak tu się zabierać za kierowanie państwem?
Poza wotami nieufności Sejm oczywiście pracował nad wieloma ważniejszymi sprawami. W Warszawie spędziłem 4 dni, bo już we wtorek miało miejsce posiedzenie komisji ds. Unii Europejskiej, która pracowała nad ustawą "o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020". To dokument bardzo ważny, w piątek przyjął go Sejm go przyjął, znamy więc szczegółowe zasady wydatkowania środków europejskich w bieżącej perspektywie. I taka ciekawostka – ustawa była przyjęta dość zgodnie, oprócz koalicji także większość partii opozycyjnych odrzucała poprawki komplikujące i nadmiernie przedłużające proces decyzyjny wydatkowania środków europejskich. Posłowie lewicy podkreślali (co należy pochwalić), że nie ma co komplikować systemu, bo już tak dobrze się sprawdził w Polsce, więc dalej środki europejskie należy wydawać sprawnie. Odmiennie zachowywało się Prawo i Sprawiedliwość, które zgłaszało (na szczęście nieskutecznie) wiele poprawek znacznie komplikujących wydatkowanie środków europejskich. Wydaje się, że to jedna z wielu oznak braku wiary w sukces wyborczy – gdyby liczyli na to, że za rok obejmą władzę, nie próbowaliby komplikować jednego z najważniejszych narzędzi rządu.


Raz jeszcze o wizycie ministra...(tym razem multimedialnie)

Serdecznie zapraszam do obejrzenia krótkiego materiału z wizyty ministra Gawłowskiego.




Rozwiązanie prawne problemu wysypisk po Z.Ch. na wyciągnięcie ręki

Szczegółowa relacja z wizyty ministra Stanisława Gawłowskiego zajęłaby dużo miejsca, ponieważ zawierała sporo punktów, więc na początek parę zdań o spotkaniu w Starostwie Powiatowym, dotyczącym dokończenia likwidacji wysypisk po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry".
Dyskusja z udziałem wszystkich zainteresowanych stron zaczęła się od mocno niefortunnej (i też trochę niegrzecznej) wypowiedzi burmistrza Arkadiusza Czecha, który w "obrazowy" sposób przedstawił swoje zdanie, iż odpady te nie są problemem miasta i miasto nie zamierza w jego rozwiązanie się angażować. Poirytowało to ministra Gawłowskiego do tego stopnia, że miałem obawy, czy spotkanie zaraz się nie zakończy. Wściekłość naszego gościa jeszcze wzrosła, kiedy mecenas Urzędu Miejskiego z pełnym samozadowoleniem zrelacjonował, w jaki sposób miasto prowadzi do takiej sytuacji prawnej, w której wyda prawomocną decyzję nakazującą usunięcie odpadów Zakładom Chemicznym "Tarnowskie Góry" w likwidacji (podmiotu tego od dawna w praktyce już nie ma). Mecenas zakończył swój wywód tym, że miasto musi jeszcze wysłać tę decyzję listem poleconym Zakładom Chemicznym, na co wyda 3 złote i 70 groszy. W tym momencie wszyscy mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w jakiejś ukrytej kamerze czy innej komedii pomyłek. Ekstremalnie zdenerwowany minister podsumował to następująco: „Gratuluję, rozwiązaliście problem za 3 zł i 70 gr. Tyle, że odpady pozostają”. Czy taka postawa - przerzucania się kruczkami prawnymi, byle tylko trzymać jak najdalej od problemu nie jest zdumiewająca? Na szczęście po 1,5 h twardej dyskusji udało się zbliżyć stanowiska.
Relacjonując w skrócie scenariusz nakreślony przez ministra: Zakłady Chemiczne "Tarnowskie Góry" zostają wykreślone z KRS-u, burmistrz wystawia nakaz usunięcia odpadów właścicielom terenu, a jeśli ci tego nie zrealizują (i nie wyrażą woli odsprzedaży terenu po realnej cenie) robi to gmina w ramach tzw. „wykonawstwa zastępczego”. Co najważniej - minister Gawłowski kilka razy podkreślił, że na to wykonawstwo zastępcze miasto dostanie środki zewnętrzne, przywołując przykłady takie finansowania działań samorządów. Podkreślał także, że ministerstwo posiada wręcz nadmiar środków na rekultywację terenów przemysłowych i poszukuje możliwości ich wydatkowania. Jak wiadomo do tej pory burmistrz wielokrotnie podnosił argument, że miasto nie ma środków na realizację tego zadania. No cóż, trzeba się o nie troszkę postarać. Kiedy dociekliwy burmistrz pytał, czy może mieć 100% gwarancję uzyskania środków, usłyszał od ministra pytanie, czy którykolwiek wniosek Tarnowskich Gór związany z ochroną środowiska nie został zaakceptowany?
Na koniec humorystycznie: pamiętam jak Stanisław Gawłowski podczas wizyty sześć lat temu, także w starostwie powiatowym nakreślał tarnogórskim samorządowcom ścieżkę postępowania z likwidacją odpadów po Zakładach Chemicznych. Także były wówczas wątpliwości i opór (oczywiście nie wyrażany tak gwałtownie jak wczoraj), m.in. ze strony ówczesnego starosty. Józef Korpak, chcę to obiektywnie przyznać, mimo tych wątpliwości scenariusz nakreślony przez ministra Gawłowskiego zaczął realizować i akurat to zadanie przeprowadził jak najbardziej dobrze.
PS.
Podczas spotkania przedstawiciele miasta próbowali wskazywać na inną drogę, którą stwarza przyjęta właśnie przez Sejm ustawa. Ponieważ Senat nie zajął w jej sprawie jeszcze stanowiska, więc poczekam na razie ze zreferowaniem tego dokumentu.




Wizyta wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego

Dziś na moje zaproszenie Tarnowskie Góry odwiedził wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. Ponieważ dzień mieliśmy wypełniony maksymalnie, poprzestane tylko na krótkim wspomnieniu tego faktu i zapowiedzi szerszej relacji.
Powiem tylko, że była to świetna wizyta, która w moim przekonaniu przełamała impas niemożności związany z dokończeniem likwidacji wysypisk niebezpiecznych odpadów po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry". Kiedy kolega minister (znamy się od 2005 r., a przez dwa lata siedzieliśmy obok siebie na sali sejmowej) był w Tarnowskich Górach sześć lat temu rozmawialiśmy o dwóch problemach (oczyszczalnia ścieków w TG i wysypiska po Zakładach Chemicznych). Można powiedzieć, że od tego czasu załatwionych zostało półtora z tych dwóch problemów. Dziś zasypiam w przekonaniu, że z połową problemu, która pozostała, wiemy jak sobie poradzić.




Gra na niekorzyść powiatu i Tarnowskich Gór

Przygotowywałem w ostatnich dniach inne wpisy na bloga,, m.in. dotyczące tzw. afery taśmowej, ale muszę jeszcze na to poświęcić trochę czasu, choćby dlatego, że robię coś nietypowego, mianowicie czytam uważnie opublikowane rozmowy. Do tego tematu jeszcze wrócę, a dziś o sprawie ważnej dla Tarnowskich Gór.
Na jutrzejszej sesji Rady Miejskiej omawiany będzie projekt uchwały o intencji wyłączeniu Tarnowskich Gór z ziemskiego powiatu tarnogórskiego (jego autorami są burmistrz Czech i przewodniczący Kowolik). Popierający burmistrza radni z pewnością go poprą.
Wiedzę o tym, że Inicjatywa Obywatelska gra na zniszczenie powiatu tarnogórskiego mieliśmy już od dłuższego czasu. Wiedzieliśmy także, że licząc na wygraną w wyborach do rady powiatu, będą próbowali takie właśnie rozwiązania przeprowadzić po wyborach przeprowadzić. Oczywiście trudno było o tym otwarcie mówić, nie narażając się na oskarżenia o zniesławienie.
Cieszy mnie więc, że odsłonili się przed wyborami, choćby dlatego, że świadczy on o braku wiary w wygraną w powiecie. A poza tym to dość paniczny ruch. Trzeba zacząć od tego, że takie rozwiązanie jest nierealne do przeprowadzenia i służy odwróceniu uwagi od innych tematów niewygodnych dla burmistrza - tych, które już funkkcjonują w dyskusji publicznej, jak również takich, o których mówi się, że się pojawią. Po drugie - takie rozwiązanie było bardzo, bardzo szkodliwe - nie tylko dla powiatu tarnogórskiego, który bez Tarnowskich Gór przestałby prawdopodobnie szybko istnieć (może zostałby połączony z powiatem gliwickim, może lublinieckim, a więc mieszkańcy Krupskiego Młyna, czy Tworoga musieliby wówczas załatwiać swoje sprawy urzędowe w Gliwicach, osoby z Ożarowic chyba w Będzinie). A dla Tarnowskich Gór - miasta grodzkiego, wysepki w powiecie gliwickim, też nic pozytywnego by z tego pomysłu nie przyszło.
Takie rozwiązanie nie dałoby też nic konkretnego Tarnowskim Górom. Nikt nie staje się bogatszy od przekładania pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej, tak samo przekładanie pieniędzy z jednego urzędu do drugiego niewiele by dało mieszkańcom. Już nie chcę być złośliwy i wykazywać, ile rzeczy jest do zrobienia na miejskich drogach i szkołach. Czy nie lepiej tym się zająć, zamiast myśleć o przejęciu zadań powiatu? Który, jak lubi to podkreślać burmistrz, ma być w gorszej sytuacji niż miasto.
Jeżeli jest dobra wola, nie ma problemu ze współpracą i dogadaniem się dla dobra mieszkańców. A ważnych uchwał nie należy podejmować ze względu na charakter burmistrza, który akurat współpracować nie potrafi, bo przecież urząd burmistrza sprawowany jest kadencyjnie.
Jestem zażenowany tym pomysłem. Rozumiem, że docelowo jego rezlizacja zwiększyłaby nieco władzę burmistrza. Czy jednak dla wpływu na obsadzenie kilku stanowisk instytucji podlegających teraz powiatowi warto psuć dobre rozwiązanie?
Jestem przekonany, że najbliższy czas skończyć z tolerancja dla szkodnictwa Inicjatywy Obywatelskiej i Arkadiusza Czecha. Zwracam się do wszystkich ugrupowań politycznych, aby zrezygnować z swoich ambicji (sami taką gotowość deklarujemy) i dla dobra zarówno Tarnowskich Gór, jak i gmin powiatu tarnogórskiego, skonsolidować się i zrobić wszystko by odsunąć go jesienią od władzy.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |