Końcówka urlopu

Dobiega końca kilkunastodniowy pobyt nad Bałtykiem (po Kołobrzegu, teraz Świnoujście). Trochę leniwy, wspaniały czas z dziećmi - córki już takie mądre, a Stasiu rośnie tak szybko. Pogoda nawet znośna, więcej słońca niż chmur.
Zdarzały się także sympatyczne rozmowy z tarnogórzanami spędzającymi urlop nad Bałtykiem.

Zwykle rano trochę czasu poświęconego na odpisanie na maile i telefony. Dzwonią zarówno koledzy z Platformy, jak i nasi oponenci. Szczególnie markotny ton słyszę od działaczy Inicjatywy spoza Tarnowskich Gór. Bardzo szkodliwy dla wszystkich (także Tarnowskich Gór i tarnogórzan) pomysł panów Czecha i Kowolika wyłączenia Tarnowskich Gór z powiatu tarnogórskiego ich stawia w szczególnie kłopotliwej sytuacji. Wiedzą, że nie będą w stanie się z niego wytłumaczyć wyborcom i próbują wybadać jak wykorzystamy to w trakcie kampanii. Czy będą chcieli umierać dla Inicjatywy? Wkrótce zobaczymy...

***

W Świnoujściu akurat trwa głosowanie mieszkańców wybierających projekty, które będą realizowane w ramach budżetu obywatelskiego. Mieszkańcy zdecydują o wydaniu kwoty 2 mln złotych, a warto dodać, że w Świnoujściu mieszka 40 tys. osób.


Urlop

W Kołobrzegu (jestem tu pierwszy raz) pogoda niezła (zbyt wielkich upałów nie szukamy), temperatura morza nawet do wytrzymania. Córki zadowolone, bo przypadkiem na tym samym piętrze spotkaliśmy znajomych z córką, z którą uwielbiają się bawić.
Generalnie odpoczywamy, choć troszkę czasu na odpisanie na maile, czy kilka telefonów trzeba wygospodarować. Decyzję w sprawie kandydata na burmistrza praktycznie podjęliśmy. Okazuje się, że najoczywistsze rozwiązania czasami nie nasuwają się od razu…
PS.
Wybór pomiędzy dwoma dobrymi kandydatami to oczywiście pewien dyskomfort wynikający z konieczności podziękowania jednemu z nich.




Prace domowe i polityka lokalna

Wykorzystując parlamentarną przerwę postanowiłem być "bohaterem we własnym domu" i maluję sztachety na balkon, a później montuję je z moim tatą. Czasochłonne zajęcie, ale efekty pomalutku widać.
A poza tym nadrabiam trochę zaległości biurowych. Po wakacjach pewnie ruszy kampania samorządowa, więc ten temat też się przewija jakoś w rozmowach. W końcówce ub. tygodnia nieoczekiwanie zmieniła się sytuacja dotycząca kandydata Platformy na burmistrza Tarnowskich Gór - osoby, które wcześniej podchodziły do tego sceptycznie zmieniły zdanie (akurat kilka smsów z takimi wieściami dostałem w czasie sobotniego malowania sztachet) i teraz mamy ciekawą paletę możliwości. Musimy więc wybrać najlepszy wariant. Ostateczna decyzja już niedługo.




O bramkach na autostradach

Pani premier Elżbieta Bieńkowska już wiele tygodni temu podjęła decyzję o tym, że na polskich autostradach zostaną zlikwidowane bramki, a wprowadzony zostanie inny system pobierania opłat (nawet wstrzymała instalowanie kolejnych bramek).
Jest więc osobą jak najbardziej predysponowaną do tego, żeby mówić o tym, że bramki zawsze w czasie zwiększonego ruchu generują korki. Oczywiście ci "dziennikarze", którzy dziś wyśmiewają się z wypowiedzi pani premier wiedzą o jej decyzji dotyczącej likwidacji bramek, ale nie czują potrzeby jej przypomnienia. Cóż, tylko można pogratulować rzetelności...


Posiedzenie Sejmu z rodziną

Prawie cały tydzień w Warszawie - od poniedziałkowego wieczoru do piątku. Na ostatnim przed czterotygodniową przerwą posiedzeniu Sejmu m.in. przyjęliśmy pakiet ustaw zmieniających system leczenia onkologicznego, odbyła się dyskusja nt. realizacji budżetu państwa na rok 2013 i oczywiście procedowanie wielu innych ustaw.
Miały miejsce też momenty lekko zdumiewające - do uchwały przyjmowaną w 70. rocznicę Powstania Warszwskiego PiS zgłaszał takie poprawki, które po ich przyjęciu sprawiłyby, że jedyną osobą przywoływaną z nazwiska w jej treści byłby Lech Kaczyński...
Było więc pracowicie, ale udało się spędzić też trochę czasu z rodziną - do Warszawy tym razem pojechaliśmy w czwórkę (najstarsza córka jest na obozie zuchowym w Borowianach).




Z ministrem o opłatach za wodę i kanalizację

Głównym punktem niedawnej wizyty w Tarnowskich Górach wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego było spotkanie dotyczące dokończenia likwidacji wysypisk po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry", o czym już szerzej pisałem, ale ten dzień rozpoczęliśmy od spotkania w Centralnej Oczyszczalni Ścieków w Tarnowskich Górach.
Nie był to przypadkowy punkt wizyty - to w końcu minister Gawłowski podpisywał decyzje o wielomilionowych dofinansowaniach tej inwestycji. Miło było słyszeć jak w czasie rozmów z samorządowcami i dziennikarzami, wspominając swoje wątpliwości związane z tym projektem, (wynikające chociażby ze skomplikowanej sytuacji prawnej tarnogórskich wodociągów), przywoływał nasze wielokrotne rozmowy na ten temat, o tym jak bardzo ważna jest to sprawa dla Tarnowskich Gór. Obejrzeliśmy więc w czasie wizyty ministra oczyszczalnię, zapoznaliśmy się z przebiegiem jej budowy, trochę porozmawialiśmy o problemach kanalizacyjnych w całym kraju, które minister zna doskonale. Podczas dyskusji miał miejsce jeden ciekawy moment, w czasie rozmowy na temat taryf za doprowadzanie wody i odprowadzanie ścieków. Minister podkreślał, że wszędzie, w całej Polsce przekonuje samorządowców, żeby pieniądze, które zyskują budżety gmin i miast z tytułu sprzedaży wody i odprowadzania kanalizacji, przeznaczali na dofinansowanie opłat ponoszonych przez mieszkańców. Wskazywał np., że jeśli powstaje w mieście nowy obiekt, od którego wodociągi płacą podatek od nieruchomości, warto kwotę tego podatku przeznaczyć na dofinansowanie cen wody i odprowadzania ścieków.
Minister mówił to siedząc naprzeciwko wiceburmistrza Piotra Skrabaczewskiego, który z każdą minutą tegoż dialogu miał coraz bardziej zasępioną minę... Jak wiadomo Tarnowskie Góry zarabiają i to dużo na wodzie i kanalizacji z tytułu dywidendy w PWiK, jak i podatków i czynszów dzierżawnych - piszę to z głowy, ale raczej nie pomylę kwot - do budżetu miasta wpływa rocznie około 4 mln złotych!
Kilka miesięcy temu radni Platformy Obywatelskiej zaproponowali, aby część z tej kwoty przeznaczyć właśnie na dofinansowanie, dzięki czemu tarnogórzanie płaciliby mniej za wodę i ścieki. Ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie mówi, że obowiązkiem gminy jest dostarczania wody i odprowadzanie ścieków. O ile można zrozumieć, że gmina kosztami z tym związanymi obciąża mieszkańców o tyle to, że zarabia tak dużo na mieszkańcach, może już budzić wątpliwości. Oczywiście burmistrz i popierający go radni Inicjatywy Obywatelskiej i PiS zdecydowanie odrzucili ten pomysł określając go populistycznym... Po kilku tygodniach, gdy przemyśleli swoje zachowanie przyjęli jednak inny projekt - możliwości symbolicznych dopłat dla najuboższych rodzin w mieście. Symbolicznych, bo po kilkanaście złotych miesięcznie dla rodziny. Jeżeli wszyscy uprawnieni zdecydowaliby się złożyć odpowiednie wnioski, miasto wydałoby być może 16 tys. zł, przy, powtórzmy, 4 mln zysków!
Trudno dziwić się, że wiceburmistrz Skrabaczewski mocno zasępiony słuchał słów ministra Gawłowskiego. Kiedy wyszliśmy z oczyszczalni i jechaliśmy na dalsze spotkania, przedstawiłem koledze ministrowi sytuację związaną z dyskusjami o dopłatach jaka miała miejsce w Tarnowskich Górach. Roześmiał się i powiedział: „Na pewno twój burmistrz nie uwierzy, że nie umawialiśmy się, żebym poruszył ten temat i postawił go w trudnej sytuacji".


O polityce krajowej

Dziś pozwolę sobie napisać parę zdań o wydarzeniach politycznych z ub. tygodnia - z opóźnieniem, no ale po drodze był finał Mistrzostw Świata, odwoziłem córkę na obóz harcersko-zuchowy do Borowian itp. itd.

Jak wiadomo profesor Gliński był już "premierem z tabletu", a w ub. tygodniu awansował na "premiera z bocznej sali". Prawo i Sprawiedliwość oburzone tym, że polska Konstytucja (nie od dzisiaj przecież...) umożliwia występowanie na forum Sejmu jedynie posłom i najważniejszym urzędnikom państwowym, poprosiło o przerwę w obradach, żeby prof. Gliński mógł wygłosić swoje "expose" w jednej z mniejszych sal sejmowych. Generalnie takie "odgrzewanie" pomysłu z tą samą osobą jest trochę żenujące wobec samego pana profesora Glińskiego, ale skoro się zgadza na taką rolę... Najśmieszniejsze jest to, że po raz kolejny Jarosław Kaczyński nie wykazał się wyczuciem politycznym i zaufał tym razem Jarosławowi Gowinowi i jego zapewnieniom, że ten będzie w stanie wyciągnąć jakąś grupę posłów z Platformy Obywatelskiej. Wiem, że do niektórych dzwonił, ale zawsze słyszał śmiech w odpowiedzi. I wpakował w kolejną przegraną Jarosława Kaczyńskiego.
Środowa debata była też zabawna. Rzadko się zdarza, żeby nawet posłowie opozycji potwierdzali, że premier w dyskusji zdecydowanie znokautował lidera opozycji. Było to o tyle łatwe, że Jarosław Kaczyński pojawił się chyba z wystąpieniem napisanym pół roku temu - podawał w nim nieaktualne dane, liczby, wydarzenia, które dawno już się zmieniły. A na koniec dnia poskarżył się jak to wykrzywiało mu ze wstrętem twarz, gdy jadł niedobre obiady w stołówce Kancelarii Premiera, gdy był premierem. Nie wiem, czy obiady za czasów jego premierowania były dobre, czy niedobre (nigdy w tej stołówce nie byłem), ale skoro nawet na jakość posiłków w kierowanym przez siebie urzędzie nie był w stanie wpływać, to jak tu się zabierać za kierowanie państwem?
Poza wotami nieufności Sejm oczywiście pracował nad wieloma ważniejszymi sprawami. W Warszawie spędziłem 4 dni, bo już we wtorek miało miejsce posiedzenie komisji ds. Unii Europejskiej, która pracowała nad ustawą "o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020". To dokument bardzo ważny, w piątek przyjął go Sejm go przyjął, znamy więc szczegółowe zasady wydatkowania środków europejskich w bieżącej perspektywie. I taka ciekawostka – ustawa była przyjęta dość zgodnie, oprócz koalicji także większość partii opozycyjnych odrzucała poprawki komplikujące i nadmiernie przedłużające proces decyzyjny wydatkowania środków europejskich. Posłowie lewicy podkreślali (co należy pochwalić), że nie ma co komplikować systemu, bo już tak dobrze się sprawdził w Polsce, więc dalej środki europejskie należy wydawać sprawnie. Odmiennie zachowywało się Prawo i Sprawiedliwość, które zgłaszało (na szczęście nieskutecznie) wiele poprawek znacznie komplikujących wydatkowanie środków europejskich. Wydaje się, że to jedna z wielu oznak braku wiary w sukces wyborczy – gdyby liczyli na to, że za rok obejmą władzę, nie próbowaliby komplikować jednego z najważniejszych narzędzi rządu.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |