Jeszcze raz o placach zabaw (cz. 2)

Jakiś czas temu, z lektury „Gwarka” dowiedziałem się, że są również zastrzeżenia do placu zabaw na os. Przyjaźń, zbudowanego tam przez MTBS. Zaniepokoiło mnie trochę wyjaśnienie ich prezesa, iż krytykowane urządzenie, konkretnie chodzi o drabinkę do zjeżdżalni, "zostało wykonane zgodnie z projektem". Brzmi znajomo, prawda? Tylko czy chodzi o zgodność z projektem, czy bezpieczeństwo dzieci?
Pojechałem przetestować ten plac zabaw ze starszą córką. Już na pierwszy rzut oka widać było, że rację maja mieszkańcy, a nie prezes. Drabinka zjeżdżalni wygląda tak jak podnoszono w mediach - pierwszy stopień bardzo wysoki (maluchowi trudno się wdrapać), a między ostatnim a zjeżdżalnią bardzo mało miejsca. Żeby jednak nie oceniać zbyt pochopnie, poprosiłem córkę, aby przetestowała osobiście, jak wykonane jest to urządzenie. Zaczęła więc wchodzić na drabinkę i gdy była na górze ... w ostatniej chwili złapałem ją, kiedy leciała już głową do przodu.
Naprawdę trzeba mieć mocno porąbane we łbie, żeby dopuszczać tak niebezpieczne urządzenia dla dzieci!!! Mała odległości między ostatnim stopniem, a zjeżdżalnią musi spowodować, że jakieś dziecko zahaczy swoim butem i wywróci się lecąc głową do przodu, rozbijając sobie nos i wybijając zęby. Przecież, do cholery nie trzeba być specjalnie bystrą osobą, żeby to dostrzec! Skąd taki problem w naszym mieście z niebezpiecznymi placami zabaw ?!?!?
PS. Aby być obiektywnym chciałem poinformować, że "inspekcja" nowego placu zabaw na Strzybnicy, wykonana przez moje dwie córki, jest jak najbardziej pozytywna i z czystym sumieniem, bez obawy o bezpieczeństwo dzieci, można polecić go każdemu. Oczywiście szkoda, iż jest on taki mały, ale inwestycje w place zabaw w naszym mieście dopiero raczkują, więc nawet z takiego małego trzeba być zadowolonym.




„Porozmawiajmy o…”, czyli samorządowcy w CKŚ

W poniedziałek spotkaniem z wiceprezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska
i Gospodarki Wodnej – Adamem Liwochowskim zainaugurowałem w Centrum Kultury Śląskiej cykl spotkań pt. „Porozmawiajmy o…” – kierowany głównie do samorządowców (wójtów, burmistrzów, radnych) naszego powiatu. Tematem przewodnim spotkania była rola WFOŚiGW w kolejnej perspektywie budżetowej UE, w której fundusze te mają ogrywać bardzo istotną rolę w pośredniczeniu w wydatkowaniu środków europejskich. Dyskusja poświęcona była tematom najbliższym samorządom lokalnym, takim jak: rozbudowa i modernizacja gospodarki wodno-kanalizacyjnej czy odnawialne źródła energii (szczególnie kolektory słoneczne). Kolejnymi gośćmi będą: poseł Marek Wójcik, z którym rozmawiać będziemy o ustawie metropolitalnej oraz wiceminister finansów Janusz Cichoń.




Opłatek z premierem

Do Świąt jeszcze kilkanaście dni, pogoda póki co nieświąteczna, ale nastrój coraz bardziej bożonarodzeniowy. W tym tygodniu w Sejmie także mieliśmy już spotkania opłatkowe.
Takie spotkania jak opłatek Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej to rzadka okazja, żeby pogadać np. z premierem na tematy prywatne (normalnie co jakiś czas rozmawiamy oczywiście o innych sprawach - szczęśliwie już rzadziej o związkach partnerskich, a raczej np. o ustawie metropolitarnej).
Pamiętam jak parę lat temu na spotkaniu opłatkowym właśnie, po złożeniu sobie życzeń Donald zapytał mnie: "A co słychać u ciebie, bo dawno nie gadaliśmy?". Wtedy akurat mogłem mu zakomunikować, że urodziło mi się drugie dziecko, na co zareagował bardzo żywiołowo opowiadając o swoich doświadczeniach z wychowywaniem pary dzieci. W tym roku miałem satysfakcję z poinformowania premiera, że przebiłem go w liczbie dzieci. "Wiem, wiem, donieśni mi" - usłyszałem. No, rozumiem, że premier musi wiedzieć sporo, w końcu jest premierem :). Poprzekomarzałem się trochę zachęcając Donalda Tuska do trzeciego dziecka, ale stwierdził, że jest już na etapie czekania na trzeciego wnuka.


Jeszcze raz o placach zabaw (cz. 1)

Dawno nie pisałem na moim blogu o tarnogórskich placach zabaw, ale muszę do tematu wrócić, skoro okazuje się, że zrobienie bezpiecznego placu zabaw z jakichś przyczyn jest rzeczą dość trudną w naszym mieście.
Zacznę od tego, że moje wpisy na ten temat odbiły się dość szerokim echem w mediach i jak się okazało miały również swoje reperkusje na Osadzie Jana. Ze zdumieniem dowiedziałem się, że ktoś skserował artykuł poświęcony mojemu apelowi o usunięcie (lub modernizację) konstrukcji niebezpiecznej dla dzieci i rozwiesił go na płocie wokół placu zabaw. Nie mam pojęcia - czy zrobił to jakiś nieznany mi mój zwolennik (w takim razie proszę o kontakt) czy też przeciwnik? Jeżeli przeciwnik to bez wątpienia musiał być to jakiś totalny idiota! Przyznam, że jednego mieszkańca pobliskiego osiedla nawet o to podejrzewam, pasuje to do jego poziomu… Bez względu na to, jakie były intencje tej osoby, swoim działaniem tylko rozpropagował moje starania, które są jednoznacznie pozytywnie odbierane przez rodziców dzieciaków korzystających z tego placu (stąd oceniam, że jeżeli to mój przeciwnik, to niezbyt bystry).
Po artykułach nt. mojej interwencji, jak i przywieszaniu ich kopii na ogrodzeniu placu zabaw miałem bardzo wiele reakcji ze strony rodziców i dziadków tych dzieci, którzy z placu zabaw na Osadzie Jana korzystają. Wszystkie były bardzo miłe i jednoznacznie mnie popierały. Ta kwestia nie ulega wątpliwości, są w niej zgodni mamy i ojcowie. Uważają, że te dwie rurki przypominające niedokończoną zjeżdżalnię są bardzo niebezpiecznym elementem. Miałem w tej sprawie wiele maili i osobistych rozmów, a do mojego biura przyszedł pan chodzący na ten plac z wnuczkiem, który o moich działaniach dowiedział się właśnie z wywieszonego na płocie ksera artykułu. Wszyscy dziękowali mi za starania i oczekują zmiany tego niebezpiecznego urządzenia!
Niestety od burmistrza miasta dostałem wyjaśnienia, iż jest to element wykonnany właściwie i przeznaczony do tego, by dzieci w wieku 5-12 lat ... zjeżdżały na nim na dwóch rękach i nogach! Każdy, kto orientuje się jaki wzrost osiągają dzieci w poszczególnym wieku łatwo oceni, czy urządzenie przeznaczone jest dla 4-latków, czy 12-latków. Zwłaszcza że (o czym również informuje mnie Pan Burmistrz) „wejście na tą konstrukcję jest od strony ścianki wspinaczkowej” – a przecież wielkość tej ścianki wskazuje, że wymyślona jest ona dla maluchów.
Instytucja zajmująca się bezpieczeństwem budowlanym odpisała mi, że plac został wykonany zgodnie z projektem. Eureka! Przecież nie podnosiłem kwestii zgodności z projektem, tylko zagrożenia dla dzieci! Patrząc na te pisma zastanawiam się o co chodzi. Czy bezpieczeństwo dzieci musi być elementem gry politycznej? A może burmistrz broni niebezpiecznego urządzenia dlatego, że to ja wskazałem na jego niedoskonałość i nie chce przyznać się do błędu? Innego wytłumaczenia nie znajduję.
Do wygrania wyborów z burmistrzem Czechem nie jest nam potrzebne to, żeby jakieś dziecko złamało sobie kark na tym placu zabaw, a prędzej czy później przy tak głupim i niebezpiecznym urządzeniu, może do tego dojść. To urządzenie nie może zostać tam na kolejny sezon!
Oprócz mam, kontaktowali się ze mną ojcowie. Kilku powiedziało mi wręcz, że jeżeli nie uda się przekonać włodarza naszego miasta argumentami, przyjdą z piłką i przetną to niebezpieczne urządzenie. Sam się zastanawiam czy to nie jedyne wyjście i czy nie pójść razem z nimi? Wtedy niewątpliwie uda się tę sprawę bardziej nagłośnić.

P.S. Po moich działaniach na urządzenniach pojawiły się tabliczki z informacją, dla dzieci w jakim wieku przeznaczone są poszczególne urządzenia. Rozumiem, że jak młodsze dziecko (np. 4,5 letnie) spadnie i się potłucze, winny będzie tylko rodzic?
Jedyny pozytywny efekt jest taki, że z placu nie będą korzystać dzieci z pobliskiego przedszkola (co byłoby dla nich bardzo niebezpieczne). Chociaż po to właśnie plac był budowany w tym miejscu, żeby przedszkolaki mogły w ramach zajęć także z niego korzystać (mówił o tym na zebraniach Rady Dzielnicy burmistrz). Teraz przynajmniej nie spadną i nie zrobią sobie krzywdy, ale czy nie prościej na tych dziwnych rurkach zamontować trzy szczebelki, tak aby były to normalne schody, których brakuje w tym elemencie…?
(cdn.)


W Sejmie

Kończy się kolejny dzień posiedzenia Sejmu, pracowity jak to zwykle jest przed końcem roku. Jeszcze jestem na posiedzeniu Komisji ds. Unii Europejskiej (poświęcone m.in. kontrowersyjnemu pomysłowi parytetów płci w zarządach spółek notowanych na giełdzie, który rodzi się gdzieś w instytucjach europejskich). Jeśli skończy się w miarę sprawnie, może uda się pójść na niedaleki plac Trzech Krzyży na rekolekcje parlamentarne.
Jutro rano blok głosowań, z budzącą oczywiście największe zainteresowanie gruntowną przebudową II filaru emerytalnego, czyli OFE. Jej główne założenia to:
• przeniesienie obligacji skarbowych i papierów dłużnych gwarantowanych przez Skarb Państwa, z OFE do ZUS
• dobrowolność udziału w OFE
• wprowadzenie „suwaka bezpieczeństwa” - który zakłada, że 10 lat przed osiągnięciem ustawowego wieku emerytalnego środki zgromadzone na koncie członka OFE będą stopniowo przekazywane do ZUS i zapisywane na indywidualnym subkoncie ubezpieczonego
• obniżenie opłat pobieranych przez OFE
***
W poprzednich dniach też dużo się działo, m.in. we wtorek nie mogłem skorzystać z zaproszenia Prezydenta Komorowskiego do udziału w prezydenckiej "Barbórce", gdyż w tym samym czasie musiałem być u pani marszałek Kopacz. Było to zaproszenie bardziej służbowe, gdyż dotyczyło prac podkomisji, której przewodniczyłem (pracującej nad ustawą umożliwiającej parlamentarzystom i prokuratorom przyjmowanie mandatów za wykroczenia drogowe). Dziś rano referowałem prace podkomisji na połączonym posiedzeniu dwóch Komisji - Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Regulaminowej i Spraw Poselskich. Konkluzja sprowadzała się do stwierdzenia, że podkomisja jednogłośnie rekomendowała przyjęcie ustawy, mimo wrażenia, że była ona przygotowywana w pośpiechu i bez szerszego spojrzenia na kwestię immunitetu.



Belgrad

Dziś bardzo wcześnie rano poleciałem przez Frankfurt do Belgradu. Jutro będę uczestniczył w organizowanym przez Komisję Europejską seminarium z udziałem parlamentarzystów z kilka krajów. Będzie ono poświęcone walce z korupcją, kwestią immunitetów, kontaktów z lobbystami itp. Może napiszę o tym więcej po powrocie do Polski (rano we wtorek lecę od razu do Warszawy, na posiedzenie Sejmu). Miałem dziś kilka godzin na obejrzenie Belgradu, który mocno rozczarowuje. Trochę chyba przypomina Polskę z końcówki lat 80-tych - szaro-buro i dużo do zrobienia.
***
Nie ma mnie w Polsce, więc nie przekonam się przed telewizorem, czy prawdę ćwierkają wróble o tym, że Marysia Ożga wygrała Master Chefa :-)


Nasze Drogie miasto, czyli refleksje różne

Wczoraj zaprzysiężenie kilkorga nowych ministrów, wśród nich bliscy znajomi m.in. Minister Sportu i Turystyki Andrzej Biernat; z którym przyjaźnię się od ośmiu lat, był m.in. na moim weselu. Żywię przekonanie, że w ministerstwie sobie poradzi, nasza przyjaźń będzie trwać, a telefony ode mnie będzie odbierał :)
***
Także wczoraj sporo informacji z sesji Rady Miejskiej. Kilka godzin tarnogórskim radnym zajęła kwestia ustalenia nowych taryf za dostarczanie wody oraz odbiór ścieków. Taryf wyraźnie wyższych od tych ubiegłorocznych... Nasz kochane, DROGIE Tarnowskie Góry stają się coraz DROŻSZE...
Radni Platformy Obywatelskiej złożyli wniosek o dopłatę z budżetu miasta do tych taryf. Póki co został on odesłany do prac w komisji. Podczas gorącej dyskusji padło wiele zadziwiających twierdzeń... Podobno miejski prawnik miał dowodzić, że takie dopłaty są niemożliwe... A czyż taka możliwość nie jest zapisana w ustawie, a sporo miast i gmin już z niej nie skorzystało ...? Zdarzały się wypowiedzi jeszcze bardziej "mało mądre". Jeden radny, "gwiazda Inicjatywy Obywatelskiej", stwierdził, że przecież Platforma jest ugrupowaniem liberalnym i nie powinna zgłaszać wniosku o dopłaty... Ależ brednia... Sugerowałbym temu "bystremu" radnemu wykonanie kilku baranków w ścianę, może to pomoże... Inny radny, tego samego ugrupowania, dzielił się przekonaniem, że mieszkańcy wcale takich dopłat nie oczekują! Oklaski na stająco!
***
I też wczoraj trzecia odsłona działań pana, który protestuje sobie co jakiś czas pod moim biurem poselskim. W Tarnowskich Górach w miarę ludzie znają się nawzajem, więc po jego pierwszym proteście miałem kilka telefonów z prezentacją historii życia - zawodowej i prywatnej - tego pana. Trochę więc rozumiem skąd u niego potrzeba takiej swoistej autoterapii.
Ponieważ o godzinie swoich protestów informuje szeroko (choć mnie nie), tak zaplanowałem dzień, aby mieć okazję się z nim przywitać. Tak jak podczas pierwszego protestu ręki mi nie podał i zaproszenia na herbatę nie przyjął. Ale pogadaliśmy chwilę. Powiedziałem, że już się martwiłem trochę, bo dawno go nie było, a zapowiadał protesty co miesiąc. Usłyszałem, że dłuższa przerwa wynikała ze śmierci premiera Mazowieckiego, gdyż on przeciwko Mazowieckiemu też protestował... Dzielny protestant nie wytłumaczył mi niestety, czy protestował kiedyś przeciw Premierowi, czy teraz przeciw jego śmierci....
A potem przez kilkadziesiąt minut, powtarzał bardzo mi pochlebiające hasło "Precz z Tuskiem, przecz z Głogowskim". Miło było mi słyszeć się w takim zestawie. Tym razem dodał również "Precz ze Schetyną". W poprzednich dwóch protestach to nazwisko nie padało - może poznał je niedawno..? I może nie wie, że wznoszenie teraz tego hasła, nie wymaga już zbyt wielkiej odwagi...?



strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |