O "Gwarkach" i Tarnowskich Górach

Od paru lat nie miałem okazji obserwować przygotowań do "Gwarków", bo zawsze w poprzedzającym je tygodniu było posiedzenie Sejmu i przyjeżdżałem dopiero w piątkowe popołudnie. Tym razem przyglądałem się, jak w tkankę centrum miasta pomału wkraczają scena, karuzele i stragany. Tegoroczny program święta naszego miasta wygląda na nieco kryzysowy, no ale w końcu mamy jeszcze recesję. Córki już w czwartek zabrały mnie na rekonesans, aby sprawdzić, jakie karuzele się rozkładają, a wczoraj musiałem wraz z nimi wypróbować kilka z nich. Była też okazja do wielu miłych rozmów z tarnogórzanami - zarówno znajomymi, jak i nie.
***
Także wczoraj, podobnie jak często ostatnio, kilka osób pytało mnie, czy będę kandydował na burmistrza Tarnowskich Gór. Tak często słyszę to pytanie, że postanowiłem napisać kilka zdań na ten temat...
W marcu i kwietniu współpracownicy Arkadiusza Czecha z satysfakcją opowiadali, że wiedzą już, że kandydatem PO na burmistrza będzie Tomasz Głogowski, a kampanię wyborczą rozpocznie 1 maja. Nie wiem co im do głowy strzeliło z 1 maja, bo na ten dzień miałem zaplanowany jedynie odpust w mojej parafii... A triumfalne chwalenie się "wiedzą", że to ja będę kandydował, też lekko śmieszne jest, bo przecież poseł zawsze jest potencjalnym kandydatem.
W ostatnich tygodniach już nie słyszę, że będę kandydatem, ale że będę burmistrzem - także dochodzą głosy o tym kogo powołam na zastępców, czy sekretarza miasta (choć zmiana sekretarza nie jest przecież taka całkiem łatwa).
Właściwie zacząłem odnosić wrażenie, że to, iż będę burmistrzem większość osób zajmujących się w jakiś sposób życiem publicznym w Tarnowskicch Górach przyjmuje jako coś pewnego. Oczywiście nie uderza mi z tego powodu "sodówka" do głowy - zdaję sobie sprawę, że wynika to z faktu, iż większość nie może sobie wyobrazić, aby Arkadiusz Czech był dalej burmistrzem (i zakłada, że w miarę popularny poseł go pokona).
***
Uporządkujmy parę rzeczy - odsunięcie Arkadiusza Czecha od władzy (zadanie samo w sobie nie aż tak ambitne...) nie powinno być celem, ale środkiem - do naprawienia wielu spraw w naszym mieście, określenia (wreszcie! ) jakieś spójnej wizji jego rozwoju, także do wprowadzenia innych standardów moralnych (odejście od dzielenia ludzi na bezwzględnie sobie oddanych i wrogów).
Nie jest już chyba tajemnnicą, że prawie wszystkie siły społeczne i polityczne w mieście są zgodne w tym, że zmiana władzy w Tarnowskich Górach jest niezbędna. Bardzo mnie cieszy, że rozmowy nie dotyczą tylko spraw personalnych (np. kandydatów do Rady Miejskiej), ale w przeważającej części kwestii merytorycznych (chociażby jak naprawić ul. Krakowską).
Poziom błędów, nieudolności i braku umięjętności współpracy Arkadiusza Czecha jest tak wielki, że nawet zebranie przez niego olbrzymich pieniędzy na kampanię niewiele da (uderzające jest, że w rozmowach prywatnych z działaczami IO słyszę od nich właściwie tylko o wielkiej kasie na wybory, która ma im zapewnić wygraną...).
O ile mi wiadomo opozycja jest gotowa, aby merytorycznie wykazać, że zmiana jest niezbędna - wystarczy kliknąć "enter" i machina ruszy.
***
Wracając do pytania stawianego mnie - moje kandydowanie nie wydaje mi się niezbędne do odsunięcia Arkadiusza Czecha; to się przecież i tak zapewne stanie. Trzy lata temu w pierwszej turze uzyskał on 40% głosów, a mieliśmy do czynienia z niebywałymi błedami opozycji (przyznajemy). Teraz, kiedy pewnie wystartuje Basia Dziuk, może wicewojewoda Andrzej Pilot, będzie też mocny kandydat Platformy - ile głosów może dostać burmistrz nie potrafiący nadzorować ułożenia kostki brukowej, czy też budowy małego placyku zabaw? 30-25%? W jaki sposób miałby wówczas wygrać II turę? O ile do niej wejdzie.


Początek roku szkolnego

Wczoraj moja córeczka poszła pierwszy raz do szkoły! Ależ ten czas leci - dobrze, że chociaż dzieci rosną, my się nie starzejemy :)

PS.
Czasem (acz nieczęsto) spotykam się z uwagą, że nazbyt krytycznie piszę o Tarnowskich Górach. Cóż "piszę to co widzę" cytując Kazika Staszewskiego. Także po to, by mankamenty naszego kochanego miasta pomału znikały.
Ale jeśli jest coś wartego pochwały, chętnie to uczynię. Tak jest np. z klasami sześciolatków w szkole podstawowej nr 3 - dobrze przystosowane pomieszczenia, świetne nauczycielki, bardzo zadowoleni rodzice (już kilka roczników). Nie wiem do końca jak jest w innych tarnogórskich szkołach, bo "Trójka" to akurat nasza szkoła rejonowa.
Szkołę pochwalić trzeba też za skuteczną akcję promocyjną i znalezienie odpowiedniej liczby chętnych na otwarcie całej klasy sześciolatków.
Szkoda, że nie sposób było dostrzec jakichkolwiek działań miasta w tym kierunku, bo przecież każdy sześciolatek w szkole (a nie przedszkolu) to większa subwencja dla miasta. A tak tylko płacz i narzekanie na zły rząd słyszymy...




Zlikwidować niebezpieczny element na placu zabaw na Osadzie !

To już nie jest zabawne. Możemy się podśmiewać z jakości wykonywania inwestycji w naszym mieście (bo powody pojawiają się co chwilę), ale to już nie jest zabawne- idiotyczna konstrukcja na placu zabaw na Osadzie Jana zagraża bezpieczeństwu dzieci!
To zagrożenie należy natychmiast usunąć!




Pozdrowienia znad morza

Po raz kolejny spędzamy rodzinne wakacje w Świnoujsciu. Miejsce to pamiętam ze swojego dzieciństwa – całonocna podróż z rodzicami pociągiem, potem prom, taksówka itd. Od paru lat przyjeżdżam tu ze swoimi dziećmi, obserwując jak bardzo rozbudowuje się to wyspiarskie miasto.
Jak mówi piosenka – „Bałtyk zimnym morzem i co z tego?”. Pogodę mamy idealną dla małych dzieci - dwadzieścia kilka stopni, Bałtyk chłodny jak zawsze, ale to nie niespodzianka.
Ostatni raz byliśmy w Świnoujściu dwa lata temu; parę spostrzeżeń: ceny w barach, kawiarniach i restauracjach są wyraźnie niższe, niż były. Zaskakuje (pozytywnie oczywiście), że np. wizyta w cukierni z dzieciakami to wydatek znacznie mniejszy, niż taka sama przyjemnność w Tarnowskich Górach. Może to z powodu recesji, ale … tej tu nie widać. Świnoujście pełne, to ludzie szukają wolnych miejsc, a nie właściciele kwater klientów. Nadal dominują niemieccy turyści, ale już nie tylko ci w wieku emerytalnym, także sporo młodszych Niemców.
Naszych kilka ulubionych miejsc sprzed dwóch lat zniknęło – w dwóch knajpkach trwa remont, który jak się dowiedziałem przedłużył się z powodu długiej zimy. Tak to w życiu jest, że nasttają zmiany. Pojawiły się oczywiście inne, nowe atrakcje także dla dzieci, m.in. plac zabaw w wodzie. Dzieci rosną, więc przede mną nowe wyzwania - trudno pokazać strach, więc musiałem ze starszą córką zjechać z bardzo wysokiej zjeżdżalni wodnej.
Generalnie czas kilkunastodniowego błogiego wypoczynku.
PS.
W ramach walki z pracoholizmem wprowadzony rygor: rozmowa telefoniczna z Biurem Poselskim maksimum dwa razy dziennie, dwa-trzy razy dziennie sprawdzenie maili, wieczorem jakieś poprawienie tekstów. Do normalnej pracy powrót w ostatnim tygodniu sierpnia.
Serdeczne pozdrawiam z nad Bałtyku.




Pytanie za 10 punktów

Pytam, gdyż nie mam pojęcia – co to jest? Zdjęcie zrobiłem na nowym placu (właściwie „placyku”) zabaw na Osadzie Jana. Tarnogórskie place zabaw generalnie nie oszałamiają (o tym pozwolę sobie jeszcze wkrótce napisać), pojechałem jednak z córkami na Osadę z pewną nadzieją, że może z powodu zbliżających się wyborów samorządowych coś się w tej kwestii zmieni. Nadzieja okazała się płonna, pozostało zdumienie.

Co to do cholery jest? Pierwsza możliwość - niedokończona zjeżdżalnia lub schody? W takim razie nie należało wpuszczać tam dzieci! Druga ewentualność – tak ma być i to jakiś dziwna koncepcja quasi zjeżdżalni. Tym bardziej nie należy na nią wpuszczać dzieci – jest b. niebezpieczna!

Ktoś to odebrał?

Jeżeli ktoś zna pytanie na odpowiedź, co to za dziwoląg proszę o informację - tomasz@glogowski.pl.

Jeżeli nadal to zagrażające bezpieczeństwu dzieciaków urządzenie będzie stało niezmienione, niezbędne chyba będzie poinformowanie służb nadzoru budowlanego.

PS.

Na tym nowym placyku generalnie nie ma zbyt wielu urządzeń. Poza dziwolągiem na zdjęciu najwięcej uwag mam do „piramidy” do wspinania z lin. Tarnogórzanie już się przekonali, że nadzór nad dużymi inwestycjami (patrz „Krakowska”) przerasta obecnego burmistrza. Ale z malutkim placem zabaw to już chyba można było sobie poradzić? Przecież przed odbiorem należało nakazać wykonawcy wprowadzenie niezbędnych poprawek. Mam nadzieję, że zostaną one wykonane wkrótce. A jeśli nikt z władz miasta nie będzie wiedział, co jest nie tak z tym urządzeniem do wspinania, chętnie zajrzę do ratusza z moją czteroletnią córką, która klarownie to wyjaśni. Podczas naszej pierwszej wizyty na tym placu zabaw mankamenty (dla ułatwienia podam, że dwa) dostrzegła natychmiast.




W Kaletach o karetkach

Dzisiaj pozytywnie zaskoczyła poranna rześkość powietrza - tylko 22 C, aż chciało się pracować!
Z samego rana jechałem z wicewojewodą śląskim Andrzejem Pilotem do Kalet, na spotkanie dotyczące karetek pogotowia ratunkowego. Powiat tarnogórski od początku przyszłego roku będzie jeszcze lepiej, niż obecnie zabezpieczony pod względem ratownictwa medycznego. W tej chwili w naszym powiecie operuje pięć karetek, od przyszłego roku będzie ich sześć - jedna zostanie przeniesiona z Zabrza. To niesamowita rzecz, jedyny taki przykład w województwie śląskim powiększenia liczby karetek w danym powiecie.
Wojewoda śląski opracował nowy plan organizacji ratownictwa medycznego, który zostanie przesłany do akceptacji ministra zdrowia. Jestem przekonany, że merytoryczne argumenty przedstawione przez wojewodę zostaną przyjęte przez ministra, niemniej podczas spotkania z burmistrzem i kaletańskimi radnymi rozmawialiśmy o ewentualnej potrzebie wsparcia tego pomysłu w ministerstwie. Profilaktycznie pogadam na ten temat z wiceministrem na sierpniowym posiedzeniu Sejmu.
***
Z wielkim zdumieniem przyjąłem informację, że niektórzy protestują przeciwko planom nowej, racjonalnej dyslokacji karetek pogotowia w naszym powiecie. W tej chwili wygląda to tak, że te pięć karetek stacjonuje praktycznie w jednym zakątku powiatu – w Tarnowskich Górach i Radzionkowie. Każdy, kto zna mapę powiatu przyzna, że to zupełnie bez sensu. Karetki obsługują cały obszar powiatu, jeżdżą do Kalet, czy Krupskiego Młyna. Po zwiększeniu liczby karetek, od 1 stycznia dwie mają pozostać w Radzionkowie, dwie w Tarnowskich Górach, po jednej w Kaletach i Tworogu. Logiczne, zrozumiałe i oczywiste (dla każdego znającego mapę powiatu tarnogórskiego). Okazuje się, że nie dla wszystkich. Nie dla Inicjatywy Obywatelskiej Powiatu Tarnogórskiego. Trudno powiedzieć, czy słońce za bardzo przygrzało w tarnogórskim ratuszu, czy kimś już całkiem zawładnęła nienawiść do przeciwników politycznych i strach przed perspektywą utraty władzy w Tarnowskich Górach. Zwiększenie liczby karetek w powiecie i ich racjonalne rozmieszczenie próbują przedstawić jako zagrożenie bezpieczeństwa tarnogórzan. To już nie tylko szczyt hipokryzji, ale całkowita utrata moralnego prawa do sprawowania funkcji publicznych.
Jestem zażenowany postawą Burmistrza Tarnowskich Gór i jego „oddanych” radnych w tej kwestii.
Po prostu wstyd.


Wokół „Quartex-u”

W ostatnich dniach, jak już kiedyś wspominałem, w pracach mojego biura poselskiego wiele miejsca zajmuje kwestia „Quartex-u”. Po tym jak zarządca firmy wyjechał i brak jest z nim kontaktu, pracownice firmy zwróciły się do mnie z prośbą o pomoc. Ich sytuacja jest o tyle skomplikowana, że nie tylko od maja pozostają bez wynagrodzeń, ale nie dostały wypowiedzeń ani świadectw pracy, co uniemożliwia im np. uzyskanie zasiłku z PUP.
Do pomocy paniom oddelegowałem zatrudnianego w biurze poselskim prawnika. Złożone zostały już do sądu pozwy o wypłatę zaległego wynagrodzenia. W najbliższym czasie wysłane zostaną również indywidualne wnioski pracowników o wypłatę zaliczki na poczet należnych świadczeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych z tytułu niezaspokojonych przez pracodawcę roszczeń.
Pracownicy mojego biura oraz prawnik są w stałym kontakcie z pracownikami „Quartexu”, przedstawiając na bieżąco różne potencjalne działania. Jeżeli będzie taka decyzja mogą zostać przygotowane wnioski o rozwiązanie umowy o pracę przez pracownika bez wypowiedzenia (na podstawie zapisu Kodeksu Pracy, mówiący o takiej możliwości z powodu dopuszczenia się przez pracodawcę ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków, np. uporczywego uchylania się od wypłacania comiesięcznych wynagrodzeń) oraz pozwy do sądu pracy o wydanie świadectwa pracy.
Inną opcją może być złożenie przez pracowników, jako wierzycieli firmy, wniosku o jej upadłość i wyznaczenie kuratora, który zabezpieczyłby majątek na potrzeby wierzycieli.
Mam nadzieję, że któreś z rozwiązań przyniesie pozytywne efekty.



strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |