Stare wieże - nowe perspektywy

Wieżę kościoła pw. Apostołów Piotra i Pawła zobaczyć można czasem w bardzo zaskakującej perspektywie. Tutaj widoczna jest na tle gór - piaskowych, i dolin - wykopkowych.

       
Fotografowałam kościół (pochylony jakby nad pracowitymi pracownikami) i teren nowej inwestycji z pewnego miejsca. Jakiego miejsca, jakiej inwestycji?
..................................................................................................
A ta wieża to fragment dawnej cechowni pewnej nieczynnej już kopalni gliwickiej. Całość przekształcono w siedzibę placówki oświatowej, o której napiszę niebawem. Coś jakby wzór dla TG.

       

CDN - wieże strzeliste wycelowane w niebo kojarzą mi sie z wystrzałowym tematem, który mogę zakonkludować tak:
                "Od tarnogórskich bombonów do amerykańskiej bomby atomowej"

Tego niewielu się spodziewa usłyszeć i zobaczyć a przecież Panofscy to znaczący tarnogórzanie choć zapomniani. Jak to czasem bywa w małym mieście - wielcy ludzie.

        




To dzisiejsza niedziela

Śliczne turystki z niedalekich Katowic znalazły się w pobliżu obelisku na tarnogórskim "Placu Synagogi". Gdy tak spokojnie a równocześnie z pewną młodzieńczą energią przesuwały się pod ścianą dawnego spichlerza (albo składu win) i sąsiadującej z nim kamienicy dawnego zamożnego mieszczanina żydowskiego pochodzenia, nie zauważyły, że obserwują je inne kobiety - dwie ciemne, kamienne twarze spoglądaly w dół znad okien pierwszego piętra kamienicy. 

        

O nich napiszę jutro. Teraz oddam nocy co nocne: SPAM. Będzie też foto-notka o minionych wydarzeniach z festynu w Lasowicach.

13.06.2010 - spóxnione uzupełnienie - poniżej.

ALBUM FOTOGRAFICZNY można otworzyć kliknięciem w miniaturkę zdjęcia - spóźniony ale jest.

Lasowice 06.06.2010



Wieczorową porą głos się niesie głośny

W Lasowicach zaplanowano na dzisiejszą sobotę i jutrzejszą niedzielę Festyn Sportowy - 90 lat istnienia dzielnicowego klubu sportowego. Słyszę niesione wieczornym wietrzykiem dźwięki muzyki - "Gdzie się podziały tamte prywatki..." A może to z Nakła, gdzie zorganizowali się stażacy na "czerwcówkę"?  Po kopalnią zabytkową, gdzie trafiłam w czasie wieczornej przechadzki z psem, mieszają się dźwięki nie tylko muzyczne. Czasem zaskrzeczy zaniepokojony bażant, zatrzepoce skrzydłami jakieś ciężki ptak i słychać coś przemykającego w wysokiej trawie, obok jezdni. Zapach ciepłego wieczoru mami i zachęca do snu na jawie. Głosy przechodzącej pary nie są spieszne ani natarczywe; brzmi w nich wzajemna kojąca zachęta.
..........................................................................
Przy Bramie Raciborskiej - taką nazwę nosi ulica na starówce w Gliwicach. Nie wiem jeszcze, ile historycznych bram prowadziło do starych Gliwic (postaram sie przeczytać o tym), wiem natomiast, że w Tarnowskich Górach były trzy: Brama Gliwicka (albo Wrocławska), Lubliniecka i Krakowska. Żadna z nich nie doczekała się utrwalenia w nazwie ulicy, placu lub innego miejsca na tarnogórskim starym mieście. Okazuje się, że gliwiczanie bardziej cenią sobie stabilizacje i mocniej przywiązani są do własnej historii niż tarnogórzanie. Rondo tarnogórskie przy zbiegu ulic Wyszyńskiego, Gliwickiej, Legionów u nas otrzymało nazwę adekwatną do współczesnej sytuacji politycznej: NSZZ Solidarność. Nie zostało Rondem przy Bramie Gliwickiej. Co jeszcze? Znalazłam w obu naszych sąsiednich miastach dwa miejsca o tej samej nazwie: Kaczyniec zapewne i tu i tam był miejscem handlu drobiem. Na naszym Kaczyńcu dobiega końca rozbiórka starego budynku pod numerem 22 - utrwalił go na swoich obrazach niedawno zmarły Mieczysław Muławski. Co zostanie wzniesione na wolnym miejscu? Czy będzie to uwspółcześniona wersja tego starego, "kaczynieckiego" czy może "rynkowe" dziecko wieloryba?   

       
Zdjęcie - Ulica przy Raciborskiej Bramie w Gliwicach

Na rynku gliwickim pręży się silikonowy biust gigantki wylegującej się pod trotuarem. Zajmujący centralne miejsce ratusz otoczony jest ze wszystkich stron mniej lub bardziej gęsto ustawionymi parasolami, stolikami, krzesłami. Co minutę przybywa głosów, klientów ogródków restauracyjnych, spacerowiczów między starymi budynkami, w uliczkach, pod wiszącymi latrniami. Pięknie wyremontowane elewacje starych kamieniczek cieszą oczy. Skoro jest silikonowy biustonosz, to może znajdzie się i "wieloryb"? Nie ma! No to jednak punkt więcej dla Gliwic!  

Zdjecie. - rynek w Gliwicach wypełniony jest głównie raczącymi się piwem. Duzą iloscia piwa.

Zdjęcie - kasyno gliwickie na jednej z wybiegających na rynek ulic pracuje 24 godziny na dobę. Przez otwarte drzwi widać wnętrze - pusto.




Otwarte drzwi w tarnogórskim ratuszu

Nie trzeba było dzisiaj "klamkować', stukać ani dzwonić (nie mylić z "telefonować") do tarnogórskiego ratusza, ponieważ jego drzwi były otwarte w ramach tzw. dnia otwartego. Budynek i zarazem instytucja (dawniej zwany magistratem) jest znany chyba wszystkim tarnogórzanom ale, mniemam, dla bardzo wielu z nich jest obcy. 

       

Zdjęcie - napotkane u stóp schodów dzieci bardzo odważnie, bo samodzielnie - bez strachu i opieki dorosłych - z błyszczącymi z emocji oczami oczekiwały na zgromadzenie się nowej grupy zwiedzających oraz przewodnika po ratuszu - pana Marka Wojcika. Ciekawe, czy zwiedzanie im sie podobało. 

Z przyczyn ode mnie niezależnych a z obowiązku wynikającego z posiadania przeze mnie mandatu radnego udałam sie do Biura Rady Miejskiej wczesnym przedpołudniem, gdy właśnie pierwsza grupa zwiedzających znajdowała sie na poziomie I czyli na pierwszym piętrze w okolicach gabinetu burmistrza Tarnowskich Gór. Kilka lub kilkanaście minut z mojego życiorysu poświęciłam na wtopienie się w grupkę (nieliczną ale nie najgorszą przecież) i zabrałam nawet głos (bez odniesień do sesji Rady Miejskiej). Następnie udałam się na poziom II w celu wiadomym czyli wypełnienia czynności wynikających z pełnienia funkcji radnego.       

Zdjęcie

 CDN
.............................................................
Inny temat:
1. szacuje się, że 300 milionów ludzi na świecie ma zaburzenia czynności tarczycy ale połowa z nich o tym nie wie.
2. 22 procent Polaków moze cierpieć z powodu zaburzeń czynności tarczycy
3. 8 razy częściej niz mężczyźni na choroby tarczycy zapadają kobiety
4. badanie opinii publicznej (500 kobiet) wskazało, że Polki niewiele wiedzą na temat wpływu tarczycy na płodność i ich stan zdrowia zaraz po porodzie
5. badanie ujawniło, że cieżarne kobiety w Polsce nie są diagnozowane w kierunku chorób tarczycy.

W ostatnim tygodniu maja zorganizowany był po raz drugi Tydzień Walki z Chorobami Tarczycy.

CDN!




Słowik i róża

Niewiele już pozostało w Tarnowskich Górach starych nasypów, po których dawno, dawno temu przetaczano wózki z urobkiem w miejsc wydobycia do płuczki. Zamieniły się w drogi gruntowe albo asfaltowe. Te pozostałe są porośnięte drobnymi roślinami i krzakami i teraz, wiosną, zakwitły głogami, tarniną, dziką różą. W zaroślach słychać pomimo dżdżystej i pochmurnej pogody głosy ptasie. Popołudnia i wieczory należą do słowików, o których talentach śpiewaczych napisano niejeden wiersz a o różach jeszcze więcej. Ten poniżej cytowany jest autorstwa Jana Sztaudyngera:

      Róża o słowiku
Raz zapytana róża o zdanie,
Jak jej się śpiew podoba słowiczy, 
- Nic mi nie szkodzi - rzekła niespodzianie -
Że ktoś tam po nocy coś krzyczy. 




Mieszkać w cieniu

W ramach spotkania integracyjnego urzędnicy, pracownicy, podopieczni-interesanci-klienci świetnie się zaprezentowali w spotkaniu z dziećmi. Te zaś miały sporo radości ze spotkania, bo:
-  motylki na szczudłach wymachiwały pędzlami malując mniejsze i większe twarzyczki kolorowymi farbami,
-  doszło do niespodziewanej "kradzieży" powietrza z dmuchanego zamku do zabawy i całkiem przewidywalnego odnalezienia tegoż,
-  można było pościgać się na drewnianych nartach,
-  a także pośpiewać i potańczyć oraz dziko wrzeszczeć z radości.

        
Radny Krzysztof Łoziński założył stosowną koszulę w motylim kolorze - różową oraz dostosował fryzurę do nakrycia głowy motyla - uczesał się na irokeza. Stojąca z boku i nieco z tyłu radnego AKL nawiązała z motylem kontakt bezpośredni - dotykowy. Dziewczynka w skupieniu poddawała się procesowi przeistaczania w ... no właśnie. Jeszcze nie wiadomo w co. 

Zanim zaczęło się to całe zamieszanie, próbowałam w myślach albo rozumie policzyć te wszystkie złotówki potrzebne na przeprowadzenie remontów w budynkach gminnych przy ulicy Grzybowej i Bocznej. Weszłam do ciemnych korytarzy, obejrzałam odpadające tynki i wyrwane instalacje, zasmuciłam się widokiem niszczejących drzwi, okien i dachów budynków, których z kolei proporcje cieszą moje oczy. Udało mi się też porozmawiać z kilkoma mieszkankami, tak jak przed rokiem rozmawiałam z innymi w sąsiednim budynku. Chociaż bliskość lasu jest przyjazna dzieciom, to wydaje się, że cień rzuca na siedziby ludzkie wzniesienie "sarkofagu" chowającego w swoim wnętrzu szczątki zakładów chemicznych.  

ALBUM FOTOGRAFICZNY można otworzyć klikając na miniaturce zdjęcia.    

Dzieci, motyle i rzeczywistość.



Tarnogórskie bajki w bibliotece.

 Na pikniku zorganizowanym w ogródku Biblioteki Miejskiej w Tarnowskich Górach, której w ubiegłym roku zaczął patronować Bolesław Lubosz, zorganizowane zostały zabawy dla dzieci.

ALBUM FOTOGRAFICZNY MOZNA OTWORZYC KLIKAJĄC NA MINIATURCE ZDJĘCIA.

Biblioteczny piknik dziecięcy
Przybyły tu dzieci rodzinnie, najczęściej z mamusiami. Była muzyka, śpiewy, tańce, wata cukrowa i czytanie bajek. Pan burmistrz wprawdzie bardzo się spieszył ale przeczytał jedną bajkę - rymowaną, o zwierzętach. Były jeszcze inne bajeczki czytane przez kolejnych troje dorosłych, bardzo miłe, wesołe.Stanęłam w kolejce z moją bajką-niebajką ale nie przeczytałam jej, może z powodu deszczu rzadko kropiącego, może z powodu gęsto zapisanego scenariusza spotkania, a może z powodu konkursu kosmetycznego. Nic to - teraz nie ma przeszkód, aby ją tu zapisać a kto chce, ten przeczyta. Może nawet swojemu dziecku, na głos. To bajka inna od przeczytanych na spotkaniu, bo o naszym mieście - o Tarnowskich Górach i ludziach z niego. A jeśli nikt nie zechce przeczytać, sama to zrobię głośno i wyraźnie, sobie samej. Jak napisałam to i przeczytam. I już. No!
..................................................................................................
Dawno, dawno temu nastał jak co dnia dzień a było to przed 150. laty. W pewnej rodzinie w maleńkiej miejscowości koło Głubczyc narodziło się dziecko. ojciec ucieszył się tym bardziej że małżonka powiła mu syna. Dał mu na imię Jan, krótko i po męsku.
 "Będzie silny, urodziwy i pracowity" - marzył ojciec. Jak powiedział, tak uczynił - dobrze wychował syna. 
Chłopiec mając 14 lat został wysłany na naukę zawodu. 
" Musisz nauczyć się solidnego rzemiosła, a jak się to stanie - założysz rodzinę" - przykazał ojciec Jankowi.
Nakaz ojca syn wypełnił - został czeladnikiem piekarniczym i rozpoczął pracę w piekarniach w Sosnowcu i Bytomiu. A że chętny do roboty był i rozumu mu przybywało z biegiem lat, pojechał przyjrzeć się robocie piekarzy daleko, daleko - w Berlinie. Gdy po kilku latach nauki i pracy wrócił do swej rodzinnej miejscowości - Derszlowa, ucieszyli się wszyscy, którzy go pamiętali i kochali zobaczywszy go wreszcie z powrotem. A jeszcze więcej radości było, gdy założył swój pierwszy warsztat piekarski.

Coś go jednak gnało, bo piekarnię przeniósł jeszcze do Paruszowic a później do Gogolina.
"Dzisiaj mija 40 lat od dnia moich narodzin. Dość tych wędrówek. Czas osiąść na stałe - powiedział Jan do siebie. A że honor miał i słów na wiatr nie rzucał, tę obietnicę daną samemu sobie spełnił. Po roku wraz z rodziną przeniósł się do Rept, gdzie wstąpił do cechu piekarskiego i uruchomił swój zakład. Jego dwaj, spośród pięciu, synowie - Jerzy i Brunon, ukochali zawód ojca i pracę, którą wspólnie z nim wykonywali. Najpierw starszy a później młodszy starą piekarnię w Reptach piekarnię przejęli i zaopatrywali w pieczywo okolice.

Brunonowi jednak zamarzyło sie coś innego:
" Tarnowskie Góry rosną, Repty są nadal małe - przeniosę piekarnię do miasta."
I on, jak jego ojciec i dziadek dotrzymywał danego słowa; niedługo potem piece piekarnicze zaczęły wypiekać chleb w pobliżu rynku i ratusza. Sprzedawał go w sklepie własnej kamienicy. Z tego miejsca przechodniom zaczął pachnieć świeżo wyjęty z pieca chleb cebulowy, stąd do włości hrabiostwa Donnersmarcków wywożono wspaniałe ciasta, a bułki z piekarni Brunona otrzymywali w szkołach uczniowie. I tak mijał dzień za dniem dla mistrza piekarskiego i jego rodziny, pracowicie i w zadowoleniu. 

Aż nagle wybuchła wojna i nastały nowe czasy. Wówczas... Ale to już inna bajka.       




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |