Mrożone, śnieżone, artystyczne.

Nie dotykać! Ciekawska rączka może pozostać na złączkach wybielonych, na mrozie mrożonych. Udokumentowane fotograficznie lodowate wydarzenie a ponad nim zegary na dwóch wieżach gadają po swojemu.
   A może lodowisko mogłoby być bazą dla projektu zimowego logo tarnogórskiego? Zakwitło niczym kwiat/ek. Nie pasował do kożucha parku wodnego - wyjaśniły władze, dlaczego. OK. Nie zasadzono go w parku - chyba na placu przed muszlą byłoby mu tradycyjnie niezgorzej - wyrastał tam ten lodowy kwiatek jeszcze przed wojną a i później nie tylko mnie - uczennicy szkoły parkowej, się zdarzyło z łyżwami biegać między drzewami i warpiami pod muszlę na ślizgawkę. Niech mu na rynku utwardzona nawierzchnia lekką będzie.

      

Tradycyjnie też, zimowo na rynek zjeżdżają drwale, za chwilę zjawią się też handlarze choinkami i bombkami. Z ręki sprzedawać będą. Nic to, że listopadowych straganów świątecznych już nie ma - wiadomo, większy wypiera mniejszego także cenowo. Kupcy powiadają, że nie stać ich na proponowany czynsz - za wysokie progi na ich świąteczne nogi. Cóż, praca uchwałodawcza burmistrza i rady na marność została skazana, święta prawie za tydzień, sylwester na rynku przyciśnięty do bandy zostanie. Oj, dzieje się dzieje! Małe a tak wiele czyni!

      

W małym mieście zagęści się świątecznie od gości, także i od swojaków, z kraju i zagranicy.

     
Spotkanie w Dworku Goethego/Kałamarzu z potomkiem jednego z wielkich tarnogórzan - rzemieślnika i artysty, Josefa Machwittza. Obrazy, polichromie, scraffitta, rzeźby, inne dzieła pozostawił po sobie w wielu obiektach sakralnych, budynkach publicznych, prywatnych domach. Tworzył na zamówienie władz, duchowieństwa, obywateli, przez lata zmienne jak wiatry historii. Na całym Dolnym i Górnym Śląsku, na żywiecczyźnie i jeszcze gdzieś. To, czego nie zniszczono, jest świadectwem istnienia, talentu i pracowitości tarnogórzan, Ślązaków. Jacy by nie byli.

Na zdjęciu: wspaniały poszukiwacz nieodkrytych skarbów historii Tarnowskich Gór - Marek Wojcik, w centrum - państwo Machwittzowie, niezwykły znawca i kolekcjoner m.in. porcelany śląskiej i tarnogórskich i śląskich pamiątek - Roman Gatys. Na drugim planie AKL.

   




Pierwsza gwiazdka.

"gdybym mówił językami..."

Ile osób, tyle zainteresowań, gustów, upodobań. Podobało mi się spotkanie Rady Dzielnicy Śródmieście - Centrum z mieszkańcami. Była "godka" i rozmowy, śpiewanie i "śpiywki", kołocz i "ślydzie". Przyniosłam ze sobą symboliczną złotą gwiazdkę, którą wręczyłam pani przewodniczącej, Irenie Rolek, oraz mały pojemniczek makówek od Zdebika ozdoniony marcepanową gwiazdką z warkoczem, który postawiony na stole cieszył oczy i przyciągał apetyty. Gwiazdka wypełniona była zapaszkami a pojemniczek pozbawiony został w mig swej zawartości - po łyżeczce, po drobince, po ziarnku zniknęły makówki. Miła atmosfera, odświętne stroje, życzenia, kolędy, uzupełniły puste miejsca czekające na oczekiwanych gości.  

Tutaj bedzie wstawiony ALBUM FOTOGRAFICZNY!

Pierwsza gwiazdka 12.12.2009



Szymon, Natasza i Gabriel. I my.

 

 Z pewną dozą niepewności podchodziłam pod drzwi Klubu 22, gdzie miał się odbyć wernisaż wystawy rysunków Szymona Kobylińskiego w Galerii Satyry NaTynku. Do Galerii zapraszani są skażeni satyrą rysownicy lub rysujący satyrycy, a oni zjeżdżają do Tarnowskich Gór przywożąc ze sobą swe prace. Jeden, niestety, nie przybył ale przysłał moc rysunków a niektóre nawet z osobistymi podpisami (właścicielką jednego z takich stałam się i ja).

Zdjęcie: Moskwianka, napisano o pani Nataszy na plakacie. Czy pan Gabriel to Moskwiczanin? No i jeszcze pamiętam auto o nazwie "Moskwicz".Nie było " Nie ujezżaj ty moj gałubczik! Pieczalno zyt mnie biez tiebia"

 Obawa moja wynikała ze świadomości w zakresie stanu fizycznego, w jakim obecnie pan Kobyliński się znajduje. Jakby go tu nazwać. ... No, może "uduchowiony", świeć Panie nad duszą tego znamienitego atrysty. Ducha pana Szymona w klubie nie było, za to oduchowiona postać Nataszy Nikolskiej o włosach w kolorze świetlistej miedzi kołysała się wraz z muzyką i widownią klubową. Dźwięki wydawała pani Natasza, będąca psalmistką w Świdnicy, po rosyjsku a akompaniowała jej gitara pana Gabiela Jaczewskiego, który unoszony zdawał się być, przymknąwszy powieki, nad Sadowoje Kalco.  " Moskowskije wiecziera" też były, i pogaduszki o Kikinych - artystkach i nauczycielkach artystów, i o ostatnim nocnym trolejbusie moskiewskim i Bułacie, który z pochodzenia i urodzenia nierosjanin a najbardziej z rosjan moskwianin, i o ....

Zdjęcie

Była i zapomniana ale z przyjemnością spotkana mała Donatka, koleżanka ze szkoły podstawowej z dużym synkiem, panem Piotrem. Jak dobrze, że możemy bez obaw, spontanicznie, szczerze zapytać znajomo wyglądającą osobę: "Przepraszam, czy ja panią znam ze szkoły? Czy pani chodziła do parkowej?" Chodząc tymi samymi ulicami nie omijajmy obojętnie ani ludzi, z którymi zetknał nas los choć na chwilę, ani miejsc, do których skierowało albo przywiązało nas życie..  

Zdjęcie: Moskwianka, napisano o pani Nataszy na plakacie. Czy pan Gabriel to Moskwiczanin? No i jeszcze pamiętam auto o nazwie "Moskwicz".Nie było " Nie ujezżaj ty moj gałubczik! Pieczalno zyt mnie biez tiebia"

Zdjęcie

ALBUM FOTOGRAFICZNY można otworzć, klikając na miniaturce zdjęcia.

Szymon Kobyliński i Moskwa 11.12.2009


Był i kubek czerwony z napisem NaTynku. Fajny. Szkoda mi jednak niegdysiejszych a niedawno przecież jeszcze wręczanych szanownym gościom cegieł powleczonych tynkiem. Posmarowanych grubo jak dobrą omastą pokryte bywają solidne pajdy ciepłego chleba domowego wypieku. Bo tak jest w Klubie i Galerii - ciepło i domowo, choć nieraz zapach tu jakiś cię zakręci w nosie przyniesiony prądami powietrza albo intuicji artystycznej z różnych kątków kraju, stolicy albo z i zagranicy. Ale i wówczas bywa w Tarnowskich Górach swojsko, po naszemu. w moim, w naszym mieście. Małym, wielkim mieście.




Wieczorkiem...

... dobrze smakuje herbata zaparzona w stale tym samym imbryku. Albo napar z mięty osłodzonej miodem. Jak miło trzymać delikatne uszko ciepłej filiżanki i nieśpiesznie sączyć łyk za łykiem ulubionego napoju.

Taaaaak.... my tu sobie relaksik, bujanko w obłoczkach, spacerek po uliczkach, jakieś ładne widoczki z fasadami kamieniczek albo panoramka z hałdy popłuczkowej a.... sterty dokumentów rosną! A klawisze kompa czezną w bezruchu! A święta Bożego Narodzenia drzwiami i oknami się pchają! Baaaaczność!   

      

Oto jedna z pierwszych szopek świątecznych w Tarnowskich Górach! Gdzie???




Rankiem

Dziura została wczoraj zasypana. We wtorek po godzinie 8-mej zatelefonowałam do MZUiM-u: "W miejscu, gdzie kończy się asfalt i rozpoczyna gruntówka, robi się coraz większa dziura! Ma już metr długości, pół szerokości i chyba 20 centymetrów głębokości". Pani z drugiej strony słuchawki: "Przyślę kogoś, rozejrzą się i zasypią jak trzeba". Następnego dnia - wykonano. Może 36 godzin.

Latarnia nie działa. Tydzień, 3 tygodnie. Mieszkańcy narzekają. Rano około 8:30 dzwonię do Vattenfalla. Wieczorem - lampa rzuca światło z góry w dół. Chyba mniej niż 12 godzin.

Obok kontenerów - "dzwonów" na zbiórkę selektywną odpadów nagromadziły się krzeseła, torby, puszki po farbie, inne wyrzutki. Rano około 8:30 dzwonię do Straży Miejskiej. Wracając z pracy mijałam już tylko same "dzwony", bez towarzystwa.  

Kaczyniec. Leży małe ciałko potrąconego przez samochód psa. Telefon, stała pora -straż miejska. Zadziałało! W południe już psa nie było. Ani oczywiście kaczek czy innego drobiu, jak za Wilusia bywało w tym miejscu. 

Czy tak skutecznie działa słowo "radna miejska"? Nie, w takich  przypadkach  utajniam się. To naprawdę działa! Kontakt mieszkańcy - służby miejskie istnieje! Jeśli jest informacja, to jest i reakcja. Sprawdźcie!

PS. Teraz sią zastanawiam, czy to działa tylko po telefonach o godzinie 8:30???  




Na pochyłe...

Odeszedł w przeszłość rok 2007 z choinką przygotowaną dla potrzeb kóz czyli przechyloną na prawo albo, jak kto woli, na lewo. Odszedł i rok ubiegły z ozdobami o(d)padającymi wraz z płatkami śniegu. Jest obecny z makro-bombami przy maxi-korytku. Można podziwiać zastosowane technologie, wysublimowaną estetykę wykonania i oczekiwać zakończenia prac zgodnie z planem i harmonogramem robót.  

     

   Wizerunek rynku, tzw. wizytówka miasta, nabiera wesołych, barwnych, błyszczących zimowych rumieńców także i dzięki różniącym się na temat rynkowych wydarzeń opiniom mieszkańców. Niektórzy z nich niemile zaskoczeni zostali widokiem białych pudeł z napisem "Kasa" - to ci oczekujący dostępu za ogrodzenie bez ograniczeń. Inni, cieszą się z beki, nie beczki ani beczułki!, wytoczonej w sąsiedztwo "koryta" i pleksiglasowej kopuły czyli jak mówią niektórzy nadal: "obcego elementu". Hmmm... choinka to też obcy element, i te z prawie miesięcznym stażem stragany również. Miasto ma żyć, a jeśli w swym życiu potknie się czasem a później podniesie - OK!

     

Jak im, nam, będzie przed ratuszem? Poczeka się, zbuduje i sprawdzi, jak zadziała. W końcu jeszcze te parę tygodni zimy przed nami. Ja czekam. Jak zabawa to zabawa.

  




Renesansowy jazz w muzeum


   Jedna, dwie, dziesięć setki i tysiące "ciarek/ciarków" przebiedły od czubka mojej głowy do opuszków prawej stopy, gdy męski dźwięk wydobył się z saksofonu Jacka Mielcarka. Ale zanim to nastąpiło, pan Jacek Woleński w swych legendarnych lakierkach przemierzał parkiet pomagając przynosić z zaplecza krzesła dla widzów. Aby kupić bilet (całe 5 złotych) należało dzisiaj ustawić się w kolejce, której koniec znalazł się na schodach prowadzących od drzwi muzeum na parter "Sedlaczka". W oczach pani dyrektor Krzykowskiej dały się zauważyć ślady popłochu, lecz jak przystało na dobrego menadżera, nie straciła ona rezonu.  Dzisiejsza niedziela, godzina 11-ta, muzeum. Dzień po nocy jakze szczęśliwej dla Marcina Wyrostka, który tu również koncertował.

     

Niskie dźwięki grubych strun kontrabasu poddających się dłoniom Jakuba Mielcarka przeniosły mnie do klubu na drugiej półkuli, kilkadziesiąt lat wstecz, do miasta 
jazzmanów, do Big Apple. Elektroniczny fortepian, za którym zasiadł jeszcze student, Patryk Walczak, stanowiąc tło dla saksofonisty dobrze spełnił swoją rolę.
"Mona Lisa, men have named you" zaśpiewana przez pana Jacka przy akompaniamencie tylko kontrabasu poruszyła zapewne publiczność (ktoś powiedział mi to po koncercie). Zarówno dobrze znane jak i te rzadziej słuchane jazzowe utwory instrumentalne, piosenki (też a capella) i brawa rodzielające długimi przerwami  koncert uzupełnione zostały dźwiękami dzwonu z kościoła ewangelickiego i łopotem przelatujących przed otwartym oknem stad gołębi. Nie narzekano.

There was a boy
A very strange enchanted boy
They say he wandered very far, very far
Over land and sea
A little shy
And sad of eye
But very wise
Was he

      

Good bye, Nature Boy!

ALBUM FOTOGRAFICZNY po kliknięciu myszka otworzy dostep do innych zdjęć.
Jacek i Jakub Mielcarek - 06.12.2009
PS. Wszystkie zdjęcia umieszczone w albumach i na moim blogu są mojego autorstwa, dlatego publikowanie ich bez mojej zgody lub bez podania ich autora jest niezgodne z prawem.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |  243 |