Po niedzielnie

Niedziela.
Godzina 7:30 - wyjście w poranną aurę w celu udeptania kilku źdźbeł trawy i dopilnowania kichającego psa (siła kichnęć może zwalić suńkę z nóg - może trzeba będzie ją podnieść).
Godzina 8:15 - wyjazd rowerem do Parku Wodnego;
Godz. 8:25 - otwarcie szeroko oczu w poszukiwaniu zapięcia do roweru - zostało w domu
8:35 - powrót do domu, zapiecia nie znajduję, przesiadka do samochodu;
9:02 - wejście do parku - bilet po godzinie 9-tej jest droższy o 5 złotych - po otwarciu torby stwierdzm absencję kostiumu do pływania. Wychodzę z parku do samochodu, wracam do domu.
9:10 - dokonuję "zaboru" kostiumu z szafy i wracam na basen - w sumie 16 minut
9:26 - jeeednaaak wejście do basenu :( ale bez smaku, bez zapachu, bez apetytu na coniedzielny oczekiwany wodny relaks. Wychodzę po 30 minutach.

Smutek i żal zastąpiony zostaje tradycyjną białą kawą z kwiatuszkiem narysowanym czekoladą na spienionym mleku.
To w niedzielę a dzisiaj?
..........................................................

 Jak ZAŁATWIĆ chodnik?
Słowo "załatwić" kojarzy mi się jakoś pejoratywnie z ...; a w tym przypadku nie oznacza: zamordować, zadźgać, unicestwić.  Kojarzy się też jakoś korupcyjnie - po znajomości, za kopertę, za ... ciao! ciao, bambina! Usłyszałam niedawno skierowane do mnie nieuprzejme pytanie: "Kiedy w końcu nam załatwisz...!?" Jakie stanowisko zająć w takiej sytuacji? Co odpowiedzieć? Radny zabiega, działa, pracuje, ale  załatwić? Jeszcze jedno skojarzenie nasuwa mi się na myśl. 

Co powiniem zrobić obywatel, gdy ma życzenie naprawy lub budowy chodnika przy swoim ogrodzeniu? 
Może wyrazić je na ucho na płycie rynku spotkanemu radnemu (po ostatnich przejściach z chwiejnymi mieszkańcami proszę o potwierdzenie ustnie wyrażonych życzeń na piśmie). Może pisać pisma do burmistrza, rady miejskiej, naczelników. Albo chodzić na interwencje, rozmowy, audiencje. Zawsze spotka się z uprzejmą i kompetentną odpowiedzią ustną lub pisemną.

 Proces "załatwienia" chodnika odbywa się wieloetapowo i na różne sposoby.

 Przykład sposobu 1 opiszę jutro. Jutro?

 Bezpiecznej nocy życzę!

     




Po 22-giej o młodości.

Podziwiam odsłonięty tors młodego nie-pływaka bo ratownika, gdy wymościwszy sobie plastikowy fotelik zdjętą służbową koszulką mruży oczy w promieniach słońca popatrując spod przymkniętych powiek na swoją opaloną skórę i prężone mięśnie. Obie dłonie pracują podciągając raz po raz i tak już króciutkie nogaweczki spodenek służbowych - dążenie do wykonania z nich slipek lub rewersu stringów okazuje się jednak płone. Bez satysfakcji, ale jednak w pracy, piękny i młody czuwa nad bezpieczeństwem klientów Parku Wodnego.
...........................................................................
Hojny krakowianin.

Tyś moja, jam twój -
Kupię Ci Ewy strój...

Jaś Sztaudynger pokpiwał w swych fraszkach z Krakowa, ironią chłostał jego mieszkańców, ale smakował go do zapomnienia.

Gdzie mozna spotkać krakowianina? Krakowiaka? Krakowiankę? Powie który: na Plantach, na Floriańskiej, na Wawelu. A ja powiadam, że najpewniej w Tarnowskich Górach! Czworo młodych ludzi - dwie gładkolice panny i dwaj zrównoważeni młodzieńcy spoczęli na szczycie hałdy popłuczkowej. Zalegali ławki betonowe, przytulali się do się i wyglądali na szczęśliwych. Te uśmiechy, spojrzenia prosto w oczy, objęcia ścisłe...takie  Nie, to nieprawda! Oni nie wyglądali na szczęśliwych, bowiem z ich twarzy szczęście promieniało, byli szczęśliwi chwilą, szczęściarze. Jakże nie być szczęśliwym będąc młodym? 

     
   Przyjechali tu na jeden dzień z Krakowa i dobrowolnie zgodzili się na ciemności i chłód podziemi kopalni zabytkowej. Przyjechali i na szczyt hałdy się wspięli, gdzie w nagrodę po spadku i uniesieniu wygłaskały ich ciepłe promienie słońca, łaskotał po twarzach wiatr a chmury wysyłały kryptosygnały: Kochajcie się! Carpe diem!

- "Co można zobaczyć w Tarnowskich Górach?"    
- "Ile czasu jeszcze tu zostaniecie?"
- "Jakieś trzy, cztery godziny"

Biję się teraz w pierś, bo czyż rozważnie wysyłałam ich na starówkę, mówiłam o zamku Wrochema i zachęcałam do pójścia w dolinę Dramy? O Parku Wodnym nie wspomniałam! O, głowo moja! O, głowisiu!

     

Pozdrawiam Was, Młodzi Krakowscy Wędrownicy! Przyjeżdżajcie do Tarnowskich Gór na święto Gwarków 11 - 13 września! I Pamiętajcie: gwarkowie nie kruszyli w kopalniach srebra skały, bo sami właścicielami tychże będąc, "ludzi" do roboty najmowali. No chyba, ze którego nędza porządnie uścisnęła i do szybu zagoniła.




KLESZCZE - letnie zagrożenie

Sezon trwa! Na ogórki, na leszcze, na podryw. Lato, lato wszędzie jako i niebezpieczeństwo, które w przeciwieństwie do lata nie rozprzestrzenia się w przestrzeni i całokształcie ale raczej czyha w krzakach i na otwartym terenie zamieniając niejednokrotnie uroki wakacyjne w utrapienie wieloletnie. 

Klimat w kraju i na globie ziemskim ociepla się, stąd coraz to nowe tereny są zasiedlane przez łatwo rozprzestrzeniające się kleszcze będące nosicielami poważnych schorzeń. Literatura medyczna podaje, że w Polsce w ciagu ostatnich lat nastąpił 30-krotny wzrost zachorowalności na kleszczowe zapalenie mózgu. Twierdzi  się też, że borelioza jest obecnie jedną z najczęstszych chorób zakaźnych.

Jak obronić się przed tymi chorobami pomijając sposób najprostszy - unikać kleszczy? Istnieje już szczepionka przeciw kleszczowemu zapaleniu mozgu. W Austriii, gdzie wprowadzono powszechne szczepienia notuje się spadek zachorowalności. Jest jedynym krajem z takim wynikiem, bowiem w pozostałych krajach naszego regionu geograficznego liczba zakażeń stale wzrasta.

Do zobaczenia na spacerach!




Ku doskonałości.

Ja piszę a oni czytają! Bloguję, a oni czytają mojego bloga! I to ze zrozumieniem czytają! I co jeszcze ważniejsze: czytają i reagują! Urzędnicy!

 Reakcja, którą mam na myśli, polegała na samopoprawie! Otóż, nastąpiła ona po wpisach z 28 i 30 lipca na temat programu Gwarków umieszczonego na stronie Urzędu Miasta. Cudnie! Mogłam zrezygnować więc z pisania formalnego pisma do Urzędu w tej sprawie. Wyszukano terminologiczne pomyłki, błędy w nazewnictwie i przekłamania w historycznych wydarzeniach i dokonano poprawy! Jakże cenię tych urzędników, którzy zmierzają ku świetlistej doskonałości a nie brną w kompromitujący ciemny zaułek. No i uniknęliśmy niepotrzebnej wymiany urzędowych papierów zastępując ją pozytywną relacją na płaszczyźnie urząd- obywatel. Dzię-ku-je-my!

 Choć to tylko być malusienieczkie błędziuśki, minimalusieńkie pomyłeczkusie ale skierowałyby pochód na manowce, w meandry, w pustynie i puszcze, gdzie bezlitośnie obatożone zostałyby przez ostre języki i pióra.  

I oto mamy w pochodzie Wołkońskiego, Sułkowskiego, Carnalla, Szeptyckiego po reinkarnacji odmłodzonego o 200 lat, poetycko-legendarną damę ale nie Aurorę i  nie Cosel (bo żadna z nich w TG nie przebywała) i... i ...Oooo, jak to dobrze. 

PS. Dziękuję "MP", który komentując mój wpis udzielił mi wsparcia w interesie gwareckim/gwarkowskim.




Jasna sprawa.

Nie jestem dobra w rozwiązywaniu zagadek, nie przepadam za krzyżówkami, rabusami, konkursami - wydaja mi się oddalone od rzeczywistości, wyprodukowane w sztucznych warunkach, do  użytku in vitro. Moją uwagę natomiast przyciągają życiowe, namacalne sytuacje. Zachwycające, zabawne, porażające żywotnością, spontanicznością, prawdą.

       
Zagadka 1 - gdzie ???

  

Zagadka 1 wersja 2 - co ???

    

Zagadka 1 wersja 3 - w jakim celu ???

Zagadki nr 2 nie będzie a zamiast niej - jasna sprawa:

      

Wśród ciemości światło prowadzi do jasności. OK??? OK!!!
............................................................................................................
   Poszłam do Biura Rady Miejskiej po korespondencję; raz lub dwa razy w tygodniu przychodzę tu nawet w ogórkowym sezonie wakacyjnym, aby nie tracić celu swej pracy z pola widzenia. Odebrałam odpowiedzi na moje pytania, interwencje, pisma od: Przewodniczącego Rady Miejskiej, Burmistrza, Kierownika Miejskiego Zakładu Ulic i Mostów. Temat jasny latem i w dzień i w nocy - remonty ulic, dróg gruntowych,  chodników. Tematu mostów tarnogórskich nie poruszałam.

 Większą część zawnioskowanych przeze mnie zadań remontowych wykonano. Zaskoczeniem dla mnie był list przysłany mi pocztą elektroniczną przez przedstawiciela mieszkańców ulicy Zagrodowej wraz ze zdjęciem asfaltowego rezultatu moich zabiegów i podziękowaniami za moje kilkumiesieczne starania. Wzruszyłam sie...Dziękuję Państwu i ja. Serdecznie! To jedyny jak do tej pory pozytywny oddźwięk 5 zadań z 6 tego typu doprowadzonych przeze mnie do pozytywnego finału. Jest dobrze. Dobrze?




Utylizowanie przyszłościowe.

 Utylizacja. Odpadki kuchenne w foliowych workach z marketów, połamane stare dachówki, nadkola i stare opony z malucha trafiają na skraj parku, pod nasypy wąskotorówki, między warpie i płoty. Ale też wznoszą się na obłokach dymu ku wysokiej wieczności rozgrzane płomieniami domowego ogniska w ogrodzie. Świadomość, zaradność, spryciulność - przyszłość tarnogórska. Fikuśnie tak jakoś. 

    




Deptanie kapusty i inne

Ginące obyczaje i zawody są tematem wystawy malarstwa naiwnego, którą otworzył wernisaż w Galerii Barwy Śląska. Kto dziś wie, kim byli miotlorze abo druciorze abo smyrcorze? 

     

Ślicznie jest Agnieszce z Nakła w różowym kolorze! I dobrze, że trafiła w to niezwykłe miejsce. Niektórzy nakielszczanie nie wiedzą o istnieniu galerii w zamku Donnersmarcków. Sądzę, że już niedługo wejdą do magnackiego parku. Pozdrawiam Cię, Agnisiu! Do zobaczenia! Kołocz był pyszny, prawda?

     

Pani Bożenka, Koleżanka Bożenka, Bożenka przyjeżdża do Nakła z Katowic. Przed dzisiejszym wernisażem otrzymała ode mnie pamiątkowy egzemplarz nowego przewodnika po Tarnowskich Górach. Obok niej - Marek z Tarnowskich Gór. Oboje na tle fragnmentu kolekcji obrazów śląskich malarzy prymitywistów.

     

Pan Józef Kłyk z Pszczyny - maluje, tworzy filmy o Polakach za granicą. Jak dobrze pamiętam, dzięki niemu powstał film o Ślązakach osiedlonych w Teksasie. Z prawej stoi kolekcjoner - pan Stanisław Gerard Trefoń.

Przybyło kilkadziesiąt osób; wernisaż się udał mimo nieobecności wakacyjnej przedstawicieli władz. Zapewne nadejdą wraz z rodzinami w wybranych przez siebie terminach... taka skromna nadzieja tli się w głębi mego serca.  

    

Zdjęcie spoza Tarnowskich Gór - z Wisły - pamiątka lipcowego weekendu  spędzonego z moim małym futrzastym zakichanym szczęściem z dala od codzienności.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |  243 |