Deszcz

Jedni powiadają:
- Co za paskudna pogoda! Pada już kilka dni. Kiedy się skończy? - to narzekania mieszczuchów albo wczasowiczów.
- Wspaniała pogoda! Oby tak jeszcze popadało kilka dni. - tak mówią rolnicy, ogrodnicy.

Niezależnie od punktu widzenia, fakt jest faktem.

Jutro odbędzie się sesja nadzwyczajna RM a za tydzień - planowa. 3 w 1. Trzy sesje w jednym miesiącu. Do tego dochodzą posiedzenia komisji, udział w posiedzeniach Rady Społecznej TOTU oraz Rady Muzeum, praca nad nowymi interpelacjami, przygotowania do innych spotkań. Czerwiec jest zwykle wypełniony zajeciami po brzegi, a to chyba z racji zbliżającego się końca roku szkolnego.




Dzieci dla mamy.

Dorosłe dzieci przygotowały uroczystość urodzinową swojej mamie (mojej w pewnym sensie "powinowatej" cioci???)
Koncert kwartetu smyczkowego z repertuarem klasycznym i jazzowym a nawet popowym włącznie - solenizantka lubi instrumenty smyczkowe.

     
Zdjęcie - w przerwie koncertu prześliczne skrzypaczki sfotografowałam z naręczmi nut.

Występ dwojga młodzieńczych wnuków z klasycznymi numerami satyrycznymi - jubilatka uwielbia taktowną rozrywkę. 
Stonowana chociaż ożywiona atmosfera rodzinnych i przyjcielskich rozmów - bohaterce dnia zależy na kulturze osobistej własnej i gości.

Kilkugodzinna uroczystość przy stole, na którym zmieniały się potrawy, odbyła się w sąsiedztwie narożnego domku, który jest właśnie w remoncie -  róg Rymera i Placu Gwarków.  Lokal gastronomiczny "Rymera 6" to ostatnie chyba niegdyś gospodarstwo wolne w staromiejskim śródmieściu Tarnowskich Gór. Pan Konopka zjeżdżał z pola swoim drabiniastym wozem w czasie żniw, gdy w niedzielę do kościoła wierni zmierzali na sumę. Tutaj z blaszanymi bańkami chodziło się po mleko prosto od krowy. Teraz w dawnej oborze znajduje się kuchnia lokalu a niewielką stodołę z sąsiekiem przerobiono na antresolę na otwartym powietrzu. Na ścianach dawnej sieni wiszą dyplomy z zawodów w lotach gołębi pocztowych gospodarza.

Doceniam  inwencję inwestora, jeszcze bardziej doceniam fakt docenienia przez niego swoistego uroku ponad stuletniego domostwa, którgo człowiek ten nie powalił w gruzy dla wzniesienia tu plastikowego albo blaszanego baraku podobnego do kurnika. Szczęśliwie Plac Gwarków zachował nieźle staromiejską zbudowę; nie został skażony szpetotą jak Rynek.

Cieszy mnie też remont rogowego domku, do którego mała dziewczynka z teczką ogromnych nut przychodziła na lekcje gry na pianinie. Widzę ją teraz, jak wspina się na palce, wyciąga wysoko rękę, aby nacisnąć okrągły guziczek staromodnego dzwonka. Stojąc na stopniach prowadzących do drzwi domu czeka na pojawienie się w nich uśmiechniętej, schludnie ubranej nauczycielki muzyki - pani Widerkowej. W pokoju z niewielkimi oknami z widokiem na dzwonnicę i kościół znajdowały się bibeloty porcelanowe, koronkowe serwetki na fotelach i stołach, drewniane kwietniki z paprotkami oraz w rogu - pianino. Przy nim dziewczynka zasiadała obok swej nauczycielki  ubranej w sukienkę z białym wykrochmalonym kołnierzykiem, ciepło jej czuła na sobie a uśmiech jej szedł za nią w czasie drogi powrotnej do domu. 

I tak sobie myślę: "Da sie zrobić? Da!" Albo: "Idzie zrobić? Idzie!"




Dni Niemodlina/"Gwarki"

Michasiu Graczyku w Niemodlinie!
Coś Ci się dzisiaj przypomniało albo zapomniało; to Tarnowskie Góry, prawda?
Piszesz do mnie znienacka (ale nie napastliwie), raczej serdecznie, tak Twój list odbieram. Oto cytuję go szczegółowo i w całości:
"moc pozdrowień:)" - mocno i pozytywnie, uderzająco i celnie trafiły do mnie Twoje zwięzłe słowa .
 Po moim odpisie jednak cokolwiek bardziej wylewnym (aczkolwiek tylko "pozdrawialnym'), Sympatyczny Rysowniku Satyryczny, nadałeś również w podobnym ścisłym stylu:
"dziekuje a MY dzisaj mamy dni miasta:):)". Koniec. Noooo wiesz!

Michasiu, Przedszkolaku ze Starszaków, widzę tu chłopięcy brak taktu - to nie informacji się spodziewałam a zaproszenia. Zapomniałeś.... :(

Czeka Cię mój rewanż!  "Gwarki" się zbliżają a moje okazjonalne pozdrowienia i brak zaproszenia wraz z nimi. No!

Nie niemodlinianka a tarnogórzankAla

PS. Czy wiesz, że w realu, wróć - w Realu (bytomskim) - można zobaczyć małą wystawkę rysunków Twojego kolegi, tarnogórskiego rysownika, Mirka Ogińskiego?
PS. Dni takie, dni owakie mnożą sie w sezonie ciepłym. Wielu takich i owakich podąża szlakiem Dni Czegośtam, wielu skieruje się na Dni Bobra do tarnogórskich Bobrownik. 



W Rybnej

Na sąsiednim blogu moja młoda i utalentowana imienniczka zapowiada niedzielny występ Literackiego kabaretu Tarnina w murach pałacu w Rybnej. To miła wiadomość, gdyż fakt ten w widoczny sposób udowadnia, iż udało się z sukcesem wprowadzić szeroki zakres różnorodnych imprez kulturalnych w to charakterystyczne miejsce (szczęśliwie nadal własność miasta Tarnowskie Góry), dawniej kojarzone głównie z muzyką klasyczną i ... weselami. I on ci to uczynił:
- nowy
- młody
- z wielką kulturą osobistą i taktem
- elegancki
- i, co tu ukrywać, przystojny
prezes, Adam Morawiec, obecny gospodarz tego urokliwego i zabytkowego obiektu otoczonego wieloma, wieloma drzewami oznakowanymi czerwonymi karteczkami - nie dotykać :) - pomniki przyrody.

Sam pałacyk wielokrotnie zmieniał właścicieli: ród Blachów, Kotulińscy, Warkotschowie, Chrząszczewscy i Koschutzcy a także Donnersmarckowie a mimo to nieżle o niego dbano, jako i dba pan Adam. Nie poszczęściło się willi przy ul. Ogrodowej. Życzyłabym sobie, a w życzeniach tych nie jestem odosobniona, aby ten obiekt pozostawszy własnością naszego miasta, znalazł gospodarza, menedżera, zbawiciela, który podniesie je z upokarzającego upadku.    




Ile minut

Wczorajszego popołudnia przez półtora godziny na posiedzeniu Rady Muzeum zaangażowana byłam w poważną dyskusję, w próbę rozwiązania problemu. Otóż, brakuje powierzchni wystawienniczej, a co gorsza - magazynowej. Nasi muzealnicy nie dysponują zbyt zasobną kiesą, z której czerpać mogliby fundusze na zakupy. To zapewne ma dobrą stronę, ponieważ po takich zakupach nowych a jednak starych eksponatów zwiększyłby się apetyt muzealników i Rady Muzeum na nową powierzchnię. A to kłopot dla gminy - więcej szczęścia przy planowaniu rocznego budżetu ma jednak, to nie tajemnica, sport niż kultura.

Zdarza się, że tarnogórzanie bezinteresownie, z własnej inicjatywy, wzbogacają zbiory muzeum, przynosząc rodzinne pamiątki, nawet własne kolekcje zbierane, przechowywane w ich domach przez lata, pokolenia. Ot, taka na przykład szabla z przełomu XIX i XX wieku - 9 tys. zł. Jak ocenić faktyczną wartość daru serca?
................................................................
 Boże Ciało. Dzisiaj nie tylko minuty ale i godziny mijały przy śpiewach, szuraniu nogami w powolnej procesji, dźwiękach dzwonów. Ja zapamiętałam głównie niezwyczajne dźwięki. A inni?
"Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności, tylekroć bądź pochwalon..."




Tarnogórzanie ucieleśnieni.

W 1246 roku po raz pierwszy odbyły się uroczystości Bożego Ciała, a w Polsce  miało to miejsce dopiero w XV wieku. W tym ważnym dniu dochodzi do publicznego manifestowania wiary przez katolików. Czynią to poza kościołami, na oczach innych wierzących (także tych inaczej wierzących), i tych bez przekonań religijnych. Czy w realiach katolickiej Polski trudne jest takie otwarcie się, okazanie, świadczenie poza mury zwykle tylko niedzielnych światyń  ? A w innych krajach, czy tam katolicy chętnie uczestniczą w procesjach? Olu! Jak przebiega ten dzień w Barrier, w Kanadzie?
................................................................
Inna uroczystość, bo ślubna, weselna, stała się dzisiaj mi bliska, bo... Dawid, Pan Dawid, odnalazłszy mnie przez Naszą Klasę zaprosił mnie do grona znajomych. Niespodzianka! Ten młody człowiek przypomina mi trochę Nicholasa Cage'a. Pewien rodzaj obojętności na twarzy, czasem ironiczny i zaskakujący sposób wypowiadania się, jakby nieco nonszalancki. Dobrze go chyba rozszyfrowałam jeszcze ... już kilka lat temu. To przecież jego oczy... Te oczy należą do tonącego w romantyzmie marzyciela. Stęsknionego spokoju, ciepła i mocnego uczucia. Nie może być inaczej. Zapamiętany z CKU, zajęcia, egzaminy, spacer pewnej niedzieli ulicą Krakowską; z nim i jeszcze kilkoma kolegami. To wówczas; odszukam wspólne fotki.
A teraz? Obejrzałam przysłane mi zdjęcia, jego z Małgosią. Nie ... Pan Dawid z Panią Małgosią - młodzi małżonkowie zdjęciami ślubnymi, weselnymi otwierają album, już nie tarnogórski, bo z Aachen, ale jednak tutejszy; w kolorze jasnych oczu ślicznej Pani Małgosi, takich jak niebo nad Wilkowicami w pogodne popołudnie. To album nowego życia, z miejscem na następne wspólne fotografie.

     

Zdjęcie... Podpis... Może: młodzi, spokojni, szczęśliwi. Z Tarnowskich Gór powiewam do Was wirtualną chusteczką, jak dobrym znakiem! 

No nie ! Nie mogę się oprzeć, aby nie przedstawić światu! Takie jasne oczy, takie uśmiechnięte usta, takie... śliczne, Małgosine, do podziwiania i kochania. Gratuluję pięknej żony, Panie Dawidzie. A Pani, Małgosiu, życzę dobrego męża. I niech się stanie! Już trzymam za Was zaciśnięte kciuki.

    
...............................................................................................
Pies właśnie mnie woła! Nadeszła pora jego spotkania z jeżem. Będę znowu ratować kolczatkowi życie.




Edmund Osmańczyk zasłużony.

"Paniii!!! Frelko!!! Pódźcie tukej wartko! Napiejecie sie s nami? Dyć nie lotejcie w ta i we wta, siednijcie sie tukej a weźcie ino ta flaszka. Pytomy wos piyknie!"
"Niy disiek, chopy, jo auto prowadza. A wy, karlusy pierońskie, ino doma dziecek a ślubnej nie piercie bez ta gorzała!".
 Dwóch grzecznych, uśmiechniętych panów przysiadło w płytkiej niszy zamurowanego okna w jednej z najbardziej imponujących ulicy Tarnowskich Gór. Ulica Osmańczyka jest przytulna choć nie higieniczna. Nie jeżdżą tamtędy samochody, gdyż ma około 2 m szerokości. Przechodnie zostawiają tu często gęsto płyn fozjologiczny zwany przez nich krótko szczynami. Psy - również ekskrementy o stałej konsystencji. W zakamarkach odłupanych płyt styropianu izolującego budynki niezidentyfikowani delikwenci zostawiają plastikowe i naturalne korki a nawet pamiątkowe miniaturki opakowań szklanych po wodzie ognistej i siarczkowym podobno winie. Ulica Edmunda Osmańczyka znosi te scenki obyczajowe cierpliwie; ale czy Osmańczyk spoczywa w spokoju? Jakie zasługi sprawiły, że imię jego nadano temu zakątkowi? Może ktoś z władz to wie? Wielu obecnych samorządowców pełniło takie czy inne funkcje w czasie, gdy umieszczono tablicę z nazwiskiem zasłużonego człowieka na rogu budynku.  Czy on rzeczywiscie zasłużył na to?




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |