Afrodyzjaki.

Boże Narodzenie minęło a po nim sylwester i Nowy Rok. Rozdęte w oczekiwaniu przeszły wczoraj walentynki. Jaka jest następna okazja do świętowania? Ostatki czyli śledzik i coś słodkiego do niego czyli tłusty czwartek z pączkami lukrowanymi lub pudrowanymi. Dalej 40 dni postu, wstrzemięźliwości, ograniczeń narzuconych już tylko indywidualnie samemu sobie. Dyspensa od postu ścisłego w wigilię Bożego Narodzenia specjalnie nikogo nie dziwiła no to może, o przyszłości wielkanocnej myśląc, przygotujmy się na dyspensę postną w Wielkim Tygodniu.  

Ale póki co - jadłospis:
- ostrygi a do nich szampan, kawior i migdały,
- małże, ryby, raki czyli owoce morza,
- karczochy, trufle i inne grzyby,
- jajka i mięso, zupy,
- marmolada jabłkowa, gruszka, wanilia,
- trybula, bazylia, pietruszka, pieprz,
- cebula, czosnek, kogucie grzebienie.

Cebula nie pojawiała się jeszcze nie tak dawno przecież, bo w XVIII wieku w kuchniach klasztornych, aby mnichom i mniszkom łatwiej było dotrzymać celibatu.

Powyższy spis zawiera najważniejsze z afrodyzjaków używanych przez Casanovę w jego kuchni. Na zdrowie!

PS. Święty Walenty to także patron szalenców - ostrożnie!

    
 
Zdjęcie ze zdrowego, zimowego spaceru. Może mieć tytuł "2 + 2", ponieważ są na nim widoczne dwa szyby, Bohl i Comet, oraz dwa kochbunkry (bez nazwy).

Taaak, walentynki wczoraj, spacer dzisiaj, a jutro... poważna praca. Mam w planie przed południem posiedzenie Rady Społecznej SPZOZ TOTU. Zamierzam też oddać do Biura RM sprawozdanie za II półrocze 2008 z pracy Komisji, której przewodniczę (siedziałam nad nim wieki całe!). Zaplanowałam też wieczorne "zasadnicze" spotkania z mieszkańcami, i jeszcze... i znowu... i tak dalej...




To i tamto. W Nakle i w TG

Ludzie się lubią, kochają się, troszczą o siebie. Nie tylko w dniu świętego, na modłę amerykańską, Walentego. No bo na przykład takie zbiórki publiczne od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do koncertów charytatywnych czy combrów babskich dają widoczny rezultat finansowy lub rzeczowy a nawet "sercowy". I tak na www.allegro.pl trwa aukcja na rzecz budowy hospicjum stacjonarnego w Tarnowskich Górach. Nad dziełem tym organizacyjnie czuwa Pani Ilona Koptyńska, którą wspieram duchowo (za przykładem Anny Dymnej) i blogowo (bezprzykładnie) podając dane do przekazania 1 procenta podatku na rzecz:

Stowarzyszenie Opieki Hospicyjnej i Paliatywnej "Nie lękajcie się"
- KRS 264083

oraz link do aukcji charytatywnej;
http://allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=12108510&showing_type=gal&order=t&buy=0&listing_sel=2&listing_interval=7&price_from=&price_to=

przemioty wystawione na aukcji można też oglądać na stronie
www.sohip.tarnowskiegory.pl

Ludzie są dobrzy, tacy dobrzy... Ludzie! Bądźcie dobrzy!!!

Mokre płatki spadające na twarz pozwalają mi zapomnieć, że ktoś porzucił psa w śnieżnej zawiei, jakiś kot został powieszony na drzewie a szczeniaki z nosówką głodzone przez "hodowcę" ostatkiem sił przeżywają bolesny kanibalizm własnych komórek. Śnieg spada na ludzi tak jak i obojętność sąsiedzka spada na ofiary ludzkiego okrucieństwa, chciwości, zwyrodnienia. Hej, ty zwyrodnialcu, zboczeńcu, złoczyńcu, mieszkańcu! O, Profesorze Miodku, tarnogórzaninie z poczuciem humoru! Odpuść winy językowe w swej łaskawości nam, zwykłym użytkownikom gramatyki polskiej ale i dziennikarzom, aktorom, prezenterom, osobom publicznym! Łaski!! Miłosierdzia!!! Spowiadam się z grzechów stylistycznych, semantycznych, lingwistycznych itd, itp. Czy zechce Pan, Profesorze, wziąść mą skruchę pod rozwagę? Puki co, weś, Łłaskawcu!
.........................................................................................

    
Plastyczna -artystyczna Grupa Spichlerz nadjechała grupami samochodów, które ustawione wokół zamku nakielskiego uniemożliwiły mi wykonanie zdjęć zimowych za dnia. Ale co goście, to goście - swe prawa mają. Witał ich gospodarz, Pan Stanisław dwojga imion Gerard Trefoń i Franciszek Żurawka. Samorządowców tarnogórskich skromnie reprezentowała zagubiona w tłumie moja osoba a mieszkańców powiatu pewna para bywalców. Wnętrze zamku jest otwarte dla mieszkańców okolicy oraz też tych skarżących się na brak imprez w Tarnowskich Górach. Można tu przyjść nie tylko w czasie wernisażu wystawy, jak to miało dzisiaj miejsce ale kiedykolwiek takze po mszy albo w czasie spaceru.

    

Jak było? Najpierw pokonać musiałam przeszkodę w postaci rzędów aut a później drugą w postaci tłumu depczącego parkiet Donnersmarcków pod oryginalną lampą rzucająca nań cień w kształcie krzyża maltańskiego. Dotarłam do sali ekspozycyjnej z wystawą Pana Piotra Gregulskiego - skojarzenia mroczne i złowieszcze ... nieodparcie tkwią we mnie. Tak mi się przydarzyło, iż przytłoczona zostałam ciężarem nazwiska znanego w mieście, wiszącego nad ma ... głową niczym cień przeznaczenia.

Taaaak. no nie ma niczego ciekawego do obejrzenia, do zwiedzenia, do sfotografowania... Ale, ale ... jest! I nie tylko kopalnia zabytkowa, nie tylko ten obiekt na zdjęciu. 

    

UWAGA!
Album fotograficzny zamknięty jest w miniaturce zdjęcia. Aby go otworzyć, należy kliknać na nie lewym przyciskiem myszki.

Spichlerz w Nakle Śląskim 14.02.2009



Jeden dzień z życia. Trefny dzień?

Piątek 13.02.2009 - trefna data???

godz. 5:30 - pobudka z konsekwencjami: higiena, udokumentowanie przyjaźni ssaczo-ssaczej przez wielokrotne umieszczenie kończyn dolnych (w liczbie 2+4) w śnieżnej pianie, odżywianie się chlebem powszednim z dodatkami, nakarmienie głodnych, pasożytowanie na mechanizmach pojazdu 4-kołowego,

godz. 7:30 - roboczy dzień nastał w bieli służby zdrowia i zaokiennej szaro-bieli

godz. 11:30 - spotkania z mężczyznami w wieku filmowym (40-latek itd) a po nich wymiana towarowo-pieniężna w przybytkach handlu i mamony czyli zakupy

godz. 13:30 - posiedzenie Komisji Edukacji, Kultury i Sportu. Szkoda, że nie uczestniczyłam w nim od samego początku.  Jednak swoje powiedziałam w formie monologu, gdyż do dyskusji nikt inny się nie zapisał. Korciło mnie podjac temat  koncertów renesansowych ale... zrezygnowałam. Budujące: moje apele do radnych, urzędników i innych osób uprawnionych do korzystania z darmowych zaproszeń na imprezy nie pozostają bez echa. Wydaję na przykład 5 złotych na bilet wstępu na Koncert pod Renesansowym Stropem w muzeum zamiast wejsc tam za darmo z zaproszeniem - wspieram przez to ten i inne tarnogórskie przybytki kultury w sferze materialnej i niematerialnej. Inni podobno też zaczęli to robić a jeszcze inni deklarują się z zamiarami. Miło. I pożytecznie! Moja akcja osiągnęła cel. 

godz. 15:30 - zaakceptowałam tymczasowo rolę drobiu domowego w trakcie przygotowywania i spożywania posiłku obiadowego

godz. 16:30 - spotkałam się z dziewczętami, kobietami, paniami i uzupełniłam rozmowami telefonicznymi dla podtrzymania solidarności wewnątrz płci.

godz. 18:45 - czas okroił mój udział w wieczorze promocyjnym nowych książek wydanych przez muzeum. Nno, było baaaardzo poważnie. Nawet zapamiętany przeze mnie z racji wulkanicznych oczu dr Dariusz Waleriański nie rozpalił publiczności  anegdotami żydowskimi. Acha... było też dłuuuuugo.

godz. 20:10 - wpadka! Kot uciekł z "Sedlaczka" drzwiami albo inną dziurą a myszki harce rozpoczęły. Pani Gabriela Szubińska dowodzenie babskiego combra objęła już po raz drugi w tym karnawale, społecznie, bez przymusu. Społecznie, bez przymusu uczestniczki w zabawie jednoczyły się w celu charytatywnym.

    

    

     
godz. 21:05 - uderzona zostałm znienacka wspomnieniem dzisiejszego posiedzenia Komisji Edukacji, Kultury i Sportu, na którym padło stwierdzenie mnie więcej takie, iż Tarnowskie Góry atrakcji turystycznych w większej liczbie pozbawione są. Nadinterpretowałam: statusu miasta turystycznego niegodne są. Wyrwałam się więc w teren nocy przedsobotniej zbierać fotograficzną zachętę dla turystów i mieszkańców między padającymi płatkami śniegu. Niektórzy mówią, że nie lubię Pana Burmistrza. No cóż, bez cienia kokieterii wyznam: nie kocham wszystkiego, co Pan Burmistrz robi ale dla pewnych spraw szacunek mam. Też - dla władzy, jaką on sprawuje i reprezentuje. Dlatego pozwoliłam sobie dzisiaj na posiedzeniu komisji w sposób taktowny i delikatny zwrócić jego uwagę na inny aspekt tematu: Tarnowskie Góry i turystyka. Może chociaż spróbuje wziąć go pod uwagę. Napewno warto, jestem przekonana, bo chodzi o nasze miasto. 

     
    

Godz. 22:45 - jeszcze jakiś wpis na stronę radnej muszę wykonać i może skończę... zadaję sobie pytanie: trefna data???




Koresponduję.

W latach posunięta lecz o dostojnej, wyprostowanej sylwetce odzianej w stonowaną suknię "koresponduje" w niezmąconej cierpliwości z młodocianymi wielbicielami partii jej postaci na wysokości biustu.

    

  Gałązki z okazałymi a jednak delikatnymi owocami, nie poruszone przez wiatr "korespondują" z zamrożonym powietrzem tarnogórskiej zimy. Dobry prezent dla dziewczyny  (zamiast śnieżek).

    

Dziękuję za przesyłaną elektronicznie korespondencję, także na odległe w czasie tematy blogowe (Pan Rafał!); czytam i odpowiadam w miarę możliwości. Za spóźnienia - przepraszam. Upoważniam autorów postów do upomnienia mnie w sprawie odpowiedzi wirtualnym stuknięciem w rewers monitora.
Pozdrawiam!




Miejsca niezwykłe, słowa magiczne.

Do tarnogórskiej Kanadyjki!

Droga Olu,
obiecałaś mi w swoim poście, że przygotujesz następne opowiadanie. Ujawniam teraz Twoją obietnicę. Nie miej mi tego za złe, proszę. Jako rewanż za lekki, pogodny tekst z Twojego kanadyjskiego pamiętnika i na zachętę oraz z prosbą o kolejne, przesyłam Ci artykuł Pana Ryszarda Bednarczyka, żywo a nawet "żywiołowo" odtwarzający fragment historii parku miejskiego w Tarnowskich Górach.

Oto cytat:
" Najbardziej kusiły strome, rozłożyste pagórki, z których większość miała nazwy nadawane przez dzieci. Wzniesienia w pobliżu wejścia do parku nazwano podwójną, ze względu na ich kształt – dwie górki jakby wtopione w siebie. Wieżą nazwano stromy pagórek z widokową wieżyczką na szczycie. Zjazd z wieży był równie karkołomny jak ze stromego kopczyka nazwanego Śmiertką. Nikt nigdy karku nie skręcił, ślizgając się po oblodzonym śniegu z tych najbardziej niebezpiecznych wzniesień. Ale połamanych rąk i nóg było co niemiara, równie dużo jak potłuczeń podczas bolesnych upadków"

Czy Pan Bednarczyk wyjaśnił w swoim artykule pochodzenie nazwy Waleckowych Górek albo Waleckiej? Sprawdź sama w grudniowym numerze Montes Tarnovicensis z ubiegłego roku. "Miejsca niezwykłe. Park Miejski' - tekst napisany przez tego, również jak my absolwenta liceum imienia Stefanii Sempołowskiej, przeniesie Cię w niezwykłe miejsca i chwile, jak i mnie przeniosły za sprawą magicznych a przecież bliskich nam słów.

Pozdrawiam Cię, Olu i życzę dobrej nocy a może dobrego dnia :)

PS. link do artykułu RYCH-a w Montes Tarnovicensis jest TUTAJ!http://www.montes.pl/montes/index.php? option=com_content&task=view&id=80&Itemid=52

    

Na zdjęciu - temat zimowy: biało, pięknie i wysoko. Bardzo podobnie jest zimą w parku na szczycie warpii pokrytych śniegiem. 




Zimowe gorące wspomnienia.

Z pamiętnika kanadyjskiej tarnogórzanki.

Czy ktoś jeszcze pamięta Waleckowe Górki w Tarnowskich Górach? Tuż za parkiem miejskim? Za cmentarzem św. Anny? Uśmiecham się do siebie na samo ich wspomnienie. Na wspomnienie beztroskich i radosnych chwil dzieciństwa. Jak to wówczas było...?

Jest zima, idziemy do parku na sanki i stajemy na krawędzi Waleckowych Górek. Wielka stromizna "góry" przeraża a zarazem miło podnieca. W brzuchu fruwają motylki. Pokonuję strach i ....juchuuuuu! Z górki na saneczkach! Jeszcze raz i jeszcze! Nie przeszkadzają przemoczone buty czy mokre rękawice. Zabawa w najlepsze! A kiedy zęby zaczynają szczękać, a palce w butach i rękawicach są przemarznięte do kości, pora wracać do domu. Ale bylo fajnie!

A dzisiaj, po czterdziestu latach? Też mam swoje Waleckowe Górki: Snow Valley w moim kanadyjskim Barrie. Zakładam na nogi markowe buty i narty. Cialo okrywają cieple narciarskie spodnie i kurtka. Na górę wciąga mnie wyciąg krzeselkowy. Obok mnie, na wyciągu siedzi dwóch chlopaczków z wycieczki szkolnej. Wygladają na oko na dziesięciolatków. Pytam, czy są z Barrie. "No, from Korea.", słyszę odpowiedź. Aaaaa z Korei, dziwię się trochę. Chlopcy są w Kanadzie na wymianie szkolnej.

   

Zsiadamy z wyciągu. Pode mną biała połać góry. I znowu czuję to mile podniecenie i motylki w brzuchu. Pokonuję strach i .....juchuuuu ! Z górki na nartach! Jak to milo być tamtym dzieckiem. Przynajmniej od czasu do czasu.

Ciągle się zastanawiam, skąd się wzięła nazwa Waleckowych Górek. Chyba nie od walca? Kto wie?

Tekst autorstwa Alexandry z Kanady a jednak z Tarnowskich Gór.

    

Nieco wyzej - zimne kolory (zjaz-)odjaz-dowej Alexandry. A tutaj - gorące barwy latającej córki o tajemniczym imieniu ... Pozdrawiam obie Panie kosmopolitanki z rodzinnych Tarnowskich Gór! 




Nowości i stałość.

Zmiany, zmiany w Tarnowskich Górach, a jakże. Jakieś remonty budynków, jakieś instalacje transportowe z powierzchni w kopalniany dół, jakieś budowlane innowacje albo unicestwienia... Celowo i zasadnie myślą ludzie ale i siły przyrody w zmianach mają udział. Przykładowo taki Karłuszowiec zazieleni się niedługo, jak to ma miejsce przez 100 ponad wiosen i zobaczymy zachwycający już teraz, nawet szaro-burą zimą, budynek pałacyku Donnersmarcków w świetności niezaprzeczalnej. A obok drugi budynek, nie tak świetny, bo tylko willi fabrykanckiej, więc nie ma wielu chętnych do myślenia nad jej reinkarnacją. Ech... może nie jest tak beznadziejnie; ja tam jeszcze jakiejś nadziei się czepiam resztkami nadziei. Zmiany, zmiany...

Co jest trwałe? A oto co a raczej kto:

    

"Koleżanko, przyjaciółko moja najmilsza!"
 słowa radnego Mrachacza zawsze nastrajają mnie optymistycznie. Są niezmienne i trwale związane z nie zniszczalnym Panem Pawłem. Pozdrawiam Pana Radnego!

    

A te wąsate chłopiska już takie trwałe jak radny nie są.
Setka latek to niemało a może za dużo. Jednak na szczęście nie ma dowodów, iż są chętni do wydawania wyroków śmierci na te właśnie maszkarony tarnogórskie.  
.....................................................................................................................

UWAGA!
W Kanadzie istnieje duplikat Waleckowych Górek albo inaczej Waleckiej! Za kilkanaście godzin umieszczę na blogu drugą relację-rewelację tarnogórsko-kanadyjską!




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |