Nowości i stałość.

Zmiany, zmiany w Tarnowskich Górach, a jakże. Jakieś remonty budynków, jakieś instalacje transportowe z powierzchni w kopalniany dół, jakieś budowlane innowacje albo unicestwienia... Celowo i zasadnie myślą ludzie ale i siły przyrody w zmianach mają udział. Przykładowo taki Karłuszowiec zazieleni się niedługo, jak to ma miejsce przez 100 ponad wiosen i zobaczymy zachwycający już teraz, nawet szaro-burą zimą, budynek pałacyku Donnersmarcków w świetności niezaprzeczalnej. A obok drugi budynek, nie tak świetny, bo tylko willi fabrykanckiej, więc nie ma wielu chętnych do myślenia nad jej reinkarnacją. Ech... może nie jest tak beznadziejnie; ja tam jeszcze jakiejś nadziei się czepiam resztkami nadziei. Zmiany, zmiany...

Co jest trwałe? A oto co a raczej kto:

    

"Koleżanko, przyjaciółko moja najmilsza!"
 słowa radnego Mrachacza zawsze nastrajają mnie optymistycznie. Są niezmienne i trwale związane z nie zniszczalnym Panem Pawłem. Pozdrawiam Pana Radnego!

    

A te wąsate chłopiska już takie trwałe jak radny nie są.
Setka latek to niemało a może za dużo. Jednak na szczęście nie ma dowodów, iż są chętni do wydawania wyroków śmierci na te właśnie maszkarony tarnogórskie.  
.....................................................................................................................

UWAGA!
W Kanadzie istnieje duplikat Waleckowych Górek albo inaczej Waleckiej! Za kilkanaście godzin umieszczę na blogu drugą relację-rewelację tarnogórsko-kanadyjską!




Małysz skakał...

"Małysz skakał kiedyś doskonale i nagle przestał. Nie wiadomo do końca dlaczego. I tak jest z panią: też skakała pani dobrze i nagle klapa a właściwie - prask! I nie wiedzieć, dlaczego się tak stało". Pan Leszek podsumował dzisiaj rano w ten kompetentny sposób moje nieudane skoki do wody. Stan tego upadku trwa już prawie 2 miesiące. Potrzebny mi być może trener, nauczyciel, doradca, aby wydobyć mnie z dna niemocy skocznej. Patrząc w niebieskie oczy pana Leszka i przyjmując jego perłowy/listy uśmiech mam pewną nadzieję, że otaczający mnie mężczyźni pomogą mi naprawić we mnie, co należy, a przy okazji i u siebie to zrobią. Nad naprawą trzeba jednak najpierw pomysleć, a później zamysły wykonać.

     

Zdjęcie - kamienne płomyki podgrzewają moją nadzieję na lepszą przyszłość też poza skokami.

Acha, w Galeonie dostałam swoją pobasenową białą kawę ze spienionym, gorącym mleczkiem i dodatkowo rysunek kawowy na piance - stylizowany kwiatek. Taka ozdobiona kawa podawana jest w Tarnowskich Górach tylko tutaj. I świetnie smakuje.

No i jeszcze niedzielna prasówka przy kawie a z niej wynikają dwie sprawy: dobra i zła. Zła najpierw - jesteśmy zagrożeni czwartą już w ostatnim stuleciu pandemią grypy (hiszpanka- 50 mln ofiar, azjatka - około 2 mln ofiar, Hong Kong - około 1 mln ofiar śmiertelnych). Dobra sprawa - znajduję się w grupie wiekowej najmniej narażonej na to zagrożenie, bowiem zetknęłam się z wirusem poprzednich dwóch (na szczęście tylko - dwóch) pandemii i podobno ja i moi rówieśnicy jesteśmy dobrze przygotowani do walki z wirusem pandemicznym. No!  

Pierwsze ćwierkanie wiosenne ptaków, rozprasza coraz częściej zimową ciszę. Będe czekać na to poranne jutrzejsze. To miłe oczekiwanie. A inne... no cóż, praca, posiedzenie Rady Społecznej Ośrodka TOTU, inna praca, wieczorna domowa praca, sen przed pracą nazajutrz.

    

Zdjęcie - przepiórki czy kuropatwy? Nocujące pod krzakiem stadko przed kilkoma dniami zaskoczyłam rankiem w śnieżnej pościeli.




Dobre zdjęcie.

Od ciemności do ciemności dzień przebiega w niejasności. Rozwikłanie tej zawiłości przyrodniczej zabrałoby mi sporo czasu i być może cierpienia, dlatego zamiast tego, patrzę dla ukojenia niepokojów na obrazek w kolorach ciepłych, z wnętrzem swobodnym a jednak uporządkowanym, z dźwiękami muzyki nieco zaprzeszłej a przecież bliskiej sercu, z akcesoriami kobiecej garderoby szykownymi, chociaż nie najmodniejszymi. W łagodnym, udrapowanym klimacie damskie wizytowe pantofle na szpileczkach przez ostrość czubków wyznaczają cel na końcu szerokiej drogi. Itd...

Czy wystarczy mieć dobry aparat fotograficzny i rekwizyty, żeby wykonać dobre, przenikające wyobraźnię zdjęcie? Dziękuję za nie Pani Kasi Stotko.
..................................................................
 Właściciel tzw. kasyna wojskowego przy ul. Kościuszki wystąpił z wnioskiem o rozbiórkę budynku. 
Po przeczytaniu tej informacji odczułam potrzebę sfotografowania obiektu bądź co bądź wojskowego. Przypomniałam też sobie inny istniejący onegdaj w sąsiedztwie kasyna, jak i ono, militarny. Bodajże w ciągu 3 dni sporej kubatury betonowy schron przeciwpancerny przed kilku laty zamieniły w perzynę nie pociski artyleryjskie ale przedsiębiorcze myśli i ręce.

 Dwie kolumny przy wejściu, gzymsy, okna z podziałami, dachówki, schody napatrzyły się wielu transportów, tysiące poborowych mijało je na powitanie i pożegnanie jednostki, pułki i szwadrony, drużyny i plutony dudniły obcasami i podkowami. Piękna i wysoka sala balowo-koncertowa ma teraz szeroką antresolę, która być może niedługo już spadnie w dół własnego grobu roztrzaskując w drzazgi taneczny parkiet i wspomnienie honoru.

    

Zdjęcie - wejście, wyjście, przejście między przeszłością a przyszłością
............................................................................




Z powodu piękna.

Bywa, że wchodzę do sklepu z porcelaną, szkłem i sztućcami przyciągnięta ich magią użytkową i anielską, bez jakiegokolwiek zamiaru dokonania zakupu. Przesuwam dłonią po szkle, gładzę metal otaczający wygięte szyjki karafek i ważę ciężar kryształowych pater. Kładę palce wzdłuż cięć, bruzd, śladów po szlifierce i wypatruję mieniących się świateł i pobłysków. Uchwyty naczyń perfekcyjnie pasują do zaciskającej się na nich dłoni, łyżeczki lgną jedna do drugiej w miłosnym układzie a nóż balansuje akrobatycznie na wyprostowanym palcu. Martwa gładkość pozostawia na skórze ciepłe nitki błogości. Naczynia i sztućce w światłach witryny sklepowej bez ruchu starają się odgrywać role jak aktorzy i politycy na scenach teatralnych i życiowych. Marzą o reakcji dłoni ludzkich, które jednak nie biją braw ich piękności.

Powinno wyjść takie prawo,

Że każdy widz bić musi brawo.

J. Sztaudynger
    

     
    
   Coś szklanego...

 




Kierunek - Kraina Wiecznego Kwitnienia

Dzisiaj miękko, łagodnie i sypko manna śniegowa łagodzi ostrość krajobrazu, matowo rozjaśnia ciemne kontury drzew i budynków. Miękka, miła jasność opadła na łąki i pola, przykrywa białym kocykiem wijące się polne drogi, pagórki warpi i nasypy wąskotorówki. Jest spokojnie.

Wczoraj porannym półmrokiem podeszłam do stareńkiej gruszy kończącej swój żywot na łące i włożyłam dłonie w jej rany. Popękana na niej kora a pod nią roztrzaskane głębsze tkanki - mrozami była cięta, wiatrami chłostana i palona słońcem. Trojaczki wspinały się na nią albo rzucały patykami w górę i chwytały w powietrzu spadające owoce. Między konarami utknął nawet kawałek cegły zatrzymany rozpaczliwym chwytem ranionego drzewa. Mały kotek, rudy i miauczący zszedł pewnego letniego popołudnia w dół po pniu gruszy – ta puchata rdza znalazła na zimę ciepłe przytulisko w sąsiedztwie posłania łagodnej bokserki.

       

       

Z trudnością obejmuję gruszę ramionami czytając tęgość rozpadlin w korze. Tu ciasna rana, tam wąskie pęknięcie a jeszcze w górze złamanie. Ciężar owoców rozdarł konary w głębokim cięciu. Gdy przed laty mocne ramiona mężczyzny przywiodły ją na szeroką łąkę jak piękną dziewczynę, przeświadczona była o swojej niekończącej się młodości. Dzisiaj chropawość grubych warkoczy kory pokrywa mieniący się, zielonkawy naskórek porostów – muślin chybionego bandażu. Kwiecistą bywało niegdyś postać, teraz chromą i rachityczną moje już tylko, niczyje inne, dłonie głaszczą łagodząc jej bolesne wejście w Krainę Wiecznego Kwitnienia.

    

Zdjęcie – młoda kobieta z kwitnacym kwiatem nad czołem. Tyche? Amfitryta? Święta Barbara może...? Jeszcze trwa w tarnogórskich murach z kamiennym spokojem, z otwartymi, niewidzącymi oczami nieświadoma niszczącego działania ludzkiego.     




Kobiety chorujące w dolinie.

Zimowe kobiety nie mają lekkiego życia chorując częściej (od dołu) w tej chłodnej porze roku. Trudno jest przecież zapewnić naturalną, biologiczną potrzebę zastosowania osłon termoizolacyjnych ciała jednocześnie dostosowując się do wymogów mody czyli zakładając na ukochane kochanie kawałek kordonka z trójkącikiem równoramiennym o boku 5 centymetrów. A dodatkowo te częste weekendy powtarzające się co 5 dni zachęcają ale i niejednokrotnie obligują do prowadzenia prac często rozrywkowych ale dotyczących obszarów usytuowanych w anatomicznej dolinie. 

Na zakażenie układu moczowego (ZUM) choruje przynajmniej raz w życiu aż 40-50 proc. kobiet.

Gdy do lekarza zgłasza się pacjentka z problemem zakażenia dróg moczowych, należy najpierw w ramach wywiadu zebrać dokładne informacje o objawach i ewentualnych przebytych w przeszłości zakażeniach dróg moczowych. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z dolegliwościami pierwotnymi czy nawracającymi, procedura zarówno diagnostyczna, jak i terapeutyczna jest zupełnie inna. (...)

Osobną kategorią są tzw. zakażenia weekendowe. "W Stanach Zjednoczonych bardzo często pacjentki z infekcjami dróg moczowych trafiają do lekarza w poniedziałek rano. Wynika to z intensywności weekendowego uprawiania seksu, po którym dochodzi do wstępującego zapalenia cewki, charakteryzującego się bólem, obrzękiem, trudnościami z oddawaniem moczu lub oddawaniem moczu w postaci kroplowej, odczuciem kłucia, czasami krwiomoczem" - mówi ginekolog (dr Jacek Tulimowski prowadzący prywatną praktykę w Warszawie - wyjaśnienie własne).

PULS MEDYCYNY
artykuł Moniki Wysockiej opublikowany w numerze: 10 (173) 2008-05-28

http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/drukuj/9508,zakażenia,układu,moczowego




REWELACJE!

Między przystankiem A tj. szaroburą łąką w letargu zimowym a przystankiem B czyli nasenną herbatką z wieczornymi malinami przemierzam kilometry i minuty, mijam ludzi i smutne ptaki. Na schyłku dnia siądę na tym samym miejscu co teraz i ... już niecierpliwię się, bo umieszczę tu gorącą, wrząca, gotującą relację zza oceanu - zimowa Kanada przywita Tarnowskie Góry!

Inne: potwierdzam od roku istniejącą nieformalnie jeszcze ale już wzajemną życzliwością przypieczętowaną przyjaźń Niemodlina i Tarnowskich Gór. Wielka Kanada i nieduży Niemodlin lgną do małego wielkiego miasta - Tarnowskich Gór.
..........................................................................................................

Z pamiętnika kanadyjskiej tarnogórzanki. 

Napiszę o dowcipie. Dowcip jest rysunkowy. Wycięłam go parę dni temu z naszej lokalnej gazety "Barrie Advance". Tak mi się spodobał, że powiesiłam go sobie nad biurkiem.

Rzecz jest o Baracku Obamie i nadziejach pokładanych w jego prezydenturze. Jak Ameryka długa i szeroka cieszą się wszyscy, duzi i mali,  Kanadyjczycy i Amerykanie. Spontanicznie, bez żadnych nakazów i przykazów. I wszyscy mają wiarę i nadzieję. I każdy z osobna czeka na zmianę. 

Jaka to zmiana?.... Ano taka, że trzeba wziąć się do roboty. Posprzątać własne podwórko i zreperować to, co się samemu zepsuło, jak na przykład dobre imię Stanów Zjednoczonych. Prosta sprawa i bum-cyk. Potrzeba tylko było to tego człowieka mądrego, wykształconego i takiego co z niejednego pieca chleb jadł, żeby to ludziom w oczy powiedział i uświadomił. No, może trochę pomogła recesja, ale historia lubi się powtarzać. 

A teraz dowcip. Tytuł : Cud na rzeką Hudson.

Alu, pod dowcipem ma byc podpis: "Patrzcie, czy to czasem nie Obama!"

           

...................................................................................

Teraz ja - tarnogórska tarnogórzanka. 

Potężna odległość dzieli Europę od Kanady a jednak my, Polacy, mamy coś wspólnego z Kanadyjczykami i moim zdaniem jest to WIARA w CUDA oraz podobne POCZUCIE HUMORU.  Z czego śmieją się w Kanadzie? Najnowszy dowcip rysunkowy nadesłany został z Barrie.

Czy ten rysunek nie przypomina nam czegoś?  Nie mamy tu wprawdzie rzeki Hudson ale ... dobrze byłoby, gdybyśmy postąpili tak -  tu zacytuję słowa tarnogórzanki zza Wielkiej Wody: „...trzeba wziąć się do roboty”... Tamci, daleko, mogą tak myśleć a jeśli oni to może i my też możemy nie czekając na cud. Nie dla Ameryki. Dla siebie.

Uwaga; tekst napisała i dowcip przysłała Oleńka z Kanady a jednak z Tarnowskich Gór. 




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |