Dzisiaj łamane przez jutro

Na przełomie dnia z nocą umieszczam dla wprowadzenia w spokojny sen

 obiecane!
zapowiedziane!
oczekiwane!

OPOWIADANIE
 z cyklu

Z pamietnika kanadyjskiej tarnogorzanki.

Od paru tygodni, moja ulubiona stacja radiowa FM 93.1 z Barrie, nadaje czesto piosenke Viva La Vida zespolu Cold Play. Piosenka latwo wpada w ucho, jest przebojowa no i ten tekst ! Tekst jest fascynujacy. Dzisiaj po raz kolejny, zmywajac  gary przy zlewozmywaku, zaczelam nucic refren.

Przytaczam fragment refrenu:

I hear Jerusalem bells are ringing

Roman Cavalry choirs are singing

Be my mirror, my sword and shield

My missionaries in a foreign field

A to moje wolne tlumaczenie:

Slysze dzwaniace dzwony Jerozolimy

I spiewajace chory rzymskiej konnicy

Badzcie moim odbiciem, moim mieczem i tarcza

Moi misjonariusze na dalekim polu walki

Nie wiem co zainspirowalo autorow tekstu do jego napisania, wiem natomiast, ze ich tekst zainspirowal mnie do napisania o dzwonach. Ale nie o  tych jerozolimskich, tylko o tarnogorskich.

Wyjezdzajac z Polski do Kanady siedemnascie lat temu, nie zdawalam sobie sprawy, ze zostawiam za soba dzwony.  Ten najblizszy mi tarnogorski dzwon (mieszkalam na ul. Opolskiej), dzwonil z kosciola Matki Boskiej Krolowej Pokoju. Do dzis mam w uszach jego "tasmowy"  dzwiek. Glos dzwonu nadawany byl  bowiem z tasmy magnetofonowej i musze przyznac, ze brzmial bardzo realistycznie. Polak potrafi! Sam kosciolek byl dwupoziomowy, co sie kosciolom rzadko zdarza, ale bardzo przytulny, ze nie powiem przeladowany. 

Troche dalej dzwonil swoim dostojnym glosem dzwon kosciola sw. Piotra i Pawla. Do kosciola dostojnych swietych, chodzilam czesto zeby posluchac wirtuozowskiej gry pijanego organisty. Organista nie zawsze moze byl pijany, ale czesto udawalo mu sie nad organami przysypiac nie nadazajac za ksiedzem. Powodowalo to wielka konsternacje wiernych, a moja wielka wesolosc.Ten sam organista, zreszta mistrz w swoim fachu, przygrywal tez na moim slubie. Malzenstwo zakonczylo sie niestety rozwodem w Kanadzie. Moze dlatego, ze tez bylo troche "pijane".

Byl tez dzwon kosciolka Sw. Anny, ktory odwiedzalam glownie w lecie, konczac kazda msze milym spacerkiem przez park miejski. No i ostatni bliski mi dzwon, to ten dzwoniacy z kosciolka sw. Jozefa przy nowym cmentarzu. Do kosciola sw. Jozefa chodzilo sie glownie na kazania nieodzalowanego ksiedza Klapucha.  Jego kazania byly w tamtych czasach bardzo wywrotowe i inspirujace. Chociaz ja, wsluchiwalam sie glownie w gleboki i cieply, ze nie powiem seksowny, ton glosu ksiedza.

Po przyjezdzie do Kanady i ochlonieciu z pierwszych nie zawsze milych wrazen, stwierdzilam ze ZGROZA, ze w Kanadzie dzwony  nie dzwonia! Dlugo  sie nad problemem kanadyjskich dzwonow, a wlasciwie ich braku zastanawialam. Sprawa sie wyjasnila, gdy pewnego dnia zajzalam do ksiazki telefonicznej z Barrie pod haslo " Koscioly". W stutysiecznym Barrie, naliczylam bowiem prawie dziewiecdziesiat kosciolow roznych wyznan i nominacji.  Maja w moim kanadyjskim Barrie swoje koscioly: Anglikanie (11 kosciolow), Baptysci (7), Prezbiterianie (8), Rzymscy Katolicy (5), Ukrainscy Katolicy wyznania bizantyjskiego (1), Luteranie (3), Armia Zbawienia (3), Metodysci (1), Swiadkowie Jehowy (1), Adwentysci Dnia Siodmego (1) ... Lista jest o wiele dluzsza, ale zakoncze tutaj zeby nie zanudzac.

I teraz wyobrazilam sobie...przychodzi niedziela i prawie  setka dzwonow z kosciolow  Barrie zaczyna wzywac swoich wiernych. Nie wiem, kto wprowadzil zakaz dzwonienia w Kanadzie w niedziele, ale chyba nalezy mu za to podziekowac.

A ja ? Tez ma swoj przytulny, rzymsko-katolicki kosciolek. Kazania ksiedza proboszcza nie ustepuja kazaniom ksiedza Klapucha. No i glos nasz proboszcz tez ma niezwykle seksowny. Dzwonow moj kosciolek nie ma.

PS. Zgodnie ze statystykami: Rzymscy Katolicy stanowia 45% ludnosci w Kanadzie.

Pozdrawiam wszystkich Tarnogorzan.

Alexandra Kuziw
..................................................................................................

Od blogerki: w opowiadaniu zachowana została oryginalna pisownia - bez znaków polskich. Prawda, że opowiadanie jest w dwójnasób oryginalne i ciekawe? 

    

   




Zapowiedź

Mijający czas zbliża mnie do godziny zero, która eksploduje w środę w tzw. epicentrum czyli w ratuszu. Jak daleko nieść się będzie pieśń biesiadujących przy ognisku zgody, to jest przy stole sesyjnym? O tym napisze Gwarek, Dziennik Zachodni, mój blog, doniesie przekaz ustny, poczta pantoflowa i inne profesjonalne lub nie media.

Posiedzenie Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Prawnego unicestwić mogło moją koncepcyjność, dokonać destrukcji połaczeń między synapsami mojego (damskiego) mózgu ale nie... przeciwnie - projekty uchwał wpłynęły na mnie podniecająco i podnieciły też kolegów radnych. Oj , była żywa dyskusja, żwawa wymiana opinii, życiowa argumentacja. Iskrzyło, błyskało, grzmiało - to nie standard przedburzowy czyli przedsesyjny. 2! Dwie godziny energetyzujące mnie i 5 panów! Czegośmy się opili albo zażyli? No cóż, sklep z dopalaczami dopiero w przyszłości majaczy europejsko, światowo (niektórzy powiadają, że jest na wyciągnięcie ręki). Wypiłam .... kawę z ratuszowym kamieniem czajnikowym.

    

     Zdjęcie licznej Rodzinki Pani Gabrieli Szubińskiej poprawiło mi nastrój przed snem tak jak i posty moich dawnych uczniów i kolegów szkolnych. Młodzieży! W Was moja nadzieja! Pozdrawiam dorosłych i dzieci naszego miasta! Ukłony dla zgodnej Rodziny.
............................................................................................
ZAPOWIADAM  kolejne wspaniałe wydarzenie na moim blogu!
Aleksandra z Kanady przysłała mi dzisiaj swoje już trzecie opowiadanie, które opublikuję... w oryginalnej pisowni anglosaskiej. Be here tomorrow!
.....................................................................................................
Anegdota miejska:
jadę sobie około godziny 16-tej ulicą, na której leżą dwie sterczące prawie metrowej wysokości grzywy irokezów śniegowych czyli zwały śniegu skrupulatnie zsuniętego, zebranego, zdrapanego z chodników przez właścicieli posesji. "Mieszkańcy spisali się wzorowo - myślę - cały chodnik czyściutki. Za to wywóz się zapomniał".
Zatrzymuję samochód, bo właśnie strażnik miejski wykonuje zdjęcia. "Co się dzieje? Czy będziecie interweniować w sprawie śniegu?" Pada odpowiedź: "Będziemy karać mieszkańców za ten śnieg".
Odjechałam, zafascynowana wizją nastepującą: baty na miejskim rynku (tam, gdzie pręgierz stał przed laty) dla tych, którzy na własnym grzbiecie nie wynieśli gór śniegu nie tkniętych przez  przedsiębiorstwo odpowiedzialne za odśnieżanie. Podobają mi się umiejętności menedżerskie zarządzających miastem - Jaś nie zrobił, Grzesia po karku zdzielili. Czy podobają mi się ...? Nowatorskie.




Promyk z chmur przed burzowych.

Dzień dobry, Panie Rafale,
jak sie cofna do zadka z myśloma, to spomna sie mojo oma, co ino doma po noszymo godała, i opa s niom. We szkole i kaj indzij my, bajtle, ino po polsku, godali. Tera se mysla, co jo gupio dzioucha boła i niewiela łosprawioła s miemi po ślunsku.
Terozki z chenciom czytom szrajbnione ślonskom godkom ksionżki (cajtungóf nie widziałach) ale czasu miniej mom na to. Ślonsko szpracha jest terozki kodyfikowano, ino profesory godajom, co nie poradzom, eli nie miarkujom.
Uffff...
Dlatego też podziwiam pracę (społeczną) kilku zapaleńców, ich starania i pasję, coby łostawić ślonsko godka szrajbowano drugim generacyjom.
Ufff... Ufff.

Pyrsk!

PS. Dodał mi Pan skrzydeł - dziękuję. Lecę więc zenergetyzowana w dzień (dzięki Panu), chociaż czeka mnie w południe grom - posiedzenie komisji. Brrrr...





Relaks przed burzą.

Ranek mroźny, szaro-pomarańczowy, oszroniony, chrupiący, bez śniadania, wśród gęstego powietrza.


Samochód nie zamrożony, bo garażowany został użyty na dojazd na basen. Po pływaniu i generalnym wymoczeniu przedłużyłam standardowy relaks o prasówkę i kawę w Galeonie. Wraz z uśmiechem Pani Ivetta podała mi do kawy słoneczko na piance z mleka. W tym czasie zapewne trwały przygotowania do biegu narciarskiego w Parku Repeckim przy Szybie Ewa. Dwa bieguny: "Ewa" polarna i Alicja cieplarniana. 

    

Powrót. Śniadanie gorące (zimą koniecznie), rozpakowanie torby, "przebiórka" w ubranie "do kościoła".
Msza południowa w kościele św. Anny, gdzie siedziałam na ławce blisko trzęsącego się i hałasującego pieca.
W niskim świetle lutowego południa zdjęcia obiektów wybranych, jeszcze nie unicestwionych.

    

   Zachwycający obraz uratowanej przeszłości mocno zaburzony przez ingerencję niegustownej współczesności. Trzeba jednak pochwalić gospodarza za doskonale wykonaną pracę. Obecny szpital przy ulicy Lipowej, dawny pałacyk zarządcy dóbr Donnersmarcków został uratowany przed sniszczeniem. Pamiętam piękny herb rodowy szlifowany na szkle wstawionym w świetlik na drzwiami głównymi do pałacyku. Zniknął.

      

     Dawna willa fabrykancka, w której mieszkali pracownicy administracyjni Donnersmarcków rozpada się bez pomocy i nacisków; bierność właściciela robi postepy - rujnuje. Aby nie zepsuć sobie nastroju widokiem niszczejących murów, zdjęcie wykonałam ze znacznej odległości. Gdzie znajduje się budynek administracyjny dóbr Donnersmarcków, w którym pracowali mieszkańcy pałacyku i willi?

Powrót na obiad, przed komputer, do układania dokumentów.
..............................................................................................
Grożą nam epidemie:

1. grypy  - WHO ocenia, ze weszliśmy w trzeci stopień zagrożenia pandemią grypy

2. cukrzycy i otyłości - chorych jest coraz więcej

3. nadciśnienia tętniczego - w Polsce rozwija się szybciej niż na świecie! Jesteśmy nareszcie w jakiejś dziedzinie najlepsi! Poziom 25% dorosłych z nadciśnieniem przekroczyliśmy już na początku XXI wieku. POLSKA! POLSKA!

4. depresji - we wszystkich przekrojach wiekowych, od uczniów do emerytów

5. uprawiania seksu - szczególnie wśród nastolatków w wieku 16 - 18 lat; można się tym cieszyć (prokreacja radosna i nieopanowana) ale i martwić (lekceważy się zagrozenie HIV i chorobami przenoszonymi drogą płciową) 





Dudnią jak w studni

Każdy dzień, każda godzina zbliża mnie do głębokiej studni, którą widzę nie tak odległą. Otwór do niej to godzina 9:30, środa. Dna nie widzę nawet oczami wyobraźni. Pamiętam za to nie tak dawne sesje, które kończyły się o 21-szej i później może. Otchłań obrad wciągnie nie tylko mnie ale zwłaszcza tych, którym krasomówstwo ciąży niczym kamień. Uwolnić od niego się nie mogą a lecąc wraz z nim w cembrowaną frazeologią głębię, ciągną za sobą innych uczestników sesji. Co jest na dnie?

    

     Jeśli wpadłeś między wrony .... Nieraz i ony (te wrony) mogą spaść z wysoka w doły i dołki.

Mijają właśnie ostatnie godziny Dnia Języka Ojczystego. Z tej okazji na Śląsku zorganizowano polonistyczne dyktando. Istnieją ludzie zabiegający o prawne nadanie
 gwarze śląskiej statusu języka. Polska - język polski. Śląsk - język śląski. Przed kilku dniami zakupiłam dwa pierwsze tomy "Słownika polsko-śląskiego". Andrzej Roczniok, autor, pracuje nad trzecim tomem.

Jeśli ktoś bedzie mówił, że w Tarnowskich Górach nie ma się czym zająć, należy mu się etykietka wywrotowca, bluźniercy, heretyka. Mój kalendarz wydarzeń kulturalnych, artystycznych, towarzyskich jest wypełniony nieraz kilku zapisami dziennie; aż trudno wybrać. Acha. 27 lutego w Galerii NaTynku swój benefis pracy aktorskiej i  "gerburstag" obchodzić będzie Andrzej "Toluś" Skupiński. Bedziesiedziało!




Kroki słychać i czuć

Wytrzymam niewygodę zbyt niskich foteli i zbyt wysokich stolików ustawionych w zbyt dużej od siebie odległości, aby doświadczać naprzemiennych fal ciszy i szumu rozmów. Aby oglądać płynące na falach mikrooceanu kawowego uśmiechy barman-celonek i kelner-celonek. Aby sączyć z wygrzanej filiżanki strumyczek "rasowego" kawiarnianego klimatu. Godzina przedpołudniowej żeglugi po aromatycznym mikroakwenie w kolorze brązu w Cafe-bar Celona.

    

Zdjęcie utrwaliło dwie z trzech Bar-celonek - zwiewnych Calineczek. Trzecia... odfruwając poruszyła powietrzem i cyferkami w aparacie. Następnym razem lepiej się razem postaramy i zdjęcie wyjdzie super. Pozdrawiam wszystkie Bar-celonki.
.........................................................................
Pani Iwona Koptyńska była zadowolona z wczorajszego koncertu charytatywnego w TCK, który odbył się na rzecz budowy hospicjum i Stowarzyszenia "Nie lękajcie się". Wykupiono prawie wszystkie bilety i zebrano pewną sumę pieniędzy. Ja również się cieszę i staram się duchowo - i medialnie - wspierać jej inicjatywę. Życzę wytrwałości w staraniach, Pani Ilonko! 
Info przydatne w przypadku przeznaczenia 1% dochodu dla Stowarzyszenia znajduje się na www.alicjakosibalesiak.tgory.pl.
.....................................................................
Tym razem chyba tylko 15 mieszkańców było obecnych na posiedzeniu komisji, która zajmowała się problemem rozładunku transportów kolejowych na rampie przy ulicy Oświecimskiej. Przeprowadzone pomiary hałasu potwierdziły  przekroczenie norm czyli stwierdzono 77 decybeli zamiast najwyżej 55. Pomiarów zapylenia jeszcze nie wykonano. Moim zdaniem, najlepszym wyjściem byłoby przeniesienie rozładunku na inną rampę usytuowaną poza centrum miasta.  Poprawiłoby to warunki życia mieszkańców, rozluźniło duży ruch pojazdów w centrum miasta (wielotonowe samochody przestałyby niszczyć nawierzchnie ulic) oraz zapylenie z powodu rozładunku miału węglowego i hałas również zmniejszyłyby się. "Jeśli się tak nie stanie - zapowiadają mieszkańcy - będziemy pikietować, będziemy blokować, będziemy walczyć o swoje racje do skutku!"  PKP - twardy orzech do zgryzienia. Na posiedzeniu nie był obecny żaden z burmistrzów; komisja i mieszkańcy otrzymaliby zapewne wiecej informacji. Przedstawiciel Starosty przybył, a wraz z nim - list.



Nadchodzi większymi krokami.

Mało brakowało, a wypychałabym dzisiaj ze śniegu samochód taksówkarza ale wykazałam się refleksem i zajęłam jego miejsce za kierownicą. Pan taksówkarz miał okazję popieścić tylne partie swojej lepszej połowy czyli taksówki. Pieszczoty na nic się zdały - oziebłość zmrozona ani drgnęła. Ja zrezygnowana zostawiłam go sam na sam z jego lubą - zamierzał posypać popiołem nie głowę swą niezaradną ale podłoże pod kończynami tej jego cudnej ale cokolwiek przyciężkiej ślicznoty. Jak ta parka sobie poradziła? Nieznane są mi jej losy.

Nie jestem przekonana, czy zima zaskoczyła naszych lokalnych drogowców. Sadzę, że oni tylko się kokieteryjnie przekomarzają z nią i ... z nami użytkownikami ulic, chodników i parkingów. Z zaskoczeniem raczej można kojarzyć obecność wszechobecnego kryzysu. Nie brakuje takich malkontentów, co to nie przestają narzekać na braki czegokolwiek. A przecież brak im podstawowego rozeznania, bo choćby za rogiem, jak na patelni a przecież coś zamrożonego od jakiegoś czasu znaleźć można , coś w dużej ilości. Co? A śnieg przecież, taki uporządkowany, ugładzony, wygłaskany, uklepany, ładny.

    

Zdjęcie - uliczka uczesana w irokeza - acha! Krakowska w irokezy dwa! Acha! Acha! Chętnie potrząsnęłabym fryzjerem, co to zdecydować się nie umie: strzyżenie czy golenie, więc nie robi nic. Tylko gada i powietrze tnie nożyczkami. 

Kojarzy mi się ten śnieg z trawą - też bywa jej dużo, w wielu miejscach. I kojarzy się ta trawa - z mową. Przez sezonową analogię: mowa śniegowa zamiast mowa trawa.
............................................................................................

Sprawozdania i plan pracy komisji ( trzech!!!) skończyłam. Co wcale nie oznacza spokoju. Zbliża się bowiem sesja i jutro odbędzie się pierwsze posiedzenie Komisji OŚiFERZiPS (czy tylko w urzędach powstają takie zmutowane nazwy się? Skrócić ją o głowę albo o ogonek - oto zadanie). W przygotowaniu mam interpelację, teraz siedzę nad materiałam na stronę radnej a w nocy dośni mi się jeszcze projekt uchwały. No i jeszcze ... nie mogę zapomnieć jutro o oddzwonieniu do pewnej zdenerwowanej mieszkanki MTBS-u.     
.........................................................................




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |