Zimowe gorące wspomnienia.

Z pamiętnika kanadyjskiej tarnogórzanki.

Czy ktoś jeszcze pamięta Waleckowe Górki w Tarnowskich Górach? Tuż za parkiem miejskim? Za cmentarzem św. Anny? Uśmiecham się do siebie na samo ich wspomnienie. Na wspomnienie beztroskich i radosnych chwil dzieciństwa. Jak to wówczas było...?

Jest zima, idziemy do parku na sanki i stajemy na krawędzi Waleckowych Górek. Wielka stromizna "góry" przeraża a zarazem miło podnieca. W brzuchu fruwają motylki. Pokonuję strach i ....juchuuuuu! Z górki na saneczkach! Jeszcze raz i jeszcze! Nie przeszkadzają przemoczone buty czy mokre rękawice. Zabawa w najlepsze! A kiedy zęby zaczynają szczękać, a palce w butach i rękawicach są przemarznięte do kości, pora wracać do domu. Ale bylo fajnie!

A dzisiaj, po czterdziestu latach? Też mam swoje Waleckowe Górki: Snow Valley w moim kanadyjskim Barrie. Zakładam na nogi markowe buty i narty. Cialo okrywają cieple narciarskie spodnie i kurtka. Na górę wciąga mnie wyciąg krzeselkowy. Obok mnie, na wyciągu siedzi dwóch chlopaczków z wycieczki szkolnej. Wygladają na oko na dziesięciolatków. Pytam, czy są z Barrie. "No, from Korea.", słyszę odpowiedź. Aaaaa z Korei, dziwię się trochę. Chlopcy są w Kanadzie na wymianie szkolnej.

   

Zsiadamy z wyciągu. Pode mną biała połać góry. I znowu czuję to mile podniecenie i motylki w brzuchu. Pokonuję strach i .....juchuuuu ! Z górki na nartach! Jak to milo być tamtym dzieckiem. Przynajmniej od czasu do czasu.

Ciągle się zastanawiam, skąd się wzięła nazwa Waleckowych Górek. Chyba nie od walca? Kto wie?

Tekst autorstwa Alexandry z Kanady a jednak z Tarnowskich Gór.

    

Nieco wyzej - zimne kolory (zjaz-)odjaz-dowej Alexandry. A tutaj - gorące barwy latającej córki o tajemniczym imieniu ... Pozdrawiam obie Panie kosmopolitanki z rodzinnych Tarnowskich Gór! 




Nowości i stałość.

Zmiany, zmiany w Tarnowskich Górach, a jakże. Jakieś remonty budynków, jakieś instalacje transportowe z powierzchni w kopalniany dół, jakieś budowlane innowacje albo unicestwienia... Celowo i zasadnie myślą ludzie ale i siły przyrody w zmianach mają udział. Przykładowo taki Karłuszowiec zazieleni się niedługo, jak to ma miejsce przez 100 ponad wiosen i zobaczymy zachwycający już teraz, nawet szaro-burą zimą, budynek pałacyku Donnersmarcków w świetności niezaprzeczalnej. A obok drugi budynek, nie tak świetny, bo tylko willi fabrykanckiej, więc nie ma wielu chętnych do myślenia nad jej reinkarnacją. Ech... może nie jest tak beznadziejnie; ja tam jeszcze jakiejś nadziei się czepiam resztkami nadziei. Zmiany, zmiany...

Co jest trwałe? A oto co a raczej kto:

    

"Koleżanko, przyjaciółko moja najmilsza!"
 słowa radnego Mrachacza zawsze nastrajają mnie optymistycznie. Są niezmienne i trwale związane z nie zniszczalnym Panem Pawłem. Pozdrawiam Pana Radnego!

    

A te wąsate chłopiska już takie trwałe jak radny nie są.
Setka latek to niemało a może za dużo. Jednak na szczęście nie ma dowodów, iż są chętni do wydawania wyroków śmierci na te właśnie maszkarony tarnogórskie.  
.....................................................................................................................

UWAGA!
W Kanadzie istnieje duplikat Waleckowych Górek albo inaczej Waleckiej! Za kilkanaście godzin umieszczę na blogu drugą relację-rewelację tarnogórsko-kanadyjską!




Małysz skakał...

"Małysz skakał kiedyś doskonale i nagle przestał. Nie wiadomo do końca dlaczego. I tak jest z panią: też skakała pani dobrze i nagle klapa a właściwie - prask! I nie wiedzieć, dlaczego się tak stało". Pan Leszek podsumował dzisiaj rano w ten kompetentny sposób moje nieudane skoki do wody. Stan tego upadku trwa już prawie 2 miesiące. Potrzebny mi być może trener, nauczyciel, doradca, aby wydobyć mnie z dna niemocy skocznej. Patrząc w niebieskie oczy pana Leszka i przyjmując jego perłowy/listy uśmiech mam pewną nadzieję, że otaczający mnie mężczyźni pomogą mi naprawić we mnie, co należy, a przy okazji i u siebie to zrobią. Nad naprawą trzeba jednak najpierw pomysleć, a później zamysły wykonać.

     

Zdjęcie - kamienne płomyki podgrzewają moją nadzieję na lepszą przyszłość też poza skokami.

Acha, w Galeonie dostałam swoją pobasenową białą kawę ze spienionym, gorącym mleczkiem i dodatkowo rysunek kawowy na piance - stylizowany kwiatek. Taka ozdobiona kawa podawana jest w Tarnowskich Górach tylko tutaj. I świetnie smakuje.

No i jeszcze niedzielna prasówka przy kawie a z niej wynikają dwie sprawy: dobra i zła. Zła najpierw - jesteśmy zagrożeni czwartą już w ostatnim stuleciu pandemią grypy (hiszpanka- 50 mln ofiar, azjatka - około 2 mln ofiar, Hong Kong - około 1 mln ofiar śmiertelnych). Dobra sprawa - znajduję się w grupie wiekowej najmniej narażonej na to zagrożenie, bowiem zetknęłam się z wirusem poprzednich dwóch (na szczęście tylko - dwóch) pandemii i podobno ja i moi rówieśnicy jesteśmy dobrze przygotowani do walki z wirusem pandemicznym. No!  

Pierwsze ćwierkanie wiosenne ptaków, rozprasza coraz częściej zimową ciszę. Będe czekać na to poranne jutrzejsze. To miłe oczekiwanie. A inne... no cóż, praca, posiedzenie Rady Społecznej Ośrodka TOTU, inna praca, wieczorna domowa praca, sen przed pracą nazajutrz.

    

Zdjęcie - przepiórki czy kuropatwy? Nocujące pod krzakiem stadko przed kilkoma dniami zaskoczyłam rankiem w śnieżnej pościeli.




Dobre zdjęcie.

Od ciemności do ciemności dzień przebiega w niejasności. Rozwikłanie tej zawiłości przyrodniczej zabrałoby mi sporo czasu i być może cierpienia, dlatego zamiast tego, patrzę dla ukojenia niepokojów na obrazek w kolorach ciepłych, z wnętrzem swobodnym a jednak uporządkowanym, z dźwiękami muzyki nieco zaprzeszłej a przecież bliskiej sercu, z akcesoriami kobiecej garderoby szykownymi, chociaż nie najmodniejszymi. W łagodnym, udrapowanym klimacie damskie wizytowe pantofle na szpileczkach przez ostrość czubków wyznaczają cel na końcu szerokiej drogi. Itd...

Czy wystarczy mieć dobry aparat fotograficzny i rekwizyty, żeby wykonać dobre, przenikające wyobraźnię zdjęcie? Dziękuję za nie Pani Kasi Stotko.
..................................................................
 Właściciel tzw. kasyna wojskowego przy ul. Kościuszki wystąpił z wnioskiem o rozbiórkę budynku. 
Po przeczytaniu tej informacji odczułam potrzebę sfotografowania obiektu bądź co bądź wojskowego. Przypomniałam też sobie inny istniejący onegdaj w sąsiedztwie kasyna, jak i ono, militarny. Bodajże w ciągu 3 dni sporej kubatury betonowy schron przeciwpancerny przed kilku laty zamieniły w perzynę nie pociski artyleryjskie ale przedsiębiorcze myśli i ręce.

 Dwie kolumny przy wejściu, gzymsy, okna z podziałami, dachówki, schody napatrzyły się wielu transportów, tysiące poborowych mijało je na powitanie i pożegnanie jednostki, pułki i szwadrony, drużyny i plutony dudniły obcasami i podkowami. Piękna i wysoka sala balowo-koncertowa ma teraz szeroką antresolę, która być może niedługo już spadnie w dół własnego grobu roztrzaskując w drzazgi taneczny parkiet i wspomnienie honoru.

    

Zdjęcie - wejście, wyjście, przejście między przeszłością a przyszłością
............................................................................




Z powodu piękna.

Bywa, że wchodzę do sklepu z porcelaną, szkłem i sztućcami przyciągnięta ich magią użytkową i anielską, bez jakiegokolwiek zamiaru dokonania zakupu. Przesuwam dłonią po szkle, gładzę metal otaczający wygięte szyjki karafek i ważę ciężar kryształowych pater. Kładę palce wzdłuż cięć, bruzd, śladów po szlifierce i wypatruję mieniących się świateł i pobłysków. Uchwyty naczyń perfekcyjnie pasują do zaciskającej się na nich dłoni, łyżeczki lgną jedna do drugiej w miłosnym układzie a nóż balansuje akrobatycznie na wyprostowanym palcu. Martwa gładkość pozostawia na skórze ciepłe nitki błogości. Naczynia i sztućce w światłach witryny sklepowej bez ruchu starają się odgrywać role jak aktorzy i politycy na scenach teatralnych i życiowych. Marzą o reakcji dłoni ludzkich, które jednak nie biją braw ich piękności.

Powinno wyjść takie prawo,

Że każdy widz bić musi brawo.

J. Sztaudynger
    

     
    
   Coś szklanego...

 




Kierunek - Kraina Wiecznego Kwitnienia

Dzisiaj miękko, łagodnie i sypko manna śniegowa łagodzi ostrość krajobrazu, matowo rozjaśnia ciemne kontury drzew i budynków. Miękka, miła jasność opadła na łąki i pola, przykrywa białym kocykiem wijące się polne drogi, pagórki warpi i nasypy wąskotorówki. Jest spokojnie.

Wczoraj porannym półmrokiem podeszłam do stareńkiej gruszy kończącej swój żywot na łące i włożyłam dłonie w jej rany. Popękana na niej kora a pod nią roztrzaskane głębsze tkanki - mrozami była cięta, wiatrami chłostana i palona słońcem. Trojaczki wspinały się na nią albo rzucały patykami w górę i chwytały w powietrzu spadające owoce. Między konarami utknął nawet kawałek cegły zatrzymany rozpaczliwym chwytem ranionego drzewa. Mały kotek, rudy i miauczący zszedł pewnego letniego popołudnia w dół po pniu gruszy – ta puchata rdza znalazła na zimę ciepłe przytulisko w sąsiedztwie posłania łagodnej bokserki.

       

       

Z trudnością obejmuję gruszę ramionami czytając tęgość rozpadlin w korze. Tu ciasna rana, tam wąskie pęknięcie a jeszcze w górze złamanie. Ciężar owoców rozdarł konary w głębokim cięciu. Gdy przed laty mocne ramiona mężczyzny przywiodły ją na szeroką łąkę jak piękną dziewczynę, przeświadczona była o swojej niekończącej się młodości. Dzisiaj chropawość grubych warkoczy kory pokrywa mieniący się, zielonkawy naskórek porostów – muślin chybionego bandażu. Kwiecistą bywało niegdyś postać, teraz chromą i rachityczną moje już tylko, niczyje inne, dłonie głaszczą łagodząc jej bolesne wejście w Krainę Wiecznego Kwitnienia.

    

Zdjęcie – młoda kobieta z kwitnacym kwiatem nad czołem. Tyche? Amfitryta? Święta Barbara może...? Jeszcze trwa w tarnogórskich murach z kamiennym spokojem, z otwartymi, niewidzącymi oczami nieświadoma niszczącego działania ludzkiego.     




Kobiety chorujące w dolinie.

Zimowe kobiety nie mają lekkiego życia chorując częściej (od dołu) w tej chłodnej porze roku. Trudno jest przecież zapewnić naturalną, biologiczną potrzebę zastosowania osłon termoizolacyjnych ciała jednocześnie dostosowując się do wymogów mody czyli zakładając na ukochane kochanie kawałek kordonka z trójkącikiem równoramiennym o boku 5 centymetrów. A dodatkowo te częste weekendy powtarzające się co 5 dni zachęcają ale i niejednokrotnie obligują do prowadzenia prac często rozrywkowych ale dotyczących obszarów usytuowanych w anatomicznej dolinie. 

Na zakażenie układu moczowego (ZUM) choruje przynajmniej raz w życiu aż 40-50 proc. kobiet.

Gdy do lekarza zgłasza się pacjentka z problemem zakażenia dróg moczowych, należy najpierw w ramach wywiadu zebrać dokładne informacje o objawach i ewentualnych przebytych w przeszłości zakażeniach dróg moczowych. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z dolegliwościami pierwotnymi czy nawracającymi, procedura zarówno diagnostyczna, jak i terapeutyczna jest zupełnie inna. (...)

Osobną kategorią są tzw. zakażenia weekendowe. "W Stanach Zjednoczonych bardzo często pacjentki z infekcjami dróg moczowych trafiają do lekarza w poniedziałek rano. Wynika to z intensywności weekendowego uprawiania seksu, po którym dochodzi do wstępującego zapalenia cewki, charakteryzującego się bólem, obrzękiem, trudnościami z oddawaniem moczu lub oddawaniem moczu w postaci kroplowej, odczuciem kłucia, czasami krwiomoczem" - mówi ginekolog (dr Jacek Tulimowski prowadzący prywatną praktykę w Warszawie - wyjaśnienie własne).

PULS MEDYCYNY
artykuł Moniki Wysockiej opublikowany w numerze: 10 (173) 2008-05-28

http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/drukuj/9508,zakażenia,układu,moczowego




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |