Jeszcze nie koniec skrzydełka

Formalności stało się zadość: wyróżnienia rozdano, mowy dziękczynne wygłoszono, magazyn wydał, "Proszę potwierdzić własnoręcznym podpisem", ściereczki do odkurzania na podorędziu. Jak się teraz żyje laureatom ze srebrem na plecach? Uskrzydleni czyli w uniesieniu? Posrebrzeni czyli zastygli?

Nagrody, wyróżnienia, odznaczenia są/ powinny być nagrodą za działalność odznaczonych. Gdy chodzi o piątkę tarnogórzan - nie mam żadnych wątpliwości co do ich wykazanych zasług. Malutką też zasługę w przyznaniu im nagród mają mieszkańcy Tarnowskich Gór, gdyż wnioski do wyróznienia poparli swymi podpisami. Równie zacni i znamienici jak i zwykli tarnogórzanie (w tej liczbie także pisząca te słowa AKL).

Zasługą niemałą przecież miał w tym dziele wywyższenia wybranych Pan Burmistrz, który wziósł się ponad podziały i zadry, bo przecież nie ze wszystkimi wnioskami opozycji się zgadza :)  "... Są czasami rachunki krzywd, co obca ich dłoń nie przekreśli..." a mimo tego jednak, są pola, nad którymi MY, tarnogórzanie się wznosimy uskrzydleni dobrą wolą. Na których MY, tarnogórzanie, jesteśmy roztropni i prawie jednomyślni. Chwała nam wszystkim, zgodnym i wielkodusznym.
.............................................................

Bogusławowi Mecowi osobiste wyróżnienie winnam przyznać, ufundować statu/etkę/ę! w formie wielkiego pióra na wzór tego, którym podpisywał swoje płyty i plakaty po świątecznym koncercie. Atrament pióra rozkosznie oblewał serca słuczaczek podczas prac pisemnych, tak jak i głos, który koił swą pieszczotliwą wibracją drżącą duszę jednej czy drugiej, a może trzeciej i czwartej itd... I tak oto płynne, falujące, kołyszące ruchy, głos omalże afrykańsko-amerykański, światła rampy "nieobecnej" w Pałacu w Rybnej wprowadziły mnie i wiele innych pań w marzenia nocne po świątecznym dniu.
....................................................................................
Przywiązanie, stabilizacja, piękno - oto z czym kojarzę pałacyk w Rybnej. Niech rosnie sobie w zdrowiu powoli jak grzybek w cienistym, wiekowym parku.

Klikając miniaturkę zdjecia można otworzyć album fotograficzny.

Święto Niepodległości 11.11.2008





Ortograficznie, poświątecznie, przesądnie.

Ortograficznie:
- wczorajszy konkurs ortograficzny przebiegł bez mojego udziału. Może i dobrze, bo skłonna do psikusów (nieraz wyrafinowanych aczkolwiek nie grubiańskich) napisałabym zamiast "pasożyt" inne słówko: "pasorzyt". Wprowadziłabym więc w niecny sposób zamiast tego "pasącego się kosztem czyjegoś życia", innego o frywolniejszej etymologii "pasącego się w rzyci czyli d..."

     

    Poświątecznie:
- zdjęcia ze Świeta Niepodległości przyobiecane Frankowi i orkiestrze z Pniowca odzyskałam z aparatu przy pomocy telefonicznej Marcinka. Uwolniłam uwięzione w cyferkach elekronicznego sprzętu. Ale ... nie są zbyt dobrej jakości :( niestety.

   

Przesądnie:
- ... lepiej nie będę losowi podkładać się zapeszając dzisiajszy dzień. Zamilknę na ten temat.




Dodaj mi skrzydła.

Skrzydła orle, husarskie, gołębie, anielskie. Uskrzydlona i obciążona statuetką została wczoraj Stanisława Szymczyk; nauczycielka, pedagog, polonistka. Tarnogórzanka patrząca realnie na otoczenie, na młodzież, na przeszłość i przyszłość, wspierana poezją księdza Twardowskiego i sama poezję promująca, hołubiąca, pieszcząca przez lata. Nie tylko w zainicjowanym przez siebie konkursie poetyckim, który stał się opoką dla jej sukcesu, dla wyróżnienia spośród innych godnych, zasłużonych.

Odebrała 1 w 3 (jedna nagroda w trzech częściach tj.: statuetka, dokument pisany w ramce i elegancki bukiet kwiatów) i z widocznym wzruszeniem oraz słowami umiłowania Tarnowskich Gór przypieczętowała to ważne w jej życiu wydarzenie: została (kobieta, a jakże!) wyróżniona Srebrnym Skrzydłem.

    

Kilka dni wcześniej spotkałyśmy się jako byłe uczennice LO im. Sempołowskiej z nieodległych klas. Stasssssiu, gratuluję dokonań i wyróżnienia.

To nie skrzydła a kochane ramiona taty unoszą wysoko i bezpiecznie ponad bruk ulicy, codziennej i świątecznej.




Nie dziękuj, zanim nie dostaniesz.

Wiesz, co się stało?
Nie. Jeszcze nie wiesz, co to się porobiło.
Pytałeś. Prosiłeś mnie. Spełniłam Twoją prośbę.
Twoi koledzy wiedzieli o mnie chyba. Wygladali na zadowolonych.
Ty sam po fakcie byłeś szczęśliwy; gorąco mi dziękowałeś.

Zmęczona przespałam w spokoju kilka nocnych godzin. A dzisiaj rano, wiesz co? Jestem zawiedziona, bo zawiodłam Ciebie.

ZDJĘCIA ROBIŁAM APARATEM BEZ KARTY PAMIĘCI!

Kartę wraz z czytnikiem zostawiłam rano w komputerze. Franciszku, miej cierpliwość, odzyskam zdjecia! Ale nie sama z braku umiejętności tylko z pomocą życzliwego Marcinka. Tak jak wszystkie zdjęcia z wczorajszego dnia począwszy od mszy za Ojczyznę, przez uroczystość uskrzydlania osób zasłużonych dla miasta a skończywszy na koncercie Bogusiowo Mecusiowym. No i napiszę kilka zdań, spóźnionych ale jednak napiszę. Wytrzymaj kilka, kilkanaście godzin, dobrze?

PS. Uwaga PC System!
Panie Zygfrydie, Marcinku! Punktualnie o godz. 9:00 będę u Panów z aparatem fotograficznym i tablicą z napisem HELP!




Nie ma Polaków w TG (?)

Najechali nasze miasto w tajemniczy sposób. Czy przybyli z zagranicy, czy spadli z przestrzeni kosmicznej zasiedlając albo wnikając w domostwa ludzkie, siedziby instytucji publicznych i lokali użyytkowych? Kontaktują się ze swoimi ziomkami a może kosmitami przy pomocy nieskomplikowanej aparatury w ogromnej liczbie rozmieszczonej w TG. Zainstalowana została ona na ścianach i murach budynków, przez co naznacza te najechane i okupowane.

 NIE MA POLAKÓW W TARNOWSKICH GÓRACH! Naród wyginął prawie doszczętnie. Garstka co pozostała rozsiana jak pogubione paciorki różańca, nieśmiało znaczy swoje siedziby przed dniem świątecznym, narodowym, polskim. Tarnogórscy Polacy poddali się, ulegli, zginęli; w supermaketach, multikinach, aquaparkach, wirtualnym świecie audio-wideo. Oddali rodzime, rodzinne terytorium bez walki, za paciorki kolorowe... 

     

Wynik: 8 do 1 dla obcych.
........................................................................................
Pan Joachim Ganszyniec machał, kiwał, wskazywał... Chodziło o mnie. Wyłowił mnie, spóźnioną, z sobotniego tłumu widzów Tarninowych. I takiej niechętnej "odstawaniu" udostępnił wolne krzesło obok siebie pod deskową połacią poddasza Kurnej Chaty. Być może kierowała nim jedynie życzliwość (radny-radnej) ale podejrzewam go o ukrytą intencję; zamierzał chyba zakłócić mi odbiór i fotografowanie występu poprzez usadowienie dokładnie za krokwią, łatą, jętką czyjakjejtam. 

       

Dzisiaj na uroczystej sesji Rady Powiatu i Rady Miasta przezornie nie usiadłam obok Pana Ganszyńca dla zapewnienia sobie szerokiego pola widzenia (rażenia?)

   

Samorządowcy byli, są i będą.

   

Bieżący rok obfituje w rocznice:
90 lat czegoś polskiego, narodowego
50 lat muzeum tarnogórskiego
21 lat ma formularz pokwitowania opłaty wstępu do muzeum tarnogórskiego
10 lat restytucji starostwa tarnogórskiego
10 lat konkursu na szopkę tarnogórską

PS. "Budynek sądu tarnogórskiego ocalał od najazdu obcych" - tak pomyślałam mijajac go rano. Nie ma w nim też Polaków (brak dwukolorowego znacznika) ale to nie dziwne, dzień wolny od pracy.




Chippendales w Tarnowskich Górach.

Młodzi, hmmm... przystojni...hmmm.... eleganccy... hmmm.... dobrze oświetleni.... w świetnej formie.... niestremowani ... wzrost i waga zróżnicowane, sprawność fizyczna i umysłowa niezaprzeczalna, talent emanujący na odległość co najmniej 10 metrów. No i to wyczucie rytmu, wyraźna muzykalność. Przed miesiącem w muzeum Pod Renesansowym Stropem zjawiły się 4 girlaski a teraz - co za szczęśliwy traf - chipeendalesi. Publiczność nie tylko zapatrzyła się w nich ale i zasłuchała.

     

Śląski Kwartet Puzonowy na Koncercie pod Renesansowym Stropem dał się poznać od najlepszej strony. Publiczność powstała na koniec koncertu nie tylko po to, aby przyjrzeć się gustownym krawatom i czystemu obuwiu ale też po to, aby bez zakłóceń ocenić stopień połysku puzonów. Jednomyślnie słuchacze wyklaskali muzykom szóstkę za koncert.

 ........................................................................




Stado się zlatuje.

Pojawiły się już w Tarnowskich Górach. Najpierw trzy, później jeszcze dwie, i jeszcze kilka widziałam na ulicach. Jak ptaki zlatują się z różnych stron świata. Przysiadają na murach, przy oknach kamienic, najczęściej tych smutnych, skromniejszych, z odrapanym fasadami. Kaczyniec, ulica Miarki, Legionów. Inne domy, te pyszne i piękne sa jeszcze zaspane albo zapracowane - ulica Krakowska, Piastowska, Rynek - w ich ściany wczepią się, przycupną przy parapetach zaproszone albo konieczne może jutro, może pojutrze. Dzisiaj tylko pojedyncze skrzydła trzepoczą, nie szare i nie jesienne, materialne a jednak ulotne, słoneczne i wietrzne, coraz mniej samotne z upływem dnia, z następnym jutrem. Ktoś nieznany schwytał w locie każde takie skrzydełko; przed chwilą, przed godziną, rankiem albo w południe; i zniewolił, przytwierdził do pustej ściany. Czy mogą być wolne w swoim łopotaniu?

      

................................................

Gość jakiś zaczepny chce kabaret zainstalować podobno w zamku nakielskim, na modłę francuską: jakieś tańce, śpiewy frywolne. Słowem - bachanaliczne. Chcesz się Pan czepiać? Czep się Tarniny! Ale uważaj: jest uzbrojona: w cierń, kolec, szpilkę. Mają tam jednak torbę pierwszej pomocy z kojącą wodą liryczną oraz bandaże z włókien wiolinowych i basowych. Po małym zadrapaniu śladu nie będzie, wrócisz tam jeszcze. A w Nakle? Gdy Ci kawałek wieży kapnie na czółko, kabaretu się odechce. Intuicja mi to mówi. Ale póki co w Kurnej Chacie o 20-tej będzie bezpiecznie, cegła na główki z drewnianego sufitu nie spadnie.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |