Ciekawostka.

Przypomniało mi się tak samo z siebie powiatowe bliskie spotkanie III stopnia, namacalne takie.

Przed kilku miesiącami stanęłam jak wryta przed drzwiami zamku Donnersmarcków w Nakle, bo poczułam lub usłyszałam zew kreatywnej krwi. Zew ten jak na pustej Alasce zawył mrożacym tkanki głosem: " Zakup, kobieto, farbkę i pędzel albo wynajmij fachowca, by odmalował ten mały fragment fasady przy wejściu. No i tych drzwi może jak nie chcesz, nie skrob pazurami ale zechciej chlapnąć chemikaliami konserwująco-barwiącymi. Później klupnij się w łebek swój a następnie łepek gwózdka i zawieś na tym drugim tablicę informacyjną ku chwale zamku i dla zaspokojenia gustów estetycznych zwiedzających."

    

 Przeczuwałam, że instynkt twórczy spać mi nie pozwoli a równocześnie miałam pewność, iż moich możliwości finansowych ta renowacja albo przywrócenie wyglądu pierwotnego 3 metrów kwadratowych muru starej chałupy i kawałka próchniejącego drewna nie przekroczy. Czym prędzej zwróciłam się z za-pytaniem (interpelacja?) do cudownego Franciszka, prawie świętego w swym spokoju i na komnatach magnackich gospodarującego w "Barwach Śląska". Każdy święty grzechy swe policzyć umie ale ja temu przemiłemu liczyć ich nie zamierzam, bo w powitalnym uścisku nie tylko świadectwo życzliwości  mi przekazuje. 

"O nie, mościa pani, zakusy twe przedwczesne - zaszeptało mi w ucho wewnętrzne licho zamkowe zeskoczywszy na me ramię z lampy sześciograniastej - na każdą pracę przy zabytkowym obiekcie, nawet tak niepozorną a i na kolor farbki nawet,  MUSI wyrazić zgodę konserwator zabytków. Gdybyś zaś chciała wbrew jemu dokonać czynu swego pod osłoną nocy, to "Galernicy" raniutko powiadomią o tym właściciela obiektu, a ten Konserwatora Powiatowego, Konserwator prokuratora, który wnet ustali cię, mościa pani, jako winną  naruszenia prawa."

"A gdybym tak ja  - zaszeptałam w uświęcone ucho Franciszka - klęknęła w tej intencji przed zacności Starostą, który tutaj jest włodarzem?"

"Nic z tego, córko albo i nie córko - pokręcił głową Franciszek. - zaiste wielkim jest on mocarzem  ale i on sam nie jest władny wbić tu nawet teksa. Chyba, że do twoich sandałów, albowiem napisano jest, że prawo dla wszystkich jednakie (a może nie?). Idź w pokoju - dodał łagodnie - nim cię ten srogi lew z herbu Donnersmarcków w zębach stąd konserwatorowi zaniesie."  

Oj,  nie lubię ja wchodzić w konflikty z prawem, a przed sprawiedliwymi wyrokami mędrców uczonych w pismach głowę chylę. Toteż posłuchawszy licha zamkowego (a może były to słowa milusiego Franciszka) to tej pory przechodzę zamkowym otworem drzwiowym wstrząsana (do imentu, powiadam) spazmami wewnętrznej weny twórczej mijając niewielkie ale trwające wytrwale pole do popisu zachowane w stanie ... jak widać :( dzięki sztywnym zasadom konserwatorskim.  
   
        
Zdjęcie - w młodych nadzieja. Personel Biura Rady Miasta: Pan Radek, Pani Joasia i Pani Zenia. Bez Pani Kierownik. W formie po ostatniej sesji 17.12 i przed jutrzejszą (?). Ściskam już prawie noworocznie i pozdrawiam!  




Poszukiwani.

Budynek przy ul. Bytomskiej 14.

Naprzeciwko przystanku autobusowego przy ul. Bytomskiej w Tarnowskich Górach, w pobliżu przejazdu kolejki waskotorowej, stoi - oznaczona numerem 14, zbudowana w 1908 roku szara kamienica. Na jej północnej, niewidocznej z przystanku ścianie, znajduje sie jeden relief z medalionem, na którym zachowała się w dobrym stanie podobizna mężczyzny. Na zachodniej, zwróconej ku przystankowi fasadzie, odnajdziemy dwa podobne reliefy. Jeden z nich - ten po lewej stronie kamienicy - jest w doskonałym stanie. Drugi, przysłonięty dziś przez rosnące przed nim drzewo, zniszczony został w stopniu utrudniajacym jakąkolwiek identyfikacje osoby, której wizerunek na nim sie znajdował. Czyje twarze uwiecznił na dobrze widocznych owalnych medalionach artysta? Kogo przedstawiał trzeci medalion? Z takim pytaniem zwróciła się do wszystkich tarnogórzan pani Anna Sopuch w artykule "Małe jest piękne", opublikowanym w 'Gwarku" 08 lipca br.

Chcąc zachęcić tarnogórzen, i nie tylko ich, do poszukiwania tego co zatarł w ludzkiej pamięci czas, ufundowałam nagrodę dla osoby, która dostarczy jakiokolwiek dowód, świadectwo lub wiarygodną hipotezę mogącą dać odpowiedź na zadane pytanie. Do dziś nie znalazł się nikt, kto chciałby, lub mógłby na nie odpowiedzieć. Ponawiam je zatem. Nagroda w Redakcji "Gwarka" wciąż czeka.
Alicja Kosiba-Lesiak

 Tygodnik "Gwarek" - 23.12.2008




Efekty świąteczne.

Mniem mniam, mlasku - mlask zza szyb dobiega na ulice Tarnowskich Gór. Zaaaapaaaaaachy, woooonie łaskoczą zmysł powonienia wydobywając się na zewnątrz mikroszczelinami z wygrzanych wnętrz domostw. Światełka, błyskadełka, iskrzydełka coraz to w oczy kłują przechodniów i tych zasiadających w choinkowym zaciszu.

Przebieg świąt zasadniczo niezmienny jest od lat; detale jedynie ulegają wysublimowaniu lub wypaczeniu. W oświetlonych elektrycznie a nie świecami, lecz ciągle wielokolorowo oknach, ktoś poprawia firanki, już nie "nasztramowane" ale plastikowe. W błyskających ekranami telewizorów pokojach ktoś inny przewraca się na sofie na drugi bok; kolędy nie są już tak często rodzinnie śpiewane. Wieczorową porą ociężałe od kalorii ciała turlają się w pościeli sypialnianej lub przed kominkiem na dywanie sycąc się własnymi aromatami, degustując delikates fizyczności w atmosferze nudy i dostatku; odbywa się to niejednokrotnie przy zmieniających się na ekranie "różowych" obrazkach a nie u stóp figurek z szopki. Taka moda, takie zmiany, taki świat świąt. Natomiast bez zmian pęcznieją nie tylko brzuszki - spaślaczki ale i dostępne w obrocie międzyosobniczym inne okolice anatomiczne. A za 9 miesięcy ta aktywna atmosfera nieróbstwa zaowocuje (Gloria!) owocem perfekcyjnie przystosowanym do spędzania świat w podobny sposób (Alleluja!).
    
     

Zdjęcie - A tu rybki śpią spokojnie. 3 x P : Poświąteczny, Popołudniowy, Powiatowy wodny widoczek. Rzeczka i staw w parze. Pszajom se, no niy? Ino kaj? 
..........................................................
Karnawałowo i pusto w w sklepach, także w tym w pięknej stuletniej kamienicy przy ulicy Ratuszowej. Jeden z milszych sklepów Tarnowskich Gór - spokojna, nieśpieszna atmosfera, zrównoważone głosy. Zauważyłam, że Basia jest bardzo podobna do swojej mamy, która właśnie pełni handlowy dyżur. O rety! Imienia braciszka-bliźniaka Basi nie pamiętam po latach! Może jednak... Zbyszek? A starszego brata, Marcina, zapamietałam doskonale - ten jego szczery uśmiech też. Czy mnie pamięć nie myli? Jest jeszcze Agatka, imienniczka mojej kuzynki. Pozdrawiam wspaniałą Rodzinę!
     
    

Zdjęcie - Życzę pomyślności, nie tylko tej kupieckiej, w Nowym Roku!




Ruchy aniołów.

Jak tylko rankiem przejaśniało, uruchomiłam zaspane i nocnie zakichane psie ciałko, aby dokonać wietrzenia jego sztywnych włosów okrywowych i gęstego i really soft podszerstka. Okoliczność była ku tej czynności sprzyjająca - szarość nocy rozsuwał lekkimi muśnięciami wiatr a równie delikatne co jego podmuchy trzepotania skrzydeł anielskich pobudziły do wirowania spadające białe iskry. Może iskry pomyliłam z kruszynkami manny? Albo nie rozpoznałam drobinek anielskiego pierza...? O tej wieczornej porze, gdy piszę te słowa, drążyć swej pamięci nie zamierzam próbując zidentyfikować wydarzenie przyrodnicze tyle naturalne co uroczyste i niezwykłe. Jednym słowem - Boże Narodzenie.  

    
......................................................................
A propos aniołów. Pozbawiona półmetrowej długości anielskich włosów ale nadal niebiańsko uśmiechająca się istota, produkt boskiej kreatywności a może ludzkiej-mojej wyobraźni czyli Małgosia, wraz z braćmi oraz innymi dziećmi wzięła udział w poniedziałkowych jasełkach w Ośrodku TOTU. Serdecznie zaproszona ręcznie wykonanym zaproszeniem przybyłam (prawdę mówiąc - wpadłam zziajana) z godzinnym prawie opóźnieniem, niczym lokomotywka kolejki - wąskotorówki. Serdeczne uściski i jakiś całus przekazałam mojej faworycie i temu, kto się nawinął, nie mogąc wydać głosu przez zaciśnięte pędem lotu gardło.

    
Zdjęcie - sceneria - jak widać OK! Dzieci - jak widać OK! Atmosfera - BOK (bardzo OK)!

Zakupiłam na kiermaszu ozdób świątecznych 2 aniołki złote z makaronu zrobione, jednego kartonowego i jedną kulę śniegową wykonaną ze słoiczka. Po wyciśnięciu sprzęgła i wrzuceniu odpowiedniego biegu w moim wewnętrznym mechanizmie, na wysokich obrotach wystartowałam dooooooo....

    

Jeden Król, drugi Król, trzeci ...???




Burzyć i budować.

To co mnie ostatnimi dniami spotyka przyrównać można do tajfunu burzącego ład, porządek, spokój i piękno w świecie, Polsce a nawet w Tarnowskich Górach. Burzyć to przecież cel żywiołów ale który z nich działa na mnie?

Latanie, bieganie, śmiganie i to wcale nie na zakupach przedświątecznych; wczoraj i w niedzielę podjechałam pod paniska-markeciska i wcisnąć się starałam między kości mniej lub bardziej obficie przyobleczone w tkankę tłuszczową pobratyńców moich, między kłujące druciska wózków i plastiki koszyków. Zrezygnowałam.

Udało mi się natomiast symbolicznie reprezentować przez 30 minut RM na wigilijce zorganizowanej przez noclegownię i MOPS. Mili Koledzy Radni, bez Waszego upoważnienia ale myślę, że za przyzwoleniem złożyłam wszystkim obecnym życzenia świąteczne. Zostawiłam 2 woreczki pierników, wypiłam 5 łyków barszu i jak gęś przełknęłam 4 uszka a potem śmignęłam do pracy. Stamtąd już nie zdążyłam dojechać na jasełka w ośrodku TOTU, pocałowałam tylko klamkę i moją ulubioną Małgosię, dzieciecą aktorkę oraz zakupiłam na kiermaszu ręcznie wykonane przez dzieci ozdoby świąteczne. Zdjęcia są ale wprowadzę je później.

Leeeecęęęęęę!

STOPerancja!

Wielu pogodnych chwil w czasie nadchodzących świąt
Bożego Narodzenia a w Nowym Roku
dużo dobrego od Boga, ludzi i świata 
życzliwym Czytelnikowi tego bloga i Tarnogórzanom kochającym Nasze Miasto 
życzy
Alicja Kosiba-Lesiak

   
    Zdjęcie - Łowca sokożernej jemioły na wysokości w czasie łowów.
    
   Mistyczne misterium zakapturzonych mistyków na dziedzińcu budynku już ponad 100-letniego. 



Realizacja.

Przebieg dnia niedzielnego:
1. Basen - wróciłam wysuszona, nie zatopiona; rano.

Pani Ivetta jeszcze nie przebrana w strój roboczy, w fantastycznym szmaragdowym swetrze, podała mi kawę z kwiatuszkiem z pianki - tylko w Galeonie w Parku Wodnym jest taka kawa, pianka i  kawiarka o szmaragdowych oczach. Wesołych Świąt, Pani Ivetto!

2. Koncert Pod Renesansowym Stropem - wróciłam z XVI wiecznej kamieniczki niesiona kolędami i szczęśliwie nie wtłoczona w ziemię dziełem rąk i umysłów ludzkich, które mogą zdziałać cos pięknego i coś koszmarnego. Południe.
          
Dwie młode damy, mezzosopranistka i akompaniamentorka, chłonęły z zapamiętaniem słowa twórcy obrazów fotograficznych, filmów i kronikarza tarnogórskiego, Ryszarda Kowalskiego. I jak się czuje pozostawiony poza kadrem i zainteresowaniem Pań Pan Stefan Haras, baryton? 

    
Zdjęcie - o koncercie można przeczytać na stronie www muzeum a na moim zdjęciu - podziwiać zaproszonych gości w towarzystwie Pani Dyrektor Krzykowskiej.  
    
3. Wręczanie dzieciom wylosowanych zabawek - akcja świąteczna organizowana przez Tygodnik "Gwarek". Również wróciłam - nie zadeptana choć ściskana wielostronnie przez kohorty drepczących i podskakujących dzieci w obstawie rodziców itp opiekunów. Popołudnie.


    

Kto wylosował dwie zabawki ufundowane przez laboratorium Analityk (zadbałam o ich zakup osobiście), tego nie wiem. Wiem natomiast, że wśród gości imprezy było wiele znajomych mi osób.

4. Poszłam na cmentarz - ale postanowiłam nie zabawić tam na wieczność i szybko z niego wróciłam do rzeczywistego życia. Przed wieczorem.

5. Poszłam na mszę do kościoła, gdzie pozostałam tyle ile należało, nie dłużej. Choćby z tego powodu, że wierni smętnie zaciągali pieśni; wcale nie radosna atmosfera. Wieczór.

6. weszłam przed ekran monitora i ... tu zostanę jakiś czas. Prawie noc.




Lekarz, mężczyzna, gentleman.

"Helenko, czy zauważyłaś to, co ja? Alusia siada za blisko telewizora i mruży oczy!"
"Tak mi się zdawało, Adasiu, widziałam to samo. No i w szkole.. Pani Rafowa powiedziała, że Alusia zechciała przesiąść się do pierwszej ławki".
Podczas oglądania filmu Disneya, niedzielnym zimowym popołudniem, przed ekranem czeskiego telewizora Ales usłyszałam za plecami tę rozmowę rodziców. Po kilku dniach znalazłam się w "ubezpieczalni"  na ulicy Piłsudskiego a później, w okulistycznym gabinecie prywatnym. Przymierzanie szkieł, ciemnia, recepta na krople... Ciąg wydarzeń, zetknięcia z obcymi pomieszczeniami i ludźmi dziwnymi i onieśmielającymi 14 letnią dziewczynkę a wszystko przy udziale szczupłego, uśmiechniętego, łysiejącego lekko mężczyzny. Ciepły, spokojny głos, wolne, nienerwowe ruchy, jasne oczy, biały kitel. Jeszcze kilka późniejszych wizyt, pierwsze i nastepne okulary, krople zakrapiane do oczu najpierw przez mamę a później samodzielnie.

I po kilkudziesięciu latach następne spotkanie z bardzo uprzejmym, mocno już starszym panem, niegadatliwym i zrównoważonym.
"Panie doktorze, ja sobie Pana przypominam. Przyprowadzili mnie do Pana gabinetu rodzice prawie ...przed ćwierć wiekiem może. Pan leczył moje oczy! ".
"Naprawdę? Pamięta mnie pani? To takie miłe, być zapamiętanym przez pacjenta".

Zapamiętany przeze mnie pamięcią dorastającej dziewczyny, widziany oczyma dorosłej kobiety - legenda medycyny tarnogórskiej, jeden z pierwszych miejskich lekarzy specjalistów, okulista z powołania, gentleman z urodzenia. Bogusław Kanas odszedł z uśmiechem i jasnym wzrokiem z naszego miasta do drugiego, nie tak odległego, leżącego po drugiej stronie niewidocznej granicy... Aby tam spędzić Boże Narodzenie wśród swoich pacjentów, lekarzy, tarnogórzan.


      
Teraz przypominamy sobie doktora Kanasa. Kiedy zostanie zapomniany? Czy przywołamy do pamięci tarnogórskich architektów i budowniczych, burmistrzów miedzywojnia i rajców, rodziny prawników i lekarzy. Tarnogórzan. Niezależnie od ich pochodzenia: polskiego, niemieckiego, żydowskiego. Niezależnie od wyznania: katolickiego, protestanckiego, mojżeszowego. Pamieć należy się tarnogórzanom dobro przynoszącym naszemu miastu. 




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |