Realizacja.

Przebieg dnia niedzielnego:
1. Basen - wróciłam wysuszona, nie zatopiona; rano.

Pani Ivetta jeszcze nie przebrana w strój roboczy, w fantastycznym szmaragdowym swetrze, podała mi kawę z kwiatuszkiem z pianki - tylko w Galeonie w Parku Wodnym jest taka kawa, pianka i  kawiarka o szmaragdowych oczach. Wesołych Świąt, Pani Ivetto!

2. Koncert Pod Renesansowym Stropem - wróciłam z XVI wiecznej kamieniczki niesiona kolędami i szczęśliwie nie wtłoczona w ziemię dziełem rąk i umysłów ludzkich, które mogą zdziałać cos pięknego i coś koszmarnego. Południe.
          
Dwie młode damy, mezzosopranistka i akompaniamentorka, chłonęły z zapamiętaniem słowa twórcy obrazów fotograficznych, filmów i kronikarza tarnogórskiego, Ryszarda Kowalskiego. I jak się czuje pozostawiony poza kadrem i zainteresowaniem Pań Pan Stefan Haras, baryton? 

    
Zdjęcie - o koncercie można przeczytać na stronie www muzeum a na moim zdjęciu - podziwiać zaproszonych gości w towarzystwie Pani Dyrektor Krzykowskiej.  
    
3. Wręczanie dzieciom wylosowanych zabawek - akcja świąteczna organizowana przez Tygodnik "Gwarek". Również wróciłam - nie zadeptana choć ściskana wielostronnie przez kohorty drepczących i podskakujących dzieci w obstawie rodziców itp opiekunów. Popołudnie.


    

Kto wylosował dwie zabawki ufundowane przez laboratorium Analityk (zadbałam o ich zakup osobiście), tego nie wiem. Wiem natomiast, że wśród gości imprezy było wiele znajomych mi osób.

4. Poszłam na cmentarz - ale postanowiłam nie zabawić tam na wieczność i szybko z niego wróciłam do rzeczywistego życia. Przed wieczorem.

5. Poszłam na mszę do kościoła, gdzie pozostałam tyle ile należało, nie dłużej. Choćby z tego powodu, że wierni smętnie zaciągali pieśni; wcale nie radosna atmosfera. Wieczór.

6. weszłam przed ekran monitora i ... tu zostanę jakiś czas. Prawie noc.




Lekarz, mężczyzna, gentleman.

"Helenko, czy zauważyłaś to, co ja? Alusia siada za blisko telewizora i mruży oczy!"
"Tak mi się zdawało, Adasiu, widziałam to samo. No i w szkole.. Pani Rafowa powiedziała, że Alusia zechciała przesiąść się do pierwszej ławki".
Podczas oglądania filmu Disneya, niedzielnym zimowym popołudniem, przed ekranem czeskiego telewizora Ales usłyszałam za plecami tę rozmowę rodziców. Po kilku dniach znalazłam się w "ubezpieczalni"  na ulicy Piłsudskiego a później, w okulistycznym gabinecie prywatnym. Przymierzanie szkieł, ciemnia, recepta na krople... Ciąg wydarzeń, zetknięcia z obcymi pomieszczeniami i ludźmi dziwnymi i onieśmielającymi 14 letnią dziewczynkę a wszystko przy udziale szczupłego, uśmiechniętego, łysiejącego lekko mężczyzny. Ciepły, spokojny głos, wolne, nienerwowe ruchy, jasne oczy, biały kitel. Jeszcze kilka późniejszych wizyt, pierwsze i nastepne okulary, krople zakrapiane do oczu najpierw przez mamę a później samodzielnie.

I po kilkudziesięciu latach następne spotkanie z bardzo uprzejmym, mocno już starszym panem, niegadatliwym i zrównoważonym.
"Panie doktorze, ja sobie Pana przypominam. Przyprowadzili mnie do Pana gabinetu rodzice prawie ...przed ćwierć wiekiem może. Pan leczył moje oczy! ".
"Naprawdę? Pamięta mnie pani? To takie miłe, być zapamiętanym przez pacjenta".

Zapamiętany przeze mnie pamięcią dorastającej dziewczyny, widziany oczyma dorosłej kobiety - legenda medycyny tarnogórskiej, jeden z pierwszych miejskich lekarzy specjalistów, okulista z powołania, gentleman z urodzenia. Bogusław Kanas odszedł z uśmiechem i jasnym wzrokiem z naszego miasta do drugiego, nie tak odległego, leżącego po drugiej stronie niewidocznej granicy... Aby tam spędzić Boże Narodzenie wśród swoich pacjentów, lekarzy, tarnogórzan.


      
Teraz przypominamy sobie doktora Kanasa. Kiedy zostanie zapomniany? Czy przywołamy do pamięci tarnogórskich architektów i budowniczych, burmistrzów miedzywojnia i rajców, rodziny prawników i lekarzy. Tarnogórzan. Niezależnie od ich pochodzenia: polskiego, niemieckiego, żydowskiego. Niezależnie od wyznania: katolickiego, protestanckiego, mojżeszowego. Pamieć należy się tarnogórzanom dobro przynoszącym naszemu miastu. 




Mundur zdobi Mikołaja.

Ktoś stwierdził, że dzisiejszego wieczora rynek tarnogórski jest najbezpieczniejszym miejscem w powiecie a może w jeszcze większym promieniu od ratusza. Nic błędniejszego! PRZECIWNIE!!! Moim zdaniem zblizający się cud Narodzenia Pańskiego uratował tarnogórzan przed "nadopiekuńczością" policji i obligatoryjną czerwienią strojów. Na krótko, szczęśliwie, w bezpośredniej bliskości lokalnego epicentrum władzy wezbrała lawa przemieszczająca się dwukierunkowo wydając dźwięki jednoznaczne - pienia podobne anielskim. Historyczne wydarzenie czyli policyjne chóralne kolędowanie wplotło się w kolejarskie, gwarkowskie, samorządowe.

     

Zdjęcie - dwa strumienie nie mieszają się ze sobą, czując wzajemny respekt dla władzy.
......................................................................................
Jeden z najprzystojniejszych młodych mężczyzn Tarnowskich Gór a jednak nie MIster TG a zdobywca I Nagrody w konkursie na własnoręcznie wykonaną szopkę - Adrian Krzemiński. Przed 10-ciu laty chyba, cherubinkiem o blond włoskach jeszcze będąc,  przystąpił po raz pierwszy wraz z rodzicami i bratem, Marcinem, do konkursu tarnogórskiego. Dobrym duchem... nie! Duszyczką magiczną rodziny Krzemińskich jest podobno mama Adriana, zdradził mi to Marcin. Pani Krzemińskiej i jej trzem najbliższym meżczyznom życzę wspaniałych, tarnogórskich świąt Bożego Narodzenia!    

      

Zdjecie - to widać, to czuć: sukces!!! Zwycięzcy uznanie się należy ale przecież nie aż czołobitność!
............................................................................................
Nagrodę może bez polotu :( ale ze szczerością serdeczną ufundowałam i przyznałam trojgu uczniom szkoły podstawowej, której sama byłam uczennicą, "Parkowej". 
                
Zdjęcie - nagrodzona przeza mnie szopka. Postaci szopkowe, to lalki-szmacianki z kolorowych materiałów. Niedużą, własną laleczkę o czarnych długich włosach w kropkowanej bluzeczce i szarej spódniczce do dzisiaj pamiętam. Weroniko, Klarciu, Marcinku!!! Pozdrawiam Was i życzę Bożego Narodzenia wśród aniołów, śniegu i rodziny. 

    

Na zdjeciu upoważniona przez dzieci mama odbiera nie tylko nagrodę ale i porcję należnych słów uznania (plus dodatkowo moje wspominki).
.............................................................
Tu!!! Tutaj nalezy kliknąć! W miniaturkę zdjęcia! Otworzy się wówczas album fotograficzny.

Kolędowanie w Tarnowskich Górach - 19.12.2008



Kolędowanie tarnogórzan.

Dzisiaj na zimnym rynku tarnogórzanie gorącym śpiewaniem ogłoszą co trzeba czyli zejście Wielkiego Maluśkiego z nieba na ziemię. Wczoraj próba ratuszowa kolędników urzędowych odbyła się pod wspaniałą batutą - wirtualną ale jakże sprawczą - niezawodnego Pana Kota. Miauczących śliczniutko cieniutkimi i grubymi głosikami kociąt nie było wiele i jakieś takie szaro-bure, nie to co ubiegłoroczny tłum czerwońców.

 

      Po prawej - Wielce Szanowny Dyrygent; wrażliwość muzyka emanuje z jego postaci. Osoba stojąca po drugiej stronie obiektywu, czyli AKL, tę wrażliwość odbiera przełączając się na fale świątecznej zgody. Zapanuje ona zapewne na rynku, w mieście ale także w rzędzie bożych śpiewaków, wśród których znajdę się i ja oddzielona od Pana Burmistrza zaledwie kilkoma kolędnikami.

Lekką rączką rozsiewam ostatnio ziarno gratulacji, życzeń (nic dziwnego w okresie przedświątecznym), nagród i jako dobry siewca liczę na plony. I tak, dzisiaj własnoręcznie wręczę w ręce nagrodzonego nagrodę w konkursie szopek, zorganizowanym przez muzeum tarnogórskie.  




Kolorowanki świateczne.

W tłumie dzieci jak w stadku sikorek na krótki czas się dzisiaj wieczorem znalazłam. Nie na gałęziach drzewa wczepione pazurkami a na sznurkach przypięte klamerkami - kolorowane przez powiatowych VIP-ów obrazki tarnogórskie czekały na ocenę przybyłych uczestników konkursu.

    

      "Święta" uśmiechnięta Pani Agnieszka wśród aniołków. 

Książeczkę do kolorowania otrzymałam, i owszem. Kolorowe kredki, a jakże. Czasu mi jednak nie wystarczyło między jedną pracą a drugą na wykolorowanie gwarka, ratusza albo kościółka. Odbiło się to korzystnie na wynikach konkursu - nie ja bowiem (guzdrała!) zajęłam pierwsze miejsce a zasłużenie najpracowitszy i najbardziej utalentowanemy (kto?). Dzieciątka-niebożątka w liczbie ponad chyba trzydzieściorga przyprowadziły niczym kokosze ich opiekunki serdecznie sie śmiejące, śpiewające i pogrywające. I ksiądz zgrabnie wmieszany w podskakujący tłumek ptasząt-świergoląt konweniował klimatycznie. Gospodarze Klubu 22 i Galerii Na Tynku krasili aksamitnymi słowy przebieg imprezy. Całość stanowiła przyjazne tło dla pełnego radości Pana Starosty, który jako żywo przybył stanąć w szranki rysunkowego konkursu. Wizerunek jego w formie plastycznego aczkolwiek dwuwymiarowego dzieła jako hojnego świętego Mikołaja zawisł był niedawno na ścianie klubu, w dniu rozstrzygnięcia konkursu na kartkę świąteczną. I wisieć tam będzie nie po wieczne przecież czasy ale po kres zimy nie zimowej polskiej, tarnogórskiej.  

      

    "Święta" nadchodzą jako ci Trzej w jednej Trójce  - artysta, Mirek Ogiński, zdominowany przez większość powiatową, dwóch Starostów Tarnogórskich. Widoczna uniformizacja w trzech modyfikacjach - zarost.
............................................................................

Miniaturka zdjęcia jest wrażliwa na dotyk pieszczotliwy myszki, klepnąć myszkę należy z jej lewej strony a otworzy ona niczym sezamowym zaklęciem ALBUM FOTOGRAFICZNY.
Jako żem przez siły opuszczona, o podpisy fotek Waćpaństwa proszę.

Kolorowanki powiatowe - 16.12.2008



Adaptacja zimowa.

Stadko jemiołuszek alboli to sikorek naśladowniczek zerwało się w powietrze i z furkotaniem skrzydełek i drobinkami kruszącego się świergotu nisko nad starą jabłonką zatoczyło koło. Zbliżyłam się do drzewa, więc nie zdecydowały się ponownie zaperlić na gałązkach ale chwyciły na moment pazurkami nagie patyczki sąsiedniej gruszy i ... frrrr, uskrzydliły się znowu i zniknęły w resztkach próchniejącego sadu.. Strosząc swoje czubki potwierdziły nadejście zimy wprawdzie bezśnieżnej i jeszcze nie kalendarzowej ale już szroniącej dachy i źdźbła traw. Zimowy poranek a jednak jakby nie zimowy...

      
               Sikorki z dala od jemioły i jemiołuszek, prawda?
.....................................................................
We czwartek drugie dla mnie spotkanie opłatkowe tego roku - Dzienny Ośrodek Adaptacyjny w Strzybnicy. Tłumnie było przy stole obsadzonym dziećmi/nie dziećmi i ich rodzicami/opiekunami. W zaadaptowanej garderobie ciasno wychowankom-aktorom przygotowującym się do spektaklu jasełkowego. Na korytarzu gęsty strumyk gości przybywających w przybrane grudniowo-zimowo ciepłe wnętrza.

Z symbolicznym prezentem bożonarodzeniowym (nie z pustymi rękoma, broń Boże), przybyłam jeszcze przed wyznaczonym czasem. Nowa kierowniczka ośrodka, Pani Elżbieta Hołojda, doskonała w roli gospodyni, taktownie, dyskretnie, jakby zza kulis kierowała przebiegiem spotkania. Tak było przed występem podopiecznych, podczas łamania się opłatkiem i napewno do końca wigilijki, do którego nie dotrwałam; po 45 minutach bowiem przyjęłam postawę "baczność" , aby wrócić do dnia roboczego.

Pani Kierownik,
Państwo Opiekunowie,
Mili Podopieczni -
Wesołych Świąt wszystkim życzę!

    

Szopka z ośrodka w Strzybnicy - wykonali i oświetlili wychowankowie z opiekunami.

    

Jakby szopka z Tarnowskich Gór. Czy jej oświetlenie zaadaptowano na okazję wiąteczną?. Przez kogo wykonana?
...................................................

Jutro:

1. budzenie psa i wietrzenie jego futra
2. ziarno dla sikorek, jemiołuszek i dla mnie na śniadanie
3. praca na chwałę bożą i chleb powszedni
4. posiedzenie Komisji BiPP
5. koncert charytatywny w TCK
6. kolejne spotkanie opłatkowe.

Może być? Muuusiii...




Okna i drzwi.

Z pamięci wyciągnęłam małą cząstkę wspomnień. Idę oto na początku września pewną ulicą, wcale nie jest późno, ot, około 18-tej, 19-tej. Ciacham sobie zdjątka bardzo happy z zachodzącego słonecznie światła oraz zaistniałej pustyni i puszczy nie sienkiewiczowskiej a ulicznej. Zupełnie nie odczuwam żalu z powodu braku samochodów - odsłoniły przecież mury kamienic. A tym bardziej nie rozpaczam nie widząc rozkołysanych dromaderów czy baktrianów. Zza moich pleców dobiegają moich uszu nie moje słowa, bo męskimi przecież wypowiedziane głosami: "Obejrzyj sie ino, łona mo aparat. Wezna se, no niy? Byda mioł czym zdjyncia robić na Gwarki". Po chwili minęło mnie jednak zagrożenie burzą nie tylko piaskową, bo ziomale, żule albo chopy minęli mnie postukując szkłem w reklamówkach, pozostawiwszy zapach przepalonych "cygarytów" za sobą.

    

Okna w sukienkach z epoki, stosownych do stuletnich murów kamienicy. Na taki strój zasługuje i stara kamienica i stare miasto. Jaka to ulica?

     

    Drzwi jak okno - światełka i cienie. Gdzie?




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |  243 |