Striptiz za zasłoną

Wczoraj. Widzę i stawiam sobie pytania. Co się dzieje za parawanem? Czy ktoś się za nim rozbiera? Czy odbywa się tam  ekstremalny striptiz w niekonwencjonalnej scenerii?
Od czasu do czasu zasłonka u dołu odsłaniała się, aby mogli przemknąć się tamtędy mężczyzni; energiczni macho, poruszający się zdecydowanie, w strojach wskazujących na wykonywanie czynności siłowych. Hmmmm....interesujące te kaski, rękawice, majzle. Pył pokrywał ich kombinezony, bardzo męskie i takie...nie ziemskie, kosmiczne. Gwiezdne???
Czy znalazłam striptizerkę lub ... hm, hm, hm srtiptizera pod osłoną zasłony? Eeee tam, zaraz jacyś golce... Mogłam najwyżej podrapać słonia po grzbiecie, brzuchu, po trąbie albo pod ogoniem. Zależy jak zaległ (jego pozycje dostępne na zdjęciu).
    
Nobody gołego nie zobaczyłam. Ani nawet nothing też. Z golizny - tylko naga prawda słaniała się zasłoną osłonięta. Oto czego nie zobaczyłam: windy, szybu dźwigowego, choćby podnośnika albo muskularnego tragarza. Ten ostatni mógłby podać brązowione ramię każdemu wołającemu, nie tylko kobiecie nie koniecznie wiekowej i niedołężnej dla wsparcia przy pokonywaniu wiekowych schodów. I choćby ten ostatni element ożywiony  likwidujący bariery architektoniczne spodziewałam się tam ujrzeć.
    
     Oczy mnie nie oszukały - ekstremalne zajęcia podniebne. Owocnej pracy, Panowie! 
Cóż, pamięć mnie nie zawiodła a napewno nie dokumenty, bo podobno miała być zainstalowana w Urzędzie Miasta przy ulicy Sienkiewicza winda (abo co inkszego) zaplanowana przed dwoma laty, w budżet miasta wpisywana. Remont jest na ukończeniu a windy "niet" albo "no". A miała być nawet w tym zabytkowym ponoć budynku pod opieką konserwatora i już. Ale nie ma jej i już.
Fajrant!!!



Kilimandżaro dla tarnogórzan.

„Co słychać u Karoliny” – pytam przypadkowo spotkanego jej brata, Karola (Karol i Karolina – tylko te dwa imiona widzieli rodzice w kalendarzu). Oboje nie spotkani, nie widziani od ... pięciu a może już dziesięciu lat.... Czas...

„Karolina? Na Kilimandżaro się teraz wspina. Tak! A nocą będzie zdobywać szczyt!” – normalność w głosie. Ten sam sprzed lat chłopiec, choć już nie dziecko a przystojny młody mężczyzna: może 190 cm wzrostu, na oko jakieś 85 kg wagi, promienny, chłopięcy nadal uśmiech i zabawą błyszczące niebieskie oczy. Szczęśliwy, Szczęściarz.

Nocą, w mrozie i ciemności księżycowej...na Białym Dachu Czarnego Lądu. dziewczyna, młoda kobieta, Śnieżna Królowa. Wyobraźnia moja podpowiada mi jakieś obsunięcia ale i kolejny krok wyżej, jakieś potknięcia ale i następny uchwyt nad głową, jakiś upadek ale i szczyt. Blondyneczka, szczupła, spokojna i grzeczna dziewczynka, dobra uczennica, jakby pensjonarka przedwojenna, zeszyty, notatki, odrobione zadania, piątki w szkole, zajęcia pozaszkolne. Może nuda w dziecięcym i nastoletnim życiu... ? Później, słyszałam od rodziców i brata, ekspansywne studia, podróże, praca.

Teraz ja na tarnogórskim rynku spoglądam na wieże ratusza i kościoła, przydreptuję z zimna z nogi na nogę, a ona – najsilniejsza z silnych - z drugą młodą kobietą ( po ile teraz mają lat, 25? 28?), zostawiwszy za sobą tragarzy, za kilka godzin, chwil może, podniesie głowę, aby zobaczyć nad sobą wieżę niebios ze światełkami gwiazd na szczycie. Czy wzniesie modły na Górze Światłości do Boga, czy myśli jej uciekną ku ziemi, w dół, ku ludziom? Zaciśnięte gardło, łopocący ptak w piersiach, dusza uwalniająca się z ciała, otwarte szeroko oczy na Ziemię, na Wszechświat, na Wieczność. Czy tak właśnie się czuje teraz Karolinka stojąc prawie 6000 metrów ponad nami wszystkimi? Bo ja myśląc o niej takich uczuć doznaję.

      

Tarnogórskie Kilimandżaro; jeszcze w latach pięćdziesiątych były trzy szczyty (jak te afrykańskie). Pozostał jeden - namacalny dowód historii górniczej Srebrnego Miasta.

     

    "Król Karol kupił królowej Karolonie korale koloru koralowego" - pamiętam taki łamacz języka. A na zdjęciu Karol, brat Karoliny. Pomyślności w wyścigach motocyklowych! Bez wypadków proszę!




Pusto w pełni.

Kiedy stanęłam w pustych polach zapatrzona w księżyc w pełni, mróz mroził mi mocno palce, do znieczulenia. Po kilku minutach aparat fotograficzny zaprzestał współpracy ze mną - baterie się rozładowały. Natychmiast ulokowana w ciasnym gniazdku parka następnych też krótkim czasie "zeszła".

- O, dwa zgony w jeden wieczór! Cóz za fatalna wróżba na resztę nocy - pomyślałam rozgladając się wokoło. Próbowałam wypatrzeć wilki albo wilkołaki na szerokich ale "kresnych" połaciach ośnieżonych pól, aby w porę przed nimi umykać. Moja suczka w odrętwieniu podskakiwała na trzech łapkach (czwarta była ogrzewana pod termoforem brzuszka). Wzrokiem błagała: "Do domu! Do poduchy!" No tak, lepiej nudzić się w plus 20 stopniach, niż polować w minus 10-ciu. Łowy na widoczki i zapaszki muszą zostać skrócone ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne.

- Nieustabilizowany stan trójnożnej suńki uniemożliwi nam szybką ucieczkę przed zimowymi strzygami - po tej myśli złożyłam statyw z aparatem i razem z  nim wpakowałam  do samochodu futrzastą fabrykę wydzieliny ropnej (a może jednak endoskopia we Wrocławiu?). Pojechali! Off we go!     

      
                       Widok zmrożonych pudełek pod pełnym światłem księżycowym.




Pikieta albo i nie.

W ciemnym jeszcze wejściu w dzień przygotowałam się psychichnie i finansowo do corocznego zetknięcia z pikietą styczniową. Przy Parku Wodnym pikietować nie będzie jednak "Solidarność" ani nie zrzeszeni pracownicy, albo indywidualni czy grupowi klienci. Natomiast spodziewam się wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy; to tradycja kilkutetnia, zdążyłam przywyknąć do nich. Informacje o dzisiejszej akcji zbiorczej zagęszczające się od kilku tygodni, nie tylko w Tarnowskich Górach, pozwoliły mi osiągnąć dzisiejszy stan równowagi, więc spokojnie, relaksowo i życzliwie wyruszam na spotkanie dnia i ludzi oczekując w niedzielę tego samego.
.......................................................
Godzina  - samo południe!!!
Po szczęśliwym powrocie Z Parku Wodnego śniadanie spożyłam, kawę wypiłam, myśli poukładałam. Nie utonąłam w basenie ani nie poślizgałam/ pośliznęłam się na ... nie, nie na lodowisku ale na schodach wejściowych (są, jak każe tradycja i szefostwo Parku, śliskie i już) i dodatkowo podjęłam współpracę z baaardzo przystojnymi młodzieńcami uzupełniając zasoby puszek kwestowych. No, nooooo... rośnie młodzież wysoko i cieszy oczy nie tylko urodą ciała ale i pięknem serca.

         

Wolontariusz przed wejściem do Parku Wodnego. Pomyślności!

Jeden z wolontariuszy przypomniał mi siebie: "Pani tu była w ubiegłym roku! Czy zawsze pani przychodzi na Orkiestrę do Parku?" Odszukam jego ubiegłoroczne zdjęcie i przypomnę sobie imię. Teraz pozdrawiam i przesyłam wyrazy podziwu za wytrwałość muzyczną!  
    
    

     Wolontariusz przed wyjściem z Parku Wodnego. Czy drugie spotkanie pod rząd to juz seria? Nie, napewno nie ale dobra wróżba na przyszłą akcję.
.........................................................................................................................
Zimowy spacer rozpoczęłam wczesnym popołudniem; bez kijków do nart biegowych ale ze statywem fotograficznym na ramieniu maszerowałam śnieżnym szlakiem. Jaką okolicą? Czy trudno zgadnąć?

      

Mój pies na spacerze:
- zlepił bródkę w sopelki lodowe,
- rozkopał kopczyk jakiegoś przebudzonego ciepłym słoneczkiem krecika,
- obszczekał konia z jeźdźcem/ jeźdźczynią,
- obszczekał drugiego konia ciągnącego sanie wyładowane pasażerami z przypiętymi saneczkami z dzieckiem (czy to już kulig?),
- ucieklł spod kół czterokołowca,
- uniknął rozjechania przez ciężarówkę terenową,
Po spacerze padł na podusię dla zregenerowania sił nadwątlonych przygodą zimową. Takoż i ja czynię. Padam.
    
      

    

    




Po... Jajacku.

Coś mi się pokręciło z harmonogramem dnia... niestety. Jedni wchodzili, drudzy wychodzili i ja w jedne drzwi wchodziłam, przez inne wychodziłam...

    

Czy za tymi drzwiami naprawdę nikogo nie ma? Przed 30 slaty zawsze ktoś stał za jakimiś dzrwiami.

     

Tło - Przedstawiciel Klubu 22, przedstawicielka IPN, przedstawiciel UM znaleźli się w cieniu przedstawiciela Galerii Na Tynku. Czy panu Jackowi Fedorowiczowi wręczono tradycyjną tynowaną cegłę???   

ALBUM FOTOGRAFICZNY otworzy się po kliknięciu w miniaturkę zdjęcia. Prolonguję oczekiwanie na akcent erotyczny spotkania z Jackiem Fedorowiczem. Mirek, czyżeś Ty, chopie, chopeczku roztomioły, godoł s nim po noszymu czy niyyyy?

Jacek Fedorowicz 09.01.2009



Małżeństwo doskonałe.

... to cała albo 2/3 podstawowej komórki społecznej. Można się w niej zamknąć, starannie tapetować ściany, układać sztapelki banknotów, słuchać i oglądać innych ludzi np w TV (są bezpieczniejsi od gości na żywo i w każdej chwili można im odebrać głos albo usunąć z własnych oczu). Moją rodzinną komórkę odwiedzał przed ... no, przyznaję, przed laty ważny gość o posturze drobnego chłopaczka, spokojnie wypowiadający zdania, które przewracały moją mamę wraz z fotelem. Nie, żaden powalający efeb z niego nie był i słów jego nie udało się zamienić na pieniądze lub ciężkie srebro. Przynosił jednak ze sobą coś cenniejszego - doskonałe, perfekcyjne minuty radosnego bytu poza realnością, poza soc/realistyczną egzystencją. Jacek Fedorowicz, garniturek, okularki, usta niewiele się otwierające ale jak już tooo...; przez szczelinę między wargami sączyła się strumyczkiem radość niezmąconych chwil zapomnienia o żółtym serze, ortalionach, bonach. Małżeństwo doskonałe - mariaż twórczości satyryka z oczekiwaniami odbiorcy przekazu.

Za mniej niż 3 godziny na żywo spotkanie na żywo w Galerii Na Tynku i będzie gorąco, będzie się paliło od iskry czyli Ja-Jacka.
......................................................................
Godzina 23:55;

Wróciłam przed 30 minutami do domu. O której wrócił Pan Jacek do hotelu na noc? Wyruszył krótko przede mną założywszy ciepłą kurtkę , opaskę na uszy a na nią czapkę, rękawice (śląskie "makówy"), obuwie sportowe (w czasie występu miał na stopach czarne półbuty). Przez ramiona przełożył szelki plecaka i... wyszedł tak pewnym krokiem z Klubu 22 , jak do niego przyszedł przed wernisażem. W kilkustopniowym mrozie, po gorącym przyjęciu, przez zimowe Tarnowskie Góry, szybkim marszem. A przed kilku minutami rozgrzewał publiczność Klubu 22 słowem i uśmiechem. Arkadiusz Kuzio-Podrucki "Historyk dwojga nazwisk" - cytat z Fedorowicza, dał się poznać dziś z potężnie decybelastego śmiechu! Mirosław Ogiński... przypadek czy przemyślane działanie, nie ważne. Ważne, że znowu mu się udało trafić w gościa i w publiczność. Gratuluję!

Publiczność wysłuchała go, "obśmiała" się, uściskała dłoń wielokrotnie i nabyła prawie wszystkie egzemplarze "pasTViska" opatrzone na poczekaniu autografem autora czyli Pana Kierownika. Poniżej wśród publiczności śląscy aktorzy: Jerzy Cnota i Andrzej "Toluś" Skupiński oraz muzykalny ogrodnik ze Zbrosławic: Andrzej Terlecki. Też artyści. W zgodzie!

Jutro wprowadzę album fotograficzny i wątek erotyczny a teraz, przed snem zastosuję sie do wizualnego przekazu Pana Jacka i inny też proponuję: PUKNIJMY SIĘ W CZÓŁKO!!! Wiele się po tym bodźcu w naszych łebkach może poukładać, no nie?

    

Teraz zalegam nocnie czyli spam.




Tytularni Trzej Królowie

Każdemu nadać można jakiś tytuł; godny, prześmiewny, formalny i zastępczy itp. Zdanie to znalazło się tutaj tytułem wstępu.

W realiach polskiej wsi  odbył/odbywa się Wieczór Trzech Króli/ów w bogobojnej a nie karczemnej atmosferze, bo w Stodole zbrosławickiej. Ba!

       
                             Patrząc z antresoli można sobie wyrobić pogląd.  

Jest ksiądz z kolędą, i są kolędy, i pastorałki śpiewane przez młodą generację czyli wnusię gospodarza, i inne kolędy tytułowane pastorałkami i odwrotnie: pastorałki pod tytułem "Kolędy". Teksty takie właśnie okazjonalne moja imienniczka śpiewała lirycznie a autor -  czytał. Inni też robili, co mogli, aby zapisać się w pamięci własnej i obecnego audytorium po wieczność, na nieśmiertelność i wiekuistość. 
     
          
     Kabaret literacki "Tarnina" kolędował w "Stodole"

    
Zima opanowała okolice ale nie groźnie lecz bajecznie.

Mnogość gwarków z darami w postaci owoców południowych, pewność cięć chirurgicznych krajczego a profesora, bochen chleba pieczony na liściach winorośli, smalec topiony przez gospodynię, szklany puchar złocistego eliksiru. Kilka wspomnień... 
......................................................
Po kliknięciu myszką na miniaturce zdjęcia, otworzy się ALBUM FOTOGRAFICZNY:

Trzech Króli w Stodole - 06.01.2009




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |  243 |  244 |  245 |