Stanowczo osłodzić

Stanowczo stwierdzam, że wszelkie niedoróbki i prowizorka odbiją się niekorzystnym piętnem na autorach, wykonawcach, twórcach i odbiorcach produktu. Świadome i zdecydowane działania powinny zmierzać do naprawy błędów i ozdrowienia chorych członków, do czego zdecydowanie przyłożę rękę. Zyski z promowania TG poza ich granicami, poza granicami kraju, z podniesienia prestiżu miasta trudne są do oszacowania. Jak zresztą i hipotetyczne straty poniesione z tytułu utraty nawet cząstki dobrego imienia (patrz historia).

Przez 4 godziny trwały dzisiaj posiedzenia komisji RM. Trudne i męczące. Woda w TG jest coraz droższa, zyski Veolia generuje, dywidendy przynoszą posiadaczom udziałów corocznie namacalne złotówki; jeśliby taryfy dla zaopatrzenia w wodę w roku 2008 r. zwyżkowały, zyski byłyby wyższe a i dywidendy (m.in. pracowników) posiadających udziały znaczniejsze. I co z tego? Domyślić się nie trudno.

Mój kochany i zaufany doktor Piotr Hoin z asystentami bardzo się starali wyprowadzić moją suczkę na drogę zdrowia. Coraz lepiej wyposażana przez nich lecznica na pewno służyć będzie dobrze „nieludzkim” pacjentom.


Doktor Mateusz Mazur został oddelegowany przez swego szefa do pozowania – model z niego pierwszej klasy. Panie łatwo ulegają jego męskiej urodzie, moja pani suńka zachowuje dystans emocjonalny.

W cukierni pod podcieniami wieczorem zakupiłam mikro-ptysie 10 szt. czyli 10 dkg –z lekko chrupiącą powierzchnia, twardą smóżką czekolady i alkoholowym posmaczkiem, który prolonguję jeszcze dziś wieczorkiem.


Pani Kasia chętnie zgodziła się na pozowanie do zdjęcia w słodziutkim i pachnącym wnętrzu cukierni pustej już o godzinie 17-tej. Bardzo smakowita sceneria. Właśnie ciasteczkowe gwiazdki zawisły przy szybie wystawowej. Jest już gwiazdkowo, nie tylko andrzejkowo.

PS. Leczy się mój pies, leczę i ja. Od wczoraj czuję moje oczy, uszy, zęby, nos i zatoki. Wiem o nich, bo pieronowo bolą. Do poniedziałkowej sesji wytrwam w reżimie łóżkowym, nie ma rady.

 icon_cry




1,2,3 i inne

Po otwarciu drzwi do jednego z dużych sklepów przy ul. Krakowskiej przeniosłam się z roku 2007 do socrealizmu. Klient – ja – liczba 1, cyfra 1, słownie – jeden. Ekspedientki widoczne  6  i jeszcze ktoś na zapleczu. „Zenek nie dzwonił, wiesz? Ja też nie zadzwoniłam, wiesz? Chciał się ze mną spotkać, wiesz? A ty co byś zrobiła? Wiesz?” Głosy podniesione, ok. 30 decybeli, szklanki z płynami na blatach, regałach, w rękach. Łokcie na stole podpierają brodę, pupa wypięta do klienta, huśtawka na krześle, komórczak przy uchu, luzik, opieprzanie się, spoko na maxa, fajniście, zaj...ście, masakra. Widziana ale niewidoczna nie zostałam zaczepiona nawet zwrotem „Czy może pani pomóc?”. O „Dzień dobry” czy „Do widzenia” zapomniano chyba w tym sklepie 30 lat temu. Nie ma mnie. Portfel pełny.

Na Krakowskiej: „Koleżanko, przyjaciółko kochana. Co ty tam piszesz na tym blogu, takie sobie coś! A ja widzisz o budżecie, interpelacjach, waaażnych sprawach”. To kolega Paweł. Opuszczając Krakowską podnoszę głowę i na chwile jestem w XIX wieku.

Idę 50 m dalej! 3 ekspedientki, powitania, uśmiechy, zainteresowanie, spokój, jednolite stroje, stonowane głosy, miło, fachowo, rzeczowo, profesjonalnie, taktownie, na stojąco (współczuję 8-10 godzin), bez lekceważenia. Zaistniałam! Wydałam pieniądze i wyszłam w błogim nastroju. Owocnej pracy

Trochę zaległej prasówki na koniec dnia. „Gwarek”  z wtorku, „Dziennik Zachodni” – dodatek tarnogórski z piątku. Trzeba koniecznie przeczytać. Z Biura Rady Miejskiej po południu przysłano mi mailem materiały na poniedziałkową nadzwyczajną sesję. Jutro posiedzenia 3 komisji. W grudniu będą aż 2 sesje.




Fajny film

„Fajny film wczoraj widziałam” – marzy mi się powiedzieć to zdanie swobodnie, z zadowoleniem, na luzie. Kiedy widziałam ostatni film? Z dziećmi sąsiadów jakieś kreskówki o skubanych pingwinach, błazeńską  „Noc w muzeum” (nie tarnogórskim) i melodramatyczną „Tajemnicę Brokeback Mountain”. Oscarową chyba pamiętam. O miłości, spełnieniu, rozpaczy, tęsknocie, radości, żalu. O dwóch gejach. Nie, nieprawda, to był film o życiu. „Fajny film widziałam, rok temu”. Chciałabym obejrzeć nareszcie następny. O tajemnicach i nie tylko. Jakie tajemnice kryje wieża ratusza?

Dzisiaj uczestniczyłam w spektaklu comiesięcznym jako jedna z wielu aktorka teatru poważnego. Sesja Rady Miejskiej doprowadziła ok. godziny 20-tej dwa jasne Kasięce elfiki do pojękiwania i snucia się powolnego. Pani Kierownik Basieńka jak na władzę przystało z opanowaniem utrzymywała stanowisko przy stole protokolarnym wspierając się Panią Grażynką – obie skupione i skrupulatne. Włosy Pani Basi spływały w zupełnym porządku z jej ramion przez cały czas wielogodzinnej sesji. Podziwiam.

Fajnych chłopaków dzisiaj widziałam! Pan Andrzej (szczerze uśmiechnięty) z kolegą (mruży oczy z zadowolenia) zostali sfotografowani przeze mnie po wyjściu z sesji po korzystnym dla nich rozstrzygnięciu punktu porządku obrad dotyczącego koncesji na taksówki osobowe.


byli na moim blogu w poniedziałek, są i dzisiaj.

Fajnych chłopaków dzisiaj widziałam! Moje auto ma zwyczaj przymarzać po wilgotnym dniu, gdy łapie mrozik w jego kluczowych miejscach. Po wyjściu z ratusza nie mogłam włożyć kluczyka w dziurkę ale panowie w modnych czarnych garniturach i sztywnych kamizelkach pożyczyli mi zapalniczkę.


Dyskretnie ukryli się w samochodzie służbowym. Dziękuję!

Moja szara myszka po całym dniu tęsknot za mną całuje mnie teraz pokichując trochę. Dobranoc, sny na noc.


Kochana myszka 13-to kilogramowa, gdy przybyła do mnie ze schroniska jako żałosny, włochaty woreczek ważyła tylko 10kg. 

 icon_smile




Recykling czyli odzysk

Wyjazd poranny i krótko po godzinie 8-mej dotarłam z suńką do lecznicy w Katowicach.


nic zaskakującego na ulicach stolicy Śląska. Harmider miejski i tyle.

Buldożek francuski, owczarek niemiecki, pinczerek miniaturowy, retriewer, bolończyk, spaniel, szczenię wilczurowate i 5 kotów czekały zatrwożone wraz z moją tunigowaną szarą myszeczką. O królikach, chomikach, papugach personel lecznicy przeprowadzał kilkakrotnie rozmowy telefoniczne. Przy wyjściu zostawiłam (...) złotych a mimo tego wyszłam o dziwo bardzo zadowolona. Psinka popłakała się tam żałośnie w czasie badania ale nie nastąpi nic operacyjnego na razie (trepanacja? brrr...). Zalecona kuracja i leki przewidziane są na 6 tygodni. Jeśli stan się nie pogorszy, z doktorem zobaczymy się dopiero po tym czasie. Odzyskałam nadzieję na odzyskanie zdrowia pieskiego zdrowia. Pomogły mi w tym pozytywne myśli wspierających czytelniczek bloga zapewne. Dziękuję! :-) Dodaję, że po ostatniej wieczorowej interwencji weterynaryjno-pediatrycznej ex-sierotka schroniskowa czuje się lepiej – obszczekała dziś Dianę z sąsiedztwa! Moja zaprzyjaźniona lekarka-pediatra, Iwonka Popowicz, uznała, iż jest tak samo dobrym weterynarzem jak i pediatrą i w przyszłości będzie pogłębiać swą wiedzę weterynaryjną na zasadach praktyki wolontaryjnej w wybranej przez siebie lecznicy. Oczekuje propozycji.

Przewodniczący RM, Piotr Szczęsny, wezwał mnie na dywanik!. Jednak zamiast rugania czy też dyscyplinowania w inny sposób zaprosił do wspólnego z nim złożenia życzeń burmistrzowi. Jako przedstawicielka odłamu kobiecego RM pomimo nieodpowiedniego do okazji stroju (nie założyłam krawata!) postanowiłam spisać się na 102.


przygotowany kwieciście do wystąpienia urodzinowego ale jeszcze zapracowany przewodniczący w miejscu pracy

Życzenia składał najpierw Przewodniczący, później ja a dalej koledzy radni. Jako że z ich ust padały standardowe sformułowania, nie zacytuję tychże ale powiem o swoich życzeniach. Otóż urodzinowo życzyłam Panu Burmistrzowi Arkadiuszowi Czechowi dobrego zdrowia fizycznego, psychicznego i duchowego. I poszerzyłam: dzięki temu współpracująca z burmistrzem rada miejska też będzie zdrowa fizycznie, psychicznie i duchowo. I dalej wyjaśniałam: mieszkańcy TG mogą być pewni, że w takim samym potrójnym zdrowiu się znajdą i przeleją część niego znowu na burmistrza. Recykling, no nie?


Dzisiaj nie tylko urodziny ale i pierwsza rocznica piastowania najwyższego w samorządzie gminnym urzędu – stąd tort uroczysty - „jedyneczka”!


ołtarzyk” z nagrodami w gabinecie burmistrza a wśród nich ostatnia niezwykle ważna – czytajcie napis!!! TG na topie i w Europie!!!

Proza życia przywołała nas wszystkich do pracy – posiedzenia komisji RM przed środową sesją RM wymagają obecności radnych, dlatego powróciliśmy na salę posiedzeń.


grupa mieszkańców ujednoliconej płci (gdzie kobiety?) konsoliduje się w konstruktywnej rozmowie z konkretyzującym niejasności przewodniczącym.

 icon_neutral 




Meeting, miting, mityng, myting, mytyng

II Europejski Mityng Literacki dzisiaj zostanie zakończony. Pierwszego dnia nie zaliczyłam, bo praca i pies, z drugiego złapałam tylko Tarninę – bo pies i praca. Dzisiaj też tylko częściowo połknę „Łuskę Czarnego Pstrąga” bo pies i ...?

Nie udało mi się wczoraj nagrać wiersza pana Musika z Bibieli, co próbowałam uczynić podczas występu Tarniny – tarninowcy zagłuszyli go skutecznie. Dzisiaj jego i innych poetów - tarnogórskich i WĘGIERSKICH (1 poetka) oceniała publiczność i formalne jury w Galerii Inny Śląsk.


Czy przewodniczący jury małym spłaszczonym szkiełkiem zamierza zagrzać pozostałych jurorów do pracy? Nie uda się na pewno – nie ta pojemność.


gość z Węgier, pani Erika – po lewej - wczorajszego wieczoru śpiewała i tańczyła z Grzegorzem Swobodą melodię polsko-węgierską. Dzisiaj swój wiersz zaprezentuje osobiście oraz przy wsparciu tłumaczki. Teraz uśmiecha się, bo uśmiechu jej nie brakuje ani przez chwilę. Zauważyłam pani pogodne usposobienie, pani Eriko! Pozdrawiam!


otwarty na przyjęcie poezji i sponsorów Andrzej Kanclerz na otwarciu konkursu otwarcie potwierdził, że czarne pstrągi w sztolni żyją – dzierżył fotkę w prawej dłoni. Nagrodą dla autora najlepszego wiersza jest demonstrowana przez niego
zmodyfikowana łuska-gigant uzyskana po manipulacjach genetycznych na jednym z pstrągów.


grupa poetów tarnogórskich oczekuje na werdykt fachowo ukrywszy tremę.


 mój ulubiony model blogowy kulturalnie pozuje do zdjęcia na artystycznym tle


oprócz butów, krawatów, torebek trafiają do mojego bloga dredy, już drugie w tym tygodniu!. Te są dziewczęce – nie spytałam o imię. Przykro ale pozdrawiam!




Psina i Tarnina

 
„Ratunku dla mojej suczki!" - wołam od pół roku. W czerwcu zaczął się dla niej zasmarkany żywot i utopić się ona może w morzu niemożebnych smarków, które gnębią ją zgłębnie.

Badania krwi, zdjęcia, USG, EKG, antybiotyki, krople, inhalacje, wygrzewania, wycieranie noska, mokre ręczniki w pokoju. Dochtory, jak jo mom do wos godać? Kaj wy som, kaj żeście się pokryli? Czyście gusi, czy ślepi? Ryma i kucanie u psa to taki wielgi problym? Dyć łona bez te smarkanie niy śpi, łudusić sie mo prawie, łogonym niy medro, niy szczeko, smutno jezd a łoczami pomocy woło. Dyć pomóżcie psowi!
............................................................................................................................
Kto potrafi lepiej ode mnie wypoczywać, ten wypije na mój koszt zimowe ciepłe piwko z przyprawami – w moim towarzystwie jeśli zechce. Oczywiście gdy uznam wyższość innej formy wypoczynku nad moją. Oto moja wersja:
1. przywitanie dnia - punkt g. 6. i obróbka własna oraz zwierzęcia – oba stworzenia niewyspane, dalej outlook itd. czyli co mi ślina na klawisze przyniesie
2. g. 8:15 – teraz shopping i krótko - praca
3. konferencja w CKU i niespodziewane szkolenie tamże – od g. 12-tej
4. obiad we własnej kuchni nareszcie – kasza gryczana i maślanka – ambrozja i nektar dla użytkowniczki take-away-ów, restauracji, lokali gastronomicznych
5. g. 16 – godzinna cooperation w zakresie sąsiedzkiej pomocy
6. prasowanie, sprzątanie, rozmowy telefoniczne – czyli relaksująca rutyna weekendowa
7. uwiedzenie i uwiezienie męża sąsiadki na występ Tarniny do Kurnej Chaty, gdzie NIE przeważały tumult wyuzdania, kłębienie się lubieżności, rozpasany sex w tekstach, na ustach, w uszach, w rozszerzonych źrenicach wykonawców i publiczności – prawie cytat z Jacka Swobody :-)


na młodość są zawsze amatorzy – 4 foto-aparaty i mój 5-ty

8. come back i po drodze zwrot męża i ojca rodzinie w stanie nienaruszonym a co najwyżej otumanionym na dwie minuty przed g. 22-gą – obowiązkowość to moja zaleta.
9. Czynności wieczorne rutynowe. Jak w jakiejś piosence: „the same procedure every day”
10. Wejście do łóżka z obawą o spokój nocny (cierpiąca suńka!) nastąpi, kiedy skończę, co trzeba z psem i sobą. Good night.

Podkreślam, że po punktach 1,3,4,5,6,9, odbyło się PPiGP tj. Pocieszające Pieszczenie i Głaskanie Psa.

 PS. Dziś minął 2-gi dzień 2-giego Europejskiego Mityngu Literackiego stąd zastosowałam elementy europejskiego języka.


 icon_eek




Stanowczo...

 
... przeciwna jestem wszelkiemu rozdawnictwu ekwiwalentów, przydziałów, deputatów, odznaczeń, nagród, honorów, zaszczytów, premii, bez umiaru, rozsądku, ograniczeń, zasług itp. Ile osób zostało dotychczas wyróżnionych tytułem Honorowego Obywatela Miasta Tarnowskie Góry? Czy zechcieliby stanąć obok siebie w jednym szeregu?  

Ranek czwartkowy był pogodny i spokojny a po nim już tylko kołowrót wydarzeń.
Moja chora psinka nie ma ochoty na spacery, bardzo przygnębia ją choroba. Przysiaduje, smuci, kurczy się coraz bardziej.

Czwartkowe wieczorne posiedzenie członków (i jednej członkini) klubu radnych obciążone było tematami bieżącymi. Po zakończeniu liczyłam na zdublowanie go nieformalne w pobliskiej knajpce z retuszem  wprowadzającym zamiast plastikowego kubka wody mały kufelek piwa. Niestety koledzy zignorowali moją jednak bądź co bądź nieswoistą damską potrzebę porzuciwszy mnie na pastwę mroków rynku otwartego.

W rzeczy samej mogłam paść pastwą potwora ryczącego i błyskającego ślepiami świateł. Wypluwał litry a może hektolitry wody z nadętego brzuszyska i być może tylko zachowany przeze mnie bezpieczny dystans zapobiegł wciągnięciu mnie do jego wnętrza.  Orurowany  Mobby Dick na kołach zaległ na rynku pomyliwszy go zapewne z głębiami oceanicznymi. Zdarza się to dość często wielorybom ogłupionym cywilizacyjnym polami magnetycznymi, które ogłupiający wpływ mają też na ludzi.

Na wczorajszy piątkowy wieczór zaplanowałam odwiedzenie Klubu 22, zamiast tego – prawie nocna wizyta w pustej lecznicy weterynaryjnej w Zbrosławicach. Serdeczni lekarze weterynarii po godzinach pracy przyjęli kosmatą duszącą się pacjentkę. Przy asyście dobrowolnej lekarza pediatrii wykonane zostały czynności medyczno-magiczne mające wyrwać suczkę z zaklętego koła choroby. Już kolejna noc była nieprzespana a następne ustawiają się w kolejce. Sobota i niedziela, ciężkie dni weekendu są przed nami, zanim dotrzemy na konsultację do lecznicy w Katowicach.

 icon_cry




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |