Poważnie w różowym kolorze

W przedpołudnie poniedziałkowe słońce podkreśliło róż wstążeczek i baloników. Msza święta w Kościele św. św. Piotra i Pawła rozpoczęła kilkugodzinny III Przemarsz Różowej Wstążeczki, który zakończony został otwarciem punktu Polskiego Komitetu Zwalczania Raka. Cykl wykładów, koncert a także poczęstunek dla uczestników przemarszu (wojskowa grochówka dla młodzieży i coś lżej strawnego dla dorosłych) to elementy imprezy, na którą zaproszenie otrzymałam od Pani Barbary Dziuk, Prezes TSIS „Klon”. Po raz trzeci zorganizowała ona przemarsz w naszym mieście.

I znowu: posłowie, senatorowie, dyrektorzy, nauczyciele, księża, lekarze, naukowcy, działacze, sponsorzy, partnerzy,itd, itp.
Pani senator Pańczyk-Poździej pięknie śpiewa! Sama słyszałam w kościele.
Panu Lachowi do twarzy w mundurze i czapce.
Pani Dziuk podkreśla różowym kolorem garsonki błękit swych oczu.
Pan Starosta Korpak ze swą elokwencją potrafi świetnie wgrać się w realia formalnych i mniej oficjalnych sytuacji.
Pan Przewodniczący Rady Powiatu Fiała zawsze zachowuje pogodną równowagę myśli, ducha i dobrych manier.
Młodzież wprawdzie pomyliła kino (nie film) z żywą sceną i najpierw zajęła ostatnie rzędy w TCK ale to ośmieliło ją do swawoli tanecznej w czasie koncertu.

UWAGA: Świadomość zdrowotna społeczeństwa rośnie – to budujące.
Rośnie też zachorowalność na choroby nowotworowe – to smutne.
A jeszcze smutniejsze jest to, że w Polsce w związku ze słabą wykrywalnością tych chorób w początkowej fazie rozwoju, umiera więcej osób niż w innych krajach Europy.



[ czytaj więcej.. ]


Kochają mnie!

Nagroda za nagrodą – moja życzliwość dla ludzi i świata wraca do mnie jak bumerang. Zaczęło się krótko po godz. 6-tej rano! Znowu dane mi było podziwiać wschód słońca, tym razem bez mgieł (Zdjęcie 1). Kto rano wstaje temu ...

Później „Alice’s coffee” po wodnych igraszkach w Parku Wodnym - według mojej autorskiej receptury Pani Wiola przygotowuje ją dla mnie (Zdjęcie 2). Dzięki wielkie za „instant” pyszność! Życzę dużo zdrowia! Dziś Pani Wiola była bardzo chora.

Moja rundka po polach z największym przyjacielem człowieka krzyżuje się ze szlakiem spacerowym pani doktor Iwony. Po 48 godzinach dyżuru jej samo-reanimacja dokonuje się bez defibrylatora dzięki czworonogom (Zdjęcie nr 3).

Wet za wet, oko za oko, miłość za miłość (choć czasem miłość za ... pieniądze). Kochają mnie, bo i ja kocham (patrz wpis z 21 bm.). Kochają mnie grzyby! (Zdjęcie 4) Naturalną swą samo-unicestwiającą je miłością. Dostawszy się bowiem w moje stęsknione dłonie udają się w niedługiej przyszłości w nieodwracalną drogę w łańcuchu pokarmowym. O sukcesie grzybowego polowania może przesądzić dobrze wyszkolony pies tropiący jednonogich uciekinierów. Wszystkie grzyby są jadalne! Dowiedziałam się dzisiaj od mojej Przyjaciółki, Majki. Niektóre jednak tylko raz. Uwaga więc! (Zdjęcie 5). Pięciokilogramowy kosz – to trofeum dwugodzinnych żniw grzybowych. Tylko podgrzybki ale ich jędrność godna jest pochwały i zazdrości. Kanie w dwóch stadiach rozwojowych są interesujące w swym pokroju...(Zdjęcie 6).

Aktywność ruchowa, prawidłowa waga i dieta zmniejszają ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia. icon_surprised




Ekranizują elementy kreowania wizerunku

Z domowej czytelni wymknęłam sie chyłkiem w stroju nie uroczystym przed g. 18-tą, gdyż odczuwać zaczęłam przemożną chęć oderwania myśli krążących wokół pewnego tematu osobistego. Na "wybiegu" miałam nadzieję potwierdzić lub wykluczyć pogłoski o nepotycznym podłożu wernisażu w TCK.

Rozmawiałam nie tylko z dyrektorem TCK Mirosławem Błaszczakiem ale też z małżeństwem artystycznym, Moniką i Adamem Czechami z Gliwic. Otóż tak samo brzmiące nazwisko jak i wrażliwość artystyczna wyczytana w ich oczach rzeczywiście mogły nawiązywać co nieco do osoby burmistrza (jak i płeć męska pana Adama). Oddalają ich jednak od siebie moim zdaniem CTP, algrafia, CGB a także brak pokrewieństwa, jak zapewnili.


prapremiera prezentacji artystów - dyr. Błaszczak


narybek fotoreporterski na głębokiej wodzie


czyje to nogi?


w ślad za artystami przybyli gliwiczanie


czyj to podpis?




KOCHAM... Kocham... kocham...

... ludzi i świętego Antoniego! Po miesiącu modłów cudowne „nawrócenie” zgubionego notatnika! Przemiła młoda osoba ze sklepiku prasowego przy trójkątnym objeździe na ul. Opolskiej (naprzeciwko prawie fryzjera „Agata”) zwróciła mi pozostawiony tam, jak go z europejska nazwała, „organizer”. Święta istota!. Dziękuję za dobry uczynek i podziwiam dobrą pamięć! (Zdjęcie 1)

Druga sprawa budująca mą pozytywną opinię o ludziach to miła rozmowa z panem zaczepionym przeze mnie na chodniku. O czym? O stworzeniu, którego niedawno stał się posiadaczem a w moim języku – osobnikiem alfa. O szczenięciu rodzaju Canis; przybyło właśnie do rodzinnego stada mojego modela. Muzyk – wygląd jest adekwatny do artystycznej profesji – uprawia – uwaga! – STONER-ROCK! Dziękuję za zrozumienie zapomnianego Języka Psów. Jane Fannell - przypominam. (Zdjęcie 2)

Trzecia sprawa: utworzyło się mikro-wysypisko śmieci na rogu ul. Nowej i Szczęść Boże. Pani ze straży miejskiej w telefonicznej rozmowie obiecała przedsięwziąć odpowiednie działania! Może była sfotografowaną przeze mnie w czasie Gwarków umundurowaną funkcjonariuszką? Dziękuję za właściwe wypełnianie swych obowiązków służbowych! (Zdjęcie 3 - mikrowysypisko, wyjaśniam!)

A to wszystko na dobry koniec tygodnia i jeszcze lepszy początek weekendu z jednego powodu – zachwyciłam się rano kolorami i kształtami natury – pogórnicze tereny (Zdjęcie 4). Cały dzień jest mi nagrodą za wyrażony naturze zachwyt! Zachwyćcie się także w czasie spacerów po okolicach naszego miasta.




Trudne wybory

W kalendarzu wydarzeń kulturalnych znalazłam kilka dat i miejsc, w których chciałabym się znaleźć. Zdarzyło się, że dublowały się one. Z powodu niemożności podjęcia decyzji niejednokrotnie odrzucam dublet lub tercet pozostając w domu. Staje się on wówczas czytelnią (z rzadka odwiedzaną), w której najchetniej krótkie i zabawne dzieła literackie wchłaniałam. Bywają też wyjątki, bo wciągają mnie niespodziewanie inne.

I tak przykładowo piątek, 21września. godz. 17:00 – Miasteczko Śl. - wystawa poplenerowa, godz. 18:00 – PrzyTyCK – wernisaż – grafika. Jeszcze wcześniej zaproszenie do sąsiadki na herbatę z tegorocznych ziół - g. 16:30. Decyzja – zostaję w czytelni.


WKURZENI NA ŚLĄSK

Jan Hahn

Na początku tego roku wywołano na łamach „Gazety Wyborczej” dyskusję, której wątki znaleźć można w gazecie i dzisiaj. Zatytułowano ją: „Przystanek Śląsk”. Nazwa miała sugerować, że dobrze po prostu przystanąć i zadumać się nad Górnym Śląskiem, jak też zainicjować działania promocyjne, które z regionu ciężkiego przemysłu uczynić by mogły region atrakcyjny turystycznie, w którym warto się zatrzymać na dłużej. Śledziłem ją z uwagą. Mniej interesowały mnie sprawy konkretne: zarys koncepcji firmy, która wygrała konkurs na promocję Górnego Śląska, opis obiektów najbardziej atrakcyjnych, projekty przebudowy centrum Katowic. Chciałem się dowiedzieć co i jak myśli o Śląsku i Ślązakach rektor naszego uniwersytetu, nasi senatorowie, wybitni lekarze, artyści. I dowiedziałem się! Jedni – jak na przykład muzycy: Artur Rojek i Ireneusz Dudek, mówią pięknie i mądrze słowami pełnymi ciepła i przywiązania, inni z trudem maskują swą niechęć i lekceważenie. Odkryłem także zaskakującą zależność: ci, którzy o Górnym Śląsku powinni mówić i pisać najpiękniej i jak najlepiej, hołubić go i nim się chwalić – wyrzekają się go, zohydzając jego obraz ile się da. Mam tu na myśli szefów czasopism regionalnych, począwszy od tego największego, głównego inicjatora – „Gazety Wyborczej”. Dariusz Kortko już w tytule zwierza się: „Wkurza mnie Śląsk”, by później zwięźle to uzasadnić. Pani Senator Bochenek twierdzi, co prawda, że naczelny katowickiego dodatku „Gazety” musi bardzo kochać ziemię, na której mieszka, skoro - dla dobra sprawy, przymusza się do takiej prowokacji. Ja uważam, że na tę prowokację złożyły się poglądy autora absolutnie szczere. Ktoś, kto z całego pisania i mówienia Kazimierza Kutza zapamiętał tylko to, że ze Śląska koniecznie trzeba wyjechać i ubolewa, że nie potrafił tego zrobić, na Górny Śląsk musi patrzeć z wielką niechęcią. „Nie chce ale musi” babrać się tym wszystkim wokół. Jan Mazurkiewicz – redaktor naczelny Górnośląskiego Tygodnika Regionalnego „Echo” wychodzącego w Tychach, urodził się i mieszka w Gliwicach. Też nie lubi Śląska, bardziej jednak nie cierpi Ślązaków. Czuje się wśród nich obco, gdyż ojciec pochodzi z Lidy i
„ kresowe klimaty przeważają w poczuciu mojej tożsamości”. „Wkurza mnie przede wszystkim mentalność Ślązaków. Ślązacy są dla mnie zbyt racjonalni i hermetyczni. Brak im spontaniczności, ułańskiej fantazji ... Wkurza mnie ich pazerność i przywiązywanie do dóbr materialnych” – pisze. Drogi panie Janie. Ślązacy spontaniczność i ułańską fantazję okazali w trzech tak zwanych powstaniach - oczarowani szarżami husarii i jazdy Kozietulskiego i podkarmieni innymi miazmatami i obiecankami. Rezultatem zaś tych powstań było to, że musieli stać się racjonalni, hermetyczni i nieufni. Okazało się bowiem, że szybko pozbawiono ich prawa do korzystania z dóbr, które im przynależały, a ludzie skądsiś wzięli się za ich marnotrawienie. Pan Jan nie cierpi Ślązaków za ich zażyłe pod każdym względem stosunki z Niemcami. Mało, że ich mowa przesycona jest germanizmami - opuszczają ojczyznę i nie wiedzą co to polski patriotyzm; spotkał on w Gliwicach Ślązaka, który ciepło wspominał ... Hitlera, gdyż dzięki niemu dostał przed wojną świnię!


Można by na te wypowiedzi machnąć ręką. Słyszeliśmy już większe brednie, a na inwektywy w większości jesteśmy uodpornieni. Nie zadziwia nas też fakt całkowitego niezrozumienia spraw śląskich, czy też niesamowitego ich wykoślawiania. Na łaskę zrozumienia trzeba zasłużyć. Ale najpierw trzeba chcieć. Najważniejsze w tym krótkim forum jest to, kim są ci, którzy Śląska nie cierpią. Są to te same osoby, które w innym miejscu zastanawiają się jak promować Górny Śląsk, jak w tym zamierzeniu dorównać do najlepszych! Owszem, może funkcjonować szpital, w którym pielęgniarka nie znosi jego specyficznego zapachu oraz widoku krwi. Funkcjonowanie tegoż w sytuacji, gdy osoby o takich uczuleniach stanowią znaczną część personelu, zbytnio przypominałoby groteskę. Z sytuacji „ nie chcę ale muszę”, czasami coś wynika, nic dobrego przynieść nie może praca wykonywana z niechęcią, doraźnie, od niechcenia. W normalnym świecie rzadko można spotkać antyfeministę prowadzącego pismo dla kobiet. Na Górnym Śląsku takie anomalie jeszcze się zdarzają. Obsadzanie nie-Ślązakami kierowniczych stanowisk w środkach masowego przekazu ( gdyż opisywana sytuacja ma też miejsce w radio i w telewizji) bierze się jeszcze z dawniejszego ( zakorzenionego mocno, okazuje się) przekonania, że Ślązacy źle posługują się ( w mowie i w piśmie) językiem polskim i są mało przebojowi. Powiecie Państwo, że się czepiam i przesadzam. Oczywiście, że tak. Trzeba skończyć z szarogęszeniem się na Górnym Śląsku osób mających do rodowitych jego mieszkańców stosunek jak do Indian Guaranako. Należy zadbać, by w sprawach dotyczących promocji i kształtowania wizerunku naszego regionu głos decydujący mieli ci, którzy ten region dogłębnie poznali i uznali za swój ( niezależnie od miejsca swego pochodzenia). Jak długo jeszcze będzie można u nas otwarcie, bezkarnie, bez żenady oświadczać publicznie: mam was w d....! Proszę odpowiedzieć na pytanie: jak długo pełniłby jeszcze swoją funkcję redaktor naczelny gazety regionalnej w Kielcach, który oświadczyłby publicznie, że regionu świętokrzyskiego nie lubi, a jego mieszkańców to już nie może znieść? A dlaczego taka pogadanka jak z „Misia z okienka” przechodzi w Katowicach bez echa? Bo autor wie, że w branży takie poglądy są powszechne, a tym samym aprobowane! Niechęć do Ślązaków znów jest trendy i głosząc ją nie tylko się niczym nie ryzykuje, lecz zyskuje raczej. I szerzy się w czasopismach lokalnych ignorancja i przekłamanie. Przykłady? W „Dzienniku Zachodnim” Oskar Troplowitz jest „Żydem polskiego pochodzenia”. W 1912 roku, gdy w Gliwicach Troplowitz wypuszczał na rynek krem „Nivea”, miał on tyle wspólnego z Polską, co z Mandżurią. W „Gazecie Wyborczej” dziennikarz sportowy pisze, że po porywających meczach w „Spodku”, siatkarze udadzą się do Kędzierzyna-Koźla, po czym „ znów wrócą na Górny Śląsk”! Ręce opadają!

Jan Hahn




Chodzi o chodnik

„Szczęść Boże przy pracy!” – tym pozdrowieniem przed 30 chyba minutami zwróciłam się do robotników pracujących przy ul. Szczęść Boże. (Zdjęcie 1). Zbiegiem okoliczności znalazł się w scenerii zbożnej pracy ksiądz Sikora z parafii Św. Anny (Zdjęcie 2). Zarówno jemu jak i mnie udało się meandrując nie uszkodzić samochodów.

Rozpoczynanie pracy w poniedziałek podobno nie wróży niczego dobrego. We wtorek więc po święcie gwarków, rozpoczęto przygotowania do „przebudowy” chodnika wzdłuż ul. Szczęść Boże. Tak jakby wcześniej jakiś chodnik tu już istniał. Rozdeptana trawa miedzy jezdnią i ogrodzeniami posesji, krawężniki, tyle.

O urzędnikach można wiele mówić albo pominąć milczeniem ale o Kierowniku MZUiM , panu Radosławie Czajce wypowiadam się pozytywnie (Zdjęcie 3 – w czasie wizji lokalnej). Jest w kontakcie z mieszkańcami i radną (to ja) i z tego powodu ma skomplikowane zadanie, jako że najczęściej wisi między młotem a kowadłem obrywając często z obu stron. Tu pretensje od niezadowolonych mieszkańców a tam Najwyższa władza samorządowa z wyznaczoną cząstką budżetu. Jest jednak skrupulatny chociaż nieodgadniony na swej wysokości (trudno zajrzeć mu w niebieskie oczy próbując coś z nich wyczytać).

Oczywiście jest problem – chodnik tylko po jednej stronie ulicy. Dlaczego nie po obu? – pytają mieszkańcy. Oczywiście chodzi o pieniądze. Oczywiście jest ich w budżecie miasta za mało na oba ciągi. Oczywiście pieniądze będą w przyszłości. Oczywiście ...?

Dzień zaczął się pięknym przymrozkiem w kolorach wschodu słońca dostępnym dla skowronków budzących się ok. godz. 6:00 ( Zdjęcia 4 i 5). Dobra wróżba.




Ersatz, cholera, nie życie

Dziś wieczorkiem restauracyjną lampkę wina potwierdziłam nas... tęp... ny...mi niestety nie w towarzystwie adoratora ale żalącej się sąsiadki. I na tym podłożu wysnułam refleksję o rozdzielności tego i owego.

Pewien topowo-hitowy dyrektor tarnogórski zintensyfikował w kwiecie swych lat męskich życie nie bynajmniej płciowe a trunkowe. Zwykł mawiać mniej wiecej tak: ’”Dziwi mnie, że dojrzali mężczyźni tak często rozmawiają o seksie. Mężczyzna po 40-tce nie powinien uprawiać seksu, bo to blokuje jego sukcesy. Interesy, praca naukowa i zawodowa, działalność społeczna i artystyczna, oto na co winien pożytkować swe siły witalne”. Stosując tę myśl przewodnią w praktyce wprowadził do swej egzystencji alkohol i dokonał pewnych osiągnięć wręcz spektakularnych, niektórzy powiedzą.

Mam przed oczami niektórych szefów różnorakiego autoramentu. Widząc ich dokonania nieefektywne i nieefektowne w zakresach i dziedzinach również różnorakich podejrzewam, że seks uprawiają codziennie.

Inni natomiast wyraźnie za C2H5OH przepadają i o dziwo, wyniki ich pracy są nieraz wyraziste i znaczące. Niestety, za jaką cenę, to wiedzą żony i ...inne.

I gdzie tu znaleźć złoty środek? Być może znają go sprawujący władzę. W czasie minionych Gwarków baczne obserwacje czynili mieszkańcy utrwaliwszy sobie pewien obraz i refleksje, które do mnie dotarły. Podobno tarnogórska władza nareszcie mocno kocha przedsiębiorców (hm... zamiast alkoholu?). W perspektywie ma to przynieść wymierne i okazałe efekty. Na przykład? Może we wzroście tempa rozwoju gospodarczego regionu? Zdjęcie – I kto tu nami steruje? icon_eek




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |