I tu i tam: kopalnie Śląska

Gdziekolwiek przebywam nawet przez krótkich kilka godzin, porównuję odwiedzane miejsca z Tarnowskimi Górami, podpatruję, zachwycam się albo rozczarowuję. I zastanawiam się, co by stamtąd przenieść do naszego miasta, a czego unikać jak ognia i nie powtarzać.

  

To się zdarza: do wejścia trzeba wspiąć się w górę, po wielu schodach a nie zjechać w dół windą, szolą czy na powrozie. Chodników tej kopalni nie drążono w dół ale w zbocze góry. W średniowieczu wydobywano tam rudy żelaza, srebra i metali kolorowych.  Obecnie zwiedzać można trasę podziemną o długości zaledwie  400 metrów ale faktycznie istnieje 37 kilometrów wyrobisk. Porównajmy te warunki i liczby z danymi naszej zabytkowej kopalni. Różnią się od siebie nie tylko położeniem geologicznym, wielkością wyrobisk ale i czasem funkcjonowania, bowiem podczas gdy tutejsza zaprzestała funkcjonować na początku XX wieku, ta w Kletnie zaczęła swe „drugie życie” dopiero po wojnie – w 1948 roku a zakończyła kilka lat później. Krótki żywot? Tak, podobnie jak i życie górników tam pracujących, którzy chorowali i szybko umierali na skutek kontaktu z wydobywaną kopaliną – rudą uranu. 

  

Zdjęcie
- Stara Kopalnia Uranu jako obiekt turystyczny funkcjonuje dopiero 16 rok, kopalnia srebra w Tarnowskich Górach w tym roku obchodzi jubileusz 40 lat udostępnienia dla ruchu turystycznego. Obie powinny przetrwać jeszcze wiele lat i zaspokajać ciekawość turystów, edukować młodzież i dorosłych, być niekonwencjonalnym miejscem rozrywki  i stanowić dowód na intensywny rozwój śląskiego przemysłu górniczego.           



Zła bajka i dobra bajka

Cieszmy się! Cudowna pogoda, gorące słońce, soczysta zieleń – wakacje!
I jeszcze coś: wychudzone ciała, poranione łapy, przerażeniem roztrzepotane serca – wakacyjne odpadki . Nietrafione i niechciane prezenty komunijne (i starsze nabytki) lądują w śmietnikach, w przypadkowych miejscach: psy, koty, króliki, papugi i inne zwierzęta. Cieplutkie zabawki przeszkadzają, znudziły się, są kłopotliwe.
Na jednym z portali społecznościowych napisano: Dzień Wyrzuconych Zwierząt, bo podobno ten weekend niezwykle bogato „obrodził” w porzucone istoty. To niedawni domowi ulubieńcy! Tarnogórski Azyl dla Bezpańskich Zwierząt „Cichy Kąt” też zapewne boryka się z trudnościami tego okresu, więc wesprzyjmy jeśli nie wolontariatem to wpłatami na konto schroniska. I kto może, niech przygarnie zwierzaka.

………………………………………….

Bajka z Czarodziejem z Kotliny Kłodzkiej w roli głównej! W cichym ogrodzie żyje Król Jerzy zwany Wielkodusznym. Okulary na nosie, srebrem obsypane skronie i broda, głos aksamitny, ruchy spokojne. Król uprawia czary dziesięcioma (!) różdżkami – własnymi palcami, używa co dnia magicznego eliksiru – uśmiechu serdecznego zmieszanego z gorliwą pracą. Wokół niego gromadzą się noski, oczka, nóżki, brzuszki i … kolce. Jeże. Przybywają z bliska i z daleka słabe, zranione, chore, osierocone; doznają tu leczniczej magii i odchodzą wypełnione zdrowiem i tęsknotą Czarodzieja. Bajeczny ale nie wirtualny, realny Ośrodek Rehabilitacji Jeży w Kłodzku http://www.jerzydlajezy.com/.




Temat nie miejski a wiejski ale śląski.

Krótko o wsi będzie teraz. Innej, nie tej z pieśni Kochanowskiego ale podobnej bardzo.

Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć za raz wszytki?

Człowiek w twej pieczy uczciwie
Bez wszelakiej lichwy żywie;
Pobożne jego staranie
I bezpieczne nabywanie.
 

 Przy nowym kościele wyrosły dobra materialne pobożnym staraniem nabyte i uczciwie zabezpieczone. A to drogi asfaltowe: główna i te boczne, a to rozległy plac zabaw dla dzieci, a to boisko sportowe - wybudowane przy udziale dotacji nie tylko sołeckich, ale i tych nawet europejskich. Zabytkowa szkoła z czerwonej cegły w latach dwudziestych XIX wieku wybudowana i druga, już nowsza, tynkowana, z pierwszych lat XX-tego, dla dzieci przedszkolnych i na poziomie „powszechniaka”, jak mówiono kiedyś. Przy obejściach porządek lśniący, niejeden powiedziałby. Rekonstrukcja wiejskiego wiatraka przy skwerze z ławeczkami, tablice informacyjne: Puściny, Weronka, Zełpóciy,  kapliczka św. Rocha, kościół św Edyty Stein i Rocha, jeszcze kilka niezbyt znacznych miejsc przepełnionych miłością mieszkańców tej maleńkiej wsi, w której osiedli. Kto by pomyślał … 
 
Zdjęcie
- Sołectwo dwojga nazw z historią sięgającą XIV wieku! Pogórze –Pogosch, województwo opolskie, Śląsk. .




Czar pryska...

Ósmy wiek Lądka Zdroju - Bad Landeck - Landek! Kawałek czasu, co? I dlatego tam jechałam – po historię namacalną i tę niematerialną, do wypielęgnowanego kosztem kilku milionów złotych (unijnych i gminnych) parku zdrojowego przecudnej urody, po wody lecznicze w kilkaset lat liczących zakładach przyrodoleczniczych, do nowych mieszkańców tych starych ziem itd. Czy dostałam, czego chciałam? Tak, to piękne miejsca i cenne.

   

O ile w części zdrojowej można chyba nie najgorzej żyć, o tyle w części miejskiej  - oj, już inaczej jest. Tam szczególne miejsce – „Dom Klahra”, kamienica miejscowego rzeźbiarza ale i kawiarnia artystyczna. O! Chwała młodym ludziom kierującym tym małym biznesikiem także za to, że nie nazwali lokaliku „Magnolią” albo kolejną „Victorią” czy cósiktakiego. „Dom Klahra” gości muzyków, poetów, twórców kultury, artystów ku pocieszeniu tych zagubionych na ścieżkach miedzy siłowniami, pubami, grami elektronicznymi. Przychodzą kuracjusze i tutejsi. Podoba im się to miejsce..
 
Nie wszystkim jednak budynkom lądeckim dany został tak szczęsny los jak domowi Klahra, oj nie. A przecież to najstarsze na terenach Polski uzdrowisko, wspomniane w dokumentach historycznych już w XIII wieku, warte jest utrzymania w dobrej kondycji, tak aby przyciągało uwagę tych z bliska i z daleka a za uwagą ich samych.  

   

Zdjęcie

Stary Zdrój. Czar pryska jak za uderzeniem niewidzialnej różdżki. Kto tę różdżkę trzyma w dłoni? Hmmm… Jakaś niezidentyfikowana siła sprawcza, niewidzialna Istota Władcza... Dość, że jajo to kawał kolorowo wymalowanego styropianu (jakieś dwa metry wysokości, obwodu nie znam) udaje wielkanocną pisankę z napisem „Lądek kurort z jajem” i jeszcze „725 lat Lądka Zdroju” też. Pisanka, która z odejściem okresu wielkanocnego wylą(d)kować mogła w magazynie. Ale nie: zbuczeje na tle kopuły zabytkowego „Wojciecha” (jak to zwykle zbuki czynią) i już.

 Ech…

   

Zdjęcie kopalni złota – Czar bajki o bogactwach śląskiej ziemi pryska też podczas zwiedzania Kopalni Złota w Złotym Stoku. Zachwyt półtoragodzinną podróżą autentycznymi średniowiecznymi i późniejszymi podziemnymi wyrobiskami a także po powierzchni ziemi, marnieje wśród urozmaicenia współczesnością, jakże kolorową, plastikową i … nachalną, niestety. A przecież autentyczność górnicza broni się doskonale. A to dzięki ludziom, którzy tę kopalnię otworzyli ku zaspokojeniu ciekawości turystów i dla wzmocnienia więzi mieszkańców ze swym regionem.     





Nie omijać Toszka!

Smakowitości! I te bochenki chleba podłużne i kwadratowe, i makiem sypnięte rogale , i pęknięte bułeczki, i pyzate pączusie, płatki migdałów na lukrze drożdżówek, szklane klosze, patery z pięknymi torcikami, uśmiechy dziewcząt słodkie jak te inne słodkości i … i …  Aaaa! I jeszcze czaaarnaaa kaaawaaa!  To rekwizyty, scenografia i aktorki. Scena? Cukiernia „Grzybek” w Toszku. A na scenie spektakl żywy i życiowy po obu stronach rampy/baru odgrywany codziennie przez ekspedientki i klientów.

   
Zdjęcie

Każdą z odwiedzanych cukierni porównuję z tarnogórskimi: tą pana Zdebikową, "Danusią" spod podcieni, i nowymi: "Perełką" czy "Pasją". Tak więc ta toszecka … ten „Grzybek”… to cukiereczek! Naprawdę! Tam wchodźcie bez obaw, bo zapachy, smaczki przesmaczne, widoki i miłe młode głosy warte są tego!  A kamieniczka zadbana, różowiutka jak rumieńce pań za ladą, taka bez zadęcia czy pychy (ale pyszna :), z wnętrzem jasnym i przyjaznym, zapraszającym do spędzenia kilku, kilkunastu chociaż minut przy stoliczku.
A sprzed kamieniczki już widać całkiem przyjemną płytę rynku z niewysoką zabudową, wieżę kościoła a do toszeckiego zamku rzut beretem.
Uwaga! Nie omijać Toszka, tylko wjeżdżać do centrum! Śmiało!
     




Honor Białej uratowany! Oklaski! Bis!

Zapewne niewielu mieszkańców naszego miasta miało okazję odpowiadać na pytania skierowane do nich przez reportera telewizji czy radia albo prasowego, które brzmiały jak te:
- Co interesującego można zobaczyć w Tarnowskich Górach? Co by pan polecił do zwiedzania?
Pamiętam jedną taką sondę przeprowadzoną na tarnogórskiej ulicy; wywołać ona mogła u widza/słuchacza śmiech przez łzy, bo odpowiedzi to najczęściej: rynek, park, kopalnia/sztolnia.

A ilu z nas zostało zapytanych na ulicy przez turystę lub przyjezdnego o to samo? I co odpowiedzieliśmy? Liczyć się należy z tym, że obcych w TG jest i będzie coraz więcej i coraz częściej podobne pytania będą do nas kierować – to jeden ze skutków starań o wpis na listę UNESCO.
  

Zdjęcie - na górnym zdjęciu fragment niewysokiej zabudowy rynku w Białej, na dolnym - fragment zamku oraz pobliskiej kamieniczki.
 
Z takim lub podobnym pytaniem zwracałam się niejednokrotnie do przypadkowych osób w miejscowościach, w których się znalazłam. I jakie otrzymywałam odpowiedzi? Oto przykład z Białej koło Prudnika w w woj. opolskim.
- Co to za kościół tam stoi, taki opuszczony, z piękną wieżą?
- To nie kościół, to zamek.
- Oooo! A więc: co to za zamek? Kiedy powstał? Do kogo należy?
- Nie wiem. Mam 30 lat i jak pamiętam, zawsze był pusty.
Albo inny młody człowiek po 30-tce na te same pytania:
- Hmmm… A nie wiem, zawsze tu był. Stary jakiś, jeszcze sprzed wojny.
I jeszcze pewna pani w wieku mocno emerytalnym, uprzejma, kulturalna,  lecz dopiero od dwóch lub trzech lat w miasteczku (i w Polsce) mieszkająca – repatriantka. Nie bardzo zorientowana w tutejszej historii i topografii ale rozmowę ponad godzinną ucięłyśmy sobie na inne tematy. Wspaniałe spotkanie!

 Aaaaleeeee! Teraz UWAGA! Kamil, uczeń pierwszej klasy gimnazjum, na moje pytanie o czworoboczną wieżę na pierwszy już rzut oka (i naprawdę) gotycką całkiem poważnym tonem, uprzejmie stwierdził:
- To wieża z XV albo XVI wieku, tam dalej jest tablica z opisem, przeczyta pani.
I jeszcze kilka zdań o zamku i o Białej zamieniliśmy a ja z wielką serdecznością uścisnęłam jego dłoń:
- Gratuluję, Kamilu, uratowałeś honor bielszczan! Jesteś przedstawicielem najmłodszego pokolenia mieszkańców ale najlepiej chyba promujesz swoje miasto, swoją "małą ojczyznę". Tak trzymaj!
  

Zdjęcie - baszta w Białej, tablica z opisem baszty-wieży, Kamil - mały wielki promotor swojego miasteczka.

Czy tarnogórzanie są przygotowani na takie sytuacje? Myślę, że nawet bez wpisu do UNESCO warto, trzeba wiedzieć więcej niż mniej o miejscu, w którym się urodziliśmy, gdzie mieszkamy, pracujemy. Warto, bo ta wiedza wzmacnia więzi między nami, tymi którzy żyją obok siębie na śląskiej ziemi.

PS. To napisałam ja - AKL, chociaż widzę, że trochę zbyt egzaltowanie i górnolotnie ale ... niech chwila trwa!
 




Klamki nie pocałujecie...

Wielkie nazwiska, znani ludzie, słynne postaci – oto co pomaga zbić kapitał współczesnym społecznościom lokalnym i małym miejscowościom. Myślę o kapitale promocyjnym, wizerunkowym, markowym, który przeistoczyć się da w ten finansowy. I tak oto śląska dama, księżna, słodka Daisy przyciągnie już jutro do Pszczyny, gdzie znajdowała się jedna z jej rezydencji (a właściwie siedziba rodu jej małżonka z rodu Hochberg von Pless) tłumy, rzesze, zatrzęsienie gości. Gości zaopatrzonych w portfele, przygotowanych psychicznie i chętnych do pozostawienia ich zawartości właśnie w Pszczynie.

    

Zdjęcie - może być pewny każdy, kto zechce odwiedzić miasto i zamek pszczyński, że wszystkie drzwi będą dla niego otwarte i nikt klamki tam nie pocałuje i nie odejdzie z niczym.

Świętujmy więc wraz z Pszczyną na odległość lub "na żywo", wszak nieodległe to miasto od Tarnowskich Gór

 Ale, ale…tak sobie myślę, że brakuje w naszym górniczym mieście charakterystycznej dla niego postaci jaką jest księżna dla Pszczyny. A może jednak jest a właściwie był? Ktoś, kto dałby powód, pretekst, asumpt (?) do uczynienia go patronem święta miejskiego, święta miejskiego wcale nie tak dużego jak Gwarki lecz odbywającego się (podobnie do Daisy Days) na początku ciepłego sezonu w roku kalendarzowym? Już ja tam sobie myślę, że znalazłabym takiego. 

PS. Skarb przez znawców uważany za ważniejszy i cenniejszy od złotego pociągu w Wałbrzychu niedawno znalazł się na zamku w Książu, okazalszej niż pszczyńska siedzibie Hochbergów. Ale… to już całkiem inna historia.
    

Zdjęcie - jest Pszczyna, jest rynek i jest księżyc prawie pełny. Od jutro i księżna tu będzie. Kłaniamy się nisko!




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |