Śląsk, Katowice, Tarnowskie Góry - były, są, będą.

Górny Śląsk na przełomie XVIII i XIX wieku przeżył błyskawiczny i spektakularny rozkwit przemysłu, dzięki czemu jego gospodarka zajęła wysoką pozycję w kraju i w Europie. Z tego powodu na tym terenie znajduje się do dzisiaj bogactwo zabytków przemysłowych (często nie wpisanych do krajowego rejestry zabytków), obiekty architektury urbanistycznej oraz, co jest dla wielu zaskakujące, cenne przyrodniczo i krajobrazowo tereny. 

       

Zdjęcie - Katowice ; z podziemi katowickiego ronda na powierzchnię wygląda świetlisty i przejrzysty "kapelusz". A co pod nim? 30 kilometrów od TG. Łatow zobaczyć, dowiedzieć się, ocenić. Stolica śląskiej aglomeracji rozwija się intensywnie.
Zdjęcie - Katowice ; z podziemi katowickiego ronda na powierzchnię wygląda świetlisty i przejrzysty "kapelusz". A co pod nim? 30 kilometrów od TG. Łatow zobaczyć, dowiedzieć się, ocenić. Stolica śląskiej aglomeracji rozwija się intensywnie.
....................................................
"Miasto zakorkowane" - zaproszenie do oglądania ulic TG obstawionych przez samochody podczas dni targowych, w godzinach pracy firm i urzędów, niektórych świąt, mogłoby przyciągnąć poszukiwaczy atrakcji turystycznych. Może reklama ekstremalnych miejskich rozrywek przysporzyłaby miastu dochodów? A wśród sugerowanych atrakcji: przeciskanie się pieszych między pojazdami - dla grup emerytów i mniej sprawnych, utrwalanie na fotkach parkujących w niedozwolonych miejscach pojazdów - edukacja dzieci i młodzieży szkolnej, obliczanie potencjalnie utraconych opłat za parkowanie - doszkalanie z ekonomii dla administracji miejskiej. I nazwa wycieczki tematycznej: "Szlakiem wirtualnego potencjału ruchu drogowego w TG".    



Trochę miasta w mieście.

Niewiele jest chyba osób, które lubią oglądać "rynkowego wieloryba". A to, że przypłynął na fali pijanej otępiającą demokracją samorządności gminnej, a to, że jest mutantem "górnolotnego" lądowiska dla helikopterów, a to znowu, że pasuje jak pięść do nosa
wklejony w ogólnie znany "zabytkowy układ urbanistyczny śródmiejskiej starówki tarnogórskiej", i tak dalej narzekają. W cafe Bar-Celona (dokładnie niezidentyfikowałam nazwy ale wydaje mi się pomysłowa, czynnej już od godziny 8:00 rano, bywam na kawie (II miejsce kawowe w mieście), czasem na tzw. lunchu. Z prawdziwą przyjemnością biorę do rąk menu kawiarniane, bo znajduję tu fotki z widoczkami starych Tarnowskich Gór - nostalgiczna niespodzianka w nowoczesnym wnętrzu. Właściciel prywatnego lokalu zachęca do odwiedzin miasta, a to ciekawe!

       

Na wyższej kondygnacji "warczy Warka", którą z kolei w pewnym stopniu akceptuję za ładnie oświetlone wieczorową porą tafle szkła; zdarza mi się je oglądać z pobliskiego parkingu. Tutaj w atmosferze antynikotynowej można usiąść przy stoliku "pod ścianą kamienicy Szymkowica", bo oto na jednej ze ścian lokalu umieszczono całkiem sporą fotografię tej budowli, w kolorze sepii. I kto by to pomyślał, że w "światowym brzuchu wieloryba" napotkać można miły ślad naszego małego miasta. Ach, ci restauratorzy! Potrafią robić niespodzianki.  

        




Perspektywicznie. Dla każdego.

W jesiennym, aczkolwiek pogodnym nastroju, nostalgiczne przemyślenia.          

                     * * *
Życie to pociag, kto w nie wsiadł,
Ma bilet już na tamten świat.

Ze zbioru pt. "Piórka prawie wszystkie" fraszek Jana Sztaudyngera, z rozdziału "Życie i przemijanie".

Tę wysublimowaną i lekką jak piórka sztaudyngerowską esencję egzystencji ludzkiej sączę po kropelce. Według przepisu poety. Smakuje lepiej, niż wypita jednym łykiem.

                    Kropelkami
Miły czytelniku, upraszam Cię wielce,
Nie pij fraszek haustem - sącz je po kropelce.




Vanished?

Spodziewałam się, że w najbliższą środę, 26 października, odbędzie się sesja Rady Miejskiej (jak zwykle, w ostatnią środę miesiąca). Nie znalazłam jednak dzisiaj na stronach Biuletynu Informacji Publicznej projektów uchwał. Nie było też na stronie Urzędu Miasta informacji o terminie sesji ani porządku obrad, a przecież jest sobota i zgodnie z najnowszym regulaminem RM na co najmniej 4 dni przed planowaną sesją informacje o niej winny być dostępne dla mieszkańców. Coś musiało zatem wymknąć się spod mojej uwagi, bo przecież jedno ze stałych ważniejszych wydarzeń z życia miasta nie mogło tak po prostu zniknąć z rzeczywistości.
......................................................................




An apple a day keeps your doctor away

Nowe leki kopiują efekt jedzenia jabłka

Jedno jabłko dziennie trzyma doktora z dala ode mnie” — kolejny dowód na prawdziwość tego starego, brytyjskiego porzekadła został zaprezentowany podczas tegorocznego kongresu Europejskiego Towarzystwa Badań nad Cukrzycą w Lizbonie. (...)

http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/14959

Autor: Marta Koton-Czarnecka
Artykuł opublikowany w numerze: PM 14 (235)
Data publikacji: 2011-10-06

       

Różnie mówi sie o jabłkach. O jeżach, że są nieprzystępne, a ten? Młodociany osobnik zamiast zamknąć się w szczelnej, kolczastej kuli z zaciekawieniem popatruje, wysuwa nosek i wystawia łapki. Nie nauczył sie jeszcze nieufności do ludzi. Za chwilę schowa się w stercie liści. 




Z Ubezpieczalni do Moellera.

Ściana przychodni przy ul. Piłsudskiego 16 ma kilkadziesiąt ubytków w tynku, dziur, które nie są dobrze widoczne, gdyż tynk jest szary. No i któż by je tam zauważył nie podniósłszy wzroku ponad poziom witryny sklepowej.

       

Dziury zachowały swój nienaruszony ręka ludzką kształt, jedynie naturalna erozja wpłynęła na ich wygląd, jak sądzę. Skąd się wzięły na ścianie? A z karabinu maszynowego jakiegoś "ruska", co to sobie przy wejściu w styczniu 1945 roku serię z niego wywalił wprost do najwyższego wówczas budynku widocznego na wejściu do miasta. Tak opowiadają tarnogórzanie, którzy wówczas nastolatkami, dziećmi będąc, o wydarzeniu wiedzą.

      
Zdjęcie - Pierwszym właścicielem willi (i pobliskiego a dziś nie istniejącego tartaku) był Simon Leschnitzer. Obecnie budynek ten nazywany jest najczęściej willą Moellera, od nazwiska drugiego jej właściciela.

Obok przychodni, przedwojennej Ubezpieczalni Spółki Brackiej, właśnie dobudowywany jest pawilon handlowy. O dziwo, poddawany jest on zabiegom "kosmetycznym", które nadadzą mu wygląd dostosowany do charakteru stojącej obok perełki architektonicznej - tzw. willi Moellera.  




Nowy tydzień, nowe życie

 Jak minął dzień? Niedziela jak niedziela: pływanie w parku wodnym (w połączeniu z obserwacjami socjologicznymi), koncert w muzeum (z przeżyciami muzycznymi), kościół (z modłami cotygodniowymi), słońce (z dodatkami jesiennymi do psiego spaceru). 
...............................................................
Kamienica numer 10 przy ulicy Piłsudskiego należy nie tylko do najładniejszych w mieście, ale też jest jedną z moich ulubionych. Została wyremontowana chyba przed rokiem z wielką pieczołowitością. Właściciele nie przykryli elewacji styropianem lecz pozostawili wspaniałe podkowiaste, imitujące koronę obramienia okien wystawowych na parterze, zachowali i odnowili reliefy, lodżie i balustrady balkonów. Kwiatowe motywy z nadproży okien, maszkarony w formie męskich twarzy i te dwa piękne oblicza kobiece podziwiać można stojąc po przeciwnej stronie ulicy, pod halą targową, czekając przy przejściu dla pieszych na zmianę świateł kierujących ruchem. 
Mam wiele zdjęć fasady tego budynku ale czasem wyjmuję aparat fotograficzny i robię kolejne zdjęcie, w innym świetle, z innego ustawienia. I przenoszę się w wyobraźni chociaż na kilka minut do dawnego lokalu "Kaiserkrone", z którego wnętrza można było obserwować przez witryny chodniki, ulicę albo usiąść przed później mieszczącą się tu "Silesią", przy rozłożonych stolikach i krzesłach osłoniętych markizą. 

Od dziesiątek lat kamienica numer 10 sąsiaduje z prostym budynkiem, powiedzielibyśmy dzisiaj, "bloku mieszkalnego". Prostego, szaro-burego, nieciekawego. Ale od kilku dni mamy zmianę! Remont poszedł w dobrym kierunku, inwestorowi należy się pochwała.
Elewację bardzo gustownie zmieniono; mam nadzieję, że nie przykryją jej paskudne i wielkopłaszczyznowe reklamy, szyldy. Ciekawa jestem, jak ta budowla wyglądała zaraz po jej oddaniu do użytku, na krótko przed wojną, kim był jej właściciel. W międzywojniu, krótko, przez 20 lat, funkcjonował w architekturze kierunek modernistyczny. Na fasadzie budynku umieszczono napis "Jan Zacher 1936". A więc "tarnogórska moderna"?

        




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |