Wspomnienia - Wielkanoc 2015

W Szlachtowej koło Szczawnicy jest się czym zachwycać, bowiem stara murowana cerkiew o trzech nawach i dachu zwieńczonym trzema kopułami – środkową wyższą i dwiema niższymi zachwyca swym pięknem. Ta XVII-wiecznej budowla utrzymana jest w doskonałej kondycji technicznej. I żyje, mimo że nie korzystają już z niej greko-katoliccy  potomkowie rdzennych mieszkańców, którzy ją wznieśli;  funkcjonuje obecnie jako świątynia rzymsko-katolicka. W wyniku smutnych wydarzeń z okresu Akcji Wisła wysiedlono z Rusi Szlachtowej prawie wszystkich Łemków, a ich miejsce zajęli nowi mieszkańcy.

 

Zdjęcie
Szczęśliwie zarówno wyglądu bryły cerkwi jak i większości wystroju wnętrza nie zniszczono a wręcz przeciwnie, otoczono dbałością . I tu należy się podziękowanie dla zarówno proboszczów katolickich jak i mieszkańców okolicznych wsi, należących do parafii; ich zapobiegliwość pozwoliła na zachowanie  dziedzictwa kulturowego tamtych okolic. Życzę więc im wszystkim rozwiązania istniejących problemów.

Zdjęcie

Ubiegłoroczne święta wielkanocne oprócz zaskoczenia, jakim był powrót zimy dostarczyły mi innego niespodziewanego zdarzenia: spotkałam w Szlachtowej przybyszów ze Śląska, z Gliwic, którzy uczestniczyli w chrzcie świętym właśnie tutaj, w Małopolsce, w dawnej cerkwi,  miejscu tak zmienionym a jednak nie pozbawionym całkowicie swej historii.

PS. Na prośbę uczestników uroczystości zrobiłam wszystkim wspólne zdjęcie a teraz korzystam z okazji, aby złożyć życzenia zarówno rocznemu już dzieciątku jak i jego bliskim – dużo dobrego!




Minęło tylko/aż 150 lat

Jeden rok mija a inny nadchodzi. Zwykła kolej rzeczy. Jednak gdy popatrzymy na te minione lata bywa, że niczego nie zauważamy ale i zobaczyć możemy coś. Hmmm….

W 2015 roku minęło 150 lat od interesującej wymiany podarunków: car Rosji podarował księciu pszczyńskiemu Janowi Henrykowi XI Hochbergowi żubry- założycieli współczesnej populacji tych królewskich ssaków a ten drugi przekazał carowi  okazałe jelenie ze śląskich lasów.

 

Zdjęcie - zamek Hochbergów. Posąg lwa. Czy jest bardziej znany i podziwiany niż żubry pszczyńskie?

Te podarowane żubry dały początek czystej hodowli, która przetrwała do naszych dni – nigdy bowiem nie zostały skrzyżowane z bizonami, jak zdarzało się to w innych miejscach.  Z Pszczyny zaś zwierzęta wyjeżdżały do Japonii, Brazylii, Czech, Niemiec, Hiszpanii i innych krajów oraz do innych krajowych ośrodków hodowlanych. Ludzie – hodowcy oddani całym sercem swym zadaniom, ci którzy przez półtora wieku dbali o zachowanie i ochronę pszczyńskiej hodowli żubrów są godni wielkiego szacunku. Przysporzyli i nadal przydają ziemi pszczyńskiej i Śląskowi  splendoru. Hmmm…  Za dużo powiedziane? Przybywający tu goście z Europy i innych kontynentów chyba nie mieli wątpliwości podziwiając wyniki hodowli i pierwszej na świecie próby restytucji  gatunku. Zamiar Jana Hochberga został zrealizowany – gatunek największego polskiego ssaka  przetrwał do dzisiaj. To już 150 lat …

  

Zdjęcie - Czy zamkowy park w Pszczynie zostanie zniszczony przez krety, ssaki wiele razy mniejsze od żubrów? Przekonany się naocznie za miesiąc lub dwa. Moim zdaniem, trawnikom parkowym żubry nie zagrażają :)

 




Krok po kroku do celu - danie z jajek

Ulica Stroma prowadzi w dół. Ale i prowadzi w górę. Nic dziwnego. Jak to w Cieszynie ulice prowadzą w dół albo w górę mniej lub bardziej stromo.
To że po pracach przy kanalizacji pozbawiono ją twardej nawierzchni a stan tej pozostawionej mocno zachodzi „za skórę” przechodniom i mieszkańcom, też nie dziwi – mieliśmy to w TG: wyrwy, błoto, nierówności.
Ale… To, że w tę wąską, ciasną i zabłoconą okolicę warto zaglądnąć, to dość dziwna zachęta, prawda?

Ja to niniejszym czynię, bo pod numerem 10 znajduje się Wegachatka, bar wegetariański serwująca eksplodujące kolorem, smakiem, zapachem warzywa. A kotlety, parówki, kiełbaski, pasztety pasują do wegańskiego menu – są bezmięsne. Efekt eksplozji? SAMO ZDROWIE!
    

Zdjęcie  - danie z Wegachatki w Cieszynie

Zbliżają się święta wielkanocne, wiosenne, więc na czasie temat jaj. Dopasuję się, lecz nie o pisankach czy kruszonkach tu napiszę ale o wegetariańskiej potrawie jajecznej.

Krok 1: wydrążyć cztery duże pomidory, usunąć miąższ, sok, pestki
Krok 2: posypać wnętrza pomidorów solą, odwrócić otworem do spodu i pozostawić, aby puściły sok
Krok 3: Po 15 minutach wnętrze pomidorów oprószyć pieprzem, posiekaną drobno natką pietruszki i włożyć po pół łyżeczki masła
Krok 4: do tak przygotowanych wydrążonych pomidorów delikatnie wpić po jednym jajku, nie uszkadzając żółtka, posypać tartym parmezanem (lub innym żółtym serem) i zapiec w piekarniku przez 15-20 minut w temp. 180 st.C.
Cel osiągnięty: potrawa gotowa do spożycia. Smacznego! I na zdrowie!




Więcej! Więcej! Więcej!

Powroty w odwiedzane miejsca mogą niejednokrotnie zaskakiwać. Albo potwierdzać oczekiwania.

 I tak w pierwszym przypadku - nic się nie zmieniło.
Tego oczekiwałam po kolejnych odwiedzinach restauracji „Kogut i kurka” w Goczałkowicach Zdroju. Trafiono w dziesiątkę z miejscem, nie napuszony, przyjazny, ciepły, życzliwy gościom, który nie są tu intruzami i nie przeszkadzają w pracy personelowi. Paniom kelnerkom (zgrabne, zwinne i partnersko uprzejme) oraz szefowi kuchni  i wspierającym pracownikom pięć punktów na pięć możliwych przyznaję. Przesadziłam? Moim zdaniem nie. Niedowiarki niech przetestują osobiście. Nic się tam nie zmieniło już od ponad roku. Na szczęście!
 

Zdjęcie. Kogut, kurka, rybka - zwierzęta Goczałkowic. Nie wszystkie, bo nie opodal, w parku ...

Przypadek drugi: jak wiele się zmieniło!
Dworzec  przystanku kolejowego w Goczałkowicach, na trasie dawnej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, "nie miał lekko" w minionych latach. Zabytkowy budynek podupadał, niszczał, pyział (?). Za operacje dokonane na jego „ciele” oraz za przemiany otoczenia (lunety do obserwacji stawów, ścieżki, mostki, altanki, siłownię na wolnym powietrzu, akwarystyczny lokal w pobliżu, nad stawem) władzom lokalnym i społeczności tego małego śląskiego uzdrowiska pięć punktów na pięć możliwych samowolnie i spontanicznie przyznaję. I plus za zaskoczenie: nie „zrewitalizowano inaczej” czyli nie przywrócono tego terenu do stanu sprzed wzniesienia dworca. Rozsądek czy serce dla małej ojczyzny? Jedno i drugie. Tak trzymać!
 




Kanapki z widokiem na Nepomucena

Odwiedzanie lokali nie zawsze wiąże się z obżarstwem. To często degustowanie, testowanie, smakowanie.

Podróżami kulinarnymi nie mogę nazwać moich wyjazdów do miejscowości południa Polski ale … może to „przystanki  przy stolikach”?  
I oto kanapkarnia „Oliwka” w Rybniku przy Placu Kościelnym pod numerem 1.  Mikromaleństwo to to ale urocze, bo nie przeładowane meblami i detalami. Ogromna czarna tablica, na której wypisano białą kredą menu, za ladą pojemniki wypełnione kolorami warzyw i wędlin. A to oliwki, pomidory, ogórki, listki szpinaku, sałaty i inne jarzyny promiennie uśmiechają się wręcz przez szybkę do gości. 
  

zdjęcie

 Bułka mała czy duża? Ciemna czy jasna? Jakie wypełnienie? Proszę o kompozycję dowolną a w oczekiwaniu na kanapkę na wynos zasiadam nad talerzem z krupnikiem z kaszą jaglaną. Bez wkładki mięsnej i to jest to! Rewelacja! Oooo! !!ŁooooŁ!!!
Później gotowa kanapka w dłoń i można iść z takim drugim daniem  między kamieniczki starego miasta. Z Kanapkarni mamy zapewniony widok na Plac Kościelny z barokową rzeźbą Jana Nepomucena (bez jednej dłoni) w grupie z aniołkami, wymagającą już zabiegów konserwacyjnych i w jej tle kościół pw. Matki Boskiej Bolesnej. Miejsce dobre dla każdego. Europejskie współczesne smaki w scenografii starego śląskiego miasta.

  

Zdjęcie  




Czy jest tu coś ciekawego do obejrzenia?

 Temat spotkania otwartego dla mieszkańców w ratuszu dotyczył Gminnego Programu Rewitalizacji. Ustawa na ten temat weszła w życie w listopadzie 2015 roku i miasta (do nie dotyczy obszarów i gmin wiejskich) zaczęły ja realizować. Każda gmina plan przygotuje na własny sposób ale ... czy go zrealizuje? Czy zrealizują go Tarnowskie Góry...?

Zamiast snuć domysły, napiszę teraz o pewnym miasteczku śląskim - Grodkowie. Stareńkim i maleńkim ale moim zdaniem ho, ho! Godnym odwiedzenia.

  

Przy wjeździe do Grodkowa, pod wieżą wodociągową, zapytałam dwóch młodych mężczyzn, czy wieżę można zwiedzać i co jest w Grodkowie ciekawego do zobaczenia. Odpowiedź na pytanie pierwsze – NIE, wieża ciśnień pełni rolę magazynu sprzętu sportowego, gdyż w jej bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się boisko do piłki nożnej. Odpowiedź na pytanie drugie: NIE, niczego ciekawego tu nie ma. Co do pierwszego tematu, zrozumiałam ale drugiej odpowiedzi nie, ponieważ godzinę wcześniej zajrzałam w komóreczkę i przemknęła mi informacja o średniowiecznym rodowodzie tego niewielkiego dzisiaj miasteczka.

Pojechałam więc do centrum a tam… cuda, panie, cuda! Mury obronne z XIV wiek )fragmenty) w odległości kilkunastu metrów od bloków epoki socjalizmu. Kościół farny z XIII wieku (z późniejszymi zmianami). Kościłó ewangelicki z XIX wieku – rujnowany na potęgę od czasów powojennych. Bramy miejskie – Więzienna, Ziębicka, Lewicka też od średniowiecza trwają. Ratusz z XIX wieku z zachowaną renesansową wieżą i jeszcze domy, domy, domy (w jednym urodził się Józef Elsner), kamienice, synagoga (na pierwszym piętrze), parki zabytkowe itd. No, ja Wam powiem! To się nazywa Śląsk!

PS. Nocleg spędziłam w urokliwym pensjonacie na starym mieście, przypominał mi mikro pałacyk pławniowicki. No, może przesadziłam ale to dopiero było coś! Klimatyczne, niepospolite, zachowane dzięki inwencji i dobrej woli właścicieli.

    

PS. 2 Ech, ten ryneczek! Z ratuszem na środku, z iluminowaną fontanną, pomnikami, ławkami i innymi elementami małej architektury. Uszyty na miarę,

Szanowni Grodkowianie! Bądźcie dumni ze swego miasteczka! Ale poznajcie je lepiej. Przy tej okazji życzę również tarnogórzanom, aby poznawali swoje miasto - docenią je wówczas i będą szanować.




O rzut beretem...

Aktualności miejscowe i z sąsiedztwa.

Tu, na miejscu, w naszym mieście obserwuję, jak zapewne wielu mieszkańców, kibicuję jak i inni, podziwiam starania Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej o wpisanie na listę światowego dziedzictwa UNESCO terenów, obiektów, miejsc, o istnieniu których niejeden dowiaduje się dopiero właśnie dzięki tym staraniom. A ich wartości kulturowej i niektórzy jeszcze nie doceniają a docenili założyciele Stowarzyszenia i jak to czynią obecni jego członkowie.

A skoro o dziedzictwie zaczęłam, to i kontynuuję ale z nieco innej perspektywy - sąsiada. I tak, moje krótkie wypady  do mniejszych i większych miejscowości powiatu, województwa śląskiego i nieco dalej – na Dolny Śląsk,  wchodzą mi w nawyk – praktykuję je od dwóch lat częściej niż kiedykolwiek przedtem i póki co nie zaprzestanę. I zachęcam innych do poznawania okolic wokół Tarnowskich Gór.

Za miedzą. O rzut beretem. Za płotem. W sąsiedztwie.10 kilometrów, 15, 20 albo 30 kilometrów od Tarnowskich Gór wybieram cele, czasem spontanicznie, na godzinę wręcz przed wyjazdem a inne planuję na kilka, kilkanaście dni lub tygodni wcześniej.

 I tak ostatnie 3 pod hasłem „Muzea”.
    

Zdjęcie 1 – 27 stycznia, Bytom Muzeum Górnośląskie. Wernisaż wystawy:  „Obozy jenieckie Teschen w latach II wojny światowej”. To czesko-polski projekt z wykorzystaniem archiwaliów oraz autentycznych przedmiotów-pamiątek pochodzących  z obozów jenieckich Lamsdorf i Teschen, komand pracy i innych miejsc na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim.

    

 Zdjęcie 2 – 31 stycznia, Gliwice, otwarcie Domu Pamięci Żydów Górnośląskich w odrestaurowanym żydowskim domu przedpogrzebowym. Miejsce zapowiadane jako: „przestrzeń dialogu międzykulturowego, debat na temat tolerancji i koegzystencji różnych religii, kultur i narodów” z trudnością mieściło przybyłych – mieszkańców Gliwic, przyjezdnych oraz ekipy telewizyjne i prasowe.

    

 Zdjęcie 3 – 06 lutego, Gliwice, pierwsze oprowadzanie kuratorskie po wystawie pod nazwą „ Wiek pary. Maszyny, które zmieniły świat”, której wernisaż miał miejsce dzień wcześniej. Znalazły się wśród eksponatów i te, które na stałe zgromadzone są w tarnogórskim muzeum a jednym z dwójki kuratorów, którzy wystawę przygotowali, był pan Przemysław Rubacha naszego Muzeum.

Bez zdjęcia  – 12 lutego br., Tarnowskie Góry, Rynek 1 – otwarcie wystawy  "Chwile w obiektywie uchwycone – fotografie Antona Kubika". Nie zastanawiać się! Kierunek Muzeum – naprzód!




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |