O komórce. O, komórko!

   Pan Jakub Pudełko zwykle stoi w drzwiach "Czarnulki" albo "Małej Czarnej" czy "Cichociemnej" (jednej z sal TCK), gdy publiczność wypływa lub wpływa do tego pomieszczenia. Takoż było i tym razem ale nie w zwiazku z seansem filmowym kina "Olbrzym" ale w ramach konkursu "Kinematokomórka 2011". Laureaci wyszli, zaś wszedł garnitur gości na spotkania z kulturą. A właściwie z kulturoznawcą z Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy. Niezła nazwa dla współczesnej uczelni, co nie?.

   Nieobecnych na wykładzie doktora Tomasza Bielaka ( piątek, g. 19:00) informuję, że stracili wiele. Nie tylko potoczystość i rzeczowość wypowiedzi, wielość i jakość użytego słownictwa ale i dykcja i aparycja wykładowcy warte są przywołania. Przyciskanie klawiszy, przesuwanie paluszkiem, nakręcanie, nagrywanie, rejestrowanie - to powtarzające się w wypowiedzi młodego naukowca znane i proste terminy. Jednak myliłłby się ktoś, kto uznałby wykład za nudny nie wszedłszy na salę TCK. Nowomowa czy nowojęzyk komórkowy może nie został jeszcze przez językoznawców opisany ale terminy użyte przez sprawnego pana doktora zainteresowały chyba już któregoś z nich.

        

   Jakie perspektywy i zagrożenia stoją przed człowiekiem posługującym się telefonem komórkowym? Nie zdążyliśmy na ten temat przeprowadzić zapowiedzianej słowami "porozmawiamy, powiemy sobie, pomówimy" dyskusji, bowiem wykład zdominował
przeznaczone na spotkanie 50 minut. Podyskutować każdy ze słuchaczy mógł już sam ze sobą albo z innym wybranym słuchaczem, niestety już bez udziału autora wykładu, który dla wielu mógłby być wzor(c)em prelegenta.
................................................................................
    We czwartek założono na powrót w kościele PiP trzy pierwsze odnowione witraże. Wierzcie mi, te nieruchome, martwe bo zastygłe w szkle i ołowiu szklane obrazy są wielokroć
wspanialsze od dotykowego ekranu komórki, przesuwającego się węża albo migających pikseli na fejsbuku. I ważniejsze, bowiem przynoszą ze sobą oglądającemu rzadki dar - pokój. Na zdjęciu poniżej - ramki ołowiane kolorowych szkiełek widoczne są po renowacji nawet z zewnątrz budowli.
http://tarnowskiegory.net.pl/foto/main.php?g2_itemId=28853

       

PS. Telefon komórkowy... Taki ważny, że jest ważny ponad wszystko. Reklama? Czy subiektywizm?   




Spokojne piękno. Piękny spokój.

Genius loci.... W kościele pw. Piotra i Pawła unosi się on z pewnością. Choć wydarzenia historyczne i II Sobór Watykański miejsce te zmieniły w sposób radykalny, wypełnia on mury tej najstarszej tarnogórskiej budowli sakralnej w swoisty sposób a to również za sprawą umieszczonych tu przed ponad 100 laty witraży. Ksiądz Kokott zamawiając witraże w pracowni Wictora van der Forsta sprowadził do naszego miasta coś pięknego. I coś dającego spokój i refleksję. I to coś trwa do dzisiaj.

 Patrząc na kolorowe obrazy trzymam w palcach rąbek szaty MM, czuję wypukłość misternych haftów tam utrwalonych, głaszczę runo owieczki i pióra gołąbków, wyczuwam woń kadzidła i ciepła zapalonych w menorach świec, mrużę powieki w promieniach przenikających krajobrazy Ziemi Świętej. Poznać, to znaczy zrozumieć ducha miejsce zamieszkującego.

Dzisiaj pani Agnieszka, tarnogórska witrażystka, instalowała w dawne miejsca witraże, które wróciły do kościoła po renowacji. Widziałam ją, stojąc na zewnątrz kościoła, gdy na rusztowaniu, na męskim chórze w transepcie, przygotowywała okna osłaniające właściwe witraże (czyli zwyczajnie - czyściła je ścierkami ale i nowoczesną elektryczną myjką).

Interesujacy reportarz znajduje sie w Portalu Powiatu Tarnogórskiego. Tytuł? Wiadomy. Podtytuł? Może "Przywołane światłem piękno" http://tarnowskiegory.net.pl/foto/main.php

        




Grube ryby w Rybnej

   Genius loci.... O duchu miejsca mówiono w Rybnej, gdzie w pałacu rodowym tarnogórskich ziemian przedstawiono książkę: "Pałac w Rybnej i jego właściciele". Autor, Kamil Łysik, jak sam powiedział, czekał 10 lat na jej wydanie. Czy to dobrze, że tak długo czekał? Że wyznał ten fakt?  

  Dzisiaj pałac odwiedzili urzędnicy miejscy i powiatowi oraz ci, którzy pomocą swą wsparli autora w jego pracy i przedstawiciele społeczeństwa rybnieńsko-tarnogórskiego. Zasiedli w kręgu publicznym, nogę na nogę zakładali, podbródki popodpierali i słuchali, słuchali, słuchali...Tych, co mieli coś rzeczowego do powiedzenia.
 
Pan Kamil zaś, młody i wykształcony człowiek, o obliczu południowca i sylwetce skandynawskiej, w dobrze dobranym do okazji garniturze, intelektualnym zaroście na policzkach, z romantycznym uśmiechem i zadumą w bystrych i błyszczacych oczach, zajmował należne mu, zaszczytne miejsce - w centrum mikroprzestrzeni sali koncertowej ogarniętej makroświatem Śląska. Mikro- i makro -terminy te często używano tego wieczoru.

Jako jedna z uczestniczących w spotkaniu szczerze polecam lekturę książki, bowiem sama się z nią zapoznałam. Mniemać należy, iż wzbudziła ona również zainteresowanie urzędników a nawet burmistrzów, o czym świadczyła ich obecność (wysoko podnieśli tym samym rangę spotkania). Czy zatem można mieć nadzieję, że władze zamierzają wyraźniej wspierać lokalnych przedstawicieli nauki i kultury? A różnie z tym wsparciem w przeszłości bywało.  

Gratuluję spełnionemu już, szczęśliwemu ojcu literackiemu, panu Kamilowi Łysikowi, i życzę doczekania dalszego potomstwa historyczno-literackiego jemu osobiście oraz innym tarnogórskim twórcom.




Pytania o różnice

Obserwując przygotowania a następnie relacje z wydarzeń w Polsce z okolic 10 kwietnia, nie miałam watpliwości, co do tego, która uroczystość jest ważniejsza a rocznica znaczniejsza. Zapewne wiele osób również udzieliło sobie odpowiedzi na pytanie: ta dotycząca zbrodni wojennej w Katyniu czy ta w sprawie katastrofy lotniczej w Smoleńsku? Inni nadal trwają w niepewności.
....................    
Gdy zapytałam w którymś z wcześniejszych wpisów do bloga o tarnogórski bubel i antybubel roku 2010, odpowiedzi żadnej od czytelników nie było. Nie było bubli? Ani sukcesów? Ja sama mam kilka mocnych kandydatur a dla przykładu teraz powiem o pierwszej parze.
Bubel - brzydkie i tandetnie wykonane, wśród bałaganiarskiej scenerii umieszczone na rynku lodowisko w sezonie zimowym 2009/2010. Jeden z przykładów obojętności na partactwo, przyzwyczajania do szpetoty. Szczęśliwie nie powtórzono tej frajdy za niemałe gminne pieniądze tej zimy 2010/2011. 

       

Antybubel: wprowadzenie porządku do parku miejskiego, uporządkowanie i utwardzenie alejek (choć ja wolałabym nie beton a naturalny grunt), oczyszczenie poszycia roślinnego, wprowadzenie oświetlenia itp. (te prace nadal trwają). To zadanie nasza władza wykonała poprawnie. Czekam jeszcze na gustowną tablicę informacyjną (koniecznie z nazwiskami fundatorów parku: Kokota i Ottego) oraz na powiększenie i doposażenie placu zabaw dla dzieci (przydałaby się jakaś altana). Widząc, że pan Burmistrz zadbał o tak wiele a urzędnikom nieźle całość wyszła,
sądzę, że te szczegóły nie zostaną pominięte. 

Zdjęcie - zdjęcia nie będzie, trzeba iść do parku i samemu podziwiać zmiany.




Gorączkowa fobia i naturalna obrona

  • 25 % rodziców podaje dzieciom leki przeciwgorączkowe przy temperaturze nizszej niż 37,8 st.C
  • 85 % budzi śpiące dziecko, aby podać mu lek przeciwgorączkowy
  • 15% podaje dzieciom zbyt wysokie dawki leków antypiretycznych (przeciwgorączkowych)
To wyniki badań wykonanych wśród populacji amerykańskich rodziców. A jak jest w Polsce? Chyba nie przeprowadzano tak szczegółowych badań, natomiast wiadomo, że wielu polskich rodziców praktykuje podawanie dzieciom antypiretyki nawet przy minimalnym podwyższeniu temperatury ciała. Przypomnijmy, iż gorączka sama w sobie nie jest chorobą ale fizjologicznym, naturalnym mechanizmem obronnym przed infekcją. Dlatego zbyt pochopne, zbyt szybkie "zbicie" gorączki utrudnia organizmowi walkę z zakażeniem i przedłuża czas choroby.

Co robić zamiast natychmiastowego dawkowania antypiretyków? Podawać dziecku dużo płynów, obserwować inne objawy, monitorować temperaturę dziecka.

Artykuł: Puls Medycyny, nr 5(226) 23 marca 2011. "Nie trzeba bać się gorączki u dziecka"., Maria Koton-Czernecka  



Miejskie światło na bruk.

Dyskusja na temat ulicy Krakowskiej, która rozgorzała niedawno po ukazaniu się kilku informacji w lokalnych mediach papierowych i internetowych, szybko ucichła, jak można było przewidzieć. I mnie wypowiedzieć się nie było wówczas nietaktem. Ale nie zrobiłam tego, bowiem wielokrotnie przedstawiałam swoje stanowisko  w różnych okolicznościach, bo i na sesjach rady miejskiej, w czasie posiedzeń komisji RM, na internetowym forum dyskusyjnym i we własnym blogu, na przykład tu: http://www.tg.net.pl/blog/post/kosiba-lesiak/1097/Modus-vivendi. Ale podczas niedzielnego spaceru naszym deptakiem odświeżyłam kilka przemyśleń. To dobrze, że podjęto próbę poprawienia projektu Krakowskiej. Niedobrze, że po kilku latach pracy i dyskusji z udziałem mieszkańców (koniec z dyskusjami!) jego realizacja wymagać będzie zaangażowania wyłącznie środków gminnych a nie zapowiadanych pozagminnych. Coś nie zagrało. Teraz trzeba będzie zdecydować, z jakich zadań zrezygnować na rzecz Krakowskiej. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastko.
        
         
 To dobrze, że logika zastukała do drzwi miasta - dzięki temu dźwiękowi zajaśniały na projekcie zawieszone nad tą wąską ulicą lampy a zniknęły stojące latarnie-zawalidrogi . Nadal na murach kamienic są jeszcze haki i bloczki - pozostałości po stuletnich lampach wiszących. Na zdjęciu po lewej - coś współczesnego (lampa), po prawej - pod gzymsem, hak i bloczek).

Młotki na nawierzchni? Dobrze, ale jak umieszczone - obuchem do rynku czy od rynku? Trakt prowadził z Krakowa, więc logicznie przybysze nadjeżdżający stamtąd, od bramy krakowskiej, powinni widzieć najpierw trzonki i daty i tak aż do rynku. Projekt przewiduje odwrotnie; może może być
Dobrze, że pomyślano o ulicy Tylnej ale czy dobrze? To historyczne zaplecze i rynsztok dla kamienic z Krakowskiej. A teraz czym jest? Obsadzić ją ławeczkami z widokiem na parking i samochody? No, może się spodoba. Zresztą, projektanci i decydenci najlepiej wiedzą, więc się stanie ich wola; najwyżej trochę ponarzekamy, pokrytykujemy ale po jakimś czasie każde gadanie przycichnie. No, chyba że pojawi się gość - pani Konsekwencja Działania.



Jet

Ptasi Jet. To pseudo nadałam znajomemu małemu ptaszkowi. Nadchodzi poniedziałek. Rudzik to nie jest (dawniej tak sądziałam) ale pleszka. Jak co roku wprowadził się z małżonką do gniazda na kasecie rolety nad oknem - lekko uchylone przez cały ciepły weekend okno umożliwiło mi słuchanie jego podśpiewajek ze szczytu pobliskiego drzewa. Zaś moja praca w tygodniu roboczym uniemożliwi mi obserwację dwóch przelatujących wielokrotnie przed oknem skrzydlaczków. Trasa parkan - kaseta oraz kaseta - parkan przelatywana razy ... no może 543 dziennnie. To chyba światowy rekord przelotów? 

Jumbo (Jet) - takie imię nosi pies znajomych, którego krótkoterminową matką zastępczą była moja suczka. W czasie jednego weekendu Jumbo błyskawicznie zaabsorbował "międzypsie" zwyczaje (do tej pory ten roczny piesek był raczej izolowany od pobratymców), dzięki czemu okrzepł jak na młodzieńca przystało i stał się mniej bojaźliwy a nawet pewniejszy w kontaktach. 

Viagra Jet to nazwa nowej postaci Viagry. Tabletka do żucia, jak podaje jej producent, jest tak samo skuteczna jak ten lek w swej tradycyjnej formie. Pierwsi szczęśliwi klienci będą mogli nabyć ją w Ameryce Łacińskiej.  

    




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |