O Canada

"God keep our land glorious and free"... (Boze zachowaj nasza ziemie w chwale i wolnosci) - tak brzmi jedna z ostatnich linijek tekstu narodowego hymnu Kanady - "O Canada". 14 razy odgrywany byl kanadyjski hymn, na konczacych sie wlasnie Zimowych Igrzyskach Olimpijskich "Vancouver 2010". Wyjatkowe to byly Igrzyska. Tylu zlotych medali na jednej Olimpiadzie, nie udalo sie jak do tej pory, Kanadyjczykom nazbierac. I do tego, zakonczyly sie te igrzyska WIELKIM FAJERWERKIEM. Kanadyjska, meska (damska zreszta tez) druzyna hokejowa zdobyla zloty medal, po zacietej walce z druzyna amerykanska. W czasie trwania meczu, jechalam wlasnie, przez prawie "wymarle" miasto Barrie. Tylko kilka samochodow minelam po drodze. Prawie wszyscy Kanadyjczycy siedzieli w domach przed telewizorami dopingujac swojej ukochanej druzynie. A potem... potem byl wybuch niesamowitej radosci i dumy, i "O Canada" poplynelo z piersi. Poplynelo tez litrami... piwo i pewnie dalej plynie. Nawet ja sie nie oparlam i chociaz zdarza mi sie to rzadko - wypilam z radosci kanadyjskiego "Budweiser'a" - ulubione piwo chlopaka mojej corki. Ciagle pije, spogladajac od czasu do czasu w telewizor, bo wlasnie nadaja transmisje z uroczystosci zakonczenia Igrzysk. Powod do swietowania mam zreszta podwojny, bo przeciez Justyna Kowalczyk pokazala niezwykly hart ducha i swietna forme, ze o Adamie Malyszu nie wspomne. " Jeszcze Polska nie zginela..."
No to juz koniec.

To nastrojowe, kanadyjskie zdjecie zrobilam wczoraj stojac na progu mojego domu. Zima trzyma. Nie poddaje sie.

Image

Vancouver

Juz 10 000 lat temu, tereny ktore zajmuje dzisiaj miasto Vancouver, zamieszkiwane byly przez liczne plemiona tubylcze kontynetu polnocno-amerykanskiego. Plemiona te, zwane "Coast Salish group", mialy swoje liczne osady rozlokowane na terenie Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, oraz stanow Waszyngton i Oregon w USA. Mowily one dialektami nalezacymi do jednej grupy jezykowej zwanej "Salish language".

Pierwszymi Europejczykami, ktorzy dotarli i badali polnocno-zachodnie wybrzeza Ameryki Polnocnej, byla zaloga okretu hiszpanskiego kapitana, podroznika i odkrywcy o nazwisku Jose Maria Navarez. W 1791 roku, na pokladzie szkunera "Santa Saturnina", dotarli oni do zachodnich brzegow dzisiejszej Kanady w okolicach dzisiejszego miasta Vancouver. Wielu badaczy uwaza jednak, ze to slawny angielski kapitan, vice-admiral, polityk i pirat w jednnej osobie - Sir Francis Drake - mogl doplynac do zachodnich wybrzezy Kanady juz w roku 1579, czyli w czasach Ery Elzbietanskiej. Razem ze swoja zaloga "rozbijal" sie calkiem niedaleko, bo u brzegow dzisiejszej Kalifornii. Jednoznacznych dowodow na to jednak nie ma.

Image

Sir Francis Drake [1540-1596]

W kwietniu 1791 roku, angielski kapitan Brytyjskiej Krolewskiej Marynarki - George Vancouver - wyruszyl z Anglii, na czele dwoch okretow, na ekspedycje w rejony Pacyfiku. W pierwszym roku swojej wyprawy, George Vancouver dotarl do wybrzezy Australi, Nowej Zelandii, Tahiti oraz Chin, badajac po drodze linie brzegowa i zbierajac okazy botaniczne. W kwietniu 1792 roku, zaloga pod dowodctwem kapitana Vancouvera, doplynela do wybrzezy dzisiejszych stanow Waszyngton i Oregon w USA oraz wybrzezy Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie. Byli pierwszymi Europejczykami, ktorzy wplyneli do zatoki, nad ktora polozone jest obecnie miasto Vancouver.

Image

Kapitan George Vancouver [1757-1798]

Kapitan George Vancouver zmarl w niecale 3 lata po zakonczeniu swoich morskich podrozy. Zmarl w roku 1798, w wieku lat 40-stu, w zapomnieniu (jak to sie czasami wielkim ludziom zdarza), pozostawiajac po sobie skromny grob przy kosciele Sw. Piotra w Petersham w Anglii, oraz bardzo wiele wartosciowych szkicow i map. Jego mapy byly niezwykle dokladne i sluzyly jeszcze wielu generacjom zeglarzy. Zdaniem wielu badaczy, Vancouver "zlokalizowal" polnocno-zachodnie wybrzeze Ameryki Polnocnej na mapie swiata. Udowodnil tez, ze sugerowane przez wielu zeglarzy w tamtych czasach, przejscie wodne pomiedzy Pacyfikiem i Atlantykiem na szerokosciach geograficznych ponizej Ciesniny Beringa - nie istnieje.
W dowod pamieci nazwiskiem kapitana Vancouvera zostaly nazwane:

Wyspa Vancouver w Kanadzie
miasto Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie
miasto Vancouver w stanie Waszyngton w USA
Polwysep Vancouver w Australii
Gora Vancouver w Kanadzie.

Image

Pomnik George'a Vancouver'a w Vancouver.
Jeden z wielu w tym miescie.

PS. Nazwisko Vancouver pochodzi od holenderskiego wyrazenia "van Coevorden", ktore z kolei oznacza "z Coevorden" czyli "z miasta Coevorden" w polnocno-wschodniej Holandii.
Wszystkie zdjecia pochodza ze stron internetowych.

Zimowy Festiwal

Zima trwa ciagle w najlepsze, ale juz wielkimi krokami zbliza sie do nas wiosna. Zeby umilic mieszkancom Barrie okres oczekiwania na jej przyjscie, co roku w lutym organizowany jest w naszym miescie - Barrie Winterfest and Festival of Ice - czyli Festiwal Zimy i Lodu. W miniona sobote i niedziele w parku nad zatoka jak rowniez w kilku innych miejscach w calym Barrie odbywalo sie wiele ciekawych zabaw i imprez. Mozna bylo przejechac sie wozem zaprzegnietym w konie albo saniami zaprzegnietymi w... psy. Wyscigi psich zaprzegow to calkiem popularny sport wsrod ludzi polnocy. Odwazniejsi mogli przeleciec sie helikopterem, a mniej odwazni pozjezdzac na wielkiej zjezdzalni usypanej ze sniegu, albo zagubic sie w zawilosciach wielkiego labiryntu zrobionego z lodowych blokow. Byly tez pokazy pilowania drzewa, 5-cio kilometrowy bieg Chilly Kelly Community Run, oraz kapiel w przerebli wykutej w zamarznietym jeziorze (to tylko dla odwaznych).

W cieplych wnetrzach wielu obiektow Barrie odbywaly sie: Winterfest Jazz Festival i Blues Festival, festiwal filmowy Reel Stories Film Festival oraz wiele innych imprez. Zabawy bylo co niemiara. Ja takze odwazylam sie wyjsc z domu na swierze powietrze, chociaz bylo dosc mroznie (-9 st.C) i wietrznie. Wsrod festiwalowego, opatulonego tlumu nad zatoka, mozna bylo uslyszec mieszanine jezykowa: od japonskiego poczawszy, poprzez chinski, hinduski, rosyjski.... no i angielski. A teraz to juz najwyzsza pora na wiosne.

Zrobilam pare zdjec, chociaz palce marzly mi niemilosiernie. Dobrze ze chociasz slonce przygrzewalo.

Image

Ogromna "olimpijska" zjezdzalnia usypana zostala ze sniegu. Kolejka na nia byla jednak spora wiec zrezygnowalam ze zjazdu. Zreszta odziana bylam niezbyt odpowiednio na zjaz na tylku po sniegu.

Image

A to - wielki lodowy labirynt zbudowany z lodowych blokow.

Image

A to ja, czyli kanadyjska tarnogorzanka - wasza blogerka. W rekach trzymam olimpijska pochodnie, ktora wziela udzial w olimpijskiej sztafecie biegnacej m.in. przez nasze miasto. Sztafeta ciagle biegnie. Obecnie jest juz w Kolumbii Brytyjskiej zeby za piec dni dobiec do Vancouver na otwarcie Olimpiady.

Image

Mozna bylo sie przejechac psim zaprzegiem...

Image

....albo helikopterem. Taka przejazdzka nie byla jednak tania, 40 dolarow za jakies 10 minut lotu.

Groundhog Day

Jak Ameryka (Polnocna) dluga i szeroka, bohaterem dzisiejszego dnia jest male futrzane zwierzatko zwane u nas groundhog (swiszcz amerykanski). W wielu miastach i miasteczkach Kanady i USA oczy ich mieszkancow skierowane byly dzisiaj rano na norki, w ktorych swiszcze budzily sie z zimowego snu. Zgodnie z dawna, ludowa tradycja, jesli 2 lutego budzacy sie ze snu hibernacyjnego groundhog wyjdzie ze swojej norki i zobaczy swoj cien, to wroci do nory zeby spac dalej - a to znak, ze zima bedzie trwala jeszcze 6 dlugich tygodni. Jesli budzacy sie groundhog swojego cienia nie zobaczy to wyjdzie z norki na spacer - to znak, ze wiosna zawita wczesnie.

Graundhog Day obchodzony byl w USA bardzo uroczyscie, w poludniowowschodniej i srodkowej Pennsylvanii, juz w 18-tym wieku. To niemieccy emigranci przywiezli ten zwyczaj ze soba z Europy. Grounhog Day ma bowiem swoje korzenie w poganskich, europejskich przepowiedniach pogody, w ktorych glownymi bohaterami byli borsuk albo niedzwiedz.

Dzisiaj, najbardziej znani futrzani "przepowiadacze pogody" w Kanadzie to groundhog o imieniu Wilie z miasta Wiatron w prowincji Ontario oraz groudhog Sam z Shubencadie w prowincji Nowa Szkocja. W Stanach Zjednoczonych najslawniejszym "meteorologiem" jest od dawna groundhog o imieniu Phil z miasta Punxsutawney w stanie Pennsylvania. Wlasnie w Punxsutawney odbywaly sie dzisiaj najwieksze w Polnocnej Ameryce uroczystosci z okazji Groudhog Day. Zgodnie z tradycja, w czasie tych uroczystosci, jedynym dozwolonym jezykiem jest stary, niemiecko-pennsylwanski dialekt. Wszyscy ci, ktorzy odwaza sie mowic po angielsku, placa kare w postaci 10 lub 25 centow za kazde wymowione po angielsku slowo.

Dzisiaj rano niestety, wszystkie groundhogi w calej Ameryce Polnocnej zobaczyly swoj cien po wyjsciu z norek i wrocily do nich zeby jeszcze troche podrzemac. To znak, ze przed nami jeszcze 6 dlugich tygodni zimy. No trudno. Jakos to przezyjemy.

Image

Obchody Groundhog Day w Punxsutawney, w Pennsylwanii w 2005 roku. Na zdjeciu - bohater uroczystosci graundhod Phil.
Zdjecie pochodzi ze strony internetowej nationalgeographic.com.

Lodowisko

Nie chce mi sie wierzyc, ze u Was, to znaczy w Tarnowskich Gorach, no i w calej Polsce, jest taka sroga zima. ZA MOICH CZASOW takich mroznych zim nie bylo. Przynajmniej ja sobie nie przypominam. Co to sie na tym swiecie porobilo. Wszystko sie poodwracalo. U nas w Barrie, dla odmiany, przez pare ostatnich dni byla prawdziwa wiosna. Wczoraj obficie padal deszcz a snieg topil sie w oczach. Ja tam sie cieszylam, ale organizatorzy Zimowych Igrzysk Olimpijskich Vancouver 2010 zamartwiaja sie, bo na zachodnim wybrzezu Kanady, od dwoch tygdni tez panuje prawdziwie wiosenna pogoda. W Vancouver leje deszcz a snieg znika. Podobno w niektorych miejscach zakwitaja powoli czeresnie. W prowincjonalnym parku bardzo blisko Vancouver, na gorze Cypress Mountain, planowane sa olimpijskie zawody snowboardowe. Tymczasem, 3 tygodnie przed Olimpiada, sniegu na gorze nie ma. 35 armatek snieznych pracuje na okraglo produkujac snieg, ktory potem spychany jest na trasy zjazdowe. Mgla i slaba widocznosc - to nastepny powod do zmartwienia. Wszyscy maja nadzieje, ze pogoda sie jednak poprawi i zrobi bardziej "olimpijska". Wszystko jest juz bowiem zapiete na ostatni guzik, a Vancouver i okolice czekaja na pierwszych sportowcow. Same tylko wydatki na zapewnienie bezpieczenstwa na igrzyskach wynosza juz 1 bilion dolarow. Piec razy wiecej niz przewidywano.

Dzisiaj w Barrie juz sie troche ochlodzilo. Jest -1 st.C. W zeszla sobote tez tak bylo. Pojechalam do downtown, czyli srodmiescia Barrie, zeby oddac moje pozyczone filmy do biblioteki. Zatrzymalam sie na chwile przy naszym miejskim ratuszu. Tak jak w Tarnowskich Gorach, znajduje sie przed nim lodowisko. Slizgawka jest jednak bezplatna, a wszelkie koszty zwiazane z jej utrzymaniem pokrywa miasto. W ratuszu znajduje sie tez szatnia dla lyzwiazy i toalety. Kiedys, czesto jezdzilysmy z corka na lyzwach przed naszym ratuszem. W zeszla sobote, przystanelam tylko na chwilke zeby przyjzec sie plasajacym w rytm muzyki lyzwiazom. Niestety nie mialam czasu na lyzwy. Zrobilam za to pare zdjec. A w lecie, nasza ratuszowa slizgawka zamieni sie w piekna sadzawke z fontanna. Lato juz niedaleko.

Nasza ratuszowa slizgawka w Barrie:

Image

Image

A w lecie w miejsce lodowiska pojawi sie sadzawka z fontanna.

Image



Biblioteka

W zeszla sobote ocieplilo sie znacznie. Caly swiat jakby odtajal zblizajac sie do temperatury 0 st.C. Wiewiorki przebudzily sie i wyszly ze swoich gniazd (w Kanadzie wiewiorki robia sobie gniazda), zeby wesolo baraszkowac na sniegu, a sasiedzi pojawili sie w wiekszych ilosciach przed swoimi domostwami, zeby radosnie pogawedzic i nacieszyc sie cieplejsza pogoda. A ja postanowilam odwiedzic nasza miejska biblioteke. Oj, dawno juz do niej nie zagladalam. Jakies dobre pare miesiecy. Pojechalam, pooddychac troche "ksiazkowym" powietrzem no i wypozyczyc pare pozycji ksiazkowych i filmowych.

Image

Pierwsze kroki skierowalam jak zwykle do kacika z ksiazkami w jezykach obcych. Piszac "obcych", mam na mysli rozne jezyki swiata z wyjatkiem angielskiego. Maja w naszej bibliotece swoje kaciki: ksiazki pisane po wietnamsku, koreansku, wlosku, polsku, niemiecku, no i w paru jeszcze innych jezykach. Kazdy kacik jezykowy zajmuje niewiele miejsca, jakies 3-4 polki sredniej dlugosci. Ja skierowalam moje wytesknione oczy na polki z literatura pisana po polsku. Przebieglam pare razy wzrokiem wszystkie pozycje. Nie bardzo wiedzialam na co sie zdecydowac.

Image

W koncu, prawie w "locie", wlozylam do koszyka dwie ksiazki: "Konstancin" Mirona Bialoszewskiego i ksiazke o fascynujacym tytule "Lala" Jacka Dehnela. O Bialoszewskim slyszalam to i owo, a moze nawet czytalam jakas jego ksiazke. Prawde mowiac juz nie pamietam. Imie i nazwisko - Jacek Dehnel - bylo mi jednak calkiem nieznane. Ale od czego mamy GOOGLE ! Po powrocie do domu, postanowilam zaciagnac jezyka o tajemniczym Jacku Dehnelu. Okazalo sie, ze w ciemno, wybralam calkiem dobra ksiazke. Denhel to mlody i bardzo utalentowany polski autor. Ja, o wspolczesnej literaturze polskiej mam mgliste pojecie. Chetnie czytam tylko ksiazki Olgii Tokarczuk. Teraz wciagnela mnie "Lala" Jacka Dehnela. Jest bardzo ciekawa i pisana ladnym, prostym jezykiem.

Image

Przed wyjsciem z biblioteki odwiedzilam jeszcze kacik z filmami w jezyku polskim. Wybor nie byl duzy, wiec siegnelam po film "Dezerterzy" Janusza Majewskiego. Nie dosc, ze obsada jest swietna, to jeszcze na pudelku umieszczona jest notatka, ze film byl zakazany na Wegrzech z powodu niezbyt pochlebnego przedstawienia austro-wegierskiej armii ??? Filmu jeszcze nie ogladalam.
Pare innych filmow, ale juz w jezyku angielskim, wypelnilo moj biblioteczny koszyk. A na pozegnanie zrobilam jeszcze jedno zdjecie z wnetrza naszej biblioteki w Barrie.

Image

Na narty

Poswiateczne sprzatnie zabralo mi chyba wiecej czasu niz przedswiateczne przygotowania. Najbardziej uciazliwe bylo jak zwykle rozbieranie swiatecznej choinki. Wszedzie igly - na podlodze, na dywanach, w grzejnikach, we wlosach, w garazu... Kiedy juz pozbylam sie mojego pieknego, pachnacego drzewka, postanowilam sobie, ze juz nigdy wiecej... igiel i czym predzej udalam sie do pobliskiego sklepu w poszukiwaniu choinki sztucznej. Mialam szczescie - sztuczne choinki byly wlasnie na wyprzedazy. Za dwumetrowa, pieknie przystrojona swiatelkami zaplacilam 17 dolarow. Orginalna cena choinki byla 69.99 dolara. Tegoroczne bozonarodzeniowe swieta, bede wiec wolne od wszelkich choinkowych stresow.

W miniona srode przyszla wreszcie pora na relaks oraz odnowe psychiczna i fizyczna. Udalo mi sie wyrwac na narty do naszego barryjskiego osrodka sportow zimowych - Snow Valley (Sniezna Dolina). Osrodek polozony jest niecale pol godziny jazdy od centrum Barrie. Okolice Barrie to glownie pagorki i doliny - cos w stylu tarnogorskiego krajobrazu. Pagorki sa jednak troche wyzsze. Na kilku z nich rozlokowal sie nasz osrodek sportowy. Osrodek dysponuje 19-stoma trasami zjazdowymi o roznym stopniu trudnosci. Najdluzsza z nich ma 1 km, a roznica wzniesien w pionie wynosi 85 metrow. Funkcjonuja 3 wyciagi krzeselkowe i 3 wyciagi reczne. Jednym slowem maly raj dla amatorow bialego szalenstwa.

W srode, poznym popoludniem, po szkole i po obiedzie, wybralysmy sie z corka, po raz pierwszy w tym sezonie na narty. O piatej bylysmy na miejscu. Reflektory zaczely rozswietlac juz trasy zjazdowe, ktore nabraly magicznego uroku w silnym swietle. Zaczelysmy od kilku zjazdow na tzw. "bunny hill" (zajaczkowa gorka), czyli trasie dla poczatkujacych narciarzy. Chociaz jezdze na nartach o 3 lat, to do wyczynowcow ciagle sie nie zaliczam i lekka rozgrzewka, po rocznej przerwie, to dla mnie koniecznosc.

Pod nami "bunny hill" - zajaczkowa gorka
Image

Kiedy juz moj mozg i cialo przypomnialy sobie wszelkie narciarskie pozy i sztuczki, przyszla pora zeby usiasc na wyciagu krzeselkowym (tez dla mnie niezly wyczyn) i sprobowac jazdy "wyczynowej". Narciarzy tego wieczoru nie bylo zbyt wielu - wyciagi byly wiec do naszej dyspozycji.

Image

Bylo dosc zimno: -8 stopni, i wial dosc silny wiatr. Na niektorych trasach pracowaly intensywnie zraszacze produkujace snieg. Moje okulary i kurtke dosc szybko pokryla cieniutka warstewka lodu. Po godzinie bialego szalenstwa mialam juz dosyc, wiec postanowilysmy odpoczac w znajdujacym sie u stop zboczy - "chalet", czyli mowiac po polsku - szalecie. Slowo "chalet" zawsze wywoluje szeroki usmiech na moich ustach, kojarzy mi sie bowiem nieustannie z pewnym polskim przybytkiem o niezbyt milej renomie. Chalet w naszym osrodku jest jednak bardzo przyjemny i cieply. Palace sie drwa - trzaskaja milo na komiku, a z bufetu unosza sie niebianskie zapachy cieplej pizzy, frytek i hot-dogow.

Image

Kiedy juz odtajalysmy calkiem i posilily malym conieco - przyszla pora na kolejna godzine narciarskich zjazdow. Wrocilysmy do domu wywiane i troche zmarzniete ale szczesliwe. Niestety moja kondycja narciarska pozostawia wiele do zyczenia i musze cos z nia zrobic. Jeszcze nie wiem co.
Zainteresomanych odsylam na strone internetowa naszego osrodka sportow zimowych w Barrie:
www.skisnowvalley.com




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |