Poswiateczne sprzatnie zabralo mi chyba wiecej czasu niz przedswiateczne przygotowania. Najbardziej uciazliwe bylo jak zwykle rozbieranie swiatecznej choinki. Wszedzie igly - na podlodze, na dywanach, w grzejnikach, we wlosach, w garazu... Kiedy juz pozbylam sie mojego pieknego, pachnacego drzewka, postanowilam sobie, ze juz nigdy wiecej... igiel i czym predzej udalam sie do pobliskiego sklepu w poszukiwaniu choinki sztucznej. Mialam szczescie - sztuczne choinki byly wlasnie na wyprzedazy. Za dwumetrowa, pieknie przystrojona swiatelkami zaplacilam 17 dolarow. Orginalna cena choinki byla 69.99 dolara. Tegoroczne bozonarodzeniowe swieta, bede wiec wolne od wszelkich choinkowych stresow.
W miniona srode przyszla wreszcie pora na relaks oraz odnowe psychiczna i fizyczna. Udalo mi sie wyrwac na narty do naszego barryjskiego osrodka sportow zimowych - Snow Valley (Sniezna Dolina). Osrodek polozony jest niecale pol godziny jazdy od centrum Barrie. Okolice Barrie to glownie pagorki i doliny - cos w stylu tarnogorskiego krajobrazu. Pagorki sa jednak troche wyzsze. Na kilku z nich rozlokowal sie nasz osrodek sportowy. Osrodek dysponuje 19-stoma trasami zjazdowymi o roznym stopniu trudnosci. Najdluzsza z nich ma 1 km, a roznica wzniesien w pionie wynosi 85 metrow. Funkcjonuja 3 wyciagi krzeselkowe i 3 wyciagi reczne. Jednym slowem maly raj dla amatorow bialego szalenstwa.
W srode, poznym popoludniem, po szkole i po obiedzie, wybralysmy sie z corka, po raz pierwszy w tym sezonie na narty. O piatej bylysmy na miejscu. Reflektory zaczely rozswietlac juz trasy zjazdowe, ktore nabraly magicznego uroku w silnym swietle. Zaczelysmy od kilku zjazdow na tzw. "bunny hill" (zajaczkowa gorka), czyli trasie dla poczatkujacych narciarzy. Chociaz jezdze na nartach o 3 lat, to do wyczynowcow ciagle sie nie zaliczam i lekka rozgrzewka, po rocznej przerwie, to dla mnie koniecznosc.
Pod nami "bunny hill" - zajaczkowa gorka
Kiedy juz moj mozg i cialo przypomnialy sobie wszelkie narciarskie pozy i sztuczki, przyszla pora zeby usiasc na wyciagu krzeselkowym (tez dla mnie niezly wyczyn) i sprobowac jazdy "wyczynowej". Narciarzy tego wieczoru nie bylo zbyt wielu - wyciagi byly wiec do naszej dyspozycji.
Bylo dosc zimno: -8 stopni, i wial dosc silny wiatr. Na niektorych trasach pracowaly intensywnie zraszacze produkujace snieg. Moje okulary i kurtke dosc szybko pokryla cieniutka warstewka lodu. Po godzinie bialego szalenstwa mialam juz dosyc, wiec postanowilysmy odpoczac w znajdujacym sie u stop zboczy - "chalet", czyli mowiac po polsku - szalecie. Slowo "chalet" zawsze wywoluje szeroki usmiech na moich ustach, kojarzy mi sie bowiem nieustannie z pewnym polskim przybytkiem o niezbyt milej renomie. Chalet w naszym osrodku jest jednak bardzo przyjemny i cieply. Palace sie drwa - trzaskaja milo na komiku, a z bufetu unosza sie niebianskie zapachy cieplej pizzy, frytek i hot-dogow.
Kiedy juz odtajalysmy calkiem i posilily malym conieco - przyszla pora na kolejna godzine narciarskich zjazdow. Wrocilysmy do domu wywiane i troche zmarzniete ale szczesliwe. Niestety moja kondycja narciarska pozostawia wiele do zyczenia i musze cos z nia zrobic. Jeszcze nie wiem co.
Zainteresomanych odsylam na strone internetowa naszego osrodka sportow zimowych w Barrie:
www.skisnowvalley.com