Zimowy Festiwal

Zima trwa ciagle w najlepsze, ale juz wielkimi krokami zbliza sie do nas wiosna. Zeby umylic mieszkancom Barrie okres oczekiwania na jej przyjscie, co roku w lutym organizowany jest w naszym miescie - Barrie Winterfest and Festival of Ice - czyli Festiwal Zimy i Lodu. W mniona sobote i niedziele w parku nad zatoka jak rowniez w kilku innych miejscach w calym Barrie odbywalo sie wiele ciekawych zabaw i imprez. Mozna bylo przejechac sie wozem zaprzegnietym w konie albo saniami zaprzegnietymi w... psy. Wyscigi psich zaprzegow to calkiem popularny sport wsrod ludzi polnocy. Odwazniejsi mogli przeleciec sie helikopterem, a mniej odwazni pozjezdzac na wielkiej zjezdzalni usypanej ze sniegu, albo zagubic sie w zawilosciach wielkiego labiryntu zrobionego z lodowych blokow. Byly tez pokazy pilowania drzewa, 5-cio kilometrowy bieg Chilly Kelly Community Run, oraz kapiel w przerebli wykutej w zamarznietym jeziorze (to tylko dla odwaznych).

W cieplych wnetrzach wielu obiektow Barrie odbywaly sie: Winterfest Jazz Festival i Blues Festival, festiwal filmowy Reel Stories Film Festival oraz wiele innych imprez. Zabawy bylo co niemiara. Ja takze odwazylam sie wyjsc z domu na swierze powietrze, chociaz bylo dosc mroznie (-9 st.C) i wietrznie. Wsrod festiwalowego, opatulonego tlumu nad zatoka, mozna bylo uslyszec mieszanine jezykowa: od japonskiego poczawszy, poprzez chinski, hinduski, rosyjski.... no i angielski. A teraz to juz najwyzsza pora na wiosne.

Zrobilam pare zdjec, chociaz palce marzly mi niemilosiernie. Dobrze ze chociasz slonce przygrzewalo.

Image

Ogromna "olimpijska" zjezdzalnia usypana zostala ze sniegu. Kolejka na nia byla jednak spora wiec zrezygnowalam ze zjazdu. Zreszta odziana bylam niezbyt odpowiednio na zjaz na tylku po sniegu.

Image

A to - wielki lodowy labirynt zbudowany z lodowych blokow.

Image

A to ja, czyli kanadyjska tarnogorzanka - wasza blogerka. W rekach trzymam olimpijska pochodnie, ktora wziela udzial w olimpijskiej sztafecie biegnacej m.in. przez nasze miasto. Sztafeta ciagle biegnie. Obecnie jest juz w Kolumbi Brytyjskiej zeby za piec dni dobiec do Vancouver na otwarcie Olimpiady.

Image

Mozna bylo sie przejechac psim zaprzegiem...

Image

....albo helikopterem. Taka przejazdzka nie byla jednak tania, 40 dolarow za jakies 10 minut lotu.

Groundhog Day

Jak Ameryka (Polnocna) dluga i szeroka, bohaterem dzisiejszego dnia jest male futrzane zwierzatko zwane u nas groundhog (swiszcz amerykanski). W wielu miastach i miasteczkach Kanady i USA oczy ich mieszkancow skierowane byly dzisiaj rano na norki, w ktorych swiszcze budzily sie z zimowego snu. Zgodnie z dawna, ludowa tradycja, jesli 2 lutego budzacy sie ze snu hibernacyjnego groundhog wyjdzie ze swojej norki i zobaczy swoj cien, to wroci do nory zeby spac dalej - a to znak, ze zima bedzie trwala jeszcze 6 dlugich tygodni. Jesli budzacy sie groundhog swojego cienia nie zobaczy to wyjdzie z norki na spacer - to znak, ze wiosna zawita wczesnie.

Graundhog Day obchodzony byl w USA bardzo uroczyscie, w poludniowowschodniej i srodkowej Pennsylvanii, juz w 18-tym wieku. To niemieccy emigranci przywiezli ten zwyczaj ze soba z Europy. Grounhog Day ma bowiem swoje korzenie w poganskich, europejskich przepowiedniach pogody, w ktorych glownymi bohaterami byli borsuk albo niedzwiedz.

Dzisiaj, najbardziej znani futrzani "przepowiadacze pogody" w Kanadzie to groundhog o imieniu Wilie z miasta Wiatron w prowincji Ontario oraz groudhog Sam z Shubencadie w prowincji Nowa Szkocja. W Stanach Zjednoczonych najslawniejszym "meteorologiem" jest od dawna groundhog o imieniu Phil z miasta Punxsutawney w stanie Pennsylvania. Wlasnie w Punxsutawney odbywaly sie dzisiaj najwieksze w Polnocnej Ameryce uroczystosci z okazji Groudhog Day. Zgodnie z tradycja, w czasie tych uroczystosci, jedynym dozwolonym jezykiem jest stary, niemiecko-pennsylwanski dialekt. Wszyscy ci, ktorzy odwaza sie mowic po angielsku, placa kare w postaci 10 lub 25 centow za kazde wymowione po angielsku slowo.

Dzisiaj rano niestety, wszystkie groundhogi w calej Ameryce Polnocnej zobaczyly swoj cien po wyjsciu z norek i wrocily do nich zeby jeszcze troche podrzemac. To znak, ze przed nami jeszcze 6 dlugich tygodni zimy. No trudno. Jakos to przezyjemy.

Image

Obchody Groundhog Day w Punxsutawney, w Pennsylwanii w 2005 roku. Na zdjeciu - bohater uroczystosci graundhod Phil.
Zdjecie pochodzi ze strony internetowej nationalgeographic.com.

Lodowisko

Nie chce mi sie wierzyc, ze u Was, to znaczy w Tarnowskich Gorach, no i w calej Polsce, jest taka sroga zima. ZA MOICH CZASOW takich mroznych zim nie bylo. Przynajmniej ja sobie nie przypominam. Co to sie na tym swiecie porobilo. Wszystko sie poodwracalo. U nas w Barrie, dla odmiany, przez pare ostatnich dni byla prawdziwa wiosna. Wczoraj obficie padal deszcz a snieg topil sie w oczach. Ja tam sie cieszylam, ale organizatorzy Zimowych Igrzysk Olimpijskich Vancouver 2010 zamartwiaja sie, bo na zachodnim wybrzezu Kanady, od dwoch tygdni tez panuje prawdziwie wiosenna pogoda. W Vancouver leje deszcz a snieg znika. Podobno w niektorych miejscach zakwitaja powoli czeresnie. W prowincjonalnym parku bardzo blisko Vancouver, na gorze Cypress Mountain, planowane sa olimpijskie zawody snowboardowe. Tymczasem, 3 tygodnie przed Olimpiada, sniegu na gorze nie ma. 35 armatek snieznych pracuje na okraglo produkujac snieg, ktory potem spychany jest na trasy zjazdowe. Mgla i slaba widocznosc - to nastepny powod do zmartwienia. Wszyscy maja nadzieje, ze pogoda sie jednak poprawi i zrobi bardziej "olimpijska". Wszystko jest juz bowiem zapiete na ostatni guzik, a Vancouver i okolice czekaja na pierwszych sportowcow. Same tylko wydatki na zapewnienie bezpieczenstwa na igrzyskach wynosza juz 1 bilion dolarow. Piec razy wiecej niz przewidywano.

Dzisiaj w Barrie juz sie troche ochlodzilo. Jest -1 st.C. W zeszla sobote tez tak bylo. Pojechalam do downtown, czyli srodmiescia Barrie, zeby oddac moje pozyczone filmy do biblioteki. Zatrzymalam sie na chwile przy naszym miejskim ratuszu. Tak jak w Tarnowskich Gorach, znajduje sie przed nim lodowisko. Slizgawka jest jednak bezplatna, a wszelkie koszty zwiazane z jej utrzymaniem pokrywa miasto. W ratuszu znajduje sie tez szatnia dla lyzwiazy i toalety. Kiedys, czesto jezdzilysmy z corka na lyzwach przed naszym ratuszem. W zeszla sobote, przystanelam tylko na chwilke zeby przyjzec sie plasajacym w rytm muzyki lyzwiazom. Niestety nie mialam czasu na lyzwy. Zrobilam za to pare zdjec. A w lecie, nasza ratuszowa slizgawka zamieni sie w piekna sadzawke z fontanna. Lato juz niedaleko.

Nasza ratuszowa slizgawka w Barrie:

Image

Image

A w lecie w miejsce lodowiska pojawi sie sadzawka z fontanna.

Image



Biblioteka

W zeszla sobote ocieplilo sie znacznie. Caly swiat jakby odtajal zblizajac sie do temperatury 0 st.C. Wiewiorki przebudzily sie i wyszly ze swoich gniazd (w Kanadzie wiewiorki robia sobie gniazda), zeby wesolo baraszkowac na sniegu, a sasiedzi pojawili sie w wiekszych ilosciach przed swoimi domostwami, zeby radosnie pogawedzic i nacieszyc sie cieplejsza pogoda. A ja postanowilam odwiedzic nasza miejska biblioteke. Oj, dawno juz do niej nie zagladalam. Jakies dobre pare miesiecy. Pojechalam, pooddychac troche "ksiazkowym" powietrzem no i wypozyczyc pare pozycji ksiazkowych i filmowych.

Image

Pierwsze kroki skierowalam jak zwykle do kacika z ksiazkami w jezykach obcych. Piszac "obcych", mam na mysli rozne jezyki swiata z wyjatkiem angielskiego. Maja w naszej bibliotece swoje kaciki: ksiazki pisane po wietnamsku, koreansku, wlosku, polsku, niemiecku, no i w paru jeszcze innych jezykach. Kazdy kacik jezykowy zajmuje niewiele miejsca, jakies 3-4 polki sredniej dlugosci. Ja skierowalam moje wytesknione oczy na polki z literatura pisana po polsku. Przebieglam pare razy wzrokiem wszystkie pozycje. Nie bardzo wiedzialam na co sie zdecydowac.

Image

W koncu, prawie w "locie", wlozylam do koszyka dwie ksiazki: "Konstancin" Mirona Bialoszewskiego i ksiazke o fascynujacym tytule "Lala" Jacka Dehnela. O Bialoszewskim slyszalam to i owo, a moze nawet czytalam jakas jego ksiazke. Prawde mowiac juz nie pamietam. Imie i nazwisko - Jacek Dehnel - bylo mi jednak calkiem nieznane. Ale od czego mamy GOOGLE ! Po powrocie do domu, postanowilam zaciagnac jezyka o tajemniczym Jacku Dehnelu. Okazalo sie, ze w ciemno, wybralam calkiem dobra ksiazke. Denhel to mlody i bardzo utalentowany polski autor. Ja, o wspolczesnej literaturze polskiej mam mgliste pojecie. Chetnie czytam tylko ksiazki Olgii Tokarczuk. Teraz wciagnela mnie "Lala" Jacka Dehnela. Jest bardzo ciekawa i pisana ladnym, prostym jezykiem.

Image

Przed wyjsciem z biblioteki odwiedzilam jeszcze kacik z filmami w jezyku polskim. Wybor nie byl duzy, wiec siegnelam po film "Dezerterzy" Janusza Majewskiego. Nie dosc, ze obsada jest swietna, to jeszcze na pudelku umieszczona jest notatka, ze film byl zakazany na Wegrzech z powodu niezbyt pochlebnego przedstawienia austro-wegierskiej armii ??? Filmu jeszcze nie ogladalam.
Pare innych filmow, ale juz w jezyku angielskim, wypelnilo moj biblioteczny koszyk. A na pozegnanie zrobilam jeszcze jedno zdjecie z wnetrza naszej biblioteki w Barrie.

Image

Na narty

Poswiateczne sprzatnie zabralo mi chyba wiecej czasu niz przedswiateczne przygotowania. Najbardziej uciazliwe bylo jak zwykle rozbieranie swiatecznej choinki. Wszedzie igly - na podlodze, na dywanach, w grzejnikach, we wlosach, w garazu... Kiedy juz pozbylam sie mojego pieknego, pachnacego drzewka, postanowilam sobie, ze juz nigdy wiecej... igiel i czym predzej udalam sie do pobliskiego sklepu w poszukiwaniu choinki sztucznej. Mialam szczescie - sztuczne choinki byly wlasnie na wyprzedazy. Za dwumetrowa, pieknie przystrojona swiatelkami zaplacilam 17 dolarow. Orginalna cena choinki byla 69.99 dolara. Tegoroczne bozonarodzeniowe swieta, bede wiec wolne od wszelkich choinkowych stresow.

W miniona srode przyszla wreszcie pora na relaks oraz odnowe psychiczna i fizyczna. Udalo mi sie wyrwac na narty do naszego barryjskiego osrodka sportow zimowych - Snow Valley (Sniezna Dolina). Osrodek polozony jest niecale pol godziny jazdy od centrum Barrie. Okolice Barrie to glownie pagorki i doliny - cos w stylu tarnogorskiego krajobrazu. Pagorki sa jednak troche wyzsze. Na kilku z nich rozlokowal sie nasz osrodek sportowy. Osrodek dysponuje 19-stoma trasami zjazdowymi o roznym stopniu trudnosci. Najdluzsza z nich ma 1 km, a roznica wzniesien w pionie wynosi 85 metrow. Funkcjonuja 3 wyciagi krzeselkowe i 3 wyciagi reczne. Jednym slowem maly raj dla amatorow bialego szalenstwa.

W srode, poznym popoludniem, po szkole i po obiedzie, wybralysmy sie z corka, po raz pierwszy w tym sezonie na narty. O piatej bylysmy na miejscu. Reflektory zaczely rozswietlac juz trasy zjazdowe, ktore nabraly magicznego uroku w silnym swietle. Zaczelysmy od kilku zjazdow na tzw. "bunny hill" (zajaczkowa gorka), czyli trasie dla poczatkujacych narciarzy. Chociaz jezdze na nartach o 3 lat, to do wyczynowcow ciagle sie nie zaliczam i lekka rozgrzewka, po rocznej przerwie, to dla mnie koniecznosc.

Pod nami "bunny hill" - zajaczkowa gorka
Image

Kiedy juz moj mozg i cialo przypomnialy sobie wszelkie narciarskie pozy i sztuczki, przyszla pora zeby usiasc na wyciagu krzeselkowym (tez dla mnie niezly wyczyn) i sprobowac jazdy "wyczynowej". Narciarzy tego wieczoru nie bylo zbyt wielu - wyciagi byly wiec do naszej dyspozycji.

Image

Bylo dosc zimno: -8 stopni, i wial dosc silny wiatr. Na niektorych trasach pracowaly intensywnie zraszacze produkujace snieg. Moje okulary i kurtke dosc szybko pokryla cieniutka warstewka lodu. Po godzinie bialego szalenstwa mialam juz dosyc, wiec postanowilysmy odpoczac w znajdujacym sie u stop zboczy - "chalet", czyli mowiac po polsku - szalecie. Slowo "chalet" zawsze wywoluje szeroki usmiech na moich ustach, kojarzy mi sie bowiem nieustannie z pewnym polskim przybytkiem o niezbyt milej renomie. Chalet w naszym osrodku jest jednak bardzo przyjemny i cieply. Palace sie drwa - trzaskaja milo na komiku, a z bufetu unosza sie niebianskie zapachy cieplej pizzy, frytek i hot-dogow.

Image

Kiedy juz odtajalysmy calkiem i posilily malym conieco - przyszla pora na kolejna godzine narciarskich zjazdow. Wrocilysmy do domu wywiane i troche zmarzniete ale szczesliwe. Niestety moja kondycja narciarska pozostawia wiele do zyczenia i musze cos z nia zrobic. Jeszcze nie wiem co.
Zainteresomanych odsylam na strone internetowa naszego osrodka sportow zimowych w Barrie:
www.skisnowvalley.com




Olimpijski Znicz

Wtorek byl bardzo radosnym dniem dla wszystkich mieszkancow Barrie - poznym popoludniem przybyl, a wlasciwie przybiegl, do naszego miasta Znicz Olimpijski. Barrie jest jedna z 200-stu miejscowosci w calej Kanadzie, wybrana przez Komitet Olimpijski "Vancouver 2010", dla goszczenia tego symbolu przyjazni i pokoju. Znicz olimpijski rozpoczal swoja wedrowke po Kanadzie 62 dni temu, kiedy to przybyl na kanadyjska ziemie prosto z Grecji. Plomien olimpijski rozpalony w Olimpii, w Grecji, 22 pazdziernika w tradycyjnej uroczystosci, wyladowal w Kanadzie 30 pazdziernika w Victorii - stolicy Kolumbii Brytyjskiej. W Victorii, rozpoczal sie 106-cio dniowy olimpijski bieg sztafetowy, ktorego uczestnicy niosa Olimpijski Znicz przez ponad 1000 miejscowosci w calej Kanadzie, na Olimpiade Zimowa do Vancouver. Do pokonania maja 45000 km. Liczba uczestnikow sztafety tez jest niemala - 12000 Kanadyjczykow z calej Kanady wybranych przez spolecznosc miast i miaseczek.

Wczoraj, poznym popoludniem, olimpijska sztafeta niosaca Olimpijski Znicz dotarla do Barrie. Kazdy uczestnik sztafety w naszym miescie mial do przebiegniecia 300 metrow. Okolo godziny 7-mej po poludniu, znicz przybyl do naszego ratusza i zatrzymal sie tam na noc. Dzisiaj wczesnie rano, rozpoczal swoja dalsza wedrowke, aby 12 lutego 2010 roku, wziac udzial w ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich "Vancouver 2010".
Pobytowi Olimpijskiego Znicza w Barrie towarzyszylo wiele ciekawych imprez sportowych i nie tylko. Liczne rzesze mieszkancow naszego miasta wziely udzial w tych imprezach. Wyglada wiec na to, ze Barrie na dobre chwycilo olimpijskiego bakcyla. A ja, jak na zlosc, zlapalam jakiegos blizej niezidentyfikowanego wirusa i z powodu zlego samopoczucia nie mogla wziac udzialu we wczorajszej zabawie. Moja corka bawila sie za to swietnie i zrobila pare zdjec.

Pozdrawiam wszystkich w olimpijskim duchu pokoju i przyjazni i zycze bardzo szczesliwego Noweg 2010 Roku.

Image

Olimpijska sztafeta niosaca Plomien Olimpijski dotarla wczoraj do Barrie.

Image

Przekazanie znicza.





Swiateczne zyczenia

Zdrowych, radosnych, pogodnych, szczesliwych i zrelaksowanych

Swiat Bozego Narodzenia

zyczy wszystkim

Aleksandra Kuziw

Image
strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |