Nic nie wzbudza chyba większych emocji niż pionierskie zdobycie jakiegoś szczytu.
A jeżeli w grę wchodzą góry naprawdę wysokie, wówczas emocje sięgają zenitu.
Wprawdzie wszystkie 14 ośmiotysięczników zostało już zdobytych w czasach, gdy większości z nas – pokolenia Internetu - nie było jeszcze na świecie, ale nazwiska tych Wielkich: samotnych zdobywców i zespołów wspinaczkowych na zawsze zapisały się w historii himalaizmu.
W bogatej literaturze górskiej istnieją wykazy, w których pieczołowicie odnotowano pierwsze, drugie, trzecie czy n-te wejście na daną górę.
Teoretycznie sprawa jest bardzo prosta: kto pierwszy postawił stopę na niezdobytym dotychczas wierzchołku, uznawany jest za pierwszego zdobywcę.
W praktyce sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
Zdarzało się bowiem, że nie wszyscy wspinacze, których uznaje się za pierwszych zdobywców, weszli na szczyt jednocześnie.
Wspomnę na przykład Broad Peak (8047 m npm). W każdym opracowaniu przeczytać można, że pierwszymi zdobywcami którzy 9 czerwca 1957 stanęli na tym rozległym szczycie w Karakorum, byli Austriacy:
- Kurt Diemberger
- Hermann Buhl
- Marcus Schmuck
- Fritz Wintersteller
Jednakże tak naprawdę pierwsi na szczyt dotarli Schmuck i Wintersteller - było to o godzinie 17:05.
Jako następny, o godzinie 17:45, wierzchołek osiągnął Kurt Diemberger.
Schodząc natknął się na Buhla, który powoli szedł w stronę szczytu.
Diemberger przerwał schodzenie i towarzyszył Buhlowi w drodze na szczyt, na którym znaleźli się około 19:00.
Można więc powiedzieć, że Buhl był "dopiero" czwartym człowiekiem na szczycie Broad Peak. Wszedł na szczyt dwie godziny po pierwszych zdobywcach, ale powszechnie zalicza się go właśnie jako "pierwszego zdobywcę Broad Peak".
Niby sytuacja jest jasna - można powiedzieć, że był to sukces całej wyprawy i tylko przypadek sprawił, kto pierwszy, a kto drugi, trzeci lub czwarty stanął na wierzchołku.
Co jednak powiedzieć o zdobyciu Makalu (8485 m npm) ?
Wszędzie przeczytamy, że jako pierwsi na szczycie tego ośmiotysięcznika, 15 maja 1955 około południa stanęli Jean Couzy i Lionel Terray.
Jednakże 24 godziny później, 16 maja na szczyt weszli Jean Franco, Guido Magnone i Gyaldzen Norbbu, a 17 maja wyczyn ten powtórzyli czterej pozostali francuscy wspinacze z tej wyprawy.
Wejścia te odnotowane są jednak w literaturze jako drugie i trzecie wejście na Makalu.
Czy słusznie ? Tylko dlatego, że od pierwszego wejścia upłynęły 24 godziny, a nie dwie jak w przypadku Broad Peak ?
Podczas jednej z dyskusji na ten temat mój serdeczny Kolega Jacek, znawca Alp i Himalajów stwierdził, że należy wziąć pod uwagę sytuację „zespołu szczytowego”.
Przy takim postawieniu sprawy w przypadku Broad Peak czwórka zdobywców ruszyła do ataku jako jeden zespół. Natomiast na Makalu szczyt zdobywały kolejne zespoły i zapewne stąd różnice w postrzeganiu.
W porządku. Ale jak w takim razie odnieść się do pierwszego polskiego wejścia na Shisha Pangma (8027 m npm), które miało miejsce 18 września 1987 roku ?
Powszechnie zalicza się je dla: Jerzego Kukuczki (dla którego był to ostatni szczyt z Korony Himalajów), Artura Hajzera, Wandy Rutkiewicz i Ryszarda Wareckiego. Chociaż stanęli na szczycie tego samego dnia, jednak stanowili osobne zespoły a nawet wchodzili innymi drogami. Faktycznie pierwszy na szczycie zameldował się Ryszard Warecki.
Co w takiej sytuacji - uznawać wszystkich za pierwszych polskich zdobywców tylko dlatego, że weszli na szczyt tego samego dnia ?
Jednakże w takich przypadkach problem dotyczy jedynie pierwszeństwa.
Gorzej, gdy kwestionowany jest w ogóle sam fakt wejścia na dany szczyt.
Tego typu kontrowersje towarzyszyły wspinaczce na jedną z najtrudniejszych gór świata – Cerro Torre w patagońskich Andach. Mimo, że stosunkowo niewysoki – ma „zaledwie” 3133 m npm – szczyt ze względu na swoją niesamowitą budowę (prawie pionowe, gładkie ściany) i szalenie trudne warunki pogodowe bardzo długo opierał się atakom licznych wspinaczy.
Teoretycznie pierwsze wejście, którego w 1959 roku rzekomo dokonali Cesare Maestri i Toni Egger (który zginął podczas tej próby) dziś jest powszechnie uznawane za niebyłe. Maestri nie przedstawił żadnych dowodów na swoją bytność na wierzchołku, a jego kolejne (zresztą sprzeczne ze sobą) wersje wydarzeń i opisy drogi, którą jakoby wchodzili nie zgadzają się z rzeczywistością, co stwierdzili coraz liczniejsi wspinacze, którym dane było stanąć na szczycie tej niegościnnej góry.
Jedni przypisują to fantazji Maestriego, inni kładą to na karb szoku, jakiego doznał na skutek śmierci przyjaciela. Wątpliwości, zgłaszane już w latach 60-tych ubiegłego wieku sprowokowały Maestriego do podjęcia kolejnej próby wejścia na Cerro Torre w roku 1970. I tym razem nie stanął na samym wierzchołku, który stanowi potężny lodowy „grzyb”, lecz zakończył swą wspinaczkę kilkadziesiąt metrów od szczytu, twierdząc, że lodowy grzyb nie jest „rzeczywistą” częścią góry.
I choć obecnie jako pierwsze wejście uznaje się to, dokonane w 1974 roku przez grupę włoskich wspinaczy, to wciąż w różnych źródłach można przeczytać o tym, że jednak pierwszy był Cesare Maestri. Do tego intrygującego tematu wrócę w jednym z kolejnych wpisów.
Podobnie było z domniemanym zdobyciem w 1990 roku słynnej południowej ściany Lhotse (8516 m npm) przez słynnego słoweńskiego alpinistę Tomo Cesena. Wprawdzie nie było to pierwsze wejście na wierzchołek tej góry w ogóle, ale wówczas południowa ściana Lhotse stanowiła jeden z największych nierozwiązanych problemów wspinaczkowych w Himalajach.
Na tej właśnie ścianie rok wcześniej zginął najwybitniejszy polski himalaista Jerzy Kukuczka. Tomo Cesen jako rzekomy dowód wejścia na Lhotse tą drogą przedstawiał zdjęcia nie swojego autorstwa, ponadto trochę „plątał się w zeznaniach”. Obecnie powszechnie uważa się, że Cesenowi wówczas się nie udało.
Do dziś trwają też dyskusje o tym, czy aby Edmund Hillary był na pewno pierwszym człowiekiem na Dachu Świata – Mount Evereście (8850 m npm), na którego wierzchołek wszedł w 1953 roku razem z Szerpą Tenzingiem Norgayem.
Są tacy, którzy uważają, że wcześniej udało się to Georgowi Mallory’emu, który zaginął podczas ataku szczytowego w roku 1924 wraz z towarzyszącym mu Adrew Irvine’m. Kwestii, czy Mallory’emu udało się osiągnąć szczyt Mount Everestu nie rozwiązało nawet znalezienie jego ciała w 1999 roku.
Cóż – można powiedzieć, że himalaizm czy alpinizm nie jest sportem sensu stricte, gdzie brak jasnych, jednoznacznie określonych reguł czy zatwierdzonych przepisów i może stąd tak wiele licznych kontrowersji.
Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ktoś wspina się dla rekordów (pierwsze wejście, pierwsze wejście zimowe, pierwsze wejście bez tlenu, pierwsze wejście nową drogą, pierwsze wejście kobiece – litania może być bardzo długa), czy też (tak jak autor tych słów) robi to głównie dla własnej satysfakcji.
I chociaż na świecie wciąż nie brakuje wysokich gór, które czekają na swoich pierwszych zdobywców, to wiem, że raczej nie będzie mi dane stać się jednym z nich.
Ja jednak, wchodząc na górę, którą przede mną zdobyły tysiące wspinaczy, odczuwam radość i satysfakcję nie mniejsze chyba od tych, jakie towarzyszyły pierwszym zdobywcom.




