Alicia w Krainie Wolności

Na swoim koncie ma dwanaście nagród Grammy. Jest laureatką NAACP Image Awards( nagrody przyznawanej przez National Association for the Advancement of Colored People, by uhonorować czarnoskórych twórców muzyki, filmu za wybitne osiągnięcia). Sprzedała ponad 35 milionów płyt. Multiinstrumentalistka. Sama komponuję muzykę, pisze teksty. Swoim czwartym albumem „The Element of Freedom” umacnia swoją pozycję na światowej scenie muzycznej. Wydawnictwo pilotuje utwór „Doesn't Mean Anything” wyprodukowany przez Jeffa Bhaskera.

Ta płyta ukazuje nieco inne oblicze Księżniczki Soulu. Elektryzujące brzmienia syntezatorów połączone z elementami rhythm and bluesa dają emocjonalny obraz stylistycznej wolności w interpretacji Keys. Osią kompozycji pozostaje fortepian, nadający im niepowtarzalności. Utwory nie są przeciążone dźwiękami. Artystka potraktowała muzykę jako nieograniczoną przestrzeń, wykazując się przy tym zmysłem kompozytorskim. Konstrukcje utworów są bezbłędne i nieszablonowe.

Alicia śpiewa z krystaliczną lekkością. Dojrzale operuje głosem, umiejętnie wykorzystując swoje atuty. Wznosi się na wyżyny swojego warsztatu. Brzmi mocno, zdecydowanie. Aranżacyjny minimalizm nadaje barwie głosu wyrazistości. Zachowuje jednak wokalną naturalność, znaną chociażby z "Fallin", czy "A Woman's Worth".

Warto zwrócić uwagę na warstwę tekstową albumu. Szczere, dosłowne wyznania, nabierają znamion spowiedzi. Teksty zachwycają analityczną wizją świata uczuć, wyrażonych przez niezwykle trafne metafory.

Alicia Keys to artystka, którą cenię na twórczą konsekwencję. Udowadnia, że nie trzeba ślepo podążać na obowiązującymi trendami. Każda jej płyta to uczta dla duszy. Alicia czaruje muzycznym wyrafinowaniem i wysokim poziomem artstycznym. „The Element of Freedom” łączy w sobie, wszystko to, co w muzyce najlepsze: pasję tworzenia, kreatywność oraz klasę.




Dom zły

Już jakiś czas temu Krzysztof Nocoń polecał na swoim blogu najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego „Dom zły”. Postanowiłem przyjąć zaproszenie reżysera i odwiedzić bieszczadzkie gospodarstwo. W Plebiscycie 25. Warszawskiego Festiwalu Filmowego, film otrzymał Nagrodę Publiczności. "Dom zły" znalazł się w Konkursie Głównym Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie otrzymał nagrodę za scenariusz, montaż oraz reżyserię. Film został również zaprezentowany w konkursie 22. edycji Tokyo International Film Festival- imprezy branży filmowej, która uchodzi za jedną z najważniejszych na świecie.

Reżyser prezentuje widzowi dwa plany czasowe. Pierwszy z nich to rok 1978. Późną, deszczową jesienią, w chacie małżeństwa Dziabasów pojawia się szukający schronienia Środoń. Plan drugi to wydarzenia, mające miejsce cztery lata później, podczas wizji lokalnej. Tym razem Środoń ma pomóc milicji w rozwiązaniu zagadki kryminalnej. To jest dopiero zalążek fabuły. Światło dzienne ujrzą kompromitujące fakty. Czy wszystkim zależy na odkryciu prawdy? Czy prawda w ogóle istnieje?

W filmie reżyser zadaje uniwersalne pytania o ludzką egzystencję i jej celowość, grzech czy też zło. Jednak nie udziela na te pytania odpowiedzi, pozostawiając wiele niedomówień. Prowokuje w ten sposób widza do poszukiwania prawdy.

Obraz Smarzowskiego jest próbą rozliczenia z brudną przeszłością, z komunistycznym piekiełkiem mocno zakrapianym bimbrem. Wskazuje na pokoleniowe grzechy, a transformację ustrojową pojmuje jako pudrowanie rzeczywistości.

Fabuła jest niezwykle intrygująca. Historię bohaterów poznajemy powoli, napięcie budowane jest stopniowo. Pojawia się wiele wątków pobocznych. Nie są one jednak przesadzone, stąd też bieg przyczynowo- skutkowy nie zostaje zaburzony. Dialogi są żywe, bezpośrednie. Bohaterowie są nakreśleni po mistrzowsku! Czasem przerysowani, idealnie oddają emocje i społeczną mentalność. Po raz kolejny Marian Dziędziel udowadnia, że jest wyśmienitym aktorem.  Moją uwagę zwrócili Arkadiusz Jakubik i Bartłomiej Topa. Stworzyli postacie niezwykle psychologiczne, każdy z nich ma drugie, o ton ciemniejsze oblicze. Mam cichą nadzieję, iż uda im się zerwać z serialowymi wizerunkami.

Muzyka Mikołaja Trzaski spełnia funkcję ilustracyjną. Przeszywające dźwięki budują atmosferę niepokoju, zagrożenia. Stanowi integralną cześć obrazu.

„Dom zły” to film mądry, przemyślany, doskonale zagrany. Jego mocną stroną jest portretowanie otaczającej rzeczywistości z perspektywy prostych ludzi o wysokich aspiracjach. Wojciech Smarzowski jest bezkompromisowy i dosadny,reprezentuje przy tym  światowy poziom.




Surowa Kraina Cudowności

Aż dziesięć lat Anita Lipnicka kazała czekać na swój solowy album. Po siedmiu latach współpracy z Johnem Porterem i wydaniu trzech smakowitych krążków ( „Nieprzyzwoite piosenki”, „Inside Story”, „Goodbye”), artystka wróciła z nowym projektem, zatytułowanym „Hard Land Of Wonder”. Wydawnictwo promuje intrygujący utwór „Car Door”,w którym pod stonowanym aranżem kryje się brzmieniowa dramaturgia. Reżyserem teledysku jest Jacek Poremba a współautorem zdjęć- Filip Kabulski.

Płyta nagrana została w londyńskim studio Real Word, należącym do Petera Gabriela. Do współpracy Lipnicka zaprosiła muzyków o międzynarodowej sławie. Na kontrabasie zagrał Ali Friend, na instrumentach strunowych Melvin Duffy, zaś na perkusji- Danny Cummings, znany z współpracy z Simply Red czy Georgem Michaelem. Natomiast realizacją dźwięku zajął się Cameron Jenkins.

Lipnicka uchyla przed słuchaczem furtkę niezwykłej krainy, pełnej emocji, ascetycznych uniesień. Jest to płyta w pełni autorska. Artystka snuje opowieść o miłości i różnych jej odcieniach, o poszukiwaniu szczęścia. W tekstach przewija się smutek, ból. Pojawia się także nadzieja i magia łączenia dwóch ciał w jedno istnienie.

Kompozycje są wprost urzekające. Instrumentarium oszczędne, lecz stylowe. Dominują smyki, gitara akustyczna, fortepian, kontrabas. Aranżacje są skromne, momentami aż surowe. Wywołują niepokój, wzruszenie. Stylistycznie Lipnicka balansuje na pograniczu współczesnej ballady i folku, z odrobiną country. Głos Anity zaskakuje szlachetnością, czystością i pięknem barwy. Artystka wokalnie stwarza klimat , nie siląc się na maksymalne wyciąganie skali.

„Hard Land Of Wonder” to płyta dla koneserów nienachlanych dźwięków. Niezwykle spójna, jednakże nie jednostajna. To magiczna uczta dla uszu, daleka od popowej przeciętności i tak powszechnej nijakości. To płyta dla słuchacza świadomego, potrafiącego docenić niebanalne akustyczne brzmienia. Niezaprzeczalnie, jest jedna z najciekawszych premier minionej jesieni o czym świadczą liczby sprzedanych egzemplarzy. W niespełna trzy tygodnie od premiery krążek pokrył się złotem, z czego ogromnie się cieszę!




Rewers ludzkiej natury

W miniony weekend wybrałem się na „Rewers” w reżyserii Borysa Lankosza- absolwenta wydziału reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Za swój pierwszy film dokumentalny, zatytułowany „Rozwój” reżyser został nagrodzony na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie. Natomiast „Rewers” jest fabularnym debiutem Lankosza. Obraz otrzymał 10 nagród podczas XXXIV Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jest również polskim kandydatem do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, przyznawanego przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Film oparty jest na scenariuszu Andrzeja Barta, którego powieść „Fabryka muchołapek” znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2009.

Akcja filmu toczy się w Polsce, w latach 50. Poznajemy główną bohaterkę- trzydziestoletnią Sabinę, pracującą jako redaktorka w wydawnictwie, w dziale poezji. Sabinka jest cichą, zakompleksioną kobietą. Mieszka z mamą i babcią, które usiłują znaleźć Jej męża. Jednak żaden kandydat nie zdobywa serca Sabiny. Także babcia iście surowo ocenia kolejnych absztyfikantów. Pewnego dnia Sabinę z opresji ratuje tajemniczy i przystojny Bronisław. Pojawienie się mężczyzny staję się początkiem zaskakujących wydarzeń...

„Rewers” to niezwykle przewrotna, ironiczna opowieść o perypetiach trzech kobiet. Łączy w sobie elementy kryminału, czarnej komedii. Lankosz nie boi się zabawy formą oraz konwencją. Taka stylistyczna różnorodność jest siłą tego filmu, tworzy spójną całość.  Produkcja wiernie oddaje klimat epoki, bardzo dokładnie portretując charakterystyczne drobiazgi byłego bloku wschodniego. Pojawiają się defilady, motyw budowy Pałacu Kultury i Nauki. Autentyczności dodają wplecione fragmenty propagandowych produkcji.

Scenariusz Andrzeja Barta jest niezwykle logiczny, drobiazgowy. Nie wydłuża zbędnie akcji filmu. Nakreślone historie są wieloznaczne. Humor miesza się z dramatyzmem w wyważonych proporcjach.

Na uwagę zasługuje gra aktorska. Agata Buzek mistrzowsko kreuje postać Sabiny- skrytej i naiwnej. Niemniej zachwycająca jest Krystyna Janda w roli matki. Dowcipna, ironiczna, przy tym szalenie subtelna. Natomiast Anna Polony, którą podziwiamy w roli dziarskiej babci- to klasa sama w sobie. Zaskoczeniem był Marcin Dorociński. Cyniczny, wyrachowany, okryty tajemnicą. Skutecznie zerwał z wizerunkiem amanta, z którym był kojarzony po ostatnich komercyjnych produkcjach.

Film jest wart obejrzenia. Opowiada o wydarzeniach bez patosu i ckliwości. Brak tu narodowych mitów czy ekstatycznych uniesień o charakterze martyrologicznym. Czarno-białe zdjęcia dodają magii a całości dopełnia niezwykła muzyka Włodzimierza Pawlika-nagrodzonego na tegorocznym 34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Muzyka nawiązuję do lat 50. i 60. wyłamując się konwencji do jazzowych improwizacji. Warstwa dźwiękowa jest różnorodna estetycznie jak i stylistycznie. Czy „Rewers” zdobędzie Oscara? Szczerze wątpię, bowiem jest to obraz silnie osadzony w polskich realiach. Produkcja typowo polska pod względem treści i fabuły może być niezrozumiana przez „tych z Zachodu”.




Foch Agnieszki Chylińskiej

Pod koniec października swoją premierę miała najbardziej oczekiwana płyta tego roku. Drugi solowy album Agnieszki Chylińskiej „Modern Rocking”wywołał niemałe poruszenie w środowisku muzycznym. Singiel promujący wydawnictwo "Nie mogę Cię zapomnieć" stał się najczęściej odtwarzanym utworem, wzbudził wiele sprzecznych emocji.  Po pięciu latach przerwy wróciła całkiem nowa, odmieniona Chylińska!

W założeniu płyta miała przynieść zmianę wizerunku Agnieszki. Wulgarna chłopczyca przepoczwarzyła się w dojrzałą, nowoczesną kobietę, która nie chce na siłę wbijać się w skórę buntowniczki. Do współpracy nad albumem Agnieszka zaprosiła producencki team Plan B( Bartek Królik & Marek Piotrowski)- znany z dokonań nieistniejącej już grupy Sistars oraz ze współpracy z Natalią Kukulską przy krążku „Sexi Flexi”.

„Modern Rocking” pokazuje nam nową, odmienioną Chylińską. Mroczne, depresyjne klimaty ustępują miejsca tanecznym rytmom w wyśmienitym popowym wydaniu. Album brzmi niezwykle zaskakująco. Aranże są zróżnicowane. Brzmienie idealnie wręcz wpisuje się w nurt rock-dance, który stylistycznie balansuje na pograniczu obu gatunków. Pulsujące beaty tworzą napięcie, niecodzienny klimat. Rockowa energia przybrała tu nową, świeżą oprawę. Album jest spójny, jednolity. Chylińska postawiła na muzyczną dynamikę- łącząc gatunki, przełamując stereotypy udowadnia, że jest artystką wszechstronną. Sama także napisała wszystkie teksty.

Wokal Agnieszki jest diametralnie inny od tego sprzed lat. Nie krzyczy, nie popisuje się siłą swego głosu. Brzmi czysto, subtelnie, jednak daleko Jej do ckliwości chociażby Paulli czy Iwony Węgrowskiej.

Płyta znacząco podkreśla zmianę jaka dokonała się w Chylińskiej. Nie czyni swoich kompleksów motywem przewodnim, odkrywa wrażliwość, stan w jakim aktualnie się znajduje- co ma istotny wpływ na wiarygodność i szczerość przekazu. Ma odwagę wyznać, że jest szczęśliwa, czuje się spełniona w czasach kiedy medialnie wypada być załamanym i nieszczęśliwym.

Album po niespełna tygodniu od premiery zajął I miejsce na liście OLiS( Oficjalna Lista Sprzedaży Związku Producentów Audio Video), bijąc rekordy popularności. W dniu sprzedaży „Modern Rocking” pokrył się złotem!

Chylińska dokonała mentalnego otrzeźwienia, wyszła przed szereg. To naprawdę dobra produkcja muzyczna i wokalna. Czy inna oznacza gorsza? Nie sądzę. Płyta „Modern Rocking” zrewolucjonizowała polski rynek muzyczny, udowadniając, że warto iść pod prąd.




Inglourious Basterds

Quentin Tarantino to bez wątpienia jedno z najważniejszych nazwisk współczesnego kina. Przez krytykę okrzyknięty „ojcem” postmodernistycznej kinematografii, wskazując na mistrzowski styl, w którym umiłowanie do popkultury łączy się z wątkami gangsterskimi, agresją, przemocą i surrealistycznym humorem. Przełomowym momentem w karierze Tarantino okazał się obraz „Pulp Fiction”- zdecydowanie najlepszy film nurtu postmodernistycznego, zdobywca Oscara, Złotego Globu, Złotej Palmy w Cannes.

Najnowszy obraz Tarantino- „Bękarty wojny”-to smakowita uczta dla miłośników kinowych wrażeń! Tym razem reżyser przedstawia nam historię, z czasów II wojny światowej. W okupowanej przez hitlerowców Francji poznajemy grupę tytułowych Bękartów, która powołana została w celu rozprawienia się z nazistami. Przewodzi im Aldo Raine. W tej roli fenomenalny Brad Pitt. Jest to kolejna niezapomniana rola Pitta, który przekonująco potrafi zagrać nierozgarniętego półgłówka jak i spryciarza. Bękarty docierają do Paryża, gdzie łączą swoje siły z gwiazdą niemieckiego kina- Bridget von Hammersmark, która jest brytyjską agentką, działającą na terenie Francji. W tej roli podziwiać możemy urzekającą Diane Kruger, która przez lata odnosiła spore sukcesy jako modelka i tancerka. Ścieżki wszystkich bohaterów przetną się w paryskim kinie prowadzonym przez Shosannę Dreyfus, która była świadkiem egzekucji swojej rodziny i jako jedyna ocalała, uciekając do Francji. Tam jako właścicielka kina planuje pomścić śmierć swoich bliskich. W jej kinie bowiem, ma się odbyć uroczysta premiera propagandowego filmu. Postać Shosanny kreuje Melanie Laurent, która została odkryta przez Gerarda Depardieu. Nie można zapomnieć także o wyśmienitej roli Christopha Waltza, który wcielił się w bezwzględnego esesmana, specjalistę od tropienia Żydów. Postać pułkownika Landy to mistrzowska kreacja aktorska, niezwykły kunszt i zadziwiające zdolności lingwistyczne!

„Bękarty wojny” to film niezwykły. Z pewnością na uwagę zasługuje obsada- kreacje są niezapomniane, niezwykle charakterystyczne. Każda postać filmu jest genialnie przygotowana i opracowana z szczegółami, gra aktorska na najwyższym poziomie. Filmem tym Tarantiono nie rozlicza się z przeszłością czy też historią. Zdaje się, że wręcz przeciwnie- buduje własną, absurdalną wizję II wojny światowej. Reżyser umiejętnie bawi się materią filmową, łącząc momenty nastrojowe z groteską. Nieśmiało mogę pokusić na stwierdzenie, że Tarantino nadaje magiczną moc sprawczą reżyserii. Dzięki niej uśmiercił największych zbrodniarzy II wojny światowej. To świetnie nakręcony, zagrany i ujmujący film.




W roli głównej: Whitney Houston

Po długoletniej nieobecności, po walce z nałogiem i mężem- sadystą, wraca jedna z najpopularniejszych gwiazd estrady lat 80. i 90. Na swoim koncie ma ponad 100 milionów sprzedanych płyt, niezapomniane przeboje, w tym mistrzowskie „ I Will Always Love You”. Szanowni Państwo, czapki z głów: Whitney wraca do gry! 

„I Look To You” to siódmy studyjny album czarnoskórej divy. Materiał jest smakowitą mieszanką ballad i muzyki tanecznej, nawiązującej do najlepszych tricków stylistycznych lat 80. Do współpracy Whitney zaprosiła wybitnych przedstawicieli młodego pokolenia: Swizz Beatz, Johna Austina, Alicię Keys, Ne-Yo, Timbalanda, R. Kelly. Producenci nie podejmują prób odmłodzenia artystki, nie zależy im na wtopieniu się w powszechnie panujące trendy. Album brzmi klasycznie, lecz nie staromodnie. Dźwięki przypominają nam Houston sprzed niemal 25 lat, kiedy zaczynała swoja karierę. Znajdziemy tu soul, disco, funk. Aranże są umiarkowanie nowoczesne, co podnosi klasę tego albumu. Praca nad płytą trwała prawie trzy lata, więc jest ona przemyślana, nie ma tu przypadkowych utworów. Klimat albumu jest lekki, niepretensjonalny.

Artystka o pieciooktawowej skali głosu jest nadzwyczaj oszczędna w wokalnej ekspresji. Jej głos jest umiejscowiony niżej, bardziej stonowany- mimo to przekonujący i niezwykle magnetyczny. Album promuje „Million Dollar Bill” napisany przez Alicię Keys na specjalną prośbę Whitney oraz klimatyczna ballada „I Look To You”, będąca autorstwa R. Kelly. Na uwagę zasługuje utwór „ A Song for You”- cover Leona Russella. Houston nadała ma nieco inne- ale jakże ciekawe- brzmienie.

Płyta już w pierwszym tygodniu sprzedaży trafiła na szczyty list przebojów najchętniej kupowanych albumów w ponad 20 krajach, m. in w Kanadzie, Włoszech, Portugalii oraz w Polsce. To chyba największy comeback ostatnich lat. Świeży i zaskakujący. Uzmysławia nam jak bardzo brakowało Jej na scenie muzycznej. Ale Królowa znowu dzierży berło w dłoni.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |