Dziś chciałbym skreślić kilka słów o najnowszym, niepospolitym albumie Artysty, którego cenię za niebywałą klasę, styl oraz muzyczny smak. „Symphonicities” jest dziesiątym, studyjnym krążkiem Stinga. Tym razem Brytyjczyk zaprosił do współpracy Royal Philharmonic Concert Orchestra pod batutą Stevena Mercurio (zespół liczący 45 muzyków pracował m.in.: z Luciano Pavarottim i Andreą Bocellim). Razem stworzyli wybitne, niezapomniane aranże utworów z kariery solowej Stinga i The Police.
Efekt tejże współpracy jest niezwykle spójny i wyrazisty. Utwory otrzymały nowego blasku, mienią się tysiącami aranżacyjnych kryształków. Klasyczne instrumentarium nadało im eleganckiej lekkości i wyrafinowania. Nie tracą przy tym swoich barw, nie brzmią rewolucyjnie inaczej. Wydobyte zostało z nich to, co najpiękniejsze, najbardziej subtelne. Znalazło się miejsce na perkusję, dźwięki gitary basowej. Nowe akcenty uplastyczniły i nadały poszczególnym utworom aranżacyjnej wielowymiarowości, wywołując nowe, nieznane do tej pory emocje. Nie ma tu ckliwości i wielkiego zadęcia.
Moim zdecydowanym faworytem jest „ Roxanne”, gdzie opanowany, ciepły wokal Stinga współgra z aksamitem wiolonczeli. Również „Englishman In New York" zachwyca niebanalną linią melodyczną. Na „Symphonicities znalazły się też nie publikowane dotąd utwory, "The Pirate's Bride" i "The End of the Game", które kilka lat czekały na taką oprawę muzyczną.
„Symphonicities" zachwyca elegancją, bezpretensjonalnością. Album został znakomicie opracowany w każdym szczególe. Polecam wszystkim, którzy cenią twórczość Stinga i jego niesztampowe podejście do muzyki.








