- Napaść ze skutkiem pobicia dziewczyny wracającej z treningu!!
6 października 2011, 15:14Dwóch napastników w kapturach na głowach zaczepiło ją słownie, pytając, czy trenuje karate w SP13. Gdy usłyszeli odpowiedź twierdzącą wówczas oznajmili jej, że oni trenują [xxx], oraz że ich trener [xxx] jest lepszy, bo lepiej wygląda na plakatach.
Następnie jeden z nich silnie pchnął ją tak, że upadła na ulicę doznając silnych stłuczeń (dziewczyna ta cierpi na różne poważne dolegliwości, a karate ćwiczy dopiero 3 tygodnie). Napastnicy pewnie kontynuowaliby swój akt przemocy, jednak na widok zbliżających się przechodniów uciekli.
Sprawa została już bardzo nagłośniona i będzie jeszcze głośniej.
Panie [xxx], jeżeli posuwa się pan do tak prymitywnych i żałosnych metod walki z konkurencją, to świadczy to o tym, że jest pan człowiekiem godnym pożałowania. W Strzybnicy już pan zrobił z siebie pośmiewisko. Teraz ze złości spowodowanej bezsilnością posuwa się pan do aktu terroru. Moralnie jest pan skończony.
Teraz dodam opis pańskiego sposobu walki z konkurencją na przykładzie mnie i mojego klubu:
W 2007 r. powołałem sekcję pewnego klubu, która działała w szkole w Lasowicach. Tam miały miejsce następujące zdarzenia:
1. Zrywanie moich plakatów lub zalepianie ich własnymi
2. "Wielka" akcja plakatowania Lasowic z informacją o zapisach na [xxx], podczas gdy w całych Tarnowskich Górach nie było żadnego nawet najmniejszego ogłoszenia o tym. Lasowice natomiast zalepione zostały plakatami klubu [xxx], dosłownie każdy słup, każda tablica, każdy przystanek itd.
3. Pewnego razu, gdy prowadziłem trening z grupą dzieci, w tym samym czasie ktoś z klubu [xxx] wszedł na teren szkoły i powiesił wielki plakat na gazetce reklamowej mojej sekcji. Odebrałem to jako próbę nastraszenia mnie, żebym rzekomo miał świadomość, iż jestem pod stałą obserwacją pana [xxx] i jego "siepaczy" (nie potrafię się powstrzymać od użycia tego określenia).
4. Jesienią tego samego roku zaprosiłem drogą elektroniczną pana [xxx] i jego klub na zawody organizowane przez mój ówczesny macierzysty klub (który miał i nadal ma siedzibę w Bytomiu, ale skecje prowadził w Strzybnicy i w Lasowicach). Napisałem do niego miły list, w którym serdecznie zapraszałem go na te zawody. Wówczas otrzymałem od niego odpowiedź pełną szyderstw, kpin, bezczelnego i chamskiego zwracania się do mnie. List ten zawierał także groźbę, którą jak widać realizuje z uporem maniaka. Groźba ta zawierała jego oświadczenie, że zamierza nadużywać władzy publicznej do celów prywatnych. Oto treść tej groźby:
"Coś takiego ma czelność nas zapraszać na jakąś imprezę? Od kilku miesięcy jestem przewodniczącym
[xxx] i zrobię wszystko, by te podejrzane i nie wiadomo skąd się wywodzące szkoły i szkółki bez licencji, uprawnień, ubezpieczeń itp. raz na zawsze zniknęły z Tarnowskich Gór i nie tylko. Przez takie właśnie podejrzane szkółki głośno było ostatnio o sportach walki. Ty chcesz nas zapraszać do współpracy i być partnerem? To tak jak z tą pchłą na słoniu - pchła siada na słonia i mówi "jedziemy".
W 2008 r. sekcję przeniosłem do Miasteczka Śląskiego, gdzie wkrótce powołałem do istnienia własny klub, który zresztą funkcjonuje do dzisiaj jako Uczniowski Klub Sportowy Okinawan Bushi.
Tam miało miejsce takie zdarzenie:
1. W dniu zapisów z tłumu zainteresowanych dzieci i ich rodziców wyłonił się wysoki młody mężczyzna, który podchodząc do mnie oznajmił: "ja trenuję [xxx] w Tarnowskich Górach. Czy mogę się też zapisać?" Odparłem, że tak. Niestety, zaraz po tym jego wystąpieniu znikł bez śladu. Prawdopodobnie w zamiarach [xxx] miałem się tego dwumetrowego silnie zbudowanego młodzieńca wystraszyć, w sensie fizycznym.
W 2009 r. zrezygnowałem z funkcji kierowniczych założonego przeze mnie klubu. Wkrótce potem powołałem do istnienia Klub Sportowy "Tarnogórską Akademię Karate", który prowadzę do tej pory (www.gojuryu-tg.cba.pl). Początkowo był spokój, przez dłuższy czas. Jednak dynamizm rozwoju mojego klubu, w którym uprawiamy jedną z najbardziej pierwotnych odmian karate - okinawskie Goju Ryu Karate - zaobserwowałem zauważyć niepokój pana [xxx], co dało się zauważyć po informacjach zamieszczanych na stronie internetowej jego klubu.
Chodzi o wrzesień tego roku (2011). Przede wszystkim pana [xxx] zabolały mocno następujące informacje ukazujące się na stronie mojego klubu:
1. zapowiedź powołania nowych sekcji terenowych
2. prowadzenie przeze mnie kilku grup, gdzie członkowie albo trenują za darmo, albo za symbolicznie niską składkę członkowską (10 względni 25 zł miesięcznie), oferując dzieciom, młodzieży i dorosłym 2-3 treningów tygodniowo po 120 minut każdy.
3. informacja o seminarium szkoleniowym z udziałem mistrza Katsuya Yamashiro z Okinawy, posiadającego 7 dan. Impreza odbędzie się we współudziale IOGKF-Polska, a także TCK i SP13.
4. powołanie grupy treningowej, uprawiającej filipińską sztukę walki (Modern Arnis i Balintawalk) tudzież Combat.
5. zapowiedzi, że klub będzie brał udział w najbliższym czasie w kilku bardzo poważnych mistrzostwach (karate, jujitsu)
Skutek był taki:
1. Zapowiedź na stronie klubu [xxx] że w wielu różnych miejscowościach w październiku powstaną nowe sekcje stylu [xxx], m.in. w Strzybnicy, czyli w szkole, w której ja nie tylko prowadzę treningi mojego klubu, ale także pracuję jako nauczyciel (pełnię kilka ważnych funkcji - wychowawca klasy, przewodniczący Zespołu do Spraw Promocji, Rzecznik Praw Ucznia)
Ludzie pana [xxx] zrobili kilkugodzinną akcję informacyjną wśród moich uczniów, rozdając im na lekcjach i podczas przerw kilkaset ulotek. Wnętrze szkoły oblepili plakatami z wizerunkiem pana [xxx], mającego postawę i minę pełną dumy, pychy i zarozumiałości. (Panie [xxx] z rozmów z dziećmi wiem, że się pana boją, bo wyglądem na tej fotografii wzbudza pan w nich lęk).
Mało tego, na plakatach i ulotkach pan [xxx] posługuje się hasłami i ofertami wprost kopiowanymi z moich ogłoszeń i plakatów.
Jak się wkrótce okazało - na pierwszy treningi nie przyszedł dosłownie nikt. Instruktorzy nawet się nie przebrali, czekając przed salą na ewentualnych chętnych.
2. Dokładnie następnego dnia po tym nieudanym treningu [xxx] miała miejsce wspomniana wyżej napaść, groźby i pobicie jednej z moich uczennic.
Ponadto od około roku otrzymuję codziennie serię telefonów od anonimowych osób. Nie odbieram ich, bo numer zawsze jest ukryty. Dzisiaj odebrałem i usłyszałem to, czego się spodziewałem - głuchą ciszę.
Panie [xxx] jest pan człowiekiem nikczemnym. O panu i o pańskich metodach walki z konkurencją wie już bardzo wiele osób, ważnych osób... nie tylko w Tarnowskich Górach. Pańskie imię i nazwisko jest już na ustach wielu osób w kraju. W mojej ocenie nie jest pan nikim innym, jak zwykłym gangsterem, który powinien trafić do więzienia.
Chciałem iść z tym dzisiaj natychmiast na policję, ale serdeczni przyjaciele poradzili mi, abym się wstrzymał i uspokoił.
Więc albo pan skończy swoje dzikie podchody, albo ja zacznę, uruchamiając procedury prawne.
- Ja i mój klub karate... parę kwestii zasadniczych
1 października 2011, 23:40Informuję, że przede wszystkim jestem nauczycielem pracującym w szkole, ponadto jestem historykiem zajmującym się badaniem dziejów.
A jedynie dodatkowo (od 1987 roku) uprawiam sztuki walki. Obecnie kieruję klubem, w którym prowadzę treningi okinawskiego Karate Goju Ryu.
Nie robię tego - tak jak wy - dla zysku, ale wyłącznie kierując się pasją, dla własnej satysfakcji, z poczucia nauczycielskiego obowiązku pracy wychowawczej wśród dzieci i młodzieży.
Z działalności tej nie mam żadnych korzyści materialnych czy też finansowych, i... nie bardzo mi się chce nawet o tym myśleć. Mało tego, ponoszę prywatnie koszty finansowe.
W moim klubie trenuje ok. 40 dzieci w wieku 6-9 lat, a także grupa "starsza" (dzieci od 10 roku życia, młodzież i dorośli) licząca ok. 20 osób. W Bytomiu autonomiczną sekcję prowadzi mój serdeczny kolega, który również robi to bez jakiejkolwiek korzyści dla siebie, z zawodu jest kuratorem sądowym, a niegdyś był wychowawca w domu dziecka.
Opłaty (klubowe składki członkowskie), jakie moi karatecy opłacają, są symbolicznie niskie, przeznaczone na pokrycie niezbędnych wydatków klubowych (ubezpieczenie itp.).
Przy czym dzieci 6-9 lat nie płacą zupełnie nic, trenują za darmo. Pozostali opłacają składkę MIESIĘCZNĄ - 10 zł (uczniowie SP13) lub 25 zł (wszyscy pozostali), a ponadto członkowie rodzin mają jeszcze zniżkę 20%.
Szczegóły na stronie klubu: http://gojuryu-tg.cba.pl/
Gdyby mój klub otrzymywał dotacje z urzędu miejskiego czy starostwa, to z całą pewnością pierwszą moją decyzją (jako prezesa klubu) byłoby całkowite zlikwidowanie jakichkolwiek opłat członkowskich.
Innymi słowy - prowadzę sobie spokojnie klub, nie wadząc nikomu, z pożytkiem dla dużej gromady dzieci i młodzieży.
I właśnie to niestety niektórym osobom przeszkadza.
Dopóki nie zajmowałem się działalnością instruktorską, miałem spokój, byłem otaczany szacunkiem.
Odkąd jednak zacząłem prowadzić treningi karate - za darmo lub prawie darmo - odtąd nagle zaczęli w moim życiu pojawiać się - nie wiadomo skąd - jacyś ludzie wrogo usposobieni, próbujący mnie i moich adeptów nawet zastraszać, wszczynający różnego rodzaju intrygi. Dochodzi nawet do intryg w moim miejscu pracy. Jest to już ingerencja nie tylko w moje życie prywatne, ale także zawodowe. W jednym przypadku byłem zmuszony nawet prosić o interwencję policji.
Szanowni państwo, naprawdę dajcie sobie spokój bo się tylko ośmieszacie. Wasze metody atakowania mnie są poprostu żałosne. Jest już o was i waszym stosunku do mojej osoby głośno nie tylko w Tarnowskich Górach, ale w Polsce.
Ja rozumiem, że dla was prowadzenie klubu to nieraz kwestia życia, bo to wasze źródło dochodu, niejednokrotnie jedyne lub główne. Ale też nie rozumiem, że nie dociera do was, iż czasy się zmieniły. Dawno straciliście monopol w tej dziedzinie.
Ja nieraz moim znajomym i przyjaciołom kierującym innymi klubami w kraju mówię, że na Górnym Śląsku jest więcej szkół i stylów walki niż w całych Chinach, a 10 danów jest tutaj więcej niż w Japonii.
Wielu z tych moich przyjaciół-instruktorów karate traktuje podobnie jak ja. Prowadzą kluby bo bardzo to lubią, ale nikogo nie zwalczają i na ogół nie mają z tego nic prócz satysfakcji i klubowej grupy przyjaciół, tak jak ja.
I naprawdę... szanowna "konkurencjo" (aczkolwiek wcale was tak nie traktuję, raczej wy mnie) powiem teraz to, co nieraz mówię moim adeptom - choćby na trening przychodziła tylko 1 osoba, to ja też będę dla tej jednej osoby przychodzić i razem będziemy ćwiczyć. Ja nie potrzebuję 200 członków klubu. Wystarczy kilku. Bo ja nie robię tego dla zysku. I nie zamierzam tego zmieniać.
- Koło Młodzieżowe Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej
6 kwietnia 2010, 20:34Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej
już działa.
Szczegóły na naszej stronie internetowej
www.kmsmzt.prv.pl
Wielcy i święci są wśród nas
27 stycznia 2010, 16:50Innym razem napiszę o tym nieco więcej.
Dziś chciałbym jedynie powiedzieć krótko, że wielcy i święci pochodzą nie tylko z Warszawy czy Krakowa, ale także z regionu tarnogórskiego. Często słyszymy, że Tarnowskie Góry krótko odwiedził (nieważne, że nieraz zupełnie przypadkiem,jakbyśmy to powiedzieli po śląsku - bez cufal) król Sobieski, August saski, poeci Julian Ursyn Niemcewicz i Goethe.
Te postacie i ich krótki pobyt w Tarnowskich Górach nie odegrały jednak żadnej roli w rozwoju naszego regionu i zamieszkującej go ludności. Prócz pochodu gwarkowskiego i tzw. dworu Goethego nie zawdzięczamy im praktycznie nic.
Nie zauważamy często osób prawdziwie zasłużonych, pochodzących z naszego regionu lub jakoś z nim związanych.
Do nich należą:
Sługa Boży ks. Teodor Christoph (proboszcz-lokalista z Miasteczka Śl.)
Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki (twórca ruchu Światło-Życie, zapoczątkowanego w Bibieli)
Ojciec Kamilianin Bogusław Paleczny (znany i szanowany przez wszystkich ludzi w Polsce, niezależnie od wyznania).
Wymieniłem tu tylko osoby duchowne. Jak znajdę trochę więcej czasu, to napiszę o nich więcej. Także o osobach świeckich, np. o Bolesławie Luboszu. Wiecie kto to był? Nie? Szkoda. Warto ich wspominać, rozmawiać o nich z młodzieżą.
cdn...
- Myślę "ojczyzna" a mówię "Śląsk"
27 stycznia 2010, 16:49 Tym prowokacyjnym hasłem pragnę serdecznie zaprosić wszystkich Ślązaków do podzielenia się swoimi poglądami i wspomnieniami dotyczącymi wewnętrznego przeżywania swojej śląskiej tożsamości. To mogą być wspomnienia własne lub kogoś ze swych zmarłych krewnych. Nie chodzi tu o barwne i bardzo długie opowieści. Proszę o teksty pisane tak jak, jakby były opowiadane w rodzinnym gronie, całkiem swobodnie, najlepiej po śląsku.
Może dla zachęty podam parę przykładów:
- Pewien mój kolega powiedział mi kiedyś: \"Jo niy jest ani Polok ani Niymiec! Jo jest Ślązok!\"
- Innemu mojemu znajomemu jego dziadek kiedyś powiedział: \"Pamiyntej synek, my Ślonzoki do Poloków momy fest daleko. Ale do Niymców momy jesce dali\".
-Jak chodziłem do szkoły w Miasteczku Śl. to myśmy wołali na niektórych w złości \"Poloki na bloki\". Szczególnie, gdy doszło do jakiejś zwady.
- Mój dziadek urodził się w 1914 r. Przeżył dwie wojny światowe, okres powstań śląskich, cały okres międzywojenny, cały PRL ze stanem wojennym i zmarł na początku XXI wieku. Przeżył cesarza \"Wilusia\", Korfantego, Piłsudskiego, Hitlera, Stalina, Gomułkę, Gierka, Jaruzelskiego, Wałęsę. Przed wojną służył w Wojsku Polskim (zasadnicza służba, jak wszyscy). W czasie wojny wzięto go do Wehrmachtu (jak wszystkich). Gdy wysłano jego pułk do Włoch przeciwko Armii Andersa udało mu się bezpiecznie uciec i sam został andersowcem. Po powrocie do kraju (na Śląsk rzecz jasna) podczas wesela jednego z jego synów zarzucono jego synowej, że za Niemca wyszła. Dziadkowi ze złości aż łzy w oczach się pojawiły, gdy zaprzeczał temu pomówieniu. Przy czym opowiedział całe swoje perypetie wojenne. Zachowały się jego listy pisane z wojska do swej małżonki. Z ich treści wiem, że mówił prawdę. Bo dziadek taki był - pracowity, prawdomówny, wierny i nade wszystko szczery. Jestem dumny, że miałem takiego dziadka.
A może ktoś pragnie się też podzielić własnymi tego typu wspomnieniami? Bardzo gorąco zapraszam.
Po co to?
- Gdy zbierze się tego więcej zostanie to odpowiednio posegregowane i spisane w postaci książkowej. - Jeśli ktoś zapragnie zachować anonimowość, zostanie to uszanowane.
Teksty proszę wysyłać na mój adres internetowy: januszpfaff@interia.pl
Pyrsk
- Wyróżnienie SMZT dla prof. Jana Miodka
27 stycznia 2010, 16:476 kwietnia 2008 r. odbyło się coroczne Walne Zebranie Sprawozdawcze Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej. Podczas tego spotkania kilka osób otrzymało specjalne wyróżnienia za szczególne zasługi dla Tarnowskich Gór i regionu tarnogórskiego. Wśród wyróżnionych był m.in. prof. Jan Miodek.

Wśród obecnych był także poseł dr Tomasz Głogowski.
Szukam źródeł historycznych
27 stycznia 2010, 16:46Poszukuję źródeł historycznych dotyczących historii PSL powiatu tarnogórskiego w latach 1945-1949, a także informacji o osobach z tą partią związanych, a które później działały w ramach ZSL.
Szczególnie chodzi mi o takie zagadnienia:
- Dokładne adresy siedzib poszczególnych kół PSL
- Stanisław Mach
- inni czołowi działacze tej partii
- relacje świadków dotyczące np. referendum 1946 i wyborów parlamentarnych 1947
- manifestacja 3 maja 1946


