Ustawa o 4000 zł za urodzenie upośledzonego dziecka

Szanowni Państwo.
Niejednokrotnie przekonywałam siebie samą, że należy trzymać się z dala od polityki i generalnie to robię. Jestem jednak częścią społeczeństwa, które zamieszkuje kraj Polską zwany i każdy może się mnie zapytać „co tam u was się dzieje”, często takie pytanie jest mi zadawane. Dotychczas owe pytania nie wprawiały mnie w zakłopotanie nawet gdy było to pytanie „o co idzie w tej dobrej zmianie”? Aż przyszło pytanie, przy którym oblałam się rumieńcem wstydu, że jestem Polką i mogłam tylko odpowiedzieć „przepraszam za tych, którzy tę ustawę wydali”. Ustawa premiująca matkę 4000 złotych za urodzenie dziecka upośledzonego. To co teraz napiszę jest do uszu polskich parlamentarzystów, tylko do uszu, bo by trafiły te słowa do ich serc i sumień, tak daleko moja naiwność nie sięga.

Parlamentarzyści! (chciałam napisać „szanowni”, ale was nie szanuję, więc tego stereotypowego zwrotu nie użyję. Co chcecie osiągnąć przez realizację owej ustawy? Chcecie zaludnić mój kraj dziećmi upośledzonymi, które w większości będą przez 4000-złotowe matki oddane na pastwę losu (czytaj: na opiekę i utrzymanie państwa). Chcecie aktem urodzenia frymarczyć sprowadzając go do trywialnego aktu kupno – sprzedaż.

Zaiste rola państwa w dziele poczęcia, rodzenia i wychowania nie tak powinna wyglądać. Zostawcie panie i panowie posłowie dzieło poczęcia i rodzenia rodzicom, a zajmijcie się pomocą i to bardzo skuteczną dla tych rodziców, którzy obarczeni zostali dziećmi niepełnosprawnymi. A może każdy z was zechce z autopsji poznać życie upośledzonego dziecka pracując jako wolontariusz w tej dziedzinie? Ja to zrobiłam i dlatego piszę te gorzkie słowa.

Jeżeli chcecie dalej iść tą drogą to polecam lekturę „Lebensbornu” - to w celu podszkolenia się.
Z wyrazami głębokiego smutku, żalu i wstydu.