Przestańmy być społeczeństwem naburmuszonym

Poprzedni mój wpis zakończyłam niezbyt optymistycznie, bo z psychicznego dołka. Teraz z radością donoszę, że wszystko znów jest OK! Powodem metamorfozy są moje 80-te urodziny. Osiemdziesiątka to wiek już zasłużony (raczej wysłużony) i właściwie nastraja raczej do refleksji minorowych. A u mnie „na abarot”. Naszła mnie myśl genialnie prosta, by prześledzić w miarę dokładnie i obiektywnie, cofając się krok po kroku tak daleko, jak pamięć moja sięga całe moje życie. I była to najbardziej fascynująca podróż, jaką w życiu odbyłam. Wydobyłam z zakamarków niepamięci obrazy, które ukazały całe moje życie, na nowo pozwoliły mi coś przeżyć, nad czymś się zastanowić.

Wyciągnęłam z tej mojej osiemdziesiątki wydarzenia, które we mnie wryły się najgłębiej dzieląc je na osobiste i „zewnętrzne”. Z tych „zewnętrznych” na czoło wysunął się obraz – referendum w Polsce 1946 r. Mam 9 lat – siedzę w kąciku, przy stole panowie: z nadleśnictwa, młynarz, komendant milicji, mój ojciec i dwu- oraz kilkunastoletni moi bracia. Słyszę coraz głośniejsze, coraz ostrzejsze „2 razy tak, raz nie” - „1 raz tak, dwa razy nie”, „3 razy nie”. W tym momencie zrodził się we mnie homo politicus. O co im chodzi, o co tak zawzięcie się kłócą? Czy wszyscy muszę tyle samo powiedzieć „tak” i tyle samo „nie”? W mojej dziewięcioletniej główce zaświtało coś, co dręczy mnie do dzisiaj. Dajmy każdemu prawo wyboru, nie traktujmy własnych przekonań jako prawd objawionych, jedynie słusznych, a myślących inaczej nie traktujmy jak wrogów.

Jak bardzo te słowa pasują do aktualnego kontekstu politycznego. Tak jak wtedy zaświtała mi teraz myśl taka: niech stanie się cud!!! Przestańmy być społeczeństwem naburmuszonym, a stańmy się społeczeństwem sprawiedliwym.
Czego Wam (i sobie) najgoręcej życzę

PS. Po osiemdziesiątce postanowiłam być ekscentryczną staruszką!