Powiatowe układanki...

Nie da się nie napisać paru słów o tym, co działo się wczoraj na sesji rady powiatu.
Ale zanim odniosę się do tego, co było wczoraj, parę słów o historii. Koalicja ze starostą Józefem Burdziakiem funkcjonowała już prawie dwa lata. Jej dziełem były zarówno rzeczy dobre, jak i gorsze.
Od jakiegoś czasu obserwowałem dość dziwną sytuację - w rozmowach ze mną członkowie zarządu powiatu poddawali niesamowitej krytyce działania starosty. Padały słowa, których nie sposób przytoczyć. We wszystkich wypowiedziach przewijał się wątek o tym, że Józef Burdziak nie może dalej być nie tylko starostą, ale nawet członkiem zarządu powiatu, po planowanej na jesień rekonstrukcji jego składu. Wszyscy zapewniali, że w zarządzie z jego udziałem pracować nie mają zamiaru. Troszkę (a nawet bardzo) dziwiło mnie, że takie głosy nie padały, kiedy spotykaliśmy się w obecności starosty...
Sytuacja w Tarnowskich Górach i w powiecie oczywiście bardzo mnie interesuje, ale przecież nie mam narzędzi, ani możliwości by weryfikować i rozstrzygać spory pomiędzy członkami zarządu powiatu, gdy oni sami wzbraniają się przed dokonaniem tego samodzielnie.
*
Kilka tygodni temu pojawił wniosek o odwołanie starosty. Nasi dotychczasowi koalicjanci z Przyjaznego Samorządu postanowili go wykorzystać do swojej politycznej gry. Nie zdradzę tajemnicy, pisząc jakie były ich żądania - starostą miał zostać Andrzej Elwart, wicestarostą Adam Baron. Od radnych Platformy oczekiwano bezwarunkowego poparcia tego pomysłu, dodatkowo artykułowano to w mocno arogancki sposób - "jak chcecie członka zarządu, musicie poprosić", "już mamy trzynastu, którzy zagłosują, nie potrzeba więcej, ale może was wezmiemy". Było mi, podobnie kolegom radnym PO, bardzo przykro w sytuacji, gdy ugrupowanie, wobec którego zawsze byliśmy lojalni i traktowaliśmy jako koalicjanta pierwszego wyboru, tak nieoczekiwanie naszą koalicję zanegowało. Szkoda, ale czasem buta i zachłanność biorą górę...
*
Trudno było oczekiwać, abyśmy biernie oczekiwali na rozwój sytuacji. Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, także rzeczy, które należy poprawić w powiecie, porozumieliśmy się z Inicjatywą Obywatelską. Chyba dla obu stron był to ruch niełatwy i nieoczywisty.
*
Wczoraj miała miejsce przezabawna sytuacja - część radnych, którzy podpisali wniosek o odwołanie starosty nie zagłosowała za nim. Podobnie uczynili członkowie zarządu powiatu (poza Gustawem Jochlikiem), w tym ci, którzy od tygodni nie potrafili powiedzieć jednego pozytywnego słowa na temat starosty. Powód? Oczywisty - obawa, że przy konstruowaniu nowego zarządu nie obejmą stanowisk. Dla kolejnych kilku pensji zaprzeczyli wszystkiemu, co mówili od wielu tygodni. Do odwołania starosty brakło jednego głosu.
Największy zawód sprawiła osoba, która do końca (nawet wczoraj rano) zapewniała, że zagłosuje za odwołaniem.
Zawsze w takich sytuacjach zastanawia mnie, że ktoś nie zdaje sobie sprawy, że stracić twarz można tylko jeden raz i to nieodwracalnie. Czy warto to robić dla pozostania na stanowisku przez kilka miesięcy..?