Po "Gwarkach". Relacja subiektywna

Pogoda była wyjątkowa, więc pewnie wszyscy są zadowoleni. Goście licznie przybywający na "Gwarki" najlepiej pokazują, jaką renomę ma ta impreza. Warto podziękować tym, którzy wymyślili ją w 1956 r., bo przecież jeszcze niektórzy z nich są wśród nas.
Jak zwykle zaczęliśmy w piątek z córkami od skorzystania z licznych karuzel (odnotowaliśmy obecność kolejki górskiej, której nie było w poprzednich latach). Wieczorem zająłem na dłuższy czas strategiczną pozycję w ogródku "Sedlaczka", skąd widziałem, że ludzie bawią się dobrze na Eneju. Jednak ci, którzy podchodzili spod sceny mówili, że nagłośnienie było kiepskie. Sam tego z "Sedlaczka" ocenić oczywiście nie potrafiłem, jednak wg zgodnych opinii tak było i dopiero w sobotę i niedzielę dźwięk był już lepszy. Powrót do domu był... późny (ok. 3 w nocy? ). Oczywiście od wielu lat najlepsze imprezy w czasie "Gwarków" (przy muzyce na żywo! ) są w "Starej Stajni u Wojtachy". Kto był, wie o czym mówię, a jeśli kogoś nigdy nie było (co jest b. dziwne)... to tylko może żałować. To też sytuacja największego zagęszczenia znajomych na metr kw., więc szybko do domu wrócić się nie da :)

Nie wiem, czy to właśnie późny powrót i duża ilość zimnych napojów w międzyczasie, czy inne czynniki sprawiły, że w sobotę zapadłem na anginę (39 st gorączki:( ). Odpuściłem więc zarówno oficjalny punkt programu w Rybnej (zresztą zazwyczaj zaglądam tam tylko na chwilę), jak i koncert Natalii Kukulskiej (podobno było zaskakująco mało ludzi). Wcześniej jednak (zanim zorientowałem się, że kiepskie samopoczucie to nie efekt intensywnie spędzonego poprzedniego wieczoru, ale choroby) byłem z córką na jej występie wraz ze Studiem Tańca MK na scenie na pl. Wolności.
Córka wraz ze studiem MK szła też w pochodzie. Oglądaliśmy go na ul. Opolskiej. Dyrektorowi SP nr 9 im. Mikołaja Kopernika, panu Krzysztofowi Siwcowi gratuluję pomysłu występu szkoły nawiązującego do patrona i osobistego wcielania się w jego postać!
Półgodzinne opóźnienie pochodu (w taki upał! ) było chyba największym mankamentem tegorocznych "Gwarków". Z tego powodu wiele osób oglądało tylko część pochodu, no a w najgorszej sytuacji byli uczestnicy pochodu.
Na wyraźny plus należy zaliczyć dość wysoki poziom stoisk na ul. Krakowskiej i pl. Wolności (mało było odpustowego badziewia). Nie najgorzej były też poustawiane kramy i stoiska na mieście (dobrym rozwiązaniem jest ich ustawienie tylko po jednej stronie Krakowskiej). Okazuje się, że można nie wpuścić ciężarówki z napojami na Rynek, jak się chce! Tylko na pl. Wolności wpuszczono tym razem zbyt wiele aut, pomiędzy którymi trzeba się było przebijać, żeby dotrzeć z dziećmi pod scenę.
Widziałem też trochę występu Varius Manx. Zespół, który zamyka "Gwarki" z jednej strony musi być gwiazdą, a z drugiej zespołem dość uniwersalnym, nieprzeszkadzającym tym, którzy zbierają się oglądać pokaz sztucznych ogni. Varius Manx pasował do tej roli dobrze, choć nie da się ukryć, że obecna wokalistka jest słabsza od poprzedniczek. Ale urocza i widać, że nie przeszkadza jej (jak i publiczności), że trochę fałszuje.

Pokaz sztucznych ogni świetny. Gratulacje dla Marka i jego ekipy. Ci, którzy Marka znają, wiedzą, że ma duże doświadczenie w biznesie i mało co go porusza, ale przed gwarkowskimi pokazami jest zawsze bardzo zestresowany. A miasto ma szczęście, że ma u siebie firmę specjalizującą się w pokazach fajerwerków, bo chyba za pokaz tej klasy, w stawkach rynkowych musiałoby zapłacić znacznie więcej.
*
Za rok 60-lecie "Gwarków" (chyba tylko dwa razy w tym czasie impreza się nie odbyła). Czy powinny być z tej okazji inne, wyjątkowe? Czy też wypracowana formuła jest dobra? Warto podjąć takie decyzje już w tym roku, a nie zwlekać ze szczegółami imprezy do końca. Bo potem pojawia się nerwowość, taka jaka była w tym roku (to chyba nie tajemnica? ), gdy na dwa miesiące przed imprezą wiele rzeczy było niezapiętych. Dobrze, że w sumie wszystko się udało.