Rawa Blues

Piękne muzyczne doznania na Rawie Blues. W piątek w fantastycznym gmachu NOSPR-u udane połączenie dwóch muzycznych światów - brzmienia orkiestry symfonicznej i bluesa w wykonaniu Keb'a Mo.
W sobotę w Spodku dużo bluesa i nie tylko, gdyż Irek Dudek zaprosił w tym roku także wykonawców, dla których blues jest jedną z twórczych gałęzi, obok rocka, czy funk (tak grał np. świetny band z Florydy JJ Grey & Mofro).
Po 23 latach na Rawie Blues zagrał Dżem. Przez wiele lat Rawa w dużej mierze sprowadzała się właśnie do oczekiwania na zamykający festiwal koncert Dżemu. W tym roku też kilka tysięcy osób czekało do godz. 23, gdy zespół wyszedł na scenę. Pamiętam wiele ich koncertów na Rawie, w tym ten ostatni w 1993 r., podczas którego Rysiek Riedel był w wyraźnie słabej formie (koncert ten pojawiał się w TVP jako "Ostatnia Rawa Ryśka Riedla).
Od tego czasu widziałem Dżem kilka razy, także na dużych koncertach zarówno w Spodku, jak i plenerowych. Jednak powrót Dżemu na Rawę wzbudził sentymentalne wspomnienia. Zespół zaprezentował nieco zaskakujący zestaw utworów - pojawiły się oczywiście stare przeboje, ale więcej było nowszych, napisanych w ostatnich dwóch dekadach. Pewnie chcieli pokazać, że ich twórczy czas nie zakończył się 20 lat temu. Rzeczywiście zagrany na bis "Partyzant" zabrzmiał niesamowicie dojrzale, choć publiczność chyba bardziej oczekiwała sentymentalnej podróży poprzez stare nagrania (ale cytując "Wehikuł czasu" - "te czasy (...) nie powrócą już" ).
Myślę, że Rysiek gdzieś tam cieszy się, że jego koledzy, z którymi w latach 70-tych zakładał Dżem, są w dobrej formie. Jak również z tego, że publiczność wciąż z entuzjazmem reaguje na utwory, które napisał.