Czarny poniedziałek

W całym kraju protesty przeciwko planom rygorystycznego zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Moja żona poszła do pracy ubrana na czarno (oczywiście jako nauczycielka nie myślała o strajku czy braniu bezpłatnego urlopu, bo byłoby to ze szkodą dla uczniów). Tym, którzy są przerażeni tym, co się dzieje, mogę tylko powiedzieć, że to żadna niespodzianka – przed wyborami parlamentarnymi partie nie ukrywały swoich programów. Warto głosować świadomie. A przede wszystkim brać udział w wyborach.
*
W sprawie przepisów antyaborcyjnych mam wyrobione zdanie – jestem za utrzymaniem obecnych zapisów dopuszczających aborcję tylko w ekstremalne rzadkich przypadkach (gdy ciąża zagraża życiu i zdrowiu, pochodzi z przestępstwa lub mamy do czynienia z nieodwracalnym uszkodzeniem płodu, który nie ma szans na samodzielne życie). Głosowałem za odrzuceniem w pierwszym czytaniu ustawy radykalnie zaostrzającej przepisy, ale nie uważam, aby należało dopuścić możliwość aborcji na życzenie – na pewno nigdy za takim przepisem nie zagłosuję.
*
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt - ostrzegaliśmy, że zakwestionowanie obowiązującego kompromisu otworzy puszkę Pandory. Polska jest krajem bardzo mocno chroniącym życie, ale nie zmuszającym kobiet do heroizmu. Głosy domagające się aborcji na życzenie były rzadkie, aborcja dawno przestała być traktowana jak antykoncepcja (jak przecież zdarzało się w latach 70-tych, czy 80-tych). Próba wprowadzenia ultrakonserwatywnego projektu doprowadziła do sytuacji, że coraz więcej osób opowiada się za liberalizacją prawa do aborcji. Niech sobie przemyślą to, ci którym zależy naprawdę na ochronie życia…