Tłumienie regionalnych aspiracji

Nie ma co ukrywać, że politycy "z Polski", jak się u nas na Śląsku mówi, nie "czują" Śląska i nie rozumieją jego specyfiki. Nie różnią się tym od przedstawicieli innych grup społecznych i zawodowych. Wiedza statystycznego Polaka o Górnym Śląsku, zarówno jego historii, jak i teraźniejszości, jest kiepska. Stąd niezrozumienie i odrzucanie śląskich aspiracji.
W minionych latach przegadałem ten temat z wieloma kolegami posłami - z różnych części Polski. Właściwie nikt nie mógł zrozumieć, że dla wielu Ślązaków ważna, nieraz najważniejsza, jest tożsamość regionalna. Tego, że postulowanie autonomii, dyskusja o śląskiej narodowości, czy grupie etnicznej, nie jest w żaden sposób tożsame z wyborem "opcji niemieckiej".
Ale nie zrażałem się i edukowałem, myślę, że nieraz skutecznie.
*
Narodowości nie da się zbadać papierkiem lakmusowym. Krystalizowanie się narodowości, a już z pewnością grup etnicznych, nie jest procesem zamkniętym. Nie mam przekonania, że istnieje naród śląski, ale też bardzo daleko mi do 100% pewności, że go nie ma. W przypadku odrębnej śląskiej tożsamości etnicznej, w mojej ocenie zdecydowanie więcej przemawia za jej uznaniem.
*
W polityce trzeba budować sojusze. W poprzedniej kadencji dużo czasu zajęło nam budowanie większości dla przyjęcia ustawy metropolitarnej. Przecież nawet w naszym klubie było wiele sceptycznych głosów. Nie udałoby się nam bez pomocy premier Ewy Kopacz i marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która szczególnie zdecydowanie zaangażowała się po naszej stronie.
Niechęć obecnie rządzącego ugrupowania do śląskiego regionalizmu chyba nikogo nie dziwi, nie będą już przywoływał znanych słów nieomylnego Prezesa nt. Ślązaków. Trochę jednak boli, gdy w pierwszej linii odrzucających projekt zawierający śląskie aspiracje, stają na ochotnika śląscy posłowie PiS...