Europejskie "zakręty" PiS-u

Ostatnie kompromitujące działania Prawa i Sprawiedliwości w Unii Europejskiej mają jakieś pozytywne strony. Wydaje się, że najważniejszą z nich jest to, że przekroczona została masa krytyczna. Ludzie zaczynają dostrzegać poziom głupoty i nieudolności obecnego rządu, co daje nadzieję, że PiS więcej wyborów nie wygra.
Jeszcze większym optymizmem napawa fakt, że prorządowa propaganda całkowicie zrezygnowała z zabiegania o ludzi myślących. Tłumaczenie, że wynik 27:1 nie jest porażką, i coraz bardziej "piętrowe" głupoty, które temu towarzyszą, wskazuje, że PiS walczy już tylko o głosy ludzi niemyślących. Takich pewnie trochę jest, ale wierzę jednak w inteligencję Polaków i w to, że wynik PiS-u w kolejnych wyborach będzie będzie mierny.
Oczywiście, cała ta hucpa ze sprzeciwem wobec wyboru Donalda Tuska, może przynieść też Polsce wiele złego – a szczególnie to, co premier Szydło wokół tego wyprawiała. Retoryka mówiąca o tym, że został wybrany niemiecki kandydat czy pod dyktando Niemiec, w sytuacji, gdy na Donalda Tuska głosowało 27 krajów UE – 27 premierów czy prezydentów, to po prostu nic innego jak obrażenie tychże 27 przywódców (powiedzmy, że 26 bo pewnie pani kanclerz Merkel nie obrazi się o to, że Kaczyński i Szydło mówią, że reszta Europy działa pod jej dyktat). Każdy premier, de facto każdy rząd i każdy naród, został obrażony przez Szydło i Kaczyńskiego – został przecież nazwany „niemiecką marionetką”.
Jakie może to mieć konsekwencje dla przyszłości dla Polski, gdy będziemy zabiegać o jakieś istotne rozwiązanie dla naszego kraju? Gdy premier Szydło będzie próbowała negocjować coś z tymi, których przed chwilą obraziła, z jaką spotka się reakcją?