Zanim zapadnie cisza...

Co było do powiedzenia w tej kampanii, powiedziałam. Co do napisania, napisałam. Inni też się starali przekonać do swych racji i programów. Moje opierały się w sumie na jednym: na zachowaniu dziedzictwa kulturowego w szerokim znaczeniu, bo przynieść ono może wiele korzyści miastu i jego mieszkańcom. I na ochronienie pozostałości po górniczej przeszłości Tarnowskich Gór dla tych, którzy tu mieszkają ale i dla tych, którzy do naszego miasta przybędą. Po to, żeby wiedzieli, dokąd przybyli i żeby wrośli w to, co tu było prawie od zawsze, żeby nie czuli się tu obcy ale związali się z miastem nie niszcząc tego, co pozostało z przeszłości. Nauczyli się kochać to miejsce, dbać o jego historię ale i nauczyli zarabiać na tożsamości lokalnej. Bo może ono im dać dobrobyt pewniej niż wyimaginowani inwestorzy z nieokreślonego „zewnątrz”.

Wybory to rzecz poważna, ale teraz już można się zdobyć na życzliwy uśmiech do tych, którzy brali udział w kampanii wyborczej, gdyż to jest uśmiech do przedstawicieli całego miasta. A na chwilę przed rozpoczęciem wyborczej ciszy, można przypomnieć słowa poety, Jonasza Kofty: "Bo gdy się milczy, milczy, milczy, to apetyt rośnie wilczy na poezję, co – być może – drzemie w nas".
Niech więc wyborcy teraz sami rozstrzygną, co w tych programach było dla nich miłą poezją a co prozą, z którą chcieliby się w życiu Tarnowskich Gór spotykać (nie unikając przy tym odrobiny choćby poezji).

Spokojnej i niezakłóconej ciszy!