Coś smutnego, coś radosnego...

Zwierzęta, zwane chętnie we współczesnych czasach zwierzakami;  ta druga nazwa nadaje istotom żywym status mało ważnego elementu „operacyjnego”, lekceważącego jakby wydźwięku określenia dla narzędzia pozyskiwania przyjemności, kluczyka do skarbczyka realizacji tymczasowych potrzeb ludzkich, zabawki – żywej przytulanki w zastępstwie miśka-pluszaka. 



Na przepisowy śmietnik, na dzikie wysypisko śmieci, do lasu, na drogę, pod stację paliwową, na pole, w inne mniej lub bardziej wyszukane miejsca. Luzem, w kartonie, w worku, klatce, skrzynce, związane sznurkiem, łańcuchem, taśmą klejącą, drutem kolczastym, z kamieniem, kawałkiem żelaza czy płytką chodnikową albo innym dodatkiem. Pół roku po uroczym miesiącu maju (albo jeszcze szybciej) zagospodarowywane, podrzucane lub unicestwiane bezmyślnie czy z przemyślanym okrucieństwem, nietrafione prezenty komunijne zmieniają miejsce dotychczasowego pobytu oraz właściciela.
„To prawdziwa epidemia” – powiedziała pracownica jednego z odwiedzonych przeze mnie śląskich schronisk dla bezdomnych zwierząt. „Szykuje się druga fala”- to odnośnie nadchodzącego zimowego sezonu podarunkowego. Niektóre „prezenty” zaczynają być zbyt żywe i okazują się przeszkadzać obdarowanym po pół roku, inne już po kilku tygodniach. I ten wyjątkowo paskudny i odrażający proceder usuwania przez człowieka z jego z życia powołanych przez niego na świat rozpocznie się na nowo.
Czy tak traktuje człowiek swoich braci? „Braci mniejszych”… 

Zdjęcie
.......................................................................................

A jutro- miłe wydarzenie: 101. Koncert pod Renesansowym Stropem w tarnogórskim muzeum. Jakoś tak bez echa ten jubileuszowy, setny przemknął w okresie kampanii wyborczej. Cóż, znak czasów, znak zwyczajów...

Zdjęcie