Październikowa psia podróż

Za kilka dni minie rok od wielkiej podróży mojej psiny - sierotki schroniskowej.Wybierała się w nią już jakieś 20 miesięcy wcześniej, nie była zdecydowana. Kilka razy juz prawie znikała, aby jednak wrócić. Podczas coraz wolniejszych spacerów zatrzymywała sie co parę metrów na chodniku i spodlądała za siebie. Czekała na kogoś, wypatrywała czegoś swymi prawie juz niewidzącymi ślepkami?
Stawała się coraz lżejsza, drobniejsza, cichsza i mniej ruchliwa. Z opuszczoną główką kręciła się w nocy w kółko, nie potrafiła wrócić na swoje posłanie.
Za Tęczowy Most, gdzie są wiecznie zielone warpie, gdzie są oprószone śniegiem pola a z hałdy rozpościera się widok na miasto, gdzie między starymi śliwami na łące pasą się krowy, zaniosłam ją na rękach, nie trafiłaby sama. Głaskałam jej główkę: "Zostań tutaj, Duneczko,zostań, pani wróci"