Place miejskie ciąg dalszy; rynek

Śląsk. Dolny. Świdnica. Rynek.
Koło koło koła. Toczą się, przestają. Dwa, cztery, więcej.
Jak to stało się zwyczajem powszechnym rynek miejski przestrzenią pustą rzadko bywał w przeszłości. Odbywały się tu zwykle doroczne albo sezonowe jarmarki a stoiska drobne albo stragany wystawiali pomniejsi kupcy na co dzień. To zwykle miejsce handlu. W domach czy kamienicach stojących przy rynku bogatsi prowadzili swe kramy przez cały rok bez obawy przed kaprysami pogody. Budowano na rynku studnie, baseny do zbiórki wody, stawiano na rynku pomniki religijne i świeckie no i pręgierze wolnostojące lub do ścian ważnych budowli przystawione. Sadzono roślinność drzewiastą, krzewy i organizowano rabaty ozdobne – kwiatowe.

 

Zdjęcie -
W obecnych czasach jednym ze sposobów użytkowania rynku jest wyznaczenie mu funkcji parkingowych dla dwu- i czterokołowych pojazdów mechanicznych a kramy i stoły kupieckie zastąpiono stolikami i krzesłami pod parasolami i namiotami. Tak to czasy się zmieniają ale jednak nie bardzo w gruncie rzeczy. Jedno jest pewne: rynek nie znosi pustki. A więc: Witajcie, Zmotoryzowani! Było co oglądać pod świdnickim ratuszem - nie tylko jednośladowe rumaki ale i jeźdźców w ich zbrojach.



Zdjęcie - z tras rajdowych zjechać czasem trzeba, pod sklepem zaparkować no i przechodnie mają co podziwiać. Ja oglądałam, chwaliłam, fotografowałam, bo taki fachowo "wyrobiony" egzemplarz w rajdowej wersji Poloneza na uwagę i zapamietanie zasługuje. Klatka, nadkola, zawleczki itd. Gratulacje dla kierowcy i pilota!
 

Zdjecie - no i niespodzianka: reinkarnowana Syrenka w swym kolejnym życiu.

W świetle zagadnienia aktualnego aczkolwiek właśnie minionego - tzw. konsultacji społecznych na temat regulacji ruchu ulicznego w TG tylko spokój nas może uratować. Bez pośpiechu! Kto ma pierwszeństwo: piesi , rowerzyści, mocykliści czy samochodziarze, to się za jakiś czas pokaże. Czekaliśmy lata całe (z dziesięciolecie już stuknęło?), poczekamy i następne.