Więcej! Więcej! Więcej!

Powroty w odwiedzane miejsca mogą niejednokrotnie zaskakiwać. Albo potwierdzać oczekiwania.

 I tak w pierwszym przypadku - nic się nie zmieniło.
Tego oczekiwałam po kolejnych odwiedzinach restauracji „Kogut i kurka” w Goczałkowicach Zdroju. Trafiono w dziesiątkę z miejscem, nie napuszony, przyjazny, ciepły, życzliwy gościom, który nie są tu intruzami i nie przeszkadzają w pracy personelowi. Paniom kelnerkom (zgrabne, zwinne i partnersko uprzejme) oraz szefowi kuchni  i wspierającym pracownikom pięć punktów na pięć możliwych przyznaję. Przesadziłam? Moim zdaniem nie. Niedowiarki niech przetestują osobiście. Nic się tam nie zmieniło już od ponad roku. Na szczęście!
 

Zdjęcie. Kogut, kurka, rybka - zwierzęta Goczałkowic. Nie wszystkie, bo nie opodal, w parku ...

Przypadek drugi: jak wiele się zmieniło!
Dworzec  przystanku kolejowego w Goczałkowicach, na trasie dawnej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, "nie miał lekko" w minionych latach. Zabytkowy budynek podupadał, niszczał, pyział (?). Za operacje dokonane na jego „ciele” oraz za przemiany otoczenia (lunety do obserwacji stawów, ścieżki, mostki, altanki, siłownię na wolnym powietrzu, akwarystyczny lokal w pobliżu, nad stawem) władzom lokalnym i społeczności tego małego śląskiego uzdrowiska pięć punktów na pięć możliwych samowolnie i spontanicznie przyznaję. I plus za zaskoczenie: nie „zrewitalizowano inaczej” czyli nie przywrócono tego terenu do stanu sprzed wzniesienia dworca. Rozsądek czy serce dla małej ojczyzny? Jedno i drugie. Tak trzymać!