Klamki nie pocałujecie...

Wielkie nazwiska, znani ludzie, słynne postaci – oto co pomaga zbić kapitał współczesnym społecznościom lokalnym i małym miejscowościom. Myślę o kapitale promocyjnym, wizerunkowym, markowym, który przeistoczyć się da w ten finansowy. I tak oto śląska dama, księżna, słodka Daisy przyciągnie już jutro do Pszczyny, gdzie znajdowała się jedna z jej rezydencji (a właściwie siedziba rodu jej małżonka z rodu Hochberg von Pless) tłumy, rzesze, zatrzęsienie gości. Gości zaopatrzonych w portfele, przygotowanych psychicznie i chętnych do pozostawienia ich zawartości właśnie w Pszczynie.

    

Zdjęcie - może być pewny każdy, kto zechce odwiedzić miasto i zamek pszczyński, że wszystkie drzwi będą dla niego otwarte i nikt klamki tam nie pocałuje i nie odejdzie z niczym.

Świętujmy więc wraz z Pszczyną na odległość lub "na żywo", wszak nieodległe to miasto od Tarnowskich Gór

 Ale, ale…tak sobie myślę, że brakuje w naszym górniczym mieście charakterystycznej dla niego postaci jaką jest księżna dla Pszczyny. A może jednak jest a właściwie był? Ktoś, kto dałby powód, pretekst, asumpt (?) do uczynienia go patronem święta miejskiego, święta miejskiego wcale nie tak dużego jak Gwarki lecz odbywającego się (podobnie do Daisy Days) na początku ciepłego sezonu w roku kalendarzowym? Już ja tam sobie myślę, że znalazłabym takiego. 

PS. Skarb przez znawców uważany za ważniejszy i cenniejszy od złotego pociągu w Wałbrzychu niedawno znalazł się na zamku w Książu, okazalszej niż pszczyńska siedzibie Hochbergów. Ale… to już całkiem inna historia.
    

Zdjęcie - jest Pszczyna, jest rynek i jest księżyc prawie pełny. Od jutro i księżna tu będzie. Kłaniamy się nisko!