Nie omijać Toszka!

Smakowitości! I te bochenki chleba podłużne i kwadratowe, i makiem sypnięte rogale , i pęknięte bułeczki, i pyzate pączusie, płatki migdałów na lukrze drożdżówek, szklane klosze, patery z pięknymi torcikami, uśmiechy dziewcząt słodkie jak te inne słodkości i … i …  Aaaa! I jeszcze czaaarnaaa kaaawaaa!  To rekwizyty, scenografia i aktorki. Scena? Cukiernia „Grzybek” w Toszku. A na scenie spektakl żywy i życiowy po obu stronach rampy/baru odgrywany codziennie przez ekspedientki i klientów.

   
Zdjęcie

Każdą z odwiedzanych cukierni porównuję z tarnogórskimi: tą pana Zdebikową, "Danusią" spod podcieni, i nowymi: "Perełką" czy "Pasją". Tak więc ta toszecka … ten „Grzybek”… to cukiereczek! Naprawdę! Tam wchodźcie bez obaw, bo zapachy, smaczki przesmaczne, widoki i miłe młode głosy warte są tego!  A kamieniczka zadbana, różowiutka jak rumieńce pań za ladą, taka bez zadęcia czy pychy (ale pyszna :), z wnętrzem jasnym i przyjaznym, zapraszającym do spędzenia kilku, kilkunastu chociaż minut przy stoliczku.
A sprzed kamieniczki już widać całkiem przyjemną płytę rynku z niewysoką zabudową, wieżę kościoła a do toszeckiego zamku rzut beretem.
Uwaga! Nie omijać Toszka, tylko wjeżdżać do centrum! Śmiało!