Mury były i pozostały

Ten i ów owszem, ale nie wszyscy tarnogórzanie wiedzą (co zresztą nie jest obligatoryjne), że nasze miasto nie miało nigdy murów obronnych, gdyż znaczenia militarnego mu nigdy nie przypisano. Skupione ciasno zabudowania otoczone były prawdopodobnie przez wał ziemny umocniony faszyną. Ta zaś w pewnym stopniu, oprócz utrzymywania „w kupie” skarp nasypów, pełniła funkcję ochronno-obronną.
 

A prawdziwe mury znajdziemy w Szydłowie.
Pisałam już jakiś czas temu o ratuszowej wieży bez ratusza (jest w dolnośląskim Strzelinie) a teraz wspomnę ratusz bez wieży – właśnie w Szydłowie. Przed kilku laty miejscowe władze przygotowały plany rewitalizacji ratusza i rynku za, bagatela, 10 mln zł ale… Na ich mocy ratusz miał odzyskać wieżę. Marne widoki, oj marne, na realizację zamiarów a to m.in. za sprawą skomplikowanych stosunków własnościowych. Wprawdzie właścicielem rynku jest gmina Szydłów ale ratusza – już prywatny przedsiębiorca, któremu niedawno spółdzielnia „Samopomoc Chłopska” (poprzedni właściciel) sprzedała budynek (sprawa w prokuraturze)... Ciekawe, co?

Zaś pewne są losy zamku i posadowionych głęboko w gruncie murów obronnych tego miasta – „polskiego Carcassone”. O ten tytuł podobno spierają się z szydłowianami paczkowianie.  Warowny charakter ma też do tej pory istniejąca synagoga, co widać na pierwszy rzut oka. Murom jak i zamkowi obronnemu nie grożą zawirowania, gdyż zamek i synagoga kulturą się bronią, a mury … ze swej natury drgnąć się łatwo nie pozwolą. Szydłowianom więc życzę – trwajcie wraz z miastem długo jeszcze!