Ku chwale herbu!

   Lipiec 2017. Nie jest mi wesoło, chociaż wakacje, lato, pogoda w sam raz, UNESCO … No, nie jest wesoło i już. Tak sobie wspominam o wiele milsze lipce, ku pokrzepieniu serca wspominam.

Ten w 2011 roku, gdy to minęło 230 lat od szczęsnego odkrycia złóż galenowych w szybie Rudolfina (i innych szybach niedługo po tym).
Ten w 2012, gdy minęło 450 lat od pojawienia się na świecie dziecięcia po długiej i ... przenoszonej(?) „ciąży”  (w 1526r. … zapłodnienie), któremu nadano metrykę urodzin z pieczęcią – herbem miejskim.
A teraz? W 2017 r., mamy 455. lipiec, jak rzekłam – niewesoły raczej generalnie. Ale w nim mieści się „rasowy ” herb tarnogórski. Bo nie było go przez długi czas po wojnie. Aż wreszcie przywołany, przypomniany, przywrócony przed 15 laty w sierpniu 2002r. Gdzieś za kulisami, na drugim planie stało wtedy dwóch heraldyków – „magików”, którzy odczarowali nasz oryginalny, szlachetny miejski znak. I teraz wymienię ich nazwiska, tak zwyczajnie – bez pompy i zadęcia. To doktor Arkadiusz Kuzio-Podrucki i doktor Dariusz Woźnicki. I dodam ze wzruszeniem: dziękuję. Dziękujemy!   
.........................................................................................................
 

PS.  I jeszcze był lipiec w 2009r., gdy … Ale to już całkiem inna , dużo mniejszego wymiaru historia. 

    
Zdjęcie