Godzina „W” na deptaku w Nałęczowie – pocztówka z raju

Dzieciństwo musi być okresem bardzo samotnym, podobnie jak pisanie. Płacz niemowlęcia szczelnie wypełnia wewnętrzne kontury mieszkania jakby tylko ten fragment na zawsze miał należeć do niego – nic więcej prócz ciepłej plamy słońca na politurze i otwartych drzwi (jasności o prawie zupełnie nieznanej funkcji i przeznaczeniu).
Chyba to dobrze dla ludzi, że na ten stan…, że na dzieciństwo nie przychodzi decydować się własnowolnie.

Chcę pozdrowić dziś czytelnika Tg.netu z Nałęczowa – krainy w swojej istocie idyllicznej. Można powiedzieć: z enklawy dawno już porzuconych wyobrażeń. Ze zdroju, z jądra ciemności tych myśli, które chcieliśmy pomyśleć o sobie, świecie, czy też Polsce („słowie zupełnie pozbawionego przyszłości”).

Pozdrawiam i ślę serdeczności.