Bez przebaczenia

To jedno z miejsc, gdzie przełamuje się garb i kończy się intensywna zabudowa miasteczka - rozrzedza się w parki, ogródki działkowe lub pola. Wtedy da się powiedzieć, że to jest nasz nowy dom. Rozsypac między drzewami szczyptę „ziemi świętej”, przywiezionej przez znajomą z wycieczki do Jerozolimy. Inne przejawy podróży, jej synonimy, zmuszają godzic się ze stratą. Tylko wycieczki pozwalają zachowac; zabrać ze sobą wszystko.

*

Podobno przyszła najwłaściwsza pora żeby przycinac gałęzie drzew owocowych. Więc nawet kiedy wkrótce wytną sad zrobiliśmy dużo prosząc o jego ocalenie. Teraz jest nasz i chyba będzie naszym dalej mimo wszystko. To przymierze daje nam tę gwarancję. Choc owo posiadanie ma zgoła inny charakter niż to zawarte powszednim aktem notarialnym, ale nie pozostaje bez znaczenia. Widzę, że już mimowolnie zaczęliśmy przemieszać się dużo swobodniej między zapamiętanymi punktami w miastach oraz miasteczkach, gdzie zachowały się skupiska drzewa owocowych, a także pojedyncze śliwy i rozłożyste orzechy włoskie.

*

Pogłębiam się w tym nowym domu, moje sny mają przeważnie teraz zrąb praktycznej perspektywy łowcy – śni mi się drewno i ogień. Wszystkie w słodkim umiłowaniu detalu, w jego powtarzalności i ornamentacjach (złożonych, nieregularnych). Tym spojrzeniem nie omiata się pobieżnie zagajnika łasząc się tylko na pracujące w nim światło. Raczej bliżej mu do klasyfikacji gatunków i systematyk suchości lub postępu butwienia. W tym języku drzewo znaczy prosto - drzewo, rzeka jest rzeką, ryba to ryba.

*

Dziś rano zorientowałem się, że nie wiem gdzie pozostawiłem telefon komórkowy. Przedtem natrętnie co jakiś czas dotykałem ubrania w miejscu gdzie zwykłem go trzymac. Chyba opuścił mnie ten rodzaj uspokajającego nawyku – ciągłego upewniania się, że gdzieś żyje inny człowiek.

*

Wymuszam pierwszeństwo przechodząc przez jezdnie po pasach udając, że jestem przekonany, iż to kierowca przepuścił mnie z własnej woli i panującej tu powszechnej uprzejmości. Robię tak nie dlatego, żeby coś manifestować albo stosować wobec niego pedagogiczne triki czy metodologie. Nic podobnego. Chcę tyko szybko mieć tę koniecznośc za sobą i nie mieszac krwi. Może to podłe, ale nie mam nawet specjalnych wyrzutów sumienia, że nie patrzę mu wówczas w oczy. Powiem więcej staram się nawet przez moment nie spostrzec nawet fragmentu jego twarzy. Myślę, że tak być powinno. Wszyscy mają swoje prawo do intymności. Wszyscy jej potrzebują. Nawet jeśli żyją tutaj – nad Wisłą.

*

Zaglądam w lustro – patrzę w lewo, w prawo, patrzę prosto. Żadna z tych twarzy nie przypominam Jacka Nicholsona w „Lśnieniu”. Jedynie głębokie zakola i upięcie skóry na żyłach czoła, ale te drugie są raczej przywilejem Estwooda w filmie: „Bez przebaczenia”.