Targowisko

Pani Janina pokazuje mi kilkanaście skrzynek z warzywami. „Niczego nie kupuję na giełdzie, nie o to przecież chodzi” – chwali się.
„Jak zmieścimy się teraz z tym wszystkim w małym kramiku?” – wyraża swoją obawę. „Ten nowy projekt był chyba robiony zza biurka”– żali się. Pośród codziennych problemów wskazuje: brak toalet i zbyt wczesne gaszenie latarni. „Rankiem musimy rozpakowywać się po omacku” – mówi. „Jeśli otoczą plac parkanem nie będzie można tu wjechać. Wszystko trzeba będzie przenosić z ulicy i blokować jezdnie.” – załamuje ręce. „Tutaj wystarczyłoby położyć dobry bruk” – kwituje. Na całym placu nie znajduję ani jednego sprzedawcy, który wyrażałby się z aprobatą o nowym projekcie.
Nowa koncepcja placu targowego nie podoba się także wielu społecznikom. Do jej przeciwników należy Tarnogórska Fundacja Kultury i Sztuki. Pan Krzysztof Mazik, przewodniczący fundacji, podkreśla, że „Stary projekt, którego realizacja została już przecież rozpoczęta, uwzględniał zarówno interesy sprzedawców jak i historyczny charakter miejsca. Jego powstanie poprzedzały półroczne konsultacje z kupcami. Pracowali przy nim architekci”.
Profesor Werner Lubos, malarz i wykładowca, nie kryje swojego rozżalenia. W sposób szczególny bulwersuje go wycinka drzew na tym placu. „Wycinkę powinny poprzedzać konsultacje społeczne, a nie pozwala się nam nawet wyrazić opinii” - oświadcza.
Podobnie Pani Barbara Dziuk, poseł na sejm. Jej zdaniem: „Bardzo ważne jest, żeby godnie zadbać o pamięć historyczną. Poza tym w pierwszej kolejności należy słuchać osób bezpośrednio zainteresowanych – tych, którzy na co dzień prowadzą tutaj swoją działalność.”
Targowisko i inne części miasta, nie powinny być wytworem pojedynczej wyobraźni – to musi być wypadkowa wielu doświadczeń. Stary projekt, o którym mówimy, jest może mało fotogeniczny. Jego wartością jest przede wszystkim wartość dialogu (jakże istotna w tym miejscu i chyba przecież w każdym innym także? ).