Posłańcy bogów

Mam wrażenie, że kiedy myśleć pragmatycznie, nawet posłańcom bogów przypada w udziale rola donosicieli lub co najwyżej szpiclów. Tak to się dzisiaj przekłada na polszczyznę, choć kiedy przyjrzeć się temu bliżej rzadko kto potrafi jednoznacznie i w sposób zdecydowany opowiedzieć się po stronie własnego wyznania i ideologii. Naprawdę trudno znaleźć człowieka o zadawalającej klasie intelektu, który przy tym nie posiadałby wyraźnego interesu żeby wierzyć, a byłby zdolny zapamiętale poddać się i zapatrzeć, aż po łzę w jaskrawy wdzięk idei. Mimo to jednak szczerych wyznawców nie brakuję co tylko wciąż upewnia, że głód i tęsknota wciąż są szczere i czyste. Trzeba przyznawać to ze wstydem, a nie w zachwycie.
Dlatego zdrajca i posłaniec bogów są potrzebni, żeby móc swobodnie porzucać szereg nieludzkich zobowiązań. Opuszczać strumień rzęsistego światła i kierować się ku szeptowi, kierować się do sprzymierzonego ucha. Wyostrzać kontur twarzy, zmarszczki i bruzdy. Tak, by, jak to mówią, charakter mógł wyjść człowiekowi na twarzy i w ten czas stanąć już zupełnie gotowym, razem na zgromadzeniu podobnych w tym zmięciu i odcieniu szarości – wciąż szczerym i czystym wymiarze tęsknoty i głodu.