obowiązki przedszkolne

Przed kilkoma miesiącami, podczas jazdy autobusem, moja córka bawiła się plastikowym słoniem. Zabawka upadła na podłogę i wraz z żoną postanowiliśmy nie dawać jej już z powrotem. Podłoga w autobusie była brudna. Nasze dziecko jednak uparcie domagało się zwrócenia zabawki. Płacz i marudzenie zwabił małego chłopca, który zza sąsiedniego oparcia fotela zaczął przyglądać się zajściu. W pewnym momencie chłopiec wydał komendę mojej żonie, która trzyma w ręku słonika. Jednoznacznie wypowiedział się slowami: „Daj jej” i uczynił czytelny dla nas gest, którym wskazał czynność jakż mamy zrealizować. Moja żona, kapitulując wobec jego stanowczości i przekonania o słuszności wydanego nam polecenia powtórzyła ów gest oddając naszej córeczce zabawkę.
Wówczas po raz pierwszy dotarło do mnie, że nasze dzieci bardziej należeć mogą do swego pokolenia niż do nas samych, że nasza rola, choć zapewne istotna, może być rolą drugoplanową w perspektywie życia naszego malca. W ten sposób zrozumiałe dlaczego kiedy czyta się „Dzieci z Bullerbyn” rodzice sa tam zaledwie tłem – workowatym łonem świata; krajobrazem dla myśli i pierwszych kroków głównych bohaterów życia. To, nam dorosłym, zabiera przekonanie o dawnej sile i obecności - to nas anihiluje i przyzwyczaja do nieodzownej perspektywy jaką mieć musimy przed sobą. Taki jest naturalny i bezwzględny porządek rzeczy, który odnajduje się w nas bez naszej woli i winny. To pozwala mi podejrzewać, że wcale to nie musi być prawda, iż na śmierć trzeba być gotowym – szczególnie na własną. Takie chwile po prostu przychodzą i wychowują nas same – myślę, że błyskawicznie potrafimy ustawić się na płasko kiedy tylko dotknie nas słabość.
Na co nas stać? – choć słowo „stać”, to chyba nie jest najlepsze słowo, bo posiadanie dziecka jest raczej uczestnictwem (uczestnictwem niezasłużony), niż przywilejem. Wszyscy musimy wzrastać, ale ten proces wcale nie musi być niezwisły i może podlegać degradacji i rozmaitym wpływom. Jako rodzina jesteśmy wobec tego samotni. Wszelkie ustalenia, dyrektywny, socjalizujące rozporządzenia i afiliacyjne instynkty są wobec tej samotności czymś zewnętrznym i koniecznym, i przez ta konieczność stają się coraz mniej obce. Jednak nigdy nie należy zapominać, że nie tego chcieliśmy na początku – czas, w którym ojciec i matka porzucają swoje dzieci i oddają je szkołom, później zakładom pracy jest czasem przez nich upragnionym, ale nigdy nie przestanie być czasem rozstania. Kiedy jesteśmy na to gotowi?