Persona non grata

Małżeństwo może nauczyć człowieka, że w rzeczy samej mało istotne bywa to kto tak naprawdę ma rację, a wymiana argumentów bynajmniej nie prowadzi ku temu żeby cokolwiek rozwikłać, wyjaśnić, a już na pewno nie ma na celu zażegnania konfliktu. Dlatego często najzdrowszym z rozwiązań bywa kapitulacja z własnych ambicji, pretensji i oczekiwań. Bo przecież nie ma też niczego takiego jak zewnętrzny, obiektywny arbitraż. Jest tylko goła racja wspólnej egzystencji - szczęśliwej lub ciężkiej do zniesienia.
Czy zatem mój głód Mędrca, mędrca jako instytucji, jest aby możliwy do nasycenia, czy może raczej jest tylko przejawem własnej bezsilności i dezorientacji? Choć przecież rola mędrca to nie jest rola naiwnie oczekiwanego arbitra lecz prędzej rozjemcy - człowieka, którego myśl podąża drogą łagodności i prowadzi do głębokiego doświadczenia wspólnoty. Faktem jest, że podobne postaci rozpoznaje się głównie na kartach literatury w osobach żydowskich cadyków, indiańskiej starszyzny, Anzelmów Bohatyrowiczów pamiętających idyllę szczęsnej wspólnoty.
Dzisiejsza, polska rzeczywistość oferuje nam wyłącznie coś w rodzaju atrapy Mędrca, a w zasadzie jego karykaturalną interpretację jaką stanowi figura "Autorytetu". Mam tu na myśli ten rodzaj autorytetu, który z cicha, porozumiewawczo wyprzedza przymiotnikowe zapewnienie: "nasz" - w rozumieniu zgodny z naszą wizją, światopoglądem, polityką. Owa postać jest wytworem naszych oczekiwań, marzeń o tym, ze istnieje ostateczne zwycięstwo naszej racji. Nic bardziej zwodnego nie może przydarzyć się wolnemu intelectum - jeśli da uwieść się tego rodzaju pokusie.
Minione dwudziestopięciolecie powołało do istnienia także inną, powszechną figurę - mianowicie mam tu na myśli rolę "Persona non grata" - osoba niepożądana, a przeto wyłączona "bezpiecznie" ze wspólnoty. Dokonuje się tego za pomocą ośmieszenia, wyszydzenia, a najlepiej skierowania wprost do sołżenicynowskiej psychuszki. Dzięki tej figurze można jeszcze bardziej pogłębić swoje przeświadczenie o własnej racji zachowując jednocześnie poczucie, że owa racja jest wspólną, wspólnotową, bo Ci co wyrzuceni, umieszczeni w przedmiocie instytucji "Persona non grata" w zasadzie nie istnieją jako podmiot wspólnoty. Ba! Nie w zasadzie - na pewno - Ot, dla dobra "djemokracji".
Persona non grata, to pozycja niebezpieczna w swych konsekwencjach, bo kiedy tylko grupa, podmiot wydrze się z jej okowów lub zwyczajnie dorwie się do władzy, do głosu, przychodzi czas odwetu, w jej mniemaniu czas zadośćuczynienia, rozliczenia krzywd. Co owocuje tylko pogłębieniem patologii, a może po prostu jest jej immanentną eskalacją - wyjściem choroby na zewnątrz.
Były Prezydent Aleksander Kwaśniewski w jednym z niedawnych wywiadów przyznaje, że III Rzeczpospolita przegapiła interesy sporej grupy swoich obywateli - nie wszyscy złapali się na ten projekt. Mówi o tym jakby to był błąd przy pracy.
Nasuwa się więc pytanie: Czy zatem konstrukcja okrągłego stołu, przez błąd lub premedytację, miałaby okazać się tylko projekcją, fikcją? Wszakże rycerze króla Artura przystępowali do niego jako równi sobie. To był główny cel powołania takiej figury, takiego mebla. Co zatem zawiodło? I kto zdoła teraz napić się ze świętego Kielicha?
A może demokracja, jako system partyjny, jest w swojej naturze zbyt "kanciata" i próba posadzenia jej przy antycznym meblu, wystruganym u zarania wielkich, europejskich monarchii jest zabiegiem przypominającym słynny problem z kwadraturą koła, czyli przedsięwzięciem z góry skazanym na porażkę? - tak twierdzi jeden z moich znajomych.
Czy więc jedynym remedium na niedostatki demokracji miałaby być dojrzałość osobowa i społeczna narodu - wszak to beznadziejna, przerażająca konstatacja.

"Starszyzna obecna w nas wie, że nie istnieje ostateczną racja, gdy w grę wchodzi otwarty konflikt stron. Poczucie słuszności pojawia się tylko w związku ze wspólnotą, wraz z wewnętrznym spokojem umysłu, rozwijającymi się i trwałymi relacjami oraz pracą że światem, która przekształca napięcia istniejące między grupami."
A. Mindell "Lider mistrzem sztuk walki. Wstęp do głębokiej demokracji." Warszawa 1992